Odkryj samą siebie [sex zabawki]

Pandemia dotknęła wszystkich, jednak dla firm znanych jako BigTech, BigPharma i BigPorn ostatnie lata to eldorado. Wszyscy mamy wkład w ich sukces.

Sex zabawki fot. Getty Images

Niedawno odbyła się światowa premiera filmu „Good luck to you, Leo Grande” (polska jest w planach) z zawsze wspaniałą Emmą Thompson. Historia jest smutna i prawdziwa: oto 60-letnia wdowa dopiero po śmierci męża zdaje sobie sprawę ze swojej cielesności i swoich seksualnych potrzeb. Przez całe życie nikt jej o nie nie zapytał, ona sama ich sobie nie uświadamiała i dopiero teraz wyrusza na poszukiwanie własnej przyjemności, której nigdy nie doświadczyła. Postarajmy się nie popełnić takich błędów.Nauka i medycyna jeszcze długo będą się mierzyć z konsekwencjami koronawirusa, bo ewentualne zdrowotne powikłania są dopiero powoli rozpoznawane. I, niestety, lista tych skutków ciągle się wydłuża, dotycząc nawet tych, którzy przechorowali go bezobjawowo lub z lekkim przebiegiem. Ta sama lub podobna praca czeka psychologów, którzy latami będą badać, jaki wpływ pandemia i lockdowny miały na nasze osobowości, na nasze życie emocjonalne czy seksualność. Bo że miały, to nie ulega wątpliwości.

REKLAMA

Zmiany w zachowaniach seksualnych

Profesor Zbigniew Izdebski z Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Uniwersytetu Warszawskiego bada zachowania seksualne Polek i Polaków od lat 90. Ostatni raport z dwóch badań (pierwsze w czasie lockdownu w 2020 roku, drugie z czerwca 2021 roku) pokazuje zmiany na plus i na minus, które w nas zaszły. Dobra wiadomość jest taka, że 51% jest zadowolona lub bardzo zadowolona ze swego życia seksualnego. Jeżeli myślisz o przeprowadzce, to najlepszy seks jest na Podlasiu (65% zadowolonych), a najsłabszy w Świętokrzyskiem, więc przemyśl kierunek. Zła wiadomość jest taka, że w porównaniu z badaniami z wcześniejszych lat 76 wzrósł poziom niezadowolenia z seksu. Teraz taką deklarację składa 19% z nas, a największy odsetek niezadowolonych znajdujemy w grupie 18-29 lat. To nowość, bo zazwyczaj ta grupa pałała do seksu największym entuzjazmem. Tymczasem nastąpił spadek częstotliwości regularnego współżycia (tę radość ma 65%, a miało 69%), 16% robi to raz w miesiącu, a 6% miało swój ostatni raz 2-3 miesiące wcześniej. To na pewno są lockdownowe skutki, wynikające z zamknięcia, przerwania towarzyskich łańcuchów, ograniczenia nowych znajomości i okazji do seksu, no i, powiedzmy szczerze, ogólnej koronawirusowej rzeczywistości, która jednak ma w sobie dość mało sex-appealu.

Na szczęście można liczyć, że to przejściowa sytuacja. Nowością jest także wysoki odsetek kobiet otwarcie mówiących w związkach o swoich obawach i trudnościach w sypialni (48%), o fantazjach seksualnych (36%), o swoich potrzebach i oczekiwaniach w łóżku (39%) – łącznie z ochotą na próbowanie nowych pozycji i seksualnych gadżetów. W każdej z tych kategorii kobiety były śmielsze niż faceci – tylko pogratulować i tak trzymać! Skończy się nareszcie łóżkowa pułapka pod tytułem „Domyśl się, co mnie naprawdę rajcuje”, w którą wpadają wszyscy faceci – sam nim jestem, to wiem.

Home alone

To nie jest kategoria do wyszukiwania filmików z masturbacją na stronach pornograficznych (choć oczywiście taka, a jakże, istnieje – sprawdzałem z redaktorskiego obowiązku), ale opis naszej niedawnej rzeczywistości. Oddzieleni od partnerów (czasem tysiące kilometrów z zakazem lotów i podróżowania), swoich kochanków i kochanek, skazani na pracę zdalną i nudę w czterech ścianach – szczęście, że udało się jakoś nie zwariować. No i trzeba było sobie jakoś radzić. Już starożytni Grecy traktowali autoerotyzm jako lek na frustrację, związaną z brakiem seksu, i choć masturbacja towarzyszy ludzkości od zawsze, to nadal jest tematem tabu.

Tymczasem badania zrealizowane przez francuski instytut opinii publicznej IFOP pokazują, że 85% singli i 60% singielek w Polsce ma takie pieszczoty za sobą. W Unii przodują Holenderki, z których 91% doświadczyło, a 73% robi to regularnie, a blisko Unii – Szwedki, których 85,5% zaspokaja się czasem sama. Nasze dziewczyny są na 8. miejscu za Wielką Brytanią, Włoszkami, Niemkami i Hiszpankami, ale statystyki i zdrowy rozsądek każą się chwilę zastanowić nad tymi 60%. Po pierwsze, badanie robione było na singielkach, a przecież masturbacja występuje też w związkach – nawet tych bardzo udanych. Po drugie, z różnych badań wynika, że respondenci w około 30% nie mówią prawdy (nawet w anonimowych ankietach) przy pytaniach o masturbację.

Amerykańscy badacze twierdzą np., że niemówienie do końca prawdy dotyczy głównie milenialsów, ale i we Francji 45% kobiet w różnym wieku prędzej połknęłaby żabę, niż przyznała się partnerowi do samozaspokajania. Jak widać, wszyscy to robią, a nikt nie chce się do tego przyznawać – takie to silne tabu. Tak czy owak można zakładać, że dobrodziejstwa i przyjemności autoerotyzmu są nam wszystkim znane i jeżeli tylko pozwalają odzyskiwać psy- chiczną równowagę i relaks, to niech nam żyją jak najdłużej!

BigPorn idzie z odsieczą

Przyznać trzeba, że goście z przemysłu pornograficznego rozegrali sprawę po mistrzowsku. Oczywiście i bez pandemii jest to biznes trochę szemrany, lecz liczony w miliardach – tylko sam Pornhub w 2019 roku miał 115 milionów wejść dziennie – ale zamknięcie całego świata w domach wywindowało jego zyski pod niebo. Kiedy analitycy firmy zauważyli gwałtowny wzrost odsłon we Włoszech podczas pierwszego dnia lockdownu, wszyscy Włosi dostali dostęp do płatnego serwisu Premium, oczywiście bezpłatnie. To samo zrobiono za chwilę z zamkniętą Hiszpanią, potem z Europą, a następnie z całym światem. Cały ten zabieg marketingowy opisany był pandemijnym hasłem #zostanwdomu i okazał się niebywałym sukcesem: zostaliśmy masowo i ze smartfonami w dłoniach.

Stron z erotyką są oczywiście w sieci tysiące, ale rynek należy tak naprawdę do kilku graczy:

  • pornhub
  • youporn
  • redtube
  • xhamster
  • tube8
  • xvideos

To one generują 90% zysków, a sam Pornhub jest w rankingach najpotężniejszych platform świata na 10 miejscu (wyprzedzając np. Amazona i Netflixa). Co ciekawe, właścicielami tego całego biznesu są de facto tylko dwie firmy: jedna z Kanady i jedna z Czech. Dlaczego o tym piszemy? Dlatego że według precyzyjnych algorytmów Pornhuba Polki są ósmą na świecie nacją, która najczęściej do nich zagląda. Robi to 29% kobiet – a 6% kilka razy w tygodniu – i są to wyniki jeszcze sprzed pandemii, lockdownów i wymuszonej samotności, które na pewno je podniosły. Więcej amatorek oglądania pornografii mają Filipiny, Brazylia, Argentyna, Indie, RPA i Meksyk, a z krajów mniej egzotycznych – Szwecja.

Polacy klikają częściej od kobiet, jak zresztą na całym świecie: 71% z nas wchodzi na pornograficzne strony, co daje nam 15. miejsce w rankingu. Co nam to może powiedzieć o waszej, dziewczyny, seksualności – nie tylko w czasach koronawirusa? Chyba to, że kobiety (a u nas przynajmniej co trzecia z nich) lubią i oglądają pornografię. Nie tak często i innego rodzaju niż mężczyźni, ale tak. Badania seksuologów zresztą potwierdzają, że kobiety podczas oglądania treści erotycznych (co interesujące, zarówno hetero-, jak i homoseksualnych) szybciej wykazują fizjologiczne objawy pobudzenia niż faceci. Kobiety stały się również bardziej świadome swojej seksualności, bardziej wyzwolone, mówią o swoich fantazjach i pragnieniach, szukają tego, co je rozbudzi. Są ciekawe, jak wyglądają różne rodzaje seksu, bo, na przykład, najczęściej wpisywana przez nie fraza w wyszukiwarkę Pornhuba to „lesbijki”, a przecież trudno się spodziewać, że wszystkie użytkowniczki mają taką właśnie orientację. Podobnie jak fraza „gang-bang”, czyli seks z wieloma mężczyznami jednocześnie – to też najczęściej domena fantazji, nie realnych oczekiwań.

Pornografia, jak wiadomo, nie ma najlepszej prasy i nikt nie będzie dyskutował z opiniami o jej złym wpływie na młodych ludzi, np. jeszcze przed inicjacją seksualną. Pełna zgoda, że fałszuje ona rzeczywistość i że relacje damsko-męskie wyglądają zupełnie inaczej. Jednak gdy na pornografię patrzy ktoś z własnymi, ustalonymi przez lata preferencjami, ktoś wiedzący, co lubi, co mu się podoba, to oglądając ją, rozbudza wyobraźnię erotyczną i wprowadza, być może, element dodatkowej ekscytacji, nowości w swoje życie seksualne. Nie ma w tym, moim zdaniem, nic złego. Tym bardziej że, jak pokazują badania, spora część z nas ogląda filmy pornograficzne razem, a to już bardziej może pomagać rozbudzać związek, niż mu szkodzić.

SPRAWDŹ: Orgazm we dwoje

REKLAMA

REKLAMA

Sklepy z rozkoszą

Jest kilka branż handlowych, które nie odczuły kryzysu związanego z epidemią, ba, ich obroty wyraźnie się zwiększyły. Kupowaliśmy jak szaleni środki higieny, oczywiście maseczki i płyny, zgrzewki wody mineralnych, makarony, ryże i inne suche produkty itd., itd. Pomyślałybyście jednak, że sklepy oferujące gadżety erotyczne, czyli popularne sex-shopy, zanotują podczas lockdownów 168-procentowy wzrost sprzedaży? Empik zwiększył w tym czasie swoją sprzedaż internetową książek o ok. 60% – czy z tego można wyciągnąć jakiś wniosek? Może taki, że kochamy literaturę i kochamy seks, ale bez tej pierwszej da się jakoś wytrzymać, a bez drugiego... A może te empikowe 60% kupiło również seksualne zabawki i kochają po równo obie te czynności: czytanie i łóżkowe figle? Kto wie?

Fakt jest faktem, że internetowa sprzedaż akcesoriów do seksualnych zabaw okazała się zbawienna dla sex-shopów, choć zmienił się trochę sprzedawany asortyment. Spadł popyt na dmuchane lalki, kupowane zazwyczaj dla jaj na wieczory kawalerskie, ale wzrosła sprzedaż bielizny erotycznej i lubrykantów. To wskazywałoby na pary zamknięte ze sobą w mieszkaniach i próbujące przerwać monotonię, ale w górę poszybowała też sprzedaż wibratorów i silikonowych penisów. Tu trudno wskazać tropy, czy te gadżety urozmaicają wspólny seks, czy jednak służą do indywidualnych zabaw, ale intuicja podpowiada to drugie (choć do pierwszego też się świetnie nadają), bo singielki chętniej z nich korzystają. Tym bardziej że cieszą nie tylko rejony na południe od pępka, ale również oczy i zmysł estetyki nowoczesnym designem oraz technologią.

Na szczęście czasy pachnących gumą osinowych kołków bezpowrotnie minęły i nikt za nimi nie będzie płakał. Mają w tym swój udział niektóre celebrytki, które gło- śno i otwarcie mówią o potrzebach seksualnych kobiet. Cara Delevingne, Gwyneth Paltrow, Dakota Johnson czy Lily Allen nie tylko mówią, ale też sygnują swoimi nazwiskami – jak kiedyś gwiazdy sygnowały perfumy lub kosmetyki – linie wibratorów i innych intymnych gadżetów. Jest w tym pewnie jakiś procent autopromocji i przy okazji niezłego zarobku (rynek seksualnego wellness wyceniany jest mniej więcej na 80 mld dolarów i będzie jeszcze rósł), ale też nie bądźmy przesadnie cyniczni. Każda próba uczynienia z seksu normalnej, życiowej czynności, o której można swobodnie rozmawiać bez skrępowania i wstydu, której można doświadczać zgodnie z potrzebami własnego ciała, czy wreszcie próba przeniesienia np. masturbacji ze sfery tabu do mainstreamu zasługują na oklaski. Szczególnie u nas, gdzie edukacja seksualna ma jeszcze hektary niewiedzy do zaorania, a prawie połowa z nas nie pokazuje się swojemu partnerowi nago (tak, tak – są takie Światowy rynek seksualnego wellness szacowany jest na 80 mld $ i rośnie. badania, które to ujawniły).

Być może okresy kwarantanny i konieczność dbania o siebie sprawiły, że staliśmy się bardziej otwarci na naukę, fizjologię i odkrywanie własnych przyjemności, ale na pewno każdy krok w tamtą stronę będzie z nas wszystkich robił lepszych partnerów w związkach, a może nawet – żeby nie przesadzić – po prostu lepszych, bardziej wyrozumiałych i spełnionych ludzi. A może ktoś wziąłby przykład z Wielkiej Brytanii, gdzie firma Lelo (zresztą producent gadżetów) daje swoim pracownikom wolne dni na autoerotyzm, bo wyszło im w badaniach, że orgazmy dają szczęście 78% ludzi, a 66% z nich jest bardziej produktywna nawet 5 dni po jego osiągnięciu? Korzystając z okazji, chciałbym prosić redaktor naczelną o jeden dzień wolnego, bo mam ważną sprawę do załatwienia. I zdrową.

Te zabawki zmienią Twoje życie

Wszystkie gadżety kupisz przez internet i dostaniesz do domu w dyskretnej przesyłce.

Happy Rabbit G–spot

  • cena: około 250 zł

sex zabawkifot. shutterstock.com

Królik wibrator zawdzięcza swoją sławę serialowi „Seks w wielkim mieście” i dodajmy, że sławę zasłużoną. To nowsza, niezwykle gładka wersja z dwoma motorkami, które dotrą do punktu G i łechtaczki, pozbawiając Cię tchu na długie minuty.

Satisfyer Pro Penguin

  • cena: około 130 zł

Sex zabawkiProducent

Gadżet wykorzystujący delikatne i niezwykle precyzyjne, bezdotykowe ssanie łechtaczki. Możesz go oczywiście użyć w innym miejscu ciała, ale tam właśnie przyciąga orgazmy jak wieża Eiffla pioruny. Niektóre panie mówią o dwudziestu sekundach.

Sona

  • cena: około 240 zł

Sex zabawkiProducent

Bezdotykowy stymulator, który wykorzystuje fale soniczne, pobudzające nie tylko samą łechtaczkę, ale też głębiej położone nerwy. Daje odczucie przyjemności, której nie da się powstrzymać i która zawsze kończy się intensywnym orgazmem.

ZOBACZ TEŻ: 7 najlepszych wibratorów [sprytne i piękne]

Zobacz również:
REKLAMA