[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Na szczyt we dwójkę [WH seks]

Kobiety wciąż skarżą się na to, że nie szczytują tak samo często, co ich mężczyźni. Ale nowe badania pokazują, że zamiast obwiniać naszych partnerów o to, że są leniwi i niezdarni, powinnyśmy same wziąć odpowiedzialność za naszą rozkosz.

fot. Getty Images

Mission impossible

W kwestii orgazmu biologia jest po prostu męską, szowinistyczną świnią. Przepraszam za słowa, ale jak mogłabym inaczej nazwać tę jawną niesprawiedliwość? Po pierwsze, z punktu widzenia ewolucji nie ma najmniejszego znaczenia, czy kobieta ma orgazm w trakcie stosunku, czy nie. Przyjemność, nawet największa, nie ma wpływu na poczęcie dziecka. A ponieważ kobiecy orgazm nie jest warunkiem przetrwania gatunku, to biologia nie miała żadnego interesu, aby jakoś ułatwiać kobietom jego osiągnięcie. To ma swoje konsekwencje – o ile facetom do osiągnięcia orgazmu niewiele literalnie potrzeba, to kobiecy orgazm wymaga specyficznego, spersonalizowanego podejścia.

Najlepszy dowód? Lesbijki też mają mniej orgazmów. Swoją drogą ciekawa sprawa: naukowcy nie są nawet tak na 100% pewni, co się dzieje w naszym organizmie podczas szczytowania.

„Główną cechą wyróżniającą jest seria ośmiu do dwunastu skurczów, które występują w całej miednicy; dwa pierwsze w odstępie 0,8 s, a kolejne w dłuższych odstępach” – wyjaśnia wiodący amerykański badacz orgazmu dr Nicole Prause.

Towarzyszy temu wzrost aktywności mózgu i podniesienie poziomu czterech kluczowych neuroprzekaźników – hormonów dobrego samopoczucia: dopaminy, wazopresyny, oksytocyny i metastyny. Badania dr Fredericka beznamiętnie podają, że kombinacja głębokich pocałunków, seksu oralnego i stymulacji manualnej pomaga osiągnąć kobiecie sukces w łóżku. A co ze stosunkiem, polegającym na ruchach penisa w pochwie bez dodatkowego wspomagania? No cóż. Dla przeważającej większości kobiet to stanowczo za mało.

Wiemy z licznych badań seksuologów i wywiadów z kobietami, że 85% kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki, aby osiągnąć orgazm. A to dlatego, że w tym czarodziejskim miejscu koncentruje się najwięcej zakończeń nerwowych. Najprawdopodobniej sama o tym doskonale wiesz, dzięki samodzielnej eksploracji swojego ciała. Czy wiecie, że wbrew temu, co myślą faceci, tylko 1,2% kobiet podczas masturbacji wprowadza do pochwy jakieś przedmioty? Większość poprzestaje na pieszczotach łechtaczki.

No dobrze, ale skoro to tylko różnice fizjologiczne, to dlaczego jeszcze nie osiągnęłyśmy orgazmicznego parytetu? W grę wchodzi tu też wciskany kobietom od wieków przekaz społeczny (czytaj – kit), że podstawowym celem każdego stosunku jest orgazm mężczyzny. W całej historii naszej cywilizacji nigdy nie było okresu, w którym orgazm kobiety ceniono by na równi z orgazmem mężczyzny. Mamy to zapisane w kodach kulturowych, w naszej podświadomości, i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Kwestia kobiecej przyjemności ujrzała światło dzienne dopiero w latach 60. XX wieku podczas rewolucji seksualnej na Zachodzie. I słuchajcie, co się dzieje dalej – mężczyźni zaczęli się edukować, uczyć pieścić łechtaczkę dłońmi i językiem, a nawet czerpać z tego satysfakcję. Fajnie było, ale coś się wydarzyło – upowszechniło się porno, dostępne teraz na każde kliknięcie. A porno szowinistycznie przedstawia męskie marzenia, a nie prawdę o kobiecej seksualności. Znowu mnóstwo mężczyzn uwierzyło, że każda kobieta może szczytować podczas szybkiego numerku, przez zaskoczenie, bez poprzedzających pieszczot. Porno wykonało fatalną robotę z punktu widzenia kobiet.

REKLAMA

REKLAMA

fot. Getty Images

Otwórz usta

Wygląda na to, że biologia i popkultura nie pomagają kobietom. No dobra, ale czy kobiety pomagają sobie same? Bo jedną z przyczyn, dla których lesbijki miewają częściej orgazm niż kobiety heteroseksualne, jest ich aktywna postawa. Raczej nie liczą na to, że facet „sprezentuje” im orgazm. Same potrafią się tak dopieścić, żeby wyciągnąć z seksu jak najwięcej dla siebie. Gdy kobiety, nawet podświadomie, uważają, że to facet powinien „prowadzić” w seksie tak jak w tańcu, to zmniejszają swoje szanse na fajne zakończenie. Między innymi dlatego, że wywierają wielką presję na swojego partnera. Musi się biedak starać podwójnie, żeby zadowolić swoją księżniczkę. A jak nie zadowoli, to będzie się miał z pyszna. Już ona mu okaże, jak jest sfrustrowana tym całym seksem.

Nie można się oprzeć wrażeniu, że wciąż szwankuje komunikacja między partnerami. Jak głosi stereotyp, kobiety uważają, że faceci powinni odczytywać ich myśli. Ale ciekawa historia: w cytowanych już badaniach wykazano, że lesbijki wcale nie są dużo lepsze w komunikowaniu się na temat tego, jak lubią być pieszczone. Fakt, że poświęcają mnóstwo czasu łechtaczce, wcale nie oznacza, że robią to dokładnie tak, jak lubi partnerka.

Dlaczego się nie dogadujemy? Oto najczęstsze wyjaśnienie i dotyczy par heteroseksualnych i homoseksualnych w takim samym stopniu:„Normalnie nie mam problemów z wyrażaniem potrzeb, ale w seksie zawsze się obawiam, że to zabrzmi jak oskarżenie, że ta druga strona robi coś źle. Że się nie stara”. W seksie jesteśmy bardzo wrażliwi i łatwo zranić nasze uczucia. Większość badań wykazuje, że kobiety są tak nastawione na zadowalanie swoich partnerów, że łatwiej im udawać orgazm niż faktycznie robić tak, żeby go mieć.

W badaniach z 2017 roku wykazano, że 1/3 kobiet w wieloletnich związkach od czasu do czasu udaje. A jak to wygląda w przelotnych romansach czy seksie na jedną noc? Tam już nie ma tej presji i podobno skaczemy do łóżka powodowane czystym pożądaniem. Naprawdę? Może Cię zaskoczy informacja, że tylko 11% kobiet ma podczas takich wyskoków orgazm (zgodnie z badaniami publikowanymi w „American Social Review”). I oczywiście udajemy na potęgę, bo chcemy zrobić dobre wrażenie i chcemy, żeby ten facet też się dobrze poczuł. Swoją drogą, co z nami kobietami jest?

REKLAMA

Seks w mózgu

Eksperci mówią, że dobry seks zaczyna się w głowie. Ale gdy już osiągniemy stan podniecenia, cała sztuka polega na tym, żeby odpuścić kontrolę, przestać tak wiele kombinować, oceniać i zacząć czuć. Być bezwstydną, bawić się jego ciałem i swoim ciałem.

Można też uruchomić wyobraźnię, dlaczego nie. Jeżeli kręci nas na przykład wyobrażanie sobie, że oglądają nas inni ludzie, albo że jest ktoś trzeci w łóżku, albo że jesteśmy kochankami, których może nakryć w łóżku jego żona. I gdy już jesteś wyluzowana i bezwstydna, to bądź jeszcze głośna i mów mu: „Tak, tak, tak lubię”, gdy robi coś fajnego. Nie obawiaj się: faceci to uwielbiają.

Sama pokaż mu, jak lubisz się pieścić, ale nie polegaj tylko na jego dłoniach: pieść się, gdy już prawie dochodzisz. I pamiętaj: każdy fajny orgazm sprawia, że łatwiej Ci osiągnąć kolejny. A z udawaniem jest dokładnie odwrotnie.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij