[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Jak czerpać więcej przyjemności z seksu? [egoizm w łóżku]

Kobiety rzadziej niż mężczyźni deklarują, że mają udane życie seksualne. Może musimy nauczyć się asertywności? Odwagi? A może egoizmu?

seks

Czy gdyby edukacja seksualna w naszym kraju wyglądała inaczej, to czerpałybyśmy więcej przyjemności z seksu? Pewnie tak, bo wyposażone w wiedzę „domową” i „podwórkową” musiałyśmy edukować się same bądź z pomocą naszych równie niedoświadczonych kolegów. Oczywiście popełniając przy okazji mnóstwo głupot. A czy każda 30-letnia kobieta może o sobie uczciwie powiedzieć, że już wie, o co chodzi z tym seksem? No chyba nie. A może warto jeszcze wypróbować coś albo coś odpuścić? Zawsze może być lepiej.

Spróbuj być bardziej asertywna w seksie

Pojęcie „asertywność”, kiedyś odmieniane przez wszystkie przypadki, swoje najlepsze lata ma już za sobą. A szkoda, bo moim zdaniem dobrze opisuje umiejętność wyrażania siebie w taki sposób, aby nie urażać innych. Często bywa mylone z egoizmem, agresywnością, nieliczeniem się z innymi i upieraniem się przy swoim bez względu na wszystko. A tak naprawdę to jest po prostu uczciwość wobec siebie i partnera. A także gotowość do akceptacji opinii drugiej osoby, bez obrażania się. Masz ochotę na seks, to okaż mu to, powiedz, o co chodzi, zamiast czekać, aż się domyśli. Bo w wielu związkach to właśnie tak wygląda – niedomówienia i pretensje o to, że ludzie nie czytają w myślach.

Pamiętaj też, że zawsze możesz powiedzieć „nie”. Nie masz żadnego obowiązku nikogo zadowalać wbrew sobie i się z nikim kochać. Ani z facetem, który Cię zaprosił na wystawną kolację, i teraz oczekuje, że nastąpi rewanż z Twojej strony – nie jesteś przecież towarem, który można kupić za głupią kolację. Ani z własnym partnerem, który może myśli, że mu się seks należy. Nie uprawiaj seksu tylko dlatego, że uważasz, iż tego się od Ciebie oczekuje albo żeby komuś nie zrobić przykrości. Szanuj swoje granice. Masz prawo w każdej chwili się rozmyślić i powiedzieć „nie”: bez względu na to, czy to stały związek, czy romans na jedną noc.

Odpuść sobie perfekcjonizm

Jak twierdzi Emily Nagosky, autorka przewodnika o seksualności kobiet pt. „Ona ma siłę”: „Samokrytyka Twojego ciała wpływa na Twoje seksualne samopoczucie. Kobiety nie będą całkowicie, rozkosznie zadowolone ze swojego życia seksualnego dopóty, dopóki nie zaakceptują całkowicie swoich ciał”. Wiadomo, że to nie jest łatwe, ponieważ nie miałyśmy większego wpływu na to, co się z nami działo między momentem urodzin a okresem dojrzewania. A przecież to właśnie wtedy poddane zostałyśmy praniu mózgu (przez bliskich i przez kulturę) i zamiast cieszyć się sobą beztrosko, jak dziecko nóżką, nauczyłyśmy się patrzeć na siebie krytycznie.

„Sprowadza się to do sytuacji, w której kobiety bardziej niż sobie ufają temu, czego zostały nauczone przez kulturę na temat własnego ciała” – mówi Nagosky. Często wiąże się to z mniej lub bardziej skrywanym wstrętem do wszystkiego, co jest cielesne i fizjologiczne. W stosunku do siebie i innych ludzi, nawet tych, których kochamy. Przybiera to postać perfekcjonizmu w dbałości o siebie: tylko idealnie szczupłe, idealnie gładkie i idealnie wypielęgnowane możemy pokazać się partnerowi. Podobnie od partnera wymagamy, żeby był idealny jak Ken (ten od Barbie). Wszystko to sprowadza się do traktowania swojego ciała jak wroga, którego trzeba trzymać w ryzach, bo może Cię zdradzić (utyć, pobrudzić się, dostać cellulitu itp.).

Co możemy z tym zrobić? Nagosky radzi, żeby zacząć od współczucia sobie, że tak się katowałaś tyle czasu, żeby zaspokajać jakieś nierealne kulturowe wymagania. Kto to niby są ci ONI? Kto Ci będzie mówił, jak masz wyglądać? Miej ich w nosie. A teraz spróbuj się sobą zaopiekować, potraktować z czułością. Spróbuj stanąć nago przed lustrem i popatrz na siebie dokładnie – co Ci się podoba w sobie? Przyglądaj się sobie życzliwie, pogłaszcz się po brzuchu, piersiach. Zagadaj do nich przyjaźnie. Przecież nie może być tak, że swojego kota traktujesz z większą czułością niż własne ciało, które Ci wiernie towarzyszy i służy tyle lat. Nagosky radzi, żeby to ćwiczenie wykonywać codziennie. Na początku będzie Ci trochę głupio, ale powolutku zacznie się to zmieniać. A ciało traktowane z miłością rewanżuje się tym, że po prostu pięknieje.

Spróbuj przyjrzeć się swoim genitaliom

Mężczyźni mają o wiele łatwiej. Ich klejnoty jakby czekają na wierzchu, aż się nimi zajmą. Tymczasem nasze intymne części ciała znajdują się w ukryciu, więc często nie do końca zdajemy sobie sprawę, czym naprawdę dysponujemy. Badania wskazują bowiem, że tak naprawdę niewiele kobiet zna te miejsca dobrze – tylko około 20% z nas dokładnie im się przyjrzało.

To niewiarygodne, jak niewiele kobiet potrafi powiedzieć sobie głośno: „Lubię swoją cipkę”. Jesteśmy potomkiniami wielu pokoleń kobiet, dla których wszystkie sprawy związane z częściami intymnymi były wstydliwe, żeby nie powiedzieć – obrzydliwe i brudne. To dopiero nasze pokolenie uczy się, jak zadbać o nasze waginy, jak je lepiej poznać, a co najważniejsze, jak je polubić. I uczy się tego na własną rękę, bo jak wygląda edukacja w szkołach, to chyba wiemy.

No więc zrób to: weź lusterko i przyjrzyj się jej dokładnie. Zobacz, jak wyglądają wargi sromowe, łechtaczka, jak wygląda całe wejście do pochwy, jak reaguje na dotyk. A może nalej sobie kieliszek wina i spróbuj sprawić sobie sama przyjemność? Masturbowałaś się kiedyś? No pewnie, kto tego nie robił. Ale mnóstwo kobiet robi to ukradkiem, z poczuciem wstydu, bez radości. A przecież masturbacja dla życia seksualnego jest jak śniadanie dla organizmu. Jeżeli pominiesz śniadanie, to jest wielce prawdopodobne, że w ciągu dnia będziesz senna, zdekoncentrowana i pozbawisz się wielu cennych składników odżywczych. Jeżeli odrzucasz masturbację, to tym samym pozbawiasz się świetnego sposobu na poznanie swojego ciała oraz ignorujesz jedną z najlepszych metod relaksacji. Bo warto wiedzieć, że seks solo, tak samo zresztą jak każda inna forma aktywności seksualnej, świetnie działa na cerę, jak i na cały organizm. Również i na psychikę, bo pomaga zbudować pewność siebie w seksie. Dzięki niej odkrywasz to, co lubisz. W jaki sposób? Bardzo prosto – wypróbowując to. Dowiesz się, co doprowadza Cię do orgazmu – przecież nie tylko ta jedna sztuczka, której nauczyłaś się jako nastolatka. Odkrywasz różne techniki i fantazje, które na Ciebie działają. To właśnie ta wiedza daje Ci pewność siebie i świadomość własnego ciała. Nie ma jednego sposobu na dostarczanie sobie przyjemności. Masters i Johnson twierdzą, że kobiety robią to na tysiące sposobów. Puść wodze wyobraźni i sprawdź, co najbardziej Cię kręci. Wyłącz wewnętrznego krytyka. W seksie solo wszystko jest dozwolone, jeżeli tylko sprawia Ci frajdę. Wiesz, co Cię podnieca, wiesz, że możesz przeżywać orgazm, wiesz, że potrafisz zadbać o siebie.

My same jesteśmy odpowiedzialne za własne szczęście. To dotyczy również seksu. Nie oczekujmy, że to mężczyzna nas nauczy radości z seksu. Udowodniono, że kobiety, które się masturbują, mają lepsze życie seksualne. Pod warunkiem że jest to obok, a nie zamiast. I że nie stosują zbyt silnych bodźców. Bo przyzwyczajenie do masturbacji silnym strumieniem wody z prysznica może sprawić, że partnerowi będzie trudno wywołać podobny efekt.

Odpuść sobie chęć zadowolenia go...

...za wszelką cenę. Seks jest trochę egoistycznym sportem. Jasne, że chodzi też o to, aby partner miał frajdę. Ale wiele kobiet jest tak bardzo skoncentrowanych na tym, aby „dobrze wypaść” (kłania się syndrom prymuski), że zapominają o sobie. A w seksie, aby było dobrze, kobieta powinna się skupić na swoich odczuciach, na przyjemności, jakiej doznaje podczas pieszczot, na ogarniającym ją podnieceniu. A nie na tym, żeby partnerowi udowodnić, że jest najlepszą kochanką na świecie, mistrzynią seksu oralnego (i że na pewno jest sto razy lepsza niż jego była). A jeśli nie masz orgazmu, to nie udawaj go, aby sprawić facetowi przyjemność. Kłamstwo w seksie obróci się przeciwko nam. W ten sposób sygnalizujemy partnerowi, że wszystko jest fantastycznie, a w seksie zachowania, które przynoszą oczekiwany efekt, szybko się utrwalają. Czyli partner zadowolony zacznie powtarzać sekwencję pieszczot i ruchów, a w Tobie będzie narastać frustracja. Bo pieszczoty i dotknięcia, których nie lubimy, są czasem bardziej denerwujące niż zbyt mała ilość stymulacji. I im dłużej taka sytuacja będzie trwała, tym trudniej to przerwać. No bo kiedy jest dobry moment, żeby powiedzieć partnerowi: „Wiesz, kochanie, coś jest nie tak”. A na koniec będziesz miała ochotę wrzasnąć: „Zabieraj te łapy, niedojdo!”.

Spróbuj się bardziej wyluzować

Jeżeli miewamy problemy z orgazmem i całą sobą koncentrujemy się na tym, aby wreszcie przyszedł, możemy mieć kłopot. Dr Debby Herbenick, seksuolożka i autorka wydanej w Polsce książki „Krótka historia waginy”, wyjaśnia, jak koncentrowanie się na finale paradoksalnie zmniejsza szansę na orgazm. „Badania wskazują, że kobiety potrafią płynnie przechodzić w tę i z powrotem przez poszczególne etapy seksu: od podniecenia, przez plateau, do orgazmu, a później znowu do podniecenia”. Kluczem do przyjemności jest umiejętność koncentrowania się na tu i teraz, na tej fazie, w której się znajdujemy (to nie jest tylko domena adeptów buddyzmu – Twój facet też to potrafi).

Tak naprawdę, z fizjologicznego punktu widzenia, to właśnie faza plateau jest etapem najprzyjemniejszych doznań, gdy nasze ciało reaguje na najlżejszy dotyk partnera, a wewnątrz organizmu rozlewa się fala ciepła. Odpuść sobie realizowanie fantazji Oczywiście nie wszystkich, ale wiesz – nasza wyobraźnia seksualna jest pojemniejsza niż to, co potrafi zmieścić w sobie dobry związek. Na przykład tylko nieliczne, bardzo specyficzne związki dobrze tolerują zapraszanie do łóżka jakiejś trzeciej osoby. A fantazjuje o tym większość ludzi. A o czym marzą kobiety, co naprawdę nas podnieca? Obecnie mamy różne mądre maszyny, dzięki którym możemy to zbadać dokładnie, śledząc reakcje fizjologiczne. Jak wiadomo, nie bardzo można ufać temu, co ludzie deklarują w kwestionariuszach, bo zazwyczaj chcą „dobrze wypaść”, tak jak to rozumieją.

Otóż około 60% kobiet miewa fantazje o gwałcie. Z badań na seksualnym wykrywaczu kłamstw wynika, że nawet większy procent faktycznie podnieca się, widząc kobietę zmuszaną do seksu. Dziwne, prawda? T

o jest właśnie ten dylemat współczesnej kobiety: z jednej strony partnerstwo, równy podział obowiązków, precz z seksizmem oraz maczyzmem itd., a z drugiej miewamy marzenia o byciu gwałconą przez jakiegoś samca alfa (pana Greya?). Książka „50 twarzy Greya” oraz dziesiątki jej klonów sprawiły, że mnóstwo par wprowadziło do sypialni elementy BDSM, niegdyś zarezerwowanego wyłącznie dla bardzo, bardzo wyzwolonych. Pan Grey pokazał, jak się w to bawić w eleganckiej i teatralnej formie, z użyciem estetycznych rekwizytów ze skóry czy jedwabiu. Według seksuologów właśnie to najbardziej przemawia do kobiet – ładne zabawki, przebieranki i teatralność. A scenografia jest potrzebna po to, aby wyraźnie zaznaczyć granicę między zabawą a realnym życiem. Tak by przypadkiem facetowi nie przyszło do głowy, że poza sypialnią też może odgrywać pana i władcę. Ale warto przypomnieć podstawowe rzeczy: czerpanie przyjemności z prawdziwego dręczenia ludzi to zaburzenie, które wymaga interwencji psychiatrycznej. Tak naprawdę kobietom wcale nie chodzi o odczuwanie bólu. Co ciekawe, jak wykazały badania, aż 95% seksualnych masochistów to faceci. Tylko nikły procent kobiet potrzebuje bólu do osiągnięcia seksualnej rozkoszy. Zupełnie wystarczą delikatne klapsy i jedwabne szaliki.

ZOBACZ TEŻ: Dlaczego nie czuję już pożądania?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij