REKLAMA

Kancerofobia – co możesz zrobić, jeśli panicznie boisz się raka?

Kamila ma 35 lat i można przypuszczać, że jest najlepiej przebadaną kobietą w Polsce. Tylko w tym roku „zrobiła” sobie USG piersi, rezonans głowy, kolonoskopię, gastroskopię, USG jamy brzusznej, cytologię, RTG klatki piersiowej, dodatkowo już trzykrotnie zbadała krew pod kątem markerów nowotworowych i zastanawia się, jak zdobyć skierowanie na badanie PET, które potrzebne jest nawet w prywatnych klinikach. Kamila nie boi się przerzutów, nigdy nie chorowała na raka, nie jest też obciążona genetycznie – po prostu cierpi na kancerofobię.

Shutterstock

Nozofobia – stary jak świat lęk przed chorobą

Choć wydaje się, że kancerofobia jest stosunkowo nowym zjawiskiem, w istocie mechanizm powstawania tego typu fobii jest nam znany od bardzo, bardzo dawna. Kancerofobia należy do gruby nozofobii, czyli zaburzeń oznaczających lek przed zachorowaniem na konkretną chorobę – zazwyczaj taką, która w danych czasach dziesiątkuje ludzkość.

ZOBACZ TEŻ: Taylor Swift podjada przez sen

Można przypuszczać, że na nozofobię ludzie cierpieli już w średniowieczu, kiedy w Europie wybuchła epidemia dżumy, zabijając 50 milionów ludzi. Dzisiaj lęk przed chorobą nazwalibyśmy po prostu dżumofobią. Paniczny strach towarzyszył ludziom także i w XVI wieku, kiedy to na dobre rozszalała się ospa prawdziwa (zwana też czarną ospą) – wtedy śmierć poniosło aż 60 milionów ludzi. W XIX wieku mieliśmy z kolei do czynienia ze śmiercionośną, panoszącą się na całym świecie cholerą. Można założyć, że wielu ludzi cierpiało na cholerofobię, próbując zapobiec chorobie w zabawne dzisiaj, ale wówczas wzbudzające zaufanie sposoby.

Czy jednak rak rzeczywiście występuje już tak często, że może powodować paniczny lęk? Niestety, tak. W 2013 roku ukazało się jedno z największych badań dotyczących występowania nowotworów złośliwych na całym świecie – zanalizowano w nim dane ze 188 krajów. Praca The Global Burden of Cancer 2013 ukazała się w specjalistycznym magazynie JAMA Oncology i zawiera między innymi informację, że w samym 2013 roku na świecie zdiagnozowano blisko 15 milionów przypadków złośliwych nowotworów oraz stwierdzono śmierć ponad 8 milinów pacjentów onkologicznych.

REKLAMA

REKLAMA

Przyczyny kancerofobii nie są sprecyzowane. Lekarze podkreślają, że nasz lęk zwiększa się, kiedy choruje ktoś bliski, ale także wtedy, gdy docierają do nas treści kampanii edukacyjnych (które z założenia mają zachęcać ludzi do badań, ale mają też swoje „skutki uboczne”). Nie bez znaczenia jest też dostęp do mediów – zarówno w kontekście możliwości przeczytania o statystykach, jak i konkretnych przypadkach czy diagnozowania samego siebie u zawsze złowieszczego doktora Google.

- W moim przypadku winę za to, jak wygląda teraz moje życie, ponosi rak występujący w rodzinie – wyjaśnia Kamila. –Kiedy zachorowała moja mama, uznałam, że tak po prostu jest, nie można się załamywać i trzeba walczyć. Wkrótce jednak zachorowała ciocia od strony taty, a zaraz po niej babcia. Z jednej strony czułam jakiś ciężar na klatce piersiowej, jakbym była… osaczona tym rakiem, jakbym zaraz to miała być ja. Z drugiej widziałam ogrom cierpienia, walki, w końcu śmierć babci i mamy. To nie było tak, że postanowiłam, że złapię raka, zanim on się rozpanoszy. Po prostu nagle zaczęłam czuć go wszędzie. Zrobiłam się wyczulona na każdy ból, każdą dolegliwość, wszystko muszę zbadać. Czy to męczące? Bardzo. Kiedy tylko mnie coś zaboli, czytam o objawach, statystykach. Lecę na rezonsans, gdy przez dwa dni boli mnie głowa. Już dwa razy zmieniałam przychodnię, bo było mi głupio, że tyle się badam. Ale nie mogę się powstrzymać, wariuję bez świeżej informacji, że wszystko jest ok – tłumaczy.

Kancerofobia w praktyce – jak to wygląda?

Kancerofobia może występować w dwóch „wersjach”. Objawy pierwszej występują u Kamili – to wyolbrzymianie każdego objawu i każdej nieprawidłowości oraz natychmiastowe wiązanie go z rakiem. W ślad za takim podejściem idą liczne badania –szokująco częste i dotykające niemal każdej części ciała. Oczywiście rodzi to ogromne koszty, bo tak częstych badań, w dodatku nieuzasadnionych objawami, nie zleci żaden lekarz. Osoba cierpiąca na taką postać kancerofobii prędzej jednak weźmie tzw. „szybką pożyczkę”, niż zrezygnuje z walki o swoje życie – bo tym w jej oczach jest tak szeroka diagnostyka.

