Wskaźnik BMI - dlaczego nie powinno się nim sugerować?

Jeżeli masz do wyboru dobre BMW lub dobre BMI, zdecyduj się na to pierwsze. Przynajmniej jego licznik nie oszukuje, a z BMI bywa różnie. Coraz więcej uczonych ma wątpliwości co do wiarygodności kalkulatora.

BMI fot. Shutterstock.com

Dokładnie za 9 lat Body Mass Index, czyli BMI, będzie obchodził swoje dwusetne urodziny. Jego twórca, Adolphe Quatelet, wcale nie dietetyk czy fizjonom, był matematykiem, który szukał wspólnego mianownika powodów śmierci ludzi w różnych krajach. Tak powstał współczynnik równy ilorazowi masy ciała i wzrostu do kwadratu, bo, zdaniem Quateleta, przyczyną zgonów była otyłość i choroby z niej wynikające lub przez nią przyspieszane. Świat został opisany liczbami.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Dieta długowieczności Valtera Longo

Początki potęgi BMI

Przez 150 lat wzór nosił nazwę wskaźnik Quateleta II i był znany wąskiemu gronu specjalistów. Zwrotu „Body Mass Index”, który zrobił światową karierę, użył po raz pierwszy w „Journal of Clinical Epidemiology” Ancel Keys, amerykański epidemiolog i dietetyk, w 1972 roku (to ten sam, notabene, który ukuł ikoniczny już zwrot „dieta śródziemnomorska”). W 1995 roku Światowa Organizacja Zdrowia zaleciła stosowanie skali BMI jako standardu w ocenie otyłości i poszło. Teraz, wklepując w Google hasło „BMI”, dostajemy ponad 100 000 000 wyników

Co poszło nie tak?

Wymyślony przez Quateleta wzór ma faktycznie wiele zalet.

Po pierwsze, jest bardzo prosty, a dane potrzebne do jego wypełnienia, czyli waga i wzrost, są na wyciągnięcie ręki.

Po drugie, świetnie nadaje się do przeprowadzania szerokich badań na dużych populacjach. Zwracał na to uwagę dr Ancel Keys w swoim słynnym artykule, jednocześnie przestrzegając, że BMI nie nadaje się do oceny zdrowia pojedynczych osób. Jednak urzędnicy WHO zdecydowali inaczej.

Teraz teoria ograniczonego zaufania do wyników BMI zyskuje coraz więcej zwolenników i argumentów wśród uczonych. Na przykład specjaliści z amerykańskiej Mayo Clinic alarmują o dramatycznym wzroście otyłości u osób, które w wynikach BMI mieszczą się w prawidłowym przedziale, ponieważ badając tylko wagę, umyka proporcja tkanki tłuszczowej do mięśni, która jest kluczowa.

Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że osoby, uspokojone rzekomo prawidłowymi wynikami BMI, w rzeczywistości nie mają świadomości, że są tykającymi bombami z opóźnionym zapłonem i znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka. Ta grupa ma już swoją naukową nazwę „Skinny fat”, co potwierdza wagę problemu.

Na drugim biegunie nierozpoznawania proporcji tłuszcz – mięśnie jest sytuacja aktywnych sportowców, którzy w wynikach BMI lądują w przedziale między nadwagą a otyłością (kulturyści natomiast z poziomem tkanki tłuszczowej mniejszym niż 5% wg BMI mają otyłość 3 stopnia).

Podobny zresztą problem fałszywych rezultatów mają też dzieci i nastolatkowie do 18. roku życia. To byłoby tyle o miarodajnych wynikach.

ABSI + BMI

Naukowcy znający ograniczenia BMI od lat starają się usprawnić metody obliczeń, ale warto wspomnieć szczególnie o ABSI (A Body Shape Index). Uczeni wyliczyli wskaźnik ABSI u 14 tysięcy osób. Porównali go ze śmiertelnością w tej grupie i odkryli, że 61% tych, którzy mieli najwyższe ABSI (nawet jeśli ich BMI było prawidłowe) żyło krócej od tych, którzy mieli najniższy wskaźnik ABSI.

Wzór na obliczenie ABSI jest dosyć skomplikowany, dlatego najporęczniej jest skorzystać z kalkulatora, np. na stronie absi.nl.eu.org.

Bezpieczny poziom to 1 – wyższy wynik oznacza ryzyko.

Co zrobić z tym fantem?

Jeżeli już pomierzyłaś się na wszystkie proponowane sposoby i wyniki są wyższe od tych przez Ciebie oczekiwanych, pora coś zrobić. Naprawdę warto, bo bez względu na to, ile byśmy nie psioczyli na niemiarodajność BMI, jego twórca wykazał się intuicją (i wiedzą) – za nadwagą i otyłością faktycznie czają się różne ryzykowne choroby.

Więc oczywiście trening – w zupełności wystarczy trzy razy w tygodniu (HIIT + trening siłowy) i – też oczywiście – zbilansowana dieta. Na stronie medicoverdieta.pl znajdziesz plan codziennych posiłków dostosowany do celów, jakie chcesz osiągnąć, przepisy na zbilansowane dania i praktyczną listę zakupów, którą możesz ściągnąć na smartfona. Teraz na pewno się uda!

REKLAMA

REKLAMA

Lepsze niż BMI

Są też inne, dokładniejsze sposoby oceny, czy Twój organizm mieści się w granicach normy. Przygotuj miarkę krawiecką, pomierz się i oceń, czy wszystko jest w porządku.

Obwód w pasie/obwód bioder (WHR)

Zmierz obwód w pasie mniej więcej na wysokości pępka, a następnie obwód w biodrach w najszerszym ich miejscu. Na koniec podziel pierwszą liczbę przez drugą.

O dobrym stanie zdrowia świadczy wynik poniżej 0,85.

Obwód w pasie (WC)

Najprostsze z badań. Wydaje się banalne, a jednak statystyka podpowiada, że po przekroczeniu wartości granicznej, niezależnie od wzrostu (!), ryzyko wielu chorób zdecydowanie rośnie.

Poniżej 80 cm jest OK. U facetów granicą jest 90 cm.

Obwód w pasie/wzrost (WHtR)

Podziel obwód w pasie przez wzrost. Ten pomiar jest odrobinę bardziej precyzyjny, uwzględnia bowiem wzrost. Mierząc obwód w pasie, nie przekraczaj nigdy poziomu połowy wysokości.

Zacznij się niepokoić, gdy wynik będzie wyższy niż 0,5.

ZOBACZ TEŻ: Fit pierniczki - przepis na święta bez wyrzeczeń

Zobacz również:
Ten trening to świetny wstęp, jeśli chcesz zacząć biegać.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA