Męskie spojrzenie na świąteczno-noworoczne sprawy – jak się dogadać? [męskim okiem]

Słowo klucz, które dla każdego znaczy co innego. Na pewno jednak, twierdzą redaktorzy MH, warto wspólnie szukać drzwi do otwarcia, niż wywalać je razem z futryną.

nowy rok fot. shutterstock.com

"Znowu u fryzjera powiedziałeś »po męsku, poproszę«? Świat poszedł do przodu, gdybyś przegapił.W modzie także!"

Michał Gołębiewicz, redaktor działu Dieta MH

REKLAMA

Taki domowy arbiter elegantiarum to bezcenna sprawa. Doradzi, wesprze, zrozumie – istny Petroniusz w spódnicy (bez przypominania, jak ten skończył w „Quo vadis”). Jednak ta pasja do przebierania nas wynika nie tyle z wyostrzonego zmysłu estetyki, ale z chęci, by koleżankom opadły szczęki, jakiego to faceta mamy. Tak podejrzewamy.

Moja rada Może i faceci nie są en masse specjalnie na bieżąco w obowiązujących trendach modowych, ale też, powiedzmy to głośno, nie mają obowiązku być. Nawet szczepienia nie są obowiązkowe, co dopiero różowe koszule z żabotem i rurki. Kto lubi, niech nosi, kto nie, ten nie – gdzie jest problem? Dla świętego spokoju uciesz się jednak ze swetra z krokodylem pod choinką, zwłaszcza gdy będzie to taki mały, zielony krokodylek, bo gadzina droga była.

"Co na sylwestra? To, co zwykle: ja będę tańczyć, a Ty siedzieć. Na kurs byś się zapisał i nauczył, lebiego!"

Piotr Makowski, redaktor naczelny MH

Naoglądały się, jedna z drugą, filmów z Patrickiem Swayze czy innym Travoltą i takie mądre się porobiły. A wiecie, dlaczego my nie wysyłamy was na kursy strzelania rzutów karnych czy łowienia na muchę? Bo wiemy, że was to kompletnie nie interesuje i nie chcemy was do niczego zmuszać Proste. Poza tym nie każdy urodził się tancerzem, nie każdy ma słuch i poczucie rytmu i nie każdemu gi- banie się do muzyki musi sprawiać przyjemność. Też proste, prawda?

Moja rada Niby generalnie zgoda, gdyby nie fakt, że po paru kieliszkach zaczynamy królować na parkiecie. Co może oznaczać, że chęć do tańca jest, ale spętana obawami przed zbłaźnieniem się i brakiem umiejętności. Widocznie nasz wewnętrzny Travolta potrzebuje kilku głębszych na odwagę, a wtedy klękajcie narody. Może więc pomysł z kursem nie jest taki głupi? Ja na przykład mam go za sobą i żadna rumba mi niestraszna. Nawet na trzeźwo.

"Trzeba sobie zrobić na nowy rok obietnice. Jak to jakie? Że się zmienisz, że pojmiesz, co to jest bycie w związku itd."

Michał Rosiak, redaktor działu Fitness MH

No i pogadali. „Wzajemne” obietnice wymuszone, jak to w partnerskim związku, i teraz nic, tylko realizować. Rodzi się wprawdzie pytanie, co takiego ona w tobie widziała, skoro masz się całkowicie zmieniać, i co robi z cymbałem, który nic nie rozumie, ale to drobiazgi. Nie bądźmy małostkowi.

Moja rada W DNA noworocznych obietnic i przyrzeczeń wpisane jest ich niedotrzymywanie, więc hulaj dusza, piekła nie ma: obiecuj, ile wlezie. Że się zmienisz tak, że rodzona matka cię nie pozna, że zaczniesz rozumieć, jak jeszcze nikt przed tobą nie rozumiał, i czuć, jak jeszcze nikt nie czuł, no i oczywiście hicior nad hiciorami: że zaczniesz w końcu mówić o swoich uczuciach. Te obietnice są na takim poziomie ogólności, że równie dobrze mógłbyś się zobowiązać, że od wtorku albo od środy będziesz lepszym człowiekiem. Co innego postanowienia o konkretach (że rzucisz fajki, zaczniesz regularnie ćwiczyć, odciążysz ją w domowych zajęciach itp.), tu nie ma co strzępić języka. Obiecałeś – zrób. A bycie lepszym odłóż sobie do wtorku albo do środy.

Zobacz również:

REKLAMA

REKLAMA