ZOBACZ TEŻ: Picie kawy zwalcza nadwagę

Problemem są jednak nie tylko pieniądze, a obezwładniający strach – nie sposób żyć normalnie, przez cały czas widząc widmo choroby nowotworowej. To przeglądanie onkologicznych statystyk do 3 nad ranem i setki godzin spędzonych na lekturze artykułów oraz for internetowych – bo może ktoś miał identyczne objawy i okazało się, że ma raka? Dodajmy, że ta postać zaburzenia często obejmuje bliskich. Kancerofobiczki są zmorami pediatrów, którzy tłumaczą, że nie przeprowadzą dziecku skomplikowanych badań z powodu jednorazowego bólu głowy w czasie anginy, a wzrost leukocytów o 1% powyżej normy naprawdę nie oznacza raka.

Druga postać to unikanie lekarza i badań za wszelką cenę – w myśl zasady, że „jak już się tego raka zdiagnozuje, to dwa miesiące i jest po człowieku”. Przyczyną jest zazwyczaj obserwacja podobnych, zbyt późno zdiagnozowanych przypadków i ignorancja faktu, że można by chorobę wyleczyć, gdyby pacjent zgłosił się na badania wcześniej. Ludzie cierpiący na tego typu kancerofobię boją się diagnozy do tego stopnia, że wizyta u lekarza niemal ich paraliżuje. To kobiety, które nie chodzą do ginekologa i nie robią sobie cytologii przez 6 lat, „bo jeszcze coś wyjdzie”. Wbrew pozorom jest to dość częste postępowanie.

REKLAMA

Czy kancerofobia może „wywołać” raka?

Naturalnie nasuwająca się odpowiedź brzmi oczywiście: nie, to bzdura. Lekarze nie są jednak tacy pewni. Istnieje mnóstwo badań, które udowadniają, że psychika ma duży wpływ na funkcjonowanie naszego ciała.

Jednym z nich jest przeprowadzony w 2017 roku eksperyment, w którym badano efekt nocebo (mówimy o nim wtedy, gdy obojętna dla organizmu substancja wywołuje niekorzystne objawy z powodu nastawienia pacjenta). Badanym zaaplikowano obojętny dla skóry krem, po czym poinformowano grupę badaną, że specyfik powoduje intensywne dolegliwości bólowe na posmarowanym obszarze. Wkrótce po aplikacji badani rzeczywiście poczuli ból, a co ciekawsze – odczuwanie dolegliwości potwierdziło badanie MRI mózgu. Dodajmy, że w niepoinformowanej o objawach grupie kontrolnej nie zaobserwowano żadnych efektów ubocznych. Wyniki badania opublikowano w czasopiśmie Science.

Placebo i nocebo są zjawiskami znanymi medycynie od XIX wieku– podkreśla dr n.med. Sebastian Szklener z kliniki NEUROMED w Lublinie.– Mechanizm działania tych zjawisk wciąż jest jednak nieznany. Dokładne poznanie tego zjawiska jest szczególnie trudne, gdyż wydaje się iż mechanizm oddziaływania psychiki na nasze ciało jest bardziej złożony, niż miałby to tłumaczyć pojedynczy model. Niemniej poznanie regionu mózgu, który może być aktywowany i wywoływać tego typu efekty,byłoby bardzo ekscytujące.Póki co musimy jednak przede wszystkim pamiętać, że podejście holistyczne, a więc zadbanie zarówno o dobrostan fizyczny, jak i psychiczny pacjenta, w tym kontekście jest szczególnie ważne – dodaje ekspert.

Naturalnie mechanizm działania nocebo i kancerofobia to nieco inne zjawiska, niemniej to pierwsze podkreśla, że rola psychiki na działanie naszego organizmu jest ogromna.

Jak walczyć z kancerofobią?

Czy „wywołuje raka”, czy też nie, z kancerofobią trzeba walczyć – nieleczona i szalejąca w naszym życiu może zamienić je w piekło strachu i niepewności, a przy okazji wyczyścić nasz portfel. Pytanie – jak?

Jeśli zaburzenie zniechęca nas do wizyty u lekarza i sprawia, że szerokim łukiem omijamy jego gabinet przez wiele lat, to warto zacząć przestać słuchać znajomych, a zacząć lekarzy. Czytać o tym, jak wielkie znaczenie ma wczesna diagnostyka albo odwrotnie – o żalu tych, którzy wizytę odwlekali, co poskutkowało rozsianiem się nowotworu po całym ciele. Uświadomienie sobie, że rak ma za nic nasze zaklinanie rzeczywistości i niebadanie się wcale nie sprawi, że się nie pojawi, to pierwszy krok w dobrą stronę.

ZOBACZ TEŻ: Nadzieja dla chorych na cukrzycę

W przypadku poważniejszych zaburzeń (z setką badań w tle) to już przypadek dla dobrego psychologa, a nawet dla psychiatry, który w uzasadnionych przypadkach może włączyć leki przeciwlękowe. Nie bójmy się takiego leczenia – z rakiem należy walczyć nie tylko wtedy, gdy zabiera nam zdrowie fizyczne, ale także wtedy, gdy dobiera się do tego psychicznego.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA