Świąteczne przekomarzanki [męskim okiem]

Z tajemniczych powodów im bliżej świąt, tym napięcie w naszych domach niebezpiecznie rośnie. Redaktorzy MH, w imię miłości i rozsądku, namawiają do rozejmu.

Świąteczne przekomarzanki fot.shutterstock.com

„W filmach tak jest, że ona otwiera prezent i woła: »Skąd wiedziałeś«? Wymyślają te historie bez sensu, prawda?”.

Piotr Pflegel, redaktor działu Zdrowie MH:

Bardzo zabawne, naprawdę bardzo zabawne. Nie pisuję scenariuszy, ale dam sobie rękę uciąć, że przegapiłaś wcześniejszą scenę, w której nasi bohaterowie stoją przed witryną butiku z torebkami i ona wzdycha do tej zielonej. Tak to działa w filmie. W życiu również, bo niby skąd normalny facet ma wiedzieć sam z siebie, że ona marzy akurat o dostaniu pod choinkę rozkloszowanej spódnicy midi z wysokim stanem, beżowej z niebieską falbaną? Ma się domyślić? Takich cudów nie ma, drogie Panie. A nawet jeżeli, to tylko w hollywoodzkich scenariuszach. Tych gorszych.

Moja rada: Prawda jest najpewniej taka, że w ciemno facet może kupić w prezencie swojej ukochanej wyłącznie kolię z brylantami – do całej reszty potrzebuje wskazówek, a przynajmniej czytelnych sygnałów. Jeżeli nie będziecie ich wysyłać, to już do końca świata będziecie dostawać suszarki i prostownice.

„Zaprosiłeś wszystkich na Wigilię do nas? Bez rozmowy ze mną?! My nawet nie mamy tylu talerzy!”.

Michał Gołębiewicz, redaktor działu Dieta MH:

Właśnie miałem Ci powiedzieć, bo pomyślałem, że załatwimy to za jednym zamachem i będzie z głowy. Co roku się spieramy, gdzie pójdziemy najpierw, do moich czy do twoich, a tak odbębnimy to raz i szlus. Pomogę Ci, niczym się nie martw. A talerze się dokupi. Sztućce? Też. Krzesła pożyczy się od sąsiadów i będzie git.

Moja rada: Intencje może były słuszne, bo nie wszystkie doświadczenia z rodzinnych spędów są najlepsze. Zawsze się znajdzie wujaszek czy ktoś, jakiś towarzyski Vlad Palownik, który zalezie człowiekowi za skórę. Jednak podejmowanie takich decyzji bez wcześniejszej rozmowy i wspólnych ustaleń wygląda na efektowną i udaną próbę samobójstwa. Odradzam ten bolesny sposób.

„Trzeba odświeżyć jadalnię i łazienkę: cyklinowanie też by się przydało”.

Piotr Makowski, redaktor naczelny MH:

Serio? Może jeszcze odmalujemy z tej okazji klatkę schodową i wymienimy wszystkie okna na czyste? W końcu to święta. Oczywiście zwrot ”trzeba odświeżyć” jest wyłącznie grzecznościowy; w rzeczywistości brzmi: ”musisz odmalować”, a ewentualna przydatność cyklinowania koniecznością niecierpiącą zwłoki. W końcu to święta. Coś, co było przez cały rok oswojoną normalnością, która nikomu nie przeszkadzała, nagle z początkiem każdego grudnia staje się nie do wytrzymania – np. kondycja jadalni lub łazienki, prawda? W tym świątecznym amoku wielkich porządków jest jednak coś dziwnego, prawda?

Moja rada: Próby okiełznania tego żywiołu raczej się nie powiodą (w końcu to święta), ale próbować można. Inaczej mówiąc, trzeba te cholerne remonty robić na bieżąco, żeby przynajmniej to szaleństwo nie kumulowało się w jednym czasie. Nic więcej się nie wymyśli.

„Co będziemy jedli na Wigilii? Jeszcze się zapytaj, kiedy ją urządzamy! Zawsze są karp, uszka, barszcz itd.!”.

Michał Rosiak, redaktor działu Fitness MH:

Żeby wszystko było jasne: jestem jak najbardziej za tradycją i sądzę, że warto ją pielęgnować i podtrzymywać. Po prostu: jak lubię Wigilię, tak nie lubię karpia, a ten straszy mnie co roku z półmiska. Wiem, wiem, nikt nie każe mi go jeść – teraz, bo w dzieciństwie mi kazano – ale czy naprawdę nie może to być inna ryba? Albo mała porcja karpia dla amatorów (choć nie znam ich zbyt wielu) i jakaś inna, smażona ryba dla całej reszty biesiadników posiadających smak? Skoro nawet uznano, że mięso na Wigilii nie jest grzechem, to dlaczego nie inna ryba? Proszę.

Moja rada: Wyobraźcie sobie, że w sondażach poświęconych naszym świątecznym kłótniom aż 11% uznało „odmienne zwyczaje i tradycje” za wystarczający powód do awantury. Uczciwie trzeba przyznać, że nierówny podział obowiązków w przygotowaniach i miejsce spędzania świąt budziły większe emocje, ale mimo wszystko, żeby kłócić się i rzucać focha o menu? Wygląda na to, że każdy powód jest dobry – nie idźmy w tę stronę. Szkoda życia.

ZOBACZ TEŻ: Tajemnice alkowy [męskim okiem]

Zobacz również:
REKLAMA