[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Dlaczego on musi wszystko robić sam? [okiem faceta]

Odpowiedzi starał się nam udzielić nasz niezawodny kolega z Men's Health Polska.

Wcześniej trochę narzekałyśmy, że faceci już nie robią drobnych napraw w domu i że pojęcie „złota rączka” odeszło do lamusa, ale po waszych reakcjach musimy nieco rozszerzyć temat. Odezwało się kilka dziewczyn, które uważają kompletnie inaczej: „Niech on lepiej niczego nie naprawia, bo będzie jeszcze gorzej”. Jak listwę przybije, to krzywo, jak coś pomaluje, to tydzień trzeba sprzątać, lekko cieknący zlew po jego naprawie jest cieknącą Niagarą itp. Dlaczego po prostu nie poprosić o pomoc, kogoś kto potrafi to robić? Skąd to wkurzające przekonanie, że każdy z was to urodzony MacGyver i ze wszystkim sobie poradzicie?

Odpowiedź kolegi z Men's Health

Bądź tu mądry i pisz wiersze – jak nie naprawiamy, to źle, jak chcemy coś naprawić, też źle. Panie się może na coś zdecydują? Trudno mi powiedzieć, czy wszyscy faceci czują się MacGyverami, ale na pewno większość domowych robót nie przerasta ich możliwości manualnych. Przynajmniej nie powinna przekraczać – tak myślą – więc jaki jest sens wzywania i opłacania jakiejś fachowej pomocy? Samemu się pyknie w try miga. Że z efektami różnie bywa to osobna sprawa, ale na szczęście dla ich samopoczucia, najczęściej nie zauważają katastrofalnych efektów swojej pracy. Bo też, szczerze mówiąc, świat się nie zawali od jednej trochę krzywej listwy. A może męska niechęć do wzywania hydraulika jest związana z traumą po zbyt dużej dawce niemieckich filmów pornograficznych, gdzie, jak niektórym wiadomo, każda wizyta fachowca w domu kończy się dzikim seksem z gospodynią? Nie wiem, może.

Ja akurat jestem za tym, by każdy robił najlepiej, to co potrafi robić: znasz się na księgowości, samochodach, sprzedaży, marketingu i czym tam jeszcze, to zajmuj się tym, a kładzenie parkietu zostaw parkieciarzom. Możliwe jednak, że czujemy się niewystarczająco dowartościowani przez was, wykonując swoje normalne zajęcia (zdarzyło się wam powiedzieć: „Jesteś wspaniałym księgowym, taka jestem z ciebie dumna, kochanie”?), więc próbujemy zdobywać punkty na innych polach. Tak czy owak, dobre słowo na co dzień nie zaszkodziło jeszcze żadnemu związkowi.

ZOBACZ TEŻ: Jak rozmawiać z mężczyzną? [okiem faceta]

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij