[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Kroplówki witaminowe - skuteczność, działanie, ceny [Raport WH]

Kroplówki witaminowe nie są już zarezerwowane dla gwiazd i celebrytek. Ceny spadły i dziś może sobie na taki luksus pozwolić prawie każda z nas. Ale czy warto?

kroplówki witaminowe fot. Getty Images

Hazardziści mawiają, że kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Ile byłabyś w stanie zaryzykować, żeby poprawić sobie podłe samopoczucie? Patrząc, jak pielęgniarka wbija igłę w moje przedramię i widząc kropelkę krwi spływającą po skórze, pomyślałam, że chyba właśnie dotarłam do swojej granicy. „Proszę się rozluźnić. Zaraz wracam” – powiedziała szczupła, zadbana pielęgniarka, zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie w pokoju samą.

Cienka plastikowa rurka wspinała się od mojego ramienia do góry aż do przezroczystego woreczka zawieszonego na metalowym wieszaku. Woreczek wypełniony jest żółtawą cieczą – mieszaniną witamin, minerałów i aminokwasów. Czuję się dziwnie. I nic dziwnego, bo takie dożylne kroplówki, czyli żywienie pozajelitowe, bardzo długo było zarezerwowane dla ludzi z ciężkimi chorobami jelit lub po ich usunięciu.

Dostarczanie składników odżywczych prosto do krwi to dla wielu chorych jedyna szansa przeżycia. Jednak od niedawna kroplówki witaminowe (chociaż w ich skład wchodzą nie tylko witaminy) stały się popularne również wśród ludzi całkowicie zdrowych. Zaczęli jak zwykle ci, którzy mają nadmiar gotówki i deficyt czasu.

Jeszcze dwa lata temu pojedyncza sesja kosztowała majątek i stać było na to jedynie celebrytów i biznesmenów; dziś gabinetów oferujących taką terapię jest coraz więcej, więc i ceny stają się coraz bardziej przystępne (w Polsce jeden zabieg kosztuje ok. 150-250 zł).

Niewygórowana cena jak za eliksir życia. Eliksir, bo obietnice reklamowe brzmią jak magia. „Spowalnia procesy starzenia organizmu” – czytamy na stronie jednego z gabinetów. „Poprawia nastrój”, „Zmniejsza apetyt i spala tłuszcz” – obiecuje inna. Odchudzają, odmładzają, likwidują zmarszczki, dodają energii, podnoszą libido... Nic, tylko nadstawiać żyły do wkłucia.

Mocniejsza

Mnie jednak najbardziej zainteresowała inna obietnica: wzmocnienia odporności. Od jakiegoś czasu często się przeziębiam, więc chętnie bym się pozbyła dolegliwości. Dzwonię do kliniki, która oferuje taki koktajl, i przedstawiam swój problem.

„Kropla odporności będzie idealna” – zapewnia mnie recepcjonistka. Kosztuje 200 funtów – więcej wydaję miesięcznie na jedzenie. Pytam więc, jakich efektów mogę się spodziewać. Na chwilę zapada cisza, po czym słyszę, że „to zależy, jak bardzo jest pani osłabiona. Ja po takim koktajlu czułam się świetnie przez dwa tygodnie”.

Hm, to już nie brzmi tak obiecująco, jak zapowiedzi na stronie. Ale decyduję się. Zaczyna się od konsultacji. Mówię, że czuję się nie najlepiej. Chyba bierze mnie grypa, jestem przemęczona i mocno zestresowana. Pielęgniarka mierzy mi ciśnienie, pyta o przebyte choroby, ale – co mnie trochę dziwi, zważywszy, że mam zaraz dostać pakiet witamin i minerałów – właściwie nie pyta o moją dietę. Sama więc uprzedzam, że jestem od dzieciństwa wegetarianką.

„Prawdopodobnie ma więc pani niedobory witaminy B12 – sugeruje. – To może być przyczyną anemii”. Jej zdaniem nerwowość może zaś być wynikiem niedoborów magnezu. Pokazuje mi menu kojktajli i sugeruje wzmacniającą odporność mieszankę witamin C, B12, B5,B6, B complex oraz wapnia, selenu, magnezu, cynku i kilku aminokwasów. Pytam, czy taki zestaw uzupełni moje braki, złagodzi ból gardła i zatrzyma rozwój choroby. Kiwa głową, więc i ja kiwam.

A słyszałaś już o shotach zdrowia? To skoncentrowane dawki niezbędnych dla zdrowia składników odżywczych. Dla wygody podaje się je w kieliszkach.Czy działają? Sprawdź nasze opinie.

kroplówki witaminowe fot. Getty Images

Sprawdzam

Nie licząc tekstów czysto marketingowych, niewiele wiadomo na temat działania dożylnych koktajli witaminowych u ludzi, którzy odżywiają się prawidłowo w tradycyjny sposób. Więcej wiemy o stosowaniu dożylnym dużych dawek witamin i minerałów u ludzi chorych.

W 2013 roku pismo „Journal of Translational Medicine” opublikowało raport, z którego wynika, że dożylne podawanie witaminy C pacjentom chorym na nowotwory zmniejszało zauważalnie stany zapalne. „Jednak te wyniki nie powinny być wykorzystywane jako dowód na skuteczność podawania megadawek witaminy C zdrowym ludziom” – przestrzega prof. Alan Shenkin, biochemik z University of Liverpool.

Wiele gabinetów oferujących koktajle witaminowe chwali się, że odpowiednio dobrana mieszanka zmniejsza ból, objawy depresji, a także uczucie zmęczenia. Rzeczywiście, badanie opublikowane w „Nutrition Journal” wykazało, że wlewka witaminy C zmniejszyła uczucie zmęczenia u pracowników biurowych po dwóch godzinach. „Warto jednak pamiętać o tym, że w samoocenie badanych ten spadek zmęczenia był zaledwie 15-procentowy” – zwraca uwagę prof. Shenkin.

Wielu lekarzy obawia się, że dożylne podawanie witamin może być nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe. „Gdy trawimy jedzenie, jelita regulują, ile i jakie składniki odżywcze trafi ają do krwi. W przypadku wlewek dożylnych ten mechanizm jest omijany” – mówi prof. Hilary Powers z University of Sheffi eld. Nie bez znaczenia jest też kwestia dawek.

W klinice nie chcą mi powiedzieć, jaki dokładnie skład ma koktajl, który mam przyjąć, zasłaniając się tajemnicą handlową, ale można przypuszczać, że większość zestawów oferowanych dziś w klinikach to wariacje na temat koktajli doktora Myersa, popularnych w latach 60. ub. stulecia. W oryginalnej recepturze było podawane 1000 mikrogramów witaminy B12.

„Zalecana dzienna dawka witaminy B12 to 2,4 mikrograma – mówi prof. Powers. – Taki dożylny koktajl może więc dostarczyć nawet kilkaset razy więcej witaminy, niż potrzebuje Twoje ciało. Wprawdzie witamina ta jest rozpuszczalna w wodzie i szybko można ją z organizmu wypłukać, ale są dowody, że nadmiar witaminy B2 grozi rozwojem kamicy nerkowej. Warto to wziąć pod uwagę, zanim zdecydujesz się na wkłucie wenflonu”. 

Nie ma potrzeby

Rozdźwięk między opiniami klinik a naukowcami jest tak duży, że zanim ostatecznie zdecydowałam się na zabieg, umówiłam się na spotkanie z Rickiem Millerem – dietetykiem z Institute of Sport, Exercise and Health. Opowiedziałam mu, na co się zdecydowałam, i zapytałam o opinię.

„Nie ma najmniejszego powodu, żeby pani to robiła – powiedział. – Ma pani dobrze zbilansowaną dietę i nie ma pani żadnych objawów niedoboru witamin. Skoro nie je pani mięsa, warto sprawdzić poziom witamin B12, D i wapnia, ale w pani przypadku nie zalecałbym nawet suplementacji. Bez wyników badania krwi nie da się ocenić, jakie dawki byłyby pani potrzebne”.

Wracając do domu, zrobiłam więc badania krwi, żeby ustalić poziomy witamin i minerałów. Wyniki były prawidłowe, nie licząc nieznacznie obniżonego poziomu witaminy D. Przy okazji wyszło też na jaw, że mam niski poziom bilirubiny.

„Wysoki poziom bilirubiny może świadczyć o tym, że organizm jest pod wpływem stresu – to zdarza się często, gdy ludzie są przepracowani. Skoro u pani bilirubina jest w normie, najprawdopodobniej uczucie zmęczenia, o którym pani wspominała, nie jest spowodowane niedoborami witamin” – wyjaśnia Miller.

Kiedy za mało

„Większość ludzi cierpi na poważne niedobory witamin i minerałów” – czytam w wydrukowanej na błyszczącym papierze ulotce. Niekoniecznie. Wg najnowszych danych z brytyjskiego National Diet and Nutrition Survey jedynym w miarę często występującym problemem jest niski poziom witaminy D.

„Aby stwierdzić, że ktoś ma niedobór jakiegoś składnika pokarmowego, potrzebne są fizyczne objawy świadczące o tym, że jest go za mało” – wyjaśnia prof. Shenkin. Na przykład szkorbut świadczy o poważnym niedoborze witaminy C, a anemia o tym, że spadł poziom witaminy B12.

Żeby było jasne: nie trzeba mieć klinicznego niedoboru, żeby suplementacja przyniosła korzyści. „Suplementacja witaminy D może pomóc zwalczyć przewlekłe zmęczenie – mówi Miller. – Zanim jednak zacznie się przyjmować witaminy w tabletkach, warto spróbować wzbogacić dietę o produkty bogate w te witaminy. Na pewno zaś nie ma potrzeby przyjmowania megadawek dożylnie”.

Sprawdzam

Chociaż reklamy klinik oferujących zastrzyki witaminowe pełne były frazesów o niedoborach i obniżonym poziomie witamin, tylko jeden z 12 ośrodków zaproponował, żebym przed zabiegiem sprawdziła poziom witamin. Miller podkreśla, że wprawdzie testy z krwi nie są idealne, ale uzupełnianie witamin bez sprawdzenia ich poziomu to z punktu widzenia klinicznego spore zaniedbanie.

Po zabiegu postanawiam sprawdzić poziomy jeszcze raz, bo jestem bardzo ciekawa, co się wydarzyło w mojej krwi. Wyniki wskazują potężny wzrost poziomu witaminy B12 (sporo powyżej górnej granicy normy) oraz znaczące zwiększenie poziomu witaminy C i cynku.

„Koktajl z dużą dawką witaminy B12 zwiększa stężenie tej witaminy we krwi – wyjaśnia prof. Powers. – Jednak może ono być zbyt wysokie, żeby nerki sobie z nim poradziły, i w rezultacie nadmiar witaminy i tak zostaje wydalony z moczem”.

 

Potęga umysłu

W materiałach reklamowych można znaleźć nie tylko obietnice, ale i relacje zadowolonych klientów. Na przykład pracująca w PR Kelly Marks z Londynu twierdzi, że kroplówka pozwoliła jej się rozluźnić. „Po 45-minutowej sesji wyszłam z gabinetu dużo spokojniejsza, moje lęki gdzieś się rozpłynęły” – relacjonuje.

Emily Porter, copywritterka tuż po trzydziestce, zauważyła efekty podczas biegania. „Zrobiłam życiówkę na 5 km i wcale nie czułam się wyczerpana”. To opinie pacjentów, ale są też lekarze, którzy mimo braku solidnych dowodów są przekonani o skuteczności kroplówek. Zapytałam dr Jane Leonard, lekarkę, która w swoim gabinecie medycyny estetycznej oferuje koktajle, dlaczego podanie witamin dożylnie jest lepsze niż suplementy w tabletkach.

„Właśnie ze względu na drogę podania – odpowiada. – Tabletka musi zostać najpierw rozłożona w układzie pokarmowym, a witaminy z kroplówki dostają się wprost do krwi w zdecydowanie większych, a więc mocniejszych dawkach”.

Pytanie tylko, czy da się jakoś precyzyjnie wyliczyć efekty. „Nie da się zmierzyć w liczbach samopoczucia – mówi dr Leonard. – Możemy jedynie monitorować to, jak pacjent czuje się po zabiegu”. Czyżby więc była to tylko kwestia subiektywnych odczuć? Wiele badań to właśnie sugeruje. Zdaniem uczonych skuteczność dożylnych koktajli witaminowych opiera się głównie na efekcie placebo. Przede wszystkim są relatywnie drogie, znacznie droższe niż witaminy w tabletkach.

Badacze z Massachusetts Institute of Technology odkryli zaś, że im więcej płacimy za terapię, tym silniejszy jest efekt placebo. „Efekt placebo jest też tym silniejszy, im bardziej inwazyjna jest metoda terapii” – dodaje dr Jeremy Howick, który od lat na University of Oxford zajmuje się badaniem tego zjawiska. Wkłucie dożylne i obserwowanie, jak powoli do żyły spływa spora porcja płynu, na pewno robi większe wrażenie niż połknięcie pigułki.

„Gdy dostajesz placebo, spodziewane działanie lecznicze terapii uaktywnia w mózgu ośrodek nagrody i uwalniane są dopaminy i endorfiny, czyli hormony odpowiedzialne za poprawę nastroju” - wyjaśnia dr Howick. Prawdopodobnie dlatego ludzie po zabiegach wychodzą tacy zadowoleni i są przekonani, że poprawę samopoczucie zawdzięczają witaminom.

Ze mną było inaczej. Sześć godzin po wyjściu z gabinetu gardło boli mnie nadal i jestem tak zmęczona, że odpuszczam sobie trening w siłowni. „Prawdopodobnie za mało wierzyła pani w skuteczność wlewki – wyjaśnia prof. Robert Horne, psycholog behawioralny z University College w Londynie. – Sceptyczne nastawienie osłabiło u pani efekt placebo”.

Wahania

Dwa tygodnie po kroplówce ponownie robię badanie krwi. Zgodnie z przewidywaniami poziom witaminy C spadł i utrzymuje się w granicach normy. Poziomy wit. B12 i magnezu są nieco niższe niż przed kroplówką. „Pani organizm uruchomił mechanizm homeostazy i przywrócił poziomy, które są zapisane w pani genach jako prawidłowe” – wyjaśnia Miller.

Czy zatem coś zyskałam? „W zasadzie niewiele się zmieniło – mówi Miller. – Widzę tu jedynie niewielki wzrost witamin z grupy B, ale nie jest to nic, czego nie można by osiągnąć, nieznacznie modyfikując dietę. Tak byłoby i bezpieczniej, i taniej”.

Trochę martwi mnie poziom witaminy B6, który po początkowym obniżeniu wzrósł powyżej granicy uznawanej za normę dla zdrowego człowieka. Na szczęście Miller uspokaja, że B6 jest rozpuszczalna w wodzie, więc powinna wkrótce wrócić do normy. Znacząco podniósł się też poziom cynku i utrzymuje się tak już od 10 dni.

Powinnam więc mieć wszystkie obiecywane skutki uzupełnienia cynku. Powinnam czuć rozpierającą mnie energię, mieć czystą i gładką skórę, w końcu powinno też przestać boleć mnie gardło. Niestety, nic takiego nie wystąpiło. Powinnam powtórzyć zabieg? „Może pani umówić się na tyle zabiegów, na ile ma pani ochotę, aż poczuje się pani lepiej” – recepcjonistka w klinice mówiła mi to na początku.

Podczas wizyty usłyszałam, że udowodniona jest skuteczność serii sześciu zabiegów (źródła tych informacji nie podano) i że po czterech dniach powinnam się zgłosić na kolejną wlewkę. „Proszę nawet o tym nie myśleć” – zdecydowanie odradza prof. Nicola Lowe, specjalistka żywienia człowieka z University of Central Lancashire.

„Po 10 dniach od terapii ma pani we krwi dużo za dużo cynku, a kolejna dawka mogłaby już być niebezpieczna. Organizm człowieka ma bardzo skomplikowane mechanizmy kontrolowania poziomu różnych składników odżywczych we krwi – wyjaśnia prof. Lowe. – Nie ma potrzeby tworzenia drogich, skomplikowanych sposobów omijania tych naturalnych mechanizmów”.

Wracając do domu, kupiłam brązowy ryż, płatki owsiane, zielone warzywa i jajka. Taki naturalny pakiet witaminy B kosztował mnie 12 funtów. Tradycyjny sposób jest bezpieczniejszy i zdecydowanie bardziej opłacalny...

WH 04/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij