Czy warto uprawiać poranny seks

W dużej mierze dzięki nowemu, elastycznemu systemowi pracy poranna chwilka dla siebie nie jest już dla par takim wyzwaniem, jak przed pandemią. Jedyne, co nas hamuje, to niechęć do nastawiania budzika na wcześniej. Ale warto.

poranny seks fot. Shutterstock.com

Ponieważ jestem typową sową, więc zrozumiałe, że pomysł porannego seksu nigdy do mnie nie przemawiał. Seksualny silnik naszego związku nagrzewał się zwykle wolno, aż do wieczora (oczywiście nie codziennie), a rano potrzebowałam dużo czasu, zanim naprawdę oprzytomnieję. Niestety, ostatnio w nieustannym pędzie między domem, przedszkolem, szkołą, pracą i zakupami nasze życie seksualne stało się nieco przewidywalne i nie takie częste, jak byśmy chcieli. Chcąc ponownie wzniecić iskrę, postawiliśmy sobie z partnerem wyzwanie: będziemy uprawiali seks każdego ranka, przez siedem kolejnych dni. Chociaż głównym celem wyzwania było wzmocnienie naszego związku, to korzyści na tym się nie kończą.

REKLAMA

Seks o dowolnej porze jest dla nas dobry, a badania łączą go między innymi z podniesieniem odporności i poprawą pamięci. Ale jeśli spróbujesz to robić rano, to korzyści będą jeszcze większe. Poranna seksualna aktywność wpływa na obniżenie kortyzolu – hormonu stresu, co pozwala Ci głako wpłynąć na wzburzone wody pełnego obowiązków dnia. A co więcej: poranny seks ma sens, bo właśnie wtedy nasze ciała – moje i partnera – są w naturalny sposób gotowe do seksu. Badanie opublikowane w „The Journal of Sexual Medicine” pokazywało, że wysoki poranny poziom testosteronu u mężczyzn wpływa na siłę erekcji. U kobiet natomiast wyższy poziom estrogenów oznacza zwiększone libido i większą wrażliwość genitaliów. Skoro tak, to po co to marnować?

W niedzielę wieczorem ustawiłam budzik na niezwykłą dla mnie godzinę 6.30 rano. Po przebudzeniu obudziłam partnera pieszczotami, które zaowocowały przyjemnym seksem, chociaż nasza poseksualna błogość została przerwana odgłosami kłótni z pokoju dzieci. Następny poranek był równie udany. Zazwyczaj potrzebuję dłuższej rozgrzewki, ale tym razem było inaczej. Myślałam, że myśli kotłujące się w mojej głowie (lista zadań, śniadanie dla dzieci samo się nie zrobi itd.) zwiększą mój stres, ale jakoś nie. Ale nasze sukcesy nie trwały długo. We wtorek wieczorem siedziałam do późna, przygotowując się do spotkania w pracy, a kiedy obudziłam się o 6.30 następnego ranka, czułam się tak wyczerpana, że seks był ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Ale gdy wróciłam z pracy do domu, to się dowiedziałam, że partner sprzedał dzieciaki dziadkom i mieliśmy cały wieczór dla siebie. Zamówiliśmy pizzę, oglądaliśmy Netfliksa i uprawialiśmy seks, a nasza zaimprowizowana randka była miłym przypomnieniem, o co chodziło mi w tym wyzwaniu. W piątek nasza córka miała koszmary i większość nocy spędziła w naszym łóżku. Ale w sobotę po podrzuceniu naszych dzieci na różne zajęcia wróciliśmy do łóżka. Teraz już rozumiem, o co chodziło w tych badaniach seksuologów, z których wynikało, że im więcej uprawia się seksu, tym większą ma człowiek na niego ochotę. Ale przecież nie chodzi nam o bicie rekordów, tylko o bliskość, z której tak łatwo rezygnujemy, gdy wzywają obowiązki. Teraz już wiemy, że zawsze da się znaleźć czas.

ZOBACZ TEŻ: Pozycja na jeźdźca - okiem faceta

Zobacz również:

REKLAMA

REKLAMA