REKLAMA

Jak się nie kłócić - tego nigdy mu nie mów [męskim okiem]

Krytyki nikt specjalnie nie lubi, ale uzasadnioną facet powinien brać na klatę. Pod warunkiem jednak, że nie słyszy jej codziennie i z byle powodu. Warto czasem odpuścić, dziewczyny – tak twierdzą redaktorzy MH.

kłótnia fot. Shutterstock.com

„Jak można być takim nieogarniętym? Ty byś zginął beze mnie, bosz...".

Marek Girulski, sekretarz redakcji MH:

Takie coś, zakończone głębokim westchnieniem, człowiek słyszy zazwyczaj w odpowiedzi na niewinne pytanie, np. gdzie jest solniczka lub czy mamy płyn do mycia naczyń. Dodać należy, że gdyby te rzeczy były tam, gdzie zawsze były, nikt nie zadawałby głupich pytań. Ale nie – płyn do naczyń wywędrował do łazienki w jakiejś sprawie i tam poprosił o azyl, a solniczka objawia się na parapecie jako środek przeciwko mrówkom. I to my jesteśmy nieogarnięci?!

Moja rada Wyobrażanie sobie, że Wasz facet przed spotkaniem z Wami mieszkał pod mostem i żywił się bulwami manioku, jest błędem. Znam wielu facetów żyjących samotnie i zapewniam, że mają zrobione pranie, umyte naczynia, płyn przy zlewie i solniczkę na półce. Ta odrobina chaosu, który wprowadzacie, jest oczywiście urocza i na szczęście dotyczy nieistotnych drobiazgów, więc nich Wam będzie. Ale dałoby się przy tym tak nie zrzędzić?

"Ja tego nie rozumiem: niby pracujesz, a nic z tego nie ma".

Michał Gołębiewicz, redaktor działu Dieta MH:

To już jest cięższy kaliber i niestety stoi za nim statystyka, bo finanse to najczęstszy powód naszych kłótni w domu. I wszczynają je najczęściej kobiety – to też statystyka.

Moja rada Nie ma nic złego w tym, że dyskutuje się (nawet burzliwie) o finansach w związku, jednak kilku pułapek warto unikać. Na przykład zwrot ”niby pracujesz” nie rokuje najlepiej, bo sugeruje coś mało poważnego i pozorowanego, a nie codzienną, przynajmniej ośmiogodziną naszą pańszczyznę. Kolejny argument, że ”nic z tego nie ma”, też jest wątpliwy, bo oczywiście, że jest, tylko że poniżej Waszych oczekiwań i wymagań. Oba te sformułowania prowadzą nieuchronnie do możliwie najgorszego wariantu kłótni: pokazanie nam przykładu Zbyszka lub Damiana, którzy nie udają, tylko na poważnie pracują, oraz co z ich pracy wynika dla stanu posiadania ich związków. Jeżeli jeszcze ta dyskusja odbywa się w towarzystwie Zbyszka lub Damiana i ich partnerek, to już pełna mogiła. Nie idźcie tą drogą.

"A nie mówiłam, że tak będzie? Z Tobą zawsze tak jest...".

Piotr Makowski, redaktor naczelny MH:

Pan Bóg rozłożył mniej więcej po równo w obu płciach osobników, których racja – bez względu na okoliczności – musi być zawsze na wierzchu. Ta skłonność do dowartościowania swojego ego małymi (nie bójmy się tego słowa – tanimi) sukcesami jest oczywiście koszmarem dla otoczenia, zwłaszcza gdy ma żeńską postać. Bo facetowi po trzecim z kolei „A nie mówiłem...” można spokojnie powiedzieć: „Goń się, palancie”, ale kobiecie?

Moja rada Pal sześć, gdy to nieszczęsne „a nie mówiłam” słyszysz w sprawach bez znaczenia, choć też może być wkurzające. „Przestaw to piwo, bo zaraz potrącisz je łokciem. Szlag!!! A nie mówiłam?”. Kiedy jednak w chwili, gdy np. zawaliło się coś, czemu poświęciłeś mnóstwo pracy i emocji, w co byłeś zaangażowany całym sobą – choć ona była sceptyczna – i słyszysz podobny komentarz, to masz ochotę przegryźć sobie aortę. Małostkowość nie jest tym, co popycha związki do przodu, i choć może nie szkodzi miłości, która rządzi się własnymi prawami, to przyjaźni na pewno. A fajnie byłoby mieć te sprawy obie naraz, nie?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA