REKLAMA

Reset w łóżku - jak znowu zacząć cieszyć się seksem?

Żeby w pełni cieszyć się seksem, musimy poczuć się wolne i wyrzucić z głowy ograniczające nas przekonania.

Seks fot TIM PLATT/GETTY IMAGES

Wszyscy teoretycznie wiedzą, że seks jest wspaniały i zdrowy. Że powinniśmy go uprawiać w miarę często, bo to jest dla nas dobre, dobre dla związku i generalnie świadczy o tym, że mamy udane życie. Jednak, jak się okazuje, seks, taka niby prosta czynność przetrenowana przez wieki, sprawia nam wiele problemów. Świadczą o tym różne badania, mówią o tym seksuolodzy na podstawie relacji pacjentek. Niestety, największą przeszkodą w cieszeniu się seksem jest nasza głowa.

REKLAMA

Czy seks jest tylko dla pięknych?

Jak tu się kochać swobodnie, kiedy mam fałdę na brzuchu i za małe piersi? Jak się wyluzować, gdy cały czas się zastanawiam, czy on to widzi? Śmieszne? Nie. To bardzo powszechny problem odbierający radość z seksu. Media z jednej strony od pewnego czasu zapewniają nas w ramach akcji #bodypositivity, że „każde ciało jest piękne”, a z drugiej nieustannie bombardują nas zupełnie przeciwnymi komunikatami. Niby wiemy, że wizerunki celebrytów i internetowych influencerów są poddawane obróbce, ale co innego wiedzieć, a co innego czuć. A czujemy się z tym nie najlepiej. Jeszcze chyba nigdy w historii standardy urody nie były tak wyśrubowane. I nigdy chyba jeszcze tyle kobiet nie cierpiało z powodu obniżonej samooceny.

Zaczyna się to na wczesnym etapie. Według badań WHO przeprowadzonych w 42 krajach, polskie nastolatki najgorzej oceniają własny wygląd. Z badań OBOP dowiadujemy się, że 80 procent kobiet poddałoby się jakiejś operacji plastycznej, gdyby mogło. Dla wielu kobiet ciało jest jakąś zewnętrzną zbroją, która ma być idealna, bo tylko taka stanowi obronę naszego wrażliwego wnętrza przed groźnym światem. Ale przecież ciało to my. Jeśli odczuwamy je jako coś zewnętrznego, to jak mamy mieć z nim kontakt? Jak mamy cieszyć się zmysłowością, którą przecież odbieramy przez ciało? Pojawia się pytanie: dlaczego to sobie robimy? Dlaczego oddałyśmy władzę nad sobą jakiemuś wewnętrznemu krytykowi, który odbiera nam radość? Nawiązanie kontaktu z własnym ciałem, polubienie go, docenienie, wykopanie na zbity pysk krytyka i zamianę go na wewnętrznego przyjaciela wymaga trochę pracy nad sobą. Sprzyjają temu różne techniki otwarcia się na dozna- nia z ciała – czyli joga, medytacja, taniec, trening oddechowy, jakaś wyzwalająca aktywność, coś, co budzi zmysły i daje radość. Masturbacja też pomaga. Nikt tego za nas nie zrobi, ale warto odzyskać siebie na resztę życia.

Kiedy jest miłość, seks jest super

No pewnie, że na początku jest super, bo działają hormony, a na tym hormonalnym haju wszystko wzbudza nasz zachwyt. Chyba wszyscy znają ten stan i złudzenie, że tak będzie zawsze, bo trafiliśmy na idealnego faceta. Ale nie będzie. Nikt nie lubi o tym słyszeć, ale pożądania nie da się złapać i sobie mieć. W najbardziej namiętnym związku lekko słabnie już po kilku miesiącach. Średnio po upływie trzech lat jest już zdecydowanie słabsze niż na początku. Po wielu latach w tych dobrych związkach jest więcej czułości i bliskości niż dzikiej namiętności. Oczywiście każdy pewnie słyszał o takich związkach, w których płonie wieczny ogień, ale na ogół są to tzw. trudne relacje, pełne szarpaniny, rozstań i powrotów. Mało kto faktycznie chciałby żyć tak na co dzień. Kobieca seksualność to też nie jest coś, co automatycznie uruchamia obecność wspaniałego faceta – jest integralną częścią nas. I warto ją lepiej poznać. Na przykład uświadomić sobie, że kobiece libido różni się od męskiego. Można powiedzieć, że faluje, podlega cyklowi miesięcznemu, zmienia się w ciągu życia, podczas ciąży czy po urodzeniu dziecka.

Wpływają na niego takie czynniki, jak stres, choroba, zażywanie pigułek antykoncepcyjnych. Czasem mamy wewnętrzną blokadę, spowodowaną różnymi urazami, kryzysami, pretensjami do partnera. Czasem nam się po prostu nie chce. Z drugiej strony, wiemy też, jak nadmierna bliskość zabija pożą- danie. Mówimy tu o parach symbiotycznych – takich papużkach nierozłączkach. Lepiej dać sobie więcej przestrzeni i wolności, tak żeby ta druga osoba jednak potrafiła nas wciąż czymś zaskoczyć, żeby miała w sobie jakiś element nie do końca poznany, bo to właśnie wzbudza pożądanie. Dlatego wszyscy seksuolodzy radzą jednym głosem: żeby seks w związku było dobry, trzeba się dogadać – rozmawiać o tym, co lubimy, czego nie, co nam dolega, co się z nami dzieje. Samo się nie załatwi. Sama miłość nie rozwiąże problemów i różnic, które mogą się pojawić w ciągu trwania związku. I najlepiej dogadać się jak najwcześniej, bo im dłużej trwa takie niedogadanie, tym trudniej rozpocząć rozmowę w obawie przed zranieniem partnera i odsłonieniem siebie. 

Seks wymaga przekraczania granic

Pojawia się tu taki wzorzec kulturowy, zgodnie z którym znudzona para kupuje sobie kajdanki i inne rekwizyty BDSM i zaczyna zabawę w Greya, co ma rozbudzić namiętność w związku. I ma nam się to podobać. A jeśli się nie podoba, to znaczy, że coś z nami nie tak, bo przecież trzeba „wychodzić poza swoją strefę komfortu”. Otóż nie: nie trzeba, jeśli się tego nie lubi. A wewnętrzne granice są potrzebne, bo chronią Cię przed nadużyciami ze strony innych. Wcale nie musisz uczestniczyć w czymś, co wcale nie jest Twoją fantazją, tylko jakimś narzuconym wzorcem. Możesz mieć własne fantazje: dziwne, inne, albo lubić zwyczajny, miły seks z własnym, miłym facetem i to jest jak najbardziej OK. Bardzo nie OK jest robienie czegoś wbrew sobie, żeby kogoś zadowolić. Seks powinien być sferą wolności i radości.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA