[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Porno - niewinna przyjemność czy wielkie oszustwo?

Czy wiedziałaś, że Polki są w ścisłej światowej czołówce, jeśli chodzi o oglądanie filmów pornograficznych? I nawet jeśli doświadczają negatywnych konsekwencji z tym związanych, to i tak radzą sobie z nimi lepiej niż ich partnerzy.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, niemal 80% Polaków regularnie lub sporadycznie ogląda pikantne filmiki. Nic zatem dziwnego, że gdy na początku grudnia 2019 roku Pornhub, najpopularniejszy serwis pornograficzny na świecie, podzielił się statystykami na temat krajów, które generują największy ruch, Polska zajęła 14. miejsce, wyprzedzając m.in. Indie czy Rosję. Jakby tego było mało, wśród rodzimych użytkowników 35% stanowiły kobiety, co jest szóstym wynikiem na świecie.

Mogłoby się wydawać, że nie ma w tym nic złego. Dzięki internetowi dowiadujemy się, jak robią to inni. Fantazjujemy na temat seksu, którego nie jesteśmy w stanie doświadczyć na co dzień. Wreszcie podpatrujemy nowe sztuczki i włączamy je do swojego arsenału erotycznych środków. Problem polega na tym, że te zalety wypadają blado przy negatywnych konsekwencjach, na jakie zwracają uwagę naukowcy. Bo pornografia ma niszczyć relacje partnerskie, zmniejszać przyjemność płynącą z seksu i skłaniać do odtwarzania scen, w których w innym przypadku nie chcielibyśmy uczestniczyć.

Pojawia się pytanie, czy goniąc za jeszcze bogatszym życiem erotycznym, nie otworzyliśmy czasem puszki Pandory?

Błędy młodości

Gail Dines, emerytowana profesor socjologii z Boston University, jest jedną z badaczek, która uważa, że filmy pornograficzne przestały być sprawą prywatną, a stały kwestią zdrowia publicznego. „Dużo rozmawiam na konferencjach z lekarzami oraz pielęgniarkami. Większość z nich nie rozumie krzywdy, jaką wyrządza porno – mówi. – Chłopcy, którzy zaczynają oglądać filmiki między 9. a 13. rokiem życia, nigdy już nie przestają. To przekłada się na ich późniejsze problemy z erekcją czy agresję wobec partnerek”.

W przypadku kobiet problemem jest utrzymanie intymnych relacji oraz tendencje do rozwoju nerwicy czy depresji. „W końcu musimy wprowadzić regulacje dotyczące przemysłu pornograficznego – mówi stanowczo Dines. – Przecież nie dajemy nastolatkom za darmo papierosów i alkoholu, a pozwalamy im korzystać z pornografii, która wpływa na zdrowie równie niekorzystnie”. „Wszystko zaczęło się w 2007 roku wraz z rozwojem szerokopasmowego internetu i pojawieniem się smartfonów” – mówi Mary Sharpe, która prowadzi The Reward Foundation, zajmującą się edukacją seksualną.

76,6% ruchu Pornhuba pochodzi z telefonów komórkowych. Serwis jest dostępny za darmo, ponieważ czerpie zyski z reklam. Poza tym, wzorem mediów społecznościowych, pozwala internautom nie tylko tworzyć konta i kontaktować się z innymi użytkownikami, ale i gwiazdami. Gwiazdami, którymi nie są już wyłącznie aktorki wyselekcjonowane przez firmy producenckie, lecz pary same wrzucające swoje filmy do sieci.

Dodać do tego należy jeszcze całą masę sztuczek, aby jak najdłużej zatrzymać użytkownika na stronie – przede wszystkim przez dobieranie z pomocą sztucznej inteligencji kolejnych, interesujących filmów – i mamy już pełny obraz sytuacji.

Oto mechanizm, który działa niczym pułapka na myszy. Jeśli wpadniesz w zasadzkę, trudno będzie Ci się z niej wydostać. „Z tego powodu porno coraz częściej stawiane jest w jednym rzędzie z takimi uzależnieniami, jak gry czy hazard” – mówi Sharpe. Nic zatem dziwnego, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wpisała kompulsywne zachowania seksualne do klasyfikacji chorób. „Masturbacja przy pornografii stała się łatwym sposobem na poprawę nastroju, gdy czujesz się znudzona, zestresowana albo smutna. Może to prowadzić do zmniejszenia satysfakcji z seksu z partnerem – kontynuuje Sharpe. – Dla wielu jest także metodą zastępczą radzenia sobie z problemami. Chociaż czasami nerwice czy kłopoty z pewnością siebie mogą rozwinąć się z samego tylko uzależnienia od pornografii”.

Nick Walton-Flynn, która zajmuje się psychologią uzależnień i pomaga osobom z kłopotami z pornografią, zwraca uwagę na kolejne aspekty problemu. „Po pierwsze, chodzi o to, jak partner powinien wyglądać i się zachowywać – mówi. – Zdarza się, że jeżeli stosunek nie przypomina w 100% tego z filmu, kończy się niepowodzeniem”. Ale to nie koniec kłopotów. „Regularnie oglądanie pornografii przyczynia się do skoków poziomu dopaminy w mózgu, przez co wpływa negatywnie na połączenia neuronalne – wyjaśnia. – Mechanizm ten działa podobnie jak w przypadku kokainy. Z czasem musisz sięgać po coraz mocniejsze dawki, żeby uzyskać ten sam poziom stymulacji”.

I choć wizja, że można zacząć oglądać porno dla par, a skończyć na odwyku wydaje się odrobinę niedorzeczna, to badacze z University of Cambridge przeanalizowali z pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego mózgi osób przejawiających kompulsywne zachowania seksualne. Okazało się, że oglądanie przez nich pornografii aktywuje te same regiony, które pobudzają się u osób uzależnionych w wyniku podania narkotyków.

REKLAMA

REKLAMA

Prawda ekranu

Kompulsywne zachowania seksualne, których chory nie jest w stanie kontrolować, z pewnością utrudniają normalne funkcjonowanie. Kwestią otwartą pozostaje, ile osób na nie cierpi. Naukowcy początkowo uważali, że problem dotyczy od 1,5% do 5% społeczeństwa. Badanie przeprowadzone na University of Minenesota i opublikowane w „JAMA Network Open” dowodzą, że może chodzić o 7% kobiet i 10% mężczyzn.

Jednak to ciągle niewielka grupa w porównaniu z tymi, którzy mają kontakt z porno. Może się okazać, że znacznie większym kłopotem jest fakt, że materiały erotyczne przesuwają granice tego, co uważamy za normalne.

Miałam partnerów, którzy podczas seksu zachowywali się, jakby w rogu sypialni stała kamera, a oni grali w filmie – mówi 27-letnia Aneta, studentka antropologii na Uniwersytecie Warszawskim. – Fajnie, że ciągle zmieniali pozycje, ale wydawało mi się, że jesteśmy w łóżku osobno. Ważniejsza była akcja niż to, że spojrzymy sobie w oczy”.

Otwartość Anety i jej zainteresowanie badawcze sprawiły, że wszystkich swoich partnerów pytała o to, czy korzystają z pornografii. „Najlepszy orgazm przeżyłam z facetem, który sięgał co najwyżej po erotyczne zdjęcia – przyznaje. – Nie miał wielkiego penisa, ale też w niczym mu to nie przeszkadzało, bo się nie porównywał. Poza tym był całkowicie naturalny. Jeśli złapał go skurcz, potrafił się zatrzymać, zażartować, a po kilku chwilach wrócić do kochania się. Goście, którzy oglądają filmy, nie mają tego dystansu, bo tam wszystko jest na poważnie”.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jak filmy pornograficzne wpływają na związki, kontaktuję się z seksuologiem dr. hab. Michałem Lwem-Starowiczem. Rozmawiamy o tym, że są one ubogie w emocje, przerysowane oraz odrealnione. „Przedstawiają wizję stosunku seksualnego, a nie prawdziwe zbliżenie” – słyszę i zaczynam przeczuwać, że to rozróżnienie nie dla wszystkich jest takie oczywiste.

Dwie wizje

Raport opublikowany w „Journal of Sex Research” na temat tego, jak kobiety doświadczają pornografii, donosi, że panie porównują swoje ciała do tych, które widzą na ekranach. Zwracają uwagę na wagę, wyraz twarzy czy włosy łonowe. Niektóre czują się zdołowane, bo ich sylwetki nie przystają do prezentowanego na filmach ideału. Inne reagują wzruszeniem ramion albo krytyką prezentowanych wzorców. Wszystkie jednak dość łatwo odczytują mimikę twarzy aktorek. Są w stanie określić, czy te czuły się komfortowo podczas stosunku. Zauważają, że ich reakcje są sztuczne, dlatego nie potrafią się z nimi utożsamić. Z jednej strony zmniejsza to ich przyjemność z oglądania materiałów erotycznych, ale z drugiej sprawia, że mają do nich większy dystans. Panowie nie są tacy świadomi.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Tracy L. Tylka z Ohio State University, kontakt z porno przekłada się u nich nie tylko na niezadowolenie ze swojej męskości czy poziomu tkanki tłuszczowej. Badani reagowali również lękiem przed romantycznym przywiązaniem i unikali bliskości. „Dla wielu osób pornograficzna wizja miłości, jeśli nie została zrównoważona innymi wzorcami, może kształtować obraz relacji międzyludzkich – mówi Lew-Starowicz. – Relacji, w których nieznajomi przechodzą od razu do seksu, a stosunkom nieraz towarzyszy agresja i zachowania poniżające”.

Niby nic?

Wspomniana agresja w łóżku nie bierze się znikąd. Naukowcy z University of Arkansas przeanalizowali 304 filmy pornograficzne, które zyskały popularność na przestrzeni ostatnich 10 lat. W 88,2% z nich odkryli przykłady dominacji, polegającej na biciu po twarzy, duszeniu czy zmuszaniu do krztuszenia się podczas seksu oralnego. W 48,7% dochodziło do przemocy werbalnej. Sprawcami w większości przypadków byli mężczyźni. Kobiety reagowały na agresję albo neutralnie, albo pokazując, że sprawia im ona przyjemność.

Można by w tym momencie przerwać i powiedzieć, że to przecież pewna konwencja, której nikt nie ma zamiaru realizować na co dzień. Jednak wzrost przemocy w pornografii internetowej jest łączony z coraz większą popularnością w przeglądarkach haseł związanych z gwałtem („International Journal of Cyber Criminology”), aktami rzeczywistej agresji seksualnej („Journal of Communication”), wreszcie z przekonaniem studentek, że w przyszłości doświadczą przemocy seksualnej tylko dlatego, że są kobietami („Sexuality & Culture”).

Panie skarżą się w gabinecie, że partnerzy zbyt bezpośrednio dążą do seksu i robią to w sposób mechaniczny, czasem brutalny – przyznaje seksuolog Michał Lew-Starowicz. – Mężczyźni czują się natomiast zagrożeni, że partnerki oczekują od nich dokonań rodem z filmów pornograficznych. Na fali tych przekonań mogą nabywać kompleksów, unikać seksu albo stosować leki, żeby zwiększyć swoją sprawność seksualną”.

REKLAMA

Sztywne zasady

Wiele razy miałam wrażenie, że jeżeli w łóżku nie krzyczę wystarczająco głośno, nie spełniam oczekiwań. Nie realizuję pewnego schematu – dodaje Aneta, studentka antropologii. – Podobnie było, gdy mówiłam, że wolałabym się odwrócić albo, że w tej pozycji mi się nie podoba. Moi partnerzy sztywnieli ze zdziwienia. Jak to? Przecież kobiecie podoba się w każdej pozycji i zawsze jest zadowolona”.

Ale jak wynika z analizy, opublikowanej w „Journal of Sex Research”, filmy pornograficzne wpływają nie tylko na sposób, w jaki zachowujemy się w sypialni. Mają również kolosalne znaczenie dla budowania relacji poza nią.

Często dla kobiet kłopotem jest sam fakt, że ich partnerzy oglądają materiały erotyczne. W siedmiu badaniach panie zgłaszały, że czują się przez to niepewnie, bo mają obawy, czy spełnią oczekiwania swoich wybranków co do wyglądu albo umiejętności seksualnych. Przekładało się to na spadek satysfakcji z bliskości, utratę kontaktu z drugą połówką i niezadowolenie z relacji.

Jeszcze gwałtowniej reagowały kobiety, które przyłapywały partnerów na korzystaniu z pornografii po kryjomu, w wyniku czego po prostu traciły do nich zaufanie. Poza tym ankietowane obawiały się, że mężczyźni podczas seksu zamiast o nich będą myśleć o porno albo zechcą wykorzystać ich ciała do doświadczenia tego, co widzieli na filmach.

Pora na zmiany

W zeszłym roku przeżyłem przygodę, która dla wielu byłaby spełnieniem najdzikszych marzeń – mówi Maciej, 31-letni pracownik agencji reklamowej. – Poznaliśmy się przez internet, poszliśmy do łóżka na pierwszej randce, uprawialiśmy seks analny, ja ją podduszałem i biłem po twarzy, a ona rzucała do mnie wulgarnymi wiązankami. Niesamowicie mnie to wszystko podniecało, ale po każdym spotkaniu czułem się emocjonalną wydmuszką”.

W tym samym czasie, podczas spotkania przy piwie, zaczął z kumplami rozmawiać na temat pornografii. Gdy panowie podzielili się swoimi spostrzeżeniami, Maciej złapał się za głowę. „Wcześniej nigdy nie sądziłem, że filmy porno mogą mieć na mnie jakikolwiek wpływ – mówi. – Ale zrozumiałem, że znajomość, w którą wszedłem, to nie jest żadna relacja. Po prostu dwoje zagubionych ludzi odgrywa scenki w poszukiwaniu bliskości”.

Przykład Macieja wpisuje się w szerszy trend, który obserwuje w swoim gabinecie seksuolog Michał Lew-Starowicz. „Dochodzi do wykształcenia podwójnych standardów – mówi. – Z jednej strony chcemy tworzyć z partnerem ciepłą, pełną zaufania i miłości relację. Z drugiej jednak ma on zapewnić nam różnorodność. Być otwarty seksualnie, pozbawiony zahamowań i gotowy na wszystko. Trudno jest powiązać te cechy w jednej osobie oraz utrzymać taką stymulację przez lata”.

Dla Macieja pierwszym krokiem było ograniczenie kontaktu z porno. Nie udało mu się z niego zrezygnować, natomiast nie dopuszczał, żeby był to dla niego sposób na walkę ze stresem czy nudą. Poza tym wyrzucił aplikacje randkowe. Postanowił, że kolejną kobietę, z którą się zwiąże, pozna na żywo. Najlepiej, żeby pochodziła z jego kręgu towarzyskiego.

Nasze pierwsze spotkania? Piliśmy wino i rozmawialiśmy o tym, co jest dla nas ważne. Poza tym nic się nie działo – wspomina Maciej. – Czasami zastanawiałem się, czy ona się nie wścieknie i nie odejdzie. Ale miała do mnie cierpliwość. Dzięki temu dobrze pamiętam moment, w którym po raz pierwszy wziąłem ją za rękę. Z innymi nie zarejestrowałem zdecydowanie bardziej intymnych chwil".

Na dobrej drodze

Stały partner nie będzie za każdym razem w łóżku nową osobą – wyjaśnia Michał Lew-Starowicz. – Natomiast, jeśli się to zaakceptuje, z pomocą dobrej komunikacji seksualnej da się zrobić naprawdę wiele dla podtrzymania namiętności”.

Jednym ze środków może być wspólne oglądanie filmu pornograficznego. Bo, jak zapewnia specjalista, nie prowadzi to od razu do zrujnowania związku. „Niektórym może nawet pomóc pokonać rutynę, znaleźć inspiracje, rozpocząć dialog na temat własnych potrzeb – dodaje seksuolog. – Najbardziej negatywnie pornografia wpływa bowiem na osoby, które nie mają wiedzy na temat seksualności i wzorców bliskości emocjonalnej wyniesionych z domu”.

Maciej na razie nie zdecydował się na wspólne oglądanie ostrych filmów z partnerką. Chociaż nie wyklucza, że kiedyś to zrobi. „Seks, który uprawiam teraz, jest inny, spokojniejszy, ale za to pełen bliskości – przyznaje. – I choć czasami myślę o tym, co robiłem kiedyś, zdecydowanie cieszę się z tego, co mam teraz”.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij