[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Uzależnienie od miłości - z czego wynika i czy może być niebezpieczne

Miłość może nas uskrzydlić i wydobyć z nas wszystko, co najlepsze. Ale może też zmienić nas w potwory.

uzależnienie od miłości

Serce bije jak oszalałe, dziwny ucisk w żołądku, dłonie spocone, szumi Ci w uszach - nie, nie jesteś pijana. Jest 3 nad ranem, a Ty leżysz trzeźwiutka w łóżku i właśnie czytasz wiadomość od niego. Uśmiechasz się błogo mimo dziwnych sensacji w ciele i teraz już chyba wszystko jest jasne – jesteś zakochana. Zakochana, tralalala, zakochana jak nastolatka! Czy jest tutaj choćby jedna osoba, która nigdy nie czuła tych motyli w brzuchu, nie podskakiwała z radości na dźwięk wiadomości przychodzącej od niego? I nie analizowała (sama albo z zaufaną przyjaciółką) ukrytego znaczenia tekstów od niego? A pamiętacie to uczucie, kiedy się z nim żegnasz na przystanku (do jutra) i czujesz, że serce zamiera Ci z tęsknoty?

Jeżeli wiecie, o czym mówię, to znaczy, że poznałyście na własnej skórze uzależniające aspekty zakochania. Bo zakochanie jest rodzajem narkotyku – tak wynika z tegorocznego podsumowania dotychczasowych badań nad związkami. Stan zakochania popycha ludzi do zachowań skrajnych, ryzykownych, niebezpiecznych w bardzo podobny sposób, jak czynią to alkohol i narkotyki. Co więcej, podobnie jak w przypadku substancji uzależniających, istnieją ludzie bardziej i mniej podatni na popadnięcie w nałóg. Czas przyjrzeć się temu, co nauka, a konkretnie neurologia, ma nam do zaoferowania w kwestii miłości.

Miłość i inne narkotyki

Zespół badaczy z Centrum Neuroetyki przy Uniwersytecie w Oxfordzie dokonał przeglądu 64 badań przeprowadzonych między 1957 a 2016 rokiem. Okazuje się, że istnieje mnóstwo dowodów na to, iż na poziomie neurologicznym, biochemicznym oraz behawioralnym istnieje niezwykłe podobieństwo między uzależnieniem od miłości a uzależnieniem od np. kokainy.

Naukowcy wyodrębnili dwa rodzaje miłosnych uzależnień. Pierwszy jest zbliżony do normalnych objawów zakochania, ale z silniejszym „głodem” ukochanej osoby. Drugi typ obejmuje osoby, które tak silnie pragną zbliżyć się do obiektu swoich uczuć, że skłania to ich do zachowań skrajnych, często nieakceptowanych społecznie. Jest to, podobnie jak w przypadku typowych uzależnień, związane z podwyższoną aktywnością ośrodka nagrody w mózgu. Osoba uzależniona doświadcza nieprzepartej potrzeby powtarzania tego doświadczenia. Po prostu traci nad tym kontrolę.

Szef tych badań Brian Earp, zwraca uwagę, że o tym drugim typie uzależnień mówi się w takich przypadkach, jak natręctwa seksualne, toksyczne i przemocowe związki, niezdrowe uzależnienie od drugiej osoby itp. Ciężki kaliber, jak widać, i dotyczy to raczej wąskiego marginesu. Nas interesuje raczej ten pierwszy, łagodniejszy rodzaj uzależnienia, spotykany najczęściej. Naturalnie bycie w stanie zakochania jest przyjemnym doznaniem dla każdego. Szukamy miłości i czujemy się bez niej źle. A kiedy się zakochamy, staramy się przebywać jak najczęściej z obiektem naszych uczuć. Najnormalniejsze w świecie, prawda?

Problem zaczyna się wtedy, gdy nasze dążenie do „posiadania na własność” ukochanej osoby doprowadza do zachowań, które szkodzą nam albo innym osobom (pamiętacie film „Fatalne zauroczenie”, w którym zakochana Glenn Close usiłowała bardzo zaszkodzić swojej rywalce za pomocą wielkiego noża?). Idea, że zakochanie ma coś wspólnego z szaleństwem, nie jest nowa. Słynna antropolog, dr Helen Fisher, w 2013 roku przeprowadziła badania na osobach, które przeżyły rozstanie czy porzucenie, i – mówiąc najbardziej obrazowo - miały „złamane serce”. Skan mózgu tych osób w chwili pokazywania im zdjęć ukochanych wykazywał aktywność w tych samych rejonach, co u osób uzależnionych od używek – takich jak kokaina, alkohol czy papierosy. Są to rejony odpowiedzialne za ekstazę, tęsknotę i motywację (potrzebną do działania w celu zdobycia swojego narkotyku).

Według naukowców nasza skłonność do uzależniania się od miłości tkwi głęboko w naszym mózgowym „oprogramowaniu” i wyewoluowała miliony lat temu, aby nasi przodkowie mogli skoncentrować się na jednym partnerze. „Kiedy tracisz miłość, tracisz coś, co z punktu widzenia ewolucji jest najcenniejszym czyli partnera, z którym możesz stworzyć związek” – mówi dr Fisher. Nasz mózg został zaprogramowany tak, aby w takich chwili zmobilizować wszystkie zasoby organizmu do działania mającego na celu odzyskanie delikwenta. To się nazywa „faza niezgody”.

Skażone uczucie

To bardzo fajne i wyzwalające, że możemy obwiniać ewolucję o te pijackie wiadomości głosowe, które zostawiamy mu na telefonie, bo z jakiegoś powodu nie odbiera (nie chce, jest poza zasięgiem, jest z tamtą, nie słyszy, umarł, zgubił telefon, nie chce odebrać, nie słyszy...). Ale trzeba sobie zadać pytanie: w którym momencie to może przekształcić się w coś niebezpiecznego?

Każde uzależnienie wiąże się z jakimś rodzajem chaosu – jakichś szkód wyrządzonych bliskim ludziom, własnemu zdrowiu, życiu zawodowemu itp. Niektóre obsesje mijają jak wiosenna burza – wielkie emocje, które w krótkim czasie wyciszają się nie powodując poważnych strat. Ale są takie, w których ludzie pogrążają się na długo, uparcie odmawiając przyjęcia do wiadomości, że ich ukochany/ ukochana nie odwzajemnia ich uczuć. Dr Fisher zwraca uwagę, że naturalny narkotyk, jakim jest zakochanie, może pełnić pozytywną rolę. To wtedy, gdy miłość jest odwzajemniona i nie ma żadnych prawnych ani obyczajowych przeszkód (np. nie jesteście spokrewnieni), aby się połączyć. Ten sam narkotyk może zmienić życie nasze i innych osób w koszmar, kiedy obiekt naszych uczuć nie odwzajemnia ich, jest w związku albo jest osobą toksyczną, czyli w jakiś sposób niebezpieczną. Jak wszyscy nałogowcy, ci uzależnieni od miłości są w stanie zrobić wszystko, aby odzyskać czy zdobyć swój narkotyk. Robią rzeczy upokarzające, degradujące, niebezpieczne – takie których na trzeźwo” nigdy by nie zrobili.

Agnieszka, lat 31, pracuje w dziale marketingu w dużej korporacji. „Ludzie, przedstawiając siebie, często definiują się przez to, co robią. Ja zawsze myślałam o sobie w kategoriach związku – jestem dziewczyną Kuby, jestem dziewczyną Pawła. Seryjna dziewczyna. I zawsze powtarzało się to samo: on ode mnie odchodził, twierdząc, że jestem zaborcza, ja szalałam, dzwoniłam, śledziłam go, robiłam różne głupie rzeczy, o których wstyd mówić, a potem wpadałam po uszy w nowy związek. Obecnie jestem w trakcie terapii”. Dosyć charakterystyczne dla tego typu osób jest to, że nie tyle są uzależnieni od konkretnego obiektu, co od tego szalonego emocjonalnego haju. Dlatego historia ich życia to seria podobnych relacji.

Terapeuci znają też inny rodzaj uzależnionych. To ci (albo te), których relacja jest wymyślona od początku do końca. To często przypadek tzw. stalkerów, którzy w swoich fantazjach nawiązują miłosną relację ze sławną osobą i zupełnie nie rozumieją, dlaczego są traktowani jak groźni napastnicy, skoro przecież tylko chcą wejść do domu ukochanej. Skąd bierze się taka podatność na uzależnienie od miłości? Czy to jakieś demony przeszłości, czy może za mało jakiegoś neuroprzekaźnika w mózgu?

Wspomniana wcześniej Agnieszka podczas terapii zrozumiała, że na jej obsesyjne zachowania miało wpływ poczucie odrzucenia w dzieciństwie. Tak bardzo przeżyła rozwód rodziców oraz odejście ojca, że lęk przed porzuceniem naznaczył kolejne lata jej życia. W każdym związku najbardziej bała się porzucenia, dlatego stawała się zaborcza, osaczająca, doprowadzając tym zachowaniem do rozstania. I schemat się powtarzał po wielokroć. Agnieszka po wielu spotkaniach indywidualnych z terapeutą zdecydowała się przystąpić do grupy Anonimowych Uzależnionych od Seksu i Miłości (SLAA). To wspólnota działająca na bazie programu Dwunastu Kroków, zaczerpniętych z programu anonimowych alkoholików. Grupa jest otwarta zarówno na tych, którzy cierpią z powodu uzależnienia od jednej osoby, jak i tych, którzy są „ćpunami euforii”, ale znajdą tu pomoc również seksoholicy. 

Być na haju

Eksperci ostrzegają, że nasze czasy zdominowane przez internet i media społecznościowe tworzą żyzny grunt pod rozwój wszelkiego typu obsesji. Stalkerzy opętani wizją związku ze sławną osobą mają złudzenie nieustannego z nią kontaktu. Myślą sobie, że skoro ona publikuje codziennie na Instagramie swoje seksowne fotki, to z pewnością robi to dla niego. Nawet osoby niezainteresowane celebrytą, tylko zwykłym śmiertelnikiem, mają dostęp do jego życia – wystarczy mieć konto na FB.

Tinder i podobne mu aplikacje to z kolei wymarzone narzędzie do polowań na swoje „narkotyki dla osób uzależnionych od emocji czy seksu. To ci ludzie, dla których liczy się tylko pierwsza faza związku – emocje, fascynacja i pierwsze kontakty seksualne. Etap związku, w którym pojawia się już przywiązanie czy stabilizacja, kojarzy im się z nieznośną nudą i nie mogą się powstrzymać przed szukaniem nowych podniet. Do tego dochodzi jeszcze ta współczesna presja na bycie perfekcyjnym, co obejmuje też posiadanie perfekcyjnego partnera czy perfekcyjnego związku. Kiedy coś zaczyna zgrzytać, nie myślimy o naprawieniu tego, o jakiejś pracy nad związkiem czy nad sobą.

Nałogowcy szukają nowego obiektu, bo sieć podsuwa nam coraz to nowe obrazy wspaniałych ludzi, którzy wydają się być w zasięgu palca na wyświetlaczu telefonu. Myślicie, że to ich sprawa, jak chcą żyć? No, niezupełnie. Takie osoby zostawiają za sobą pobojowisko w postaci skrzywdzonych partnerów, którzy zostali potraktowani instrumentalnie. I być może w którymś momencie swojego życia zdecydują się szukać pomocy. Podobnie jak inni nałogowcy, muszą nauczyć się kontrolować swój nałóg i pogodzić się z tym, że życie nie zawsze musi dostarczać wielkich emocji.

 A może to naprawdę problem?

Zastanów się, czy te zdania brzmią dla Ciebie znajomo.

  1. Czujesz się wartościową osobą wyłącznie wtedy, kiedy jesteś z kimś związana.
  2. Stan zakochania albo ból po utracie miłości sprawia, że nie możesz się na niczym skupić, masz z tego powodu poważne problemy w pracy.
  3. Tak bardzo boisz się porzucenia, że tkwisz w związkach, które są dla Ciebie niekorzystne. 
  4. Godzisz się na psychiczną lub fizyczną przemoc tylko dlatego, aby nie być sama.
  5. Aby odzyskać partnera, robisz rzeczy, których się potem wstydzisz (dzwonisz po nocy, śledzisz go, robisz publicznie awantury, napadasz na rywalkę itp.)
  6. W Twoim życiu powtarza się schemat toksycznych relacji: wiążesz się z podobnym typem mężczyzn, którzy Cię porzucają albo są emocjonalnie zimni.
  7. Szybko się nudzisz w ustabilizowanym związku.
  8. Wielokrotnie zdradzałaś partnerów.
  9. Szukasz dodatkowych emocji, prowokujesz partnera do ataków zazdrości, potrzebujesz dramatów.
  10. Kiedy jesteś zakochana, cały świat przestaje dla Ciebie istnieć, nie spotykasz się z przyjaciółmi, rodziną, zapominasz o swoich pasjach.
  11. Zakochujesz się w osobach kompletnie dla Ciebie niedostępnych (sławnych ludziach albo takich, którzy są Tobą kompletnie niezainteresowani).
  12. Będąc w związku, stawiasz potrzeby partnera ponad swoje własne.
  13. Stawiasz partnera na piedestale, nie widzisz w nim żadnych wad, nawet gdy przyjaciele czy rodzina Cię przed nim ostrzegają.

Im więcej twierdzących odpowiedzi, tym więcej powodów, żeby zwrócić się o pomoc do psychoterapeuty, który może doradzić Ci przyłączenie się do grupy anonimowych uzależnionych od seksu i miłości. W naszym kraju działa ponad 30 takich grup i otwarte są dla każdego, kto czuje, że stracił kontrolę nad swoim życiem (więcej na stronie www.slaa.pl).

ZOBACZ TEŻ: Przepis na miłość: jak stworzyć związek, który przetrwa lata oraz Czy długotrwałe związki to przeżytek?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij