REKLAMA

PMDD, czyli jeszcze gorszy PMS - sprawdź, czy Cię to nie dotyczy

Prawie każda z nas przed okresem jest rozdrażniona i ma spadek formy. Kobiety zmagające się z PMDD przeżywają koszmar.

pmdd fot. Shutterstock.com

PMDD, czyli dysforyczne zaburzenia przedmiesiączkowe, to comiesięczna udręka, z którą zmagają się kobiety, cierpiące na tę rzadką dolegliwość. Silne wahania nastroju, napady płaczu, lęku, a nawet agresja. Objawy z reguły są tak silne, że nie pozwalają na normalne funkcjonowanie – zakłócają życie rodzinne, zawodowe i towarzyskie.

REKLAMA

ZOBACZ: Co się dzieje, gdy... masz PMS

Wszystko jest na „nie”

„Nie boję się psychicznie ranić innych”

"Wszystko zaczyna się w drugiej fazie cyklu miesiączkowego. W mojej głowie nagle coś się zmienia. Z osoby pełnej energii, ekstrawertycznej, pozytywnie nastawionej do życia, chętnej do działania i dawania z siebie 110 procent zamieniam się w osobę, która nie ma ochoty na nic i wszystko jest na „nie”. Na dwa dni przed rozpoczęciem miesiączki zaczyna się apogeum. Pierwszy dzień to dzień agresji. Mam zupełnie nieuzasadnione napady złości – nawet pięciominutowe – spóźnienie chłopaka wywołuje we mnie niewyobrażalny gniew i wściekłość. Błahostki przybierają rangę wielkiego problemu. Cały czas szukam zaczepki, o wszystko i do wszystkich mam pretensje. Nie boję się psychicznie ranić innych. Wypowiadam słowa, których nigdy nie wypowiedziałabym w pierwszej fazie cyklu, w momencie kiedy jestem sobą. Mimo że tak nie jest, to czuję się tego dnia odrzucona, niekochana, nielubiana. Mam wrażnie, że osoby, które są przy mnie, robią to z litości, chęci zysku i wykorzystania mnie. Tworzę w głowie konkretną tezę i nikt nie jest w stanie mi tego przetłumaczyć. Dlatego lepiej dla wszystkich, jak tego dnia jestem sama. Rezygnuję z życia społecznego i z pracy – boję się, że swoim zachowaniem sprowokuję niepotrzebne, krzywdzące innych albo niebezpieczne dla mnie sytuacje. Nie ufam sobie” – opowiada 27-letnia Katarzyna Jurewicz, która od dwóch lat ma zdiagnozowane PMDD. Dzień drugi w jej przypadku to nieustanny płacz, ogromny smutek, obawa przed tym, że nie założy rodziny, nie będzie w stanie wychować dzieci. Tkwi w przekonaniu, że nikt na dłuższą metę nie będzie chciał z nią żyć. Trzeciego dnia objawy powoli ustępują, zaczyna się miesiączka, a wraz z nią wyrzuty sumienia i wstyd za krzywdzące bliskich zachowanie. Po kilku dniach wszystko wraca do normy i znów można cieszyć się życiem, spełniać się zawodowo i rozwijać artystycznie – Kasia jest tatuatorką. Wszystko wskazuje na to, że z PMDD zmaga się od okresu dojrzewania, ale tak na prawdę dopiero dwa lata temu, w wyniku własnych obserwacji i konsultacji z ginekologiem, psychoterapeutą i psychiatrą, udało jej się ustalić przyczynę dolegliwości zaburzających całe jej życie. Od tego czasu przyjmuje leki antydepresyjne, które aktualnie zostały zmienione na inne, bo uprzednie nie przynosiły poprawy – działały przeciwlękowo, a to wzmagało agresywne zachowania.

Skrajne zmęczenie

„Staję się inną mamą – wszystko wyprowadza mnie z równowagi”

22-letnia Milena Sankowska od pół roku ma rozpoznane PMDD. Odkąd przyjmuje antydepresanty, jest nieco lepiej. Nie czuje już totalnej beznadziei i w tych najgorszych dniach (trzy dni po owulacji) nie odcina jej zupełnie od rzeczywistości. W drugiej części cyklu towarzyszy jej nadal skrajne zmęczenie, ból kręgosłupa, mięśni i stawów. Permanentny niepokój i ataki paniki też jeszcze nie ustąpiły. „Mam dwójkę małych dzieci i gdyby nie pomoc najbliższych, nie byłabym w stanie się nimi opiekować. Jestem non stop frustrowana – staję się inną kobietą, inną mamą – wszystko wyprowadza mnie z równowagi, podnoszę głos na dzieci, nawet gdy przychodzą do mnie z najmniejszymi prośbami. Zanim zaczęłam przyjmować leki, czasem czułam się tak, jakby miały wyrosnąć mi pazury i kły. W moich żyłach złość płynęła razem z krwią. W miarę dobrze czułam się tylko wtedy, gdy byłam w ciąży. Mam nadzieję, że niebawem rozpocznę również leczenie antykoncepcyjne, które pozwoli mi przez cały miesiąc cieszyć się wspólnym, cudownym czasem spędzanym z rodziną. Teraz mam na to tylko dwa tygodnie. Kolejne dwa są wyjęte z życia” – zaznacza Milena.

SPRAWDŹ: Czy Twój facet ma PMS? [syndrom męskiej nadpobudliwości]

REKLAMA

REKLAMA

Winny progesteron i serotonina

„Trudno rozpoznać, trzeba wykluczyć inne zaburzenia”

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z Massachusetts General Hospital, na PMDD cierpi około 5-8% kobiet w wieku rozrodczym (pomiędzy 20. a 40. rokiem życia). Uporczywe dolegliwości emocjonalne i fizyczne – m.in. silne wahania nastroju, agresja, lęk, ogromne zmęczenie, bóle kręgosłupa, mięśni i stawów – pojawiają się w drugiej fazie cyklu i wycofują się z pierwszym dniem menstruacji. Wyciszają się także podczas ciąży. „Przyczyny tych zaburzeń długo nie były znane, ale obecnie pojawia się coraz więcej badań, które wskazują na podłoże genetyczne, co za tym idzie – podwyższoną wrażliwość komórek na produkowany progesteron, a właściwie na jego metabolit – allopregnanolon, który wpływa na ośrodkowy układ nerwowy, powodując powyższe zaburzenia, w tym stany depresyjne czy lękowe. Problemem wywołującym PMDD mogą być również czynniki psychologiczne, związane z niskim poziomem serotoniny w mózgu” – wyjaśnia prof. dr hab. med. Robert Jach z Superior Centrum Medyczne, kierownik Kliniki Endokrynologii Ginekologicznej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Aktualnie jedynym możliwym sposobem na leczenie PMDD jest przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych oraz tabletek antykoncepcyjnych. „Obserwujemy, że u niektórych pacjentek przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych (z grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny) albo doustnych środków antykoncepcyjnych, które zawierają drospirenon, rzeczywiście doprowadza do zmniejszenia dolegliwości” – podkreśla prof. Jach, ginekolog, endokrynolog i onkolog. Niestety, terapia ta nie we wszystkich przypadkach przynosi zadowalające efekty. Co więcej, leki antykoncepcyjne przyjmowane przez dłuższy czas mogą wywoływać po ważne skutki uboczne, jak zakrzepica czy zespół przedwczesnej menopauzy. PMDD trudno rozpoznać. „Przede wszystkim trzeba wykluczyć inne zaburzenia, jak depresja, która ma w zwyczaju nasilać się przed miesiączką, czy choroba dwubiegunowa. Dlatego bardzo ważne, aby kobiety prowadziły obserwację swoich zachowań i zwracały uwagę, czy problemy rzeczywiście występują w drugiej fazie cyklu miesiączkowego. Z PMDD mamy doczynienia wtedy, gdy zaburzenie powoduje widoczną dysfunkcję i cierpienie, które jest trudne do zaakceptowania i zakłóca nasze normalne funkcjonowanie” – wyjaśnia specjalista psychiatra dr hab. n. med. Mariusz Furgał, kierownik Zakładu Terapii Rodzin i Psychosomatyki Katedry Psychiatrii UJ CM, członek Zarządu Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Nadzieja na skuteczny lek

„Ma łagodzić objawy bez skutków ubocznych”

Jest jednak nadzieja na skuteczne leczenie PMDD. Szwedzka spółka Asarina Pharma od kilku lat prowadzi badania kliniczne nad lekiem – sepranolon – który ma łagodzić objawy przedmiesiączkowych zaburzeń dysforycznych. Możliwe, że już niedługo trafi do aptek. „Leki antydepresyjne mogą uzależniać. Sepranolon ma zmniejszać działanie allopregnalonu i tym samym ma łagodzić zaburzenia związane z PMDD, nie powodując skutków ubocznych” – podkreśla prof. Jach.

ZOBACZ TEŻ: Zaskakujące lekarstwo na PMS - sposób na bolesne miesiączki

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA