[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.3

Sposoby na doła - terapie naturalne

Idź na terapię – radzą dobrzy ludzie. Pewnie po to, aby mieć marudę z głowy. Ale czy naprawdę terapia to jedyne wyjście, kiedy kogoś trochę boli dusza?

Kiedy ostatni raz byłaś w lesie? Takim prawdziwym, a nie w parku miejskim, gdzie biegasz? Badania wskazują, że coraz rzadziej mamy kontakt z prawdziwą przyrodą. Bo kleszcze, komary, mrówki, pokrzywy i w ogóle lepiej się czujemy, jeśli ta przyroda jest jakoś ogarnięta. A odcinając się od natury, tracimy potężne, naturalne źródło regeneracji naszej psychiki. Badacze twierdzą, że regularne spacery po lesie mogą być w przypadku lżejszych zaburzeń skuteczniejsze niż psychoterapia.

ZOBACZ TEŻ: Ch***wa Pani Domu radzi, jak ogarnąć swoje życie

Badanie przeprowadzone przez duńskich naukowców w 2009 roku wykazało, że ludzie, którzy mieszkają w promieniu 1 km od terenów zielonych, rzadziej niż mieszkańcy miast cierpią z powodu takich schorzeń, jak depresja, stany lękowe czy inne choroby związane ze stresem. Japońscy naukowcy pod kierunkiem Yoshifumiego Miyazakiego na Uniwersytecie Chiba z kolei dowiedli, że wystarczy kwadrans spaceru po lesie, aby zmienić reakcje fizjologiczne. Poziom kortyzolu spada przeciętnie o 16%, ciśnienie o 2%, a tętno o 4%. Mało tego – kontakt z przyrodą poprawia nasze zdolności poznawcze: pamięć krótkotrwałą czy umiejętność skupienia uwagi. Dla naszych przeładowanych bodźcami mózgów wyłączenie się z codziennej bieganiny, popatrzenie na las, góry, ptaki czy rzekę – słowem: na przyrodę, której zupełnie nie obchodzą trywialne ludzkie problemy – stanowi bezcenny detoks.

Współczesne zamożne społeczeństwa zdają się lekceważyć ten efekt uzyskiwany zupełnie za darmo i wydają ciężkie pieniądze na terapię i pigułki. A tymczasem np. lekarze ze szpitala dziecięcego UCSF Benioff w Kalifornii przepisują swoim pacjentom i ich rodzinom w ramach zaleceń terapeutycznych godzinną przechadzkę dziennie. W Finlandii istnieje nawet program rządowy, mający na celu zredukowanie wysokich wskaźników depresji, alkoholizmu i samobójstw, polegający na wybraniu się na jeden z wyselekcjonowanych przez specjalistów szlaków wśród dzikiej przyrody. I to działa.

Sposoby na doła - ogrodoleczenie

Hortiterapię stosowano już w starożytnym Egipcie jako metodę leczenia chorób umysłowych. Chorzy, przechadzając się po ogrodach, mieli powracać do równowagi umysłowej. Wielkim zwolennikiem tej metody był też starożytny grecki lekarz Hipokrates, który uważał, że przyroda leczy wszystkie choroby. Pracę w ogrodzie stosuje się w celach terapeutycznych w wielu szpitalach psychiatrycznych, a nawet w więzieniach. Praca na świeżym powietrzu, obserwowanie, jak rosną rośliny posadzone naszą ręką, ma niezwykle kojące działanie. Współczesne badania wykazały też inną zależność między kontaktem z ziemią a samopoczuciem. Otóż wdychanie bakterii zamieszkujących w ziemi wzbogaca naszą florę jelitową o te „dobre bakterie”, co przekłada się na większą odporność, ale także na poprawę stanu psychicznego.

REKLAMA

REKLAMA

Sposoby na doła - obozy przetrwania

Idea Wilderness Therapy, co można przetłumaczyć jako „terapia przez dziką przyrodę”, powstała w latach 20. w USA jako metoda pracy z trudną młodzieżą. Jej zasady zostały opracowane i wdrażane przez Wilderness Foundation w Wielkiej Brytanii. Generalnie polega to na tym, że zbiera się odpowiednią grupę ludzi, która pod opieką terapeutów jedzie w miejsce możliwie jak najbardziej odległe od cywilizacji. Uczestnicy (zwykle po prostu mieszczuchy, które boją się pająków) muszą sobie radzić w nietypowych dla nich warunkach: rozbić obóz, zebrać drzewo na ognisko, rozpalić to ognisko, przygotować posiłki. I, co najważniejsze, trzeba to robić we współpracy z innymi.

ZOBACZ TEŻ: Czy ćwiczenia pomagają pozbierać się po rozstaniu?

Człowiek jest postawiony w nowej sytuacji i poznaje siebie z zupełnie innej strony. Pojawiają się nowe emocje, z którymi trzeba sobie poradzić, lęki, które trzeba opanować, ale też radość i duma z tego, że poradziliśmy sobie w trudnej sytuacji. Zyskujemy większą pewność siebie, uczymy się współdziałać z innymi ludźmi oraz kontaktować się z nimi w bardziej autentyczny sposób, bez zwykłego ściemniania i odgrywania ról, bo tam już nie można niczego udawać, a zresztą nawet nie ma potrzeby.

Co w tym nowego?

No właśnie o to chodzi, że nic. To tylko odkrycie na nowo starej prawdy, że oderwanie od natury nie jest dobre dla naszej psychiki. Że życie w mieście, w smogu, wśród miejskiego zgiełku, w otoczeniu wszelkiego rodzaju elektronicznych mediów jest męczące dla psychiki. Nasz biedny mózg ewoluował w innych warunkach, dlatego, mimo swojej niesamowitej plastyczności, potrzebuje co jakiś czas „podładowania” za pomocą kontaktu z naturą. Nie można również zapomnieć o wpływie smogu.

Badania przeprowadzone przez zespół naukowców z uniwersytetu w Lancaster wykazały, że nie tylko płuca, ale i mózg chłonie zanieczyszczenia z powietrza. Naukowcy po zbadaniu próbek mózgu osób mieszkających w mieście i na wsi byli zszokowani ilością magnetytu, który kumuluje się w mózgu – miliony cząsteczek magnetytu zaledwie w jednym gramie tkanki mózgowej. Naukowcy podejrzewają, że może to mieć wpływ na mikrouszkodzenia tkanki mózgowej, czego konsekwencji jeszcze nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Z pewnością wpływa to na pogorszenie wyników w testach używanych podczas oceny zaburzeń funkcji poznawczych – jak czytamy w magazynie „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Podejrzewa się, że smog może przyczynić się do zaburzeń nastroju, chociaż nie znamy jeszcze tego mechanizmu.

REKLAMA

Merdanie ogonem

Przyroda to również nasze domowe zwierzęta. Szczególnie dobrze udokumentowane są badania, dotyczące dobroczynnego wpływu psa na człowieka. Coś musieli przeczuwać starożytni Grecy, bowiem na wielu posągach bóg sztuki lekarskiej, Asklepios, jest przedstawiany z wężem i z psem u nogi. Szwedzcy uczeni, analizując przez 11 lat stan zdrowia posiadaczy psów w porównaniu z ich rówieśnikami bez psów, wykazali, że psie towarzystwo w znacznym stopniu obniża ryzyko chorób kardiologicznych, tradycyjnie związanych ze stresem.

Z badań wynika, że pies działa terapeutycznie w stanach samotności i depresji, a ten wpływ nie ogranicza się tylko do zmuszania człowieka do regularnych spacerów na świeżym powietrzu. Aczkolwiek fakt, że z psem „nie ma zmiłuj” (trzeba iść na spacer), wymusza dyscyplinę, organizuje nam dzień, pozwala poznawać nowych ludzi, a z tym często mają problem osoby depresyjne. Psa powinni zapisywać na receptę.

ZOBACZ TEŻ: 5 sytuacji, w których on okazuje ci miłość

Wyjdź z domu

Idź na spacer, pogadaj z ludźmi, zaangażuj się w coś, przestań zajmować się wyłącznie sobą.

Wspólne bieganie

To oczywiście truizm, że aktywność fizyczna na świeżym powietrzu poprawia nastrój. Ale aktywność w grupie jest wielokrotnie lepsza niż samotne bieganie. Zamiast skrupulatnie liczyć przebiegnięte kilometry, zaproś sąsiadki czy koleżanki do wspólnego biegania albo maszerowania z kijkami.

Posadź drzewo

Łatwo narzekać na złe powietrze albo wycinkę drzew, trudniej coś zrobić. A dlaczego nie miałabyś się przyłączyć do sadzenia drzew, których to akcji w Polsce jest coraz więcej? Albo sama to zorganizować? Tu znajdziesz rady, jak to zrobić: http://aleje.org.pl/pl/ przyjaciele-drzew.

Wdzięczność nieopisana

Nie każdy może sobie pozwolić na zwierzątko – kłopot mają np. ludzie pracujący w nietypowych godzinach. Ale przecież zawsze można pójść jako wolontariusz do schroniska, by wyprowadzić pieski na spacer. Tanio i pożytecznie.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij