Domowy mir w natarciu [męskim okiem]

Po polu minowym trzeba umieć się poruszać, a najlepiej nie włazić na nie w ogóle. A święta i przedświęta bardzo je przypominają. Redaktorzy MH dziś w roli saperów.

Domowy mir w natarciu fot. shutterstock.com

„Więc mówisz, żebym wyluzowała trochę z porządkami, tak? Big Lebowski się, cholera, znalazł, tyle, że to ja będę świecić oczami!"

Piotr Makowski, redaktor naczelny MH

No, ludzie kochani, ja przecież tak z troski! Narzekasz, że bolą Cię plecy, a tu jakąś akrobatykę pod sufitem wyczyniasz. Żeby nie było, że nie mówiłem, ale to źle się skończy. Zobaczysz. Drabinę byś chociaż wzięła: i kręgosłup wtedy mniej pracuje, i będzie Ci po prostu łatwiej. Pomyśl trochę o sobie, kobieto, a nie tak na wariata! Bosz...

Moja rada. Miałem znajomego, który w trakcie grubych porządków wstawał z fotela i mówił do swojej żony, myjącej z taboretu piąte okno: „Kochanie, ja nie mogę patrzeć, jak Ty się zaharowujesz, serce mi się kraje”. I wychodził z domu, by tego nie oglądać. Dawno go nie widziałem, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że pewnego dnia dźgnął się nożem 18 razy i zakopał w ogródku. Nikt tego nie wie, ale też nikt go nie szuka. Ciekawe dlaczego, prawda?

„Było myśleć zanim zaprosiłeś 15 osób na wigilię bez słowa ze mną! Jeśli ma być, jak należy: 12 potraw, choinka, prezenty, to kto to przygotuje, co?!"

Marek Dudziński, redaktor działu Fitness MH

Może nie tyle zaprosiłem, co rzuciłem koło ratunkowe. Byłem u rodziców i przez godzinę słuchałem, jak jest ciężko ze wszystkim. Potem byłem u Twoich i znowu przez godzinę, jak jest ciężko. Zaproponowałem, że dołożymy się do świąt, to się obrazili, więc co miałem robić: zaprosiłem ich do nas. Dopiero później się dowiedziałem, że wujostwo też przyjeżdżają, a o stryju i stryjence to Ty mi powiedziałaś. Zresztą dosyć głośno. Spokojnie, na pewno dasz radę, tzn. damy. Damy radę.

Moja rada. Trochę dyplomacji się przyda. Idź do jednej mamy w sprawie uszek („Nie wyobrażamy sobie Wigilii bez maminych uszek i barszczu”), potem do drugiej („Co to za Wigilia bez maminych pierogów”), a ojcu powiedz, że smażyłeś rybę, ale nie wychodzi tak dobra, jak jego. To wystarczy. I cztery dania z głowy.

„Święta to okazja do spełniania obietnic. Rok temu obiecałeś mi kran naprawić i odmalować łazienkę. To jest właśnie ten czas, chłopie, tak, tak!”

Marek Girulski, sekretarz redakcji MH 

Od spełniania życzeń to są złote rybki, dżiny i spadające gwiazdy. Poza tym, nie składałem żadnych obietnic, tylko po prostu powiedziałem któregoś dnia: „Trzeba by kran naprawić” i być może powiedziałem, choć wątpię: „Trzeba by łazienkę odmalować”. Czy to jest obietnica, czy jednak zdroworozsądkowa konstatacja, że kran (minimalnie zresztą) cieknie? To jak przed telewizorem, gdy słyszysz o kolejnym pijanym kretynie za kierownicą i mówisz: „Trzeba by coś zrobić z tym tałatajstwem” – to też, według Szanownej Pani Od Spełniania, jest obietnica? No, chyba nie.

Moja rada. Życie z Tobą, trzeba przyznać, może być pełne uroku, ale nie zmienia to faktu, że z kranu się leje, łazienka piszczy za remontem, palnik w kuchence pewnie nie działa, a na schodach nie ma od roku światła. Kolejna zła wiadomość, że tę wojnę ze skrzeczącą rzeczywistością przegrasz, a żona, zamiast prosić, będzie Cię od razu lała mokrą szmatą. Porzuć płonną nadzieję, że zrobisz to sam – wydzwoń fachowca i będzie święty spokój. A przy okazji gaz, prąd i woda.

ZOBACZ TEŻ: Rodzinne sprawy [męskim okiem]

Zobacz również:
REKLAMA