[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Bulimia – brzydsza siostra anoreksji

Anoreksja szokuje. Wiemy, że jest niebezpieczna – jej skutki możemy oglądać na plakatach i w magazynach. Ale bulimia? Wzbudza mniejsze zainteresowanie niż anoreksja, bo na pierwszy rzut oka jej nie widać. Wydaje się nie być tak groźna, bo przecież bulimiczki raczej nie umierają z niedożywienia. Wystarczy jednak choć na chwilę wejść w świat chorej osoby, aby zrozumieć, z jakim koszmarem ma się do czynienia. Bulimia, brzydsza siostra anoreksji, odbiera godność oraz poczucie wartości, a czasami również życie.

Bulimia – jak powstaje?

Bulimia (bulimia nervosa), zwana także psychiczną żarłocznością, charakteryzuje się występowaniem napadowych okresów objadania się, po których następuje etap zwracania przyjętego jedzenia, narzucania sobie diet, przeczyszczania się oraz rozpoczęcia intensywnych treningów.

Przyczyny powstawania bulimii wciąż nie są do końca poznane i zapewne – jak to zwykle bywa w przypadku zaburzeń psychicznych, nigdy nie zostaną ściśle określone. Niektóre badania sugerują („Analiza danych demograficznych i relacji w rodzinach kobiet z bulimią”, Psychiatria Polska), że na powstanie bulimii wpływ mają między innymi relacje rodzinne – aż 54,7% badanych kobiet potwierdziło, że ma złe relacje z matką, 58,5% źle oceniło relacje z ojcem. To jednak nie wszystkie możliwe przyczyny – fatalna samoocena, niska odporność na stres, uwarunkowania genetyczne oraz gwałtowne zmiany w życiu to inne czynniki, które mogą wywoływać zaburzenie.

ZOBACZ TEŻ: Spanie przy sztucznym świetle zwiększa ryzyko otyłości

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wiele osób nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak ogromne skutki zdrowotne niesie za sobą bulimia. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu udowadniają, że choroba ma ogromny wpływ na całe ciało. Hipokalemia (spadek potasu), hipochloremia (zbyt małe ilości chlorku), obrzęki ślinianek, nadżerki w okolicy gardła, zapalenie trzustki, choroby dziąseł, zniszczenia zębów, neuropatia, odwodnienie, zaburzenia rytmu serca, duszności, napady drgawkowe i zaburzenia miesiączkowania to tylko niektóre z wymienianych przez specjalistów, dramatycznych efektów choroby. Bulimia to nie „tylko zwracanie” pokarmów, ale stopniowe wykańczanie organizmu.

Błędne jest również powszechne przekonanie, że bulimia dotyczy przede wszystkim nastolatek. Udowodnili to między innymi brytyjscy badacze, które przebadali 5 tysięcy kobiet w średnim wieku (40-60 lat) i odkryli, że aż 3% z nich cierpi na zaburzenia odżywiania. U wielu z nich choroba rozwinęła się dopiero po 40-tym roku życia.

Bulimia nie bez powodu nazywana jest „brzydszą siostrą anoreksji”. Anorektyczki same siebie nazywają „motylkami”. Mają nad sobą kontrolę, są lekkie, kruche, delikatne, „czyste”. Patrzą w lustro i nierzadko czują zachwyt oraz motywację do dalszego odchudzania się. A jak czuje się bulimiczka?

REKLAMA

REKLAMA

Portret bulimiczki

- Jak czuje się bulimiczka? Jak ścierwo – wyjaśnia Joanna, 33-letnia graficzka z Warszawy. – Od zawsze czułam się za gruba, miałam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak. Motywację do zmian poczułam gdzieś po 25. roku życia. Pragnęłam „przez chwilę” pobyć anorektyczką i tak, wiem, jak to idiotycznie brzmi. Oczywiście mi nie wyszło, nie potrafiłam odciąć się od jedzenia, więc zaczęłam pochłaniać je, a potem zwracać. Czy wiesz, jak czuje się kobieta, która odmawia wyjścia ze znajomymi do knajpy, bo czuje się kiepsko i ma ochotę to zajeść? Która wpieprza naraz cały bochenek chleba, dwa opakowania lodów, niedogotowany woreczek ryżu, cztery duże jogurty, dwa pomidory i zapija to wszystko litrem mleka? Która patrzy w lustrze na swoje brudne ubranie, brudną od jedzenia twarz i obrzydliwe ciało? I te wymioty. Najpierw wystarczały mi palce, wkładałam je tak głęboko, że dziś niemal nie mogę w to uwierzyć. Potem potrzebowałam widelca – drapałam nim delikatnie ścianę gardła, aż żołądek godził się na oddanie tego, co mu wcześniej dałam. Zwracałam tak długo, aż lała się sama żółć. Potem znowu spojrzenie w lustro – obrzęknięta twarz, czerwone oczy, smród wymiocin. Zero klasy, godności. Dlatego mówię, że bulimiczka czuje się jak ścierwo – wyjaśnia Joanna.

Bulimia przybiera różne oblicza. Niektóre kobiety zwracają codziennie, wyrabiają sobie własny rytuał, bez którego nie są w stanie „zamknąć” dnia. Inne incydent objadania się i zwracania planują przez kilka dni, dokładając kolejne porcje jedzenia do oczekującej kupki. To, co łączy wszystkie przypadki, to schemat: objadanie i uzyskiwany w związku z tym krótkotrwały spokój, niemal błogość, a następnie zwracanie i wyrzuty sumienia.

ZOBACZ TEŻ: Zjadamy i wdychamy plastik

- Przez jakiś czas miałam kontrolę nad swoją chorobą. Chciałam panować nad swoją wagą, być szczupła, więc po prostu starałam się jeść zdrowo. Wymiotowałam rzadko, raz, dwa razy na miesiąc, gdy coś się stało i jakimś cudem zjadłam coś nadprogramowego. Szybko jednak straciłam to złudzenie kontroli. Jadłam coraz więcej i zwracałam coraz częściej, coraz bardziej się nienawidząc. Jednak gorsze od bulimii była dla mnie wizja dodatkowych kilogramów, nie chciałam być słaba, brzydka i gruba – wyjaśnia Joanna.

REKLAMA

O czym marzy bulimiczka?

„O czym marzyłam w najczarniejszych momentach swojego nałogu? O wyzdrowieniu? Nie, już nie. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że jest to absolutnie niemożliwe. Miałam tę twardą pewność, którą Ty czasami też masz – że nigdy, przenigdy z tego nie wyjdę (…) Marzyłam o tym, że któregoś dnia coś mi się stanie, że pęknie mi coś w środku i zawiozą mnie do szpitala. Położą w białym czystym łóżku, z dala od tych ciągłych, natrętnych decyzji: co zjeść, czego nie jeść, co kupić do jedzenia, za co to kupić, skąd wziąć znowu pieniądze, jak się z tym schować, jakie kłamstwo wymyślić… Przyjdzie rodzina i przyjaciele i będą mnie głaskać po głowie, a potem rozmawiać szeptem na korytarzu, a ja będę zasypiać, w zupełnej błogości, kołysana ich głosami. I nic a nic nie będzie już TRZEBA.” (za: wilczogłodna.pl)

Każda bulimiczka w pewnym etapie swojej choroby mówi sobie: „dość”. Ten moment może się pojawić, gdy po raz pierwszy w zwróconej treści pojawia się krew z żołądka lub przełyku, a chora zaczyna obawiać się nowotworu. Moment ten może wiązać się z zepsutymi przez kwas żołądkowy zębami – gdy zaczynają boleć, kruszyć się, ścierać. Czasami tym momentem jest ciąża i świadomość, że szkodzi się dziecku, a może nawet się je zabija.

ZOBACZ TEŻ: Spanie przy sztucznym świetle zwiększa ryzyko otyłości

Niestety, samodzielne próby pokonania choroby najczęściej spełzają na niczym, o czym doskonale wiedzą osoby takie, jak autorka bloga wilczogłodna.pl. Pojawia się lęk, bezradność, brak nadziei na jakąkolwiek poprawę. I dopóki bulimiczka nie odda się w ręce dobrego specjalisty, dopóty ten stan będzie trwał. Z badań opublikowanych w EuropeanEatingDisordersReview (2013) wynika, że u osób chorujących na bulimię ryzyko śmierci jest 6-krotnie większe, niż dla grupy z ogólnej populacji. Często przyczyną śmierci jest samobójstwo.

Czy można wyleczyć bulimiczkę?

- Nie mogę chyba powiedzieć jeszcze o sobie, że jestem zdrowa. Choć od czasu, gdy ostatni raz celowo zwracałam minęły 2 lata, wciąż jeszcze mam na to zwyczajną ochotę – muszę wtedy przypomnieć sobie wszystkie wskazówki i zalecenia. To koszmarna praca, żmudna i chyba na całe życie. Mogę natomiast nieśmiało stwierdzić, że czuję się bardziej pewna siebie. To podstawa w procesie leczenia – wyjaśnia Joanna.

Z badania zamieszczonego w „Journal of Clinical Psychiatry” wynika, że osoba chorująca na bulimię może wrócić do zdrowia. Chorym zajmuje to średnio 9 lat, ale prawdopodobieństwo pełnego wyleczenia jest spore – wynosi ponad 60%.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij