Dieta wykluczająca lektyny - czy to działa?

Czy rzeczywiście musimy unikać roślin strączkowych albo moczyć orzechy w wodzie? Na szczęście nie jest to konieczne. Nie daj się zastraszyć jedzeniowym negacjonistom.

Strączki fot.shutterstock.com

Niestety, żyjemy w czasach, w których diety często układają celebryci, a nie dietetycy i lekarze. A jeden post osoby, mającej miliony obserwujących, ma większą siłę przebicia niż oparta na faktach informacyjna kampania społeczna. Taka na przykład Gwyneth Paltrow swego czasu przestrzegała przed lektynami, których unikać radzi się również w wielu innych źródłach. Poza tymi naukowymi.

REKLAMA

Ale od początku. Lektyny to grupa białek, występujących powszechnie w żywności pochodzenia roślinnego, które są piętnowane mianem antyodżywczych, ponieważ przyczepiają się do węglowodanów obecnych na powierzchni komórek i zakłócają ich funkcjonowanie. To fakt. Ich przeciwnicy podkreślają, że ma to prowadzić do stanów zapalnych, chorób serca (przez sklejanie czerwonych krwinek), cukrzycy, ograniczać przyswajanie wielu składników mineralnych, uszkadzać jelita i powodować choroby autoimmunologiczne, a także schorzenia neurologiczne. Brzmi to naprawdę groźnie, jednak w praktyce okazuje się, że strach ma wielkie oczy. Bo badań z udziałem ludzi, które potwierdzałyby te wszystkie straszne efekty, jest jak na lekarstwo.

To niejedyny powód, dla którego obecnością lektyn w żywności nie musimy się specjalnie przejmować. „Z jednej strony ich zawartość w wielu rodzajach jedzenia jest niska, a my jesteśmy w stanie pewną ilość tych związków tolerować. A z drugiej – jest kilka sposobów na to, żeby je unieszkodliwić. Najskuteczniejszym jest wysoka temperatura, dobrze sprawdza się też namaczanie oraz fermentacja – mówi dietetyk Paweł Szewczyk. Na dodatek tak się fortunnie składa, że rośliny strączkowe, będące najbardziej obfitym źródłem lektyn (fasola, zwłaszcza czerwona), jadamy przeważnie gotowane. A przed gotowaniem jeszcze je często moczymy. Nie ma więc szans, żeby nam szkodziły. Nie ma też sensu wykreślać z menu zawierających lektyny warzyw, owoców czy orzechów (tych ostatnich nie trzeba też namaczać – nie jesz ich przecież na kilogramy), które jemy bez gotowania. Są one fantastycznym źródłem różnego rodzaju przeciwutleniaczy, witamin, składników mineralnych, błonnika i wszelkie możliwe badania, sprawdzające ich wpływ na ludzki organizm, potwierdzają: są zdrowe. Unikając ich ze strachu przed lektynami, wyrządzimy sobie większą szkodę, niż je jedząc. „Z ostrożności, choć raczej nadmiernej, spożycie pokarmów zawierających lektyny mogą limitować ludzie cierpiący na choroby autoimmunologiczne albo mający problemy z tarczycą” – mówi Paweł Szewczyk. Dodaje również, że podstawą do eliminacji są potwierdzone alergie na konkretny rodzaj żywności.

SPRAWDŹ: Wiesz, czemu jesz?

Trzy sposoby na pozbycie się lektyn

Na dobrą sprawę koniecznie trzeba o to zadbać tylko w przypadku strączków.

Moczenie

Przed gotowaniem strączków namocz je w wodzie z dodatkiem sody oczyszczonej (1 łyżeczka na 1 l), a potem przed gotowaniem wymień wodę.

Gorąco

Gotuj strączki 30 min-2,5 h, zależnie od gatunku (pierwsze 10-20 min bez przykrycia, na dużym ogniu). Sól dodaj pod koniec gotowania.

Fermentacja

Soja, oprócz fasoli, zawiera najwięcej lektyn. Tempeh będzie miał ich więc mniej od tofu. Z kolei zakwas zmniejsza ilość lektyn w chlebie.

ZOBACZ TEŻ: Alergia pokarmowa – skąd się bierze?

Zobacz również:
REKLAMA