Zastrzyk radości – przyglądamy się zabiegom medycyny estetycznej nowej generacji

Zabiegi medycyny estetycznej wciąż kojarzą się z wyglądem lalki Barbie. Jednak według ekspertów nowoczesne metody ostrzykiwania, zamiast zamrażać mimikę, mogą poprawiać ekspresję twarzy. WH sprawdza, czy strzykawka może przywrócić Ci szczery uśmiech. I pewność siebie.

zastrzyki fot. Shutterstock.com

"Czułam do siebie wstręt" – mówi Anna, opisując swój nastrój w przeddzień czterdziestych urodzin. Złożyło się na to wiele czynników, ale z jednym – smutnym wyglądem – postanowiła zrobić coś od razu. Czterdziestotrzyletnia dziś Anna po raz pierwszy zdecydowała się wtedy na miomodulację, czyli modulację mięśni mimicznych twarzy przez wstrzyknięcie wypełniaczy i botoksu.

REKLAMA

Na przestrzeni kolejnych miesięcy po zabiegu jej pewność siebie rosła: Anna zaczęła więcej wychodzić z domu, zawierać nowe znajomości. Twierdzi, że zmieniła się jej osobowość. A metamorfozę przypisuje ostrzyknięciu twarzy. „Litości – pomyślisz. – Kolejna magiczna przemiana szarej myszki w kobietę sukcesu przez wyprasowanie zmarszczek na czole...”. Jasne, wszyscy znamy te historyjki z telewizji. Ale tutaj jest jedna znacząca różnica. Anna nie chciała zamrozić sobie czoła ani napompować ust. Jej celem było odzyskanie mimiki, jaką jej twarz miała lata temu. Wyraz twarzy zmienia się z wiekiem i nie chodzi tu tylko o zmarszczki, będące normalną oznaką upływającego czasu. Większym problemem jest opadanie kącików ust czy poważne bruzdy na czole, które nadają twarzy wyraz wiecznego zdenerwowania lub smutku. Tu już nie chodzi o estetykę, ale o mylne wrażenie, jakie taka mimika wywiera na ludziach wokół. Może zbyt łatwo oceniamy zabiegi medycyny estetycznej? Może nie jest to wyłącznie przejaw próżności?

ZOBACZ TEŻ: Zabiegi antycellulitowe: czy działają i ile kosztują? [redaktorka WH testuje]

Lecznicza trucizna

Jeżeli słowo „botoks” od razu wywołuje u Ciebie skojarzenie z coraz bardziej podobnymi do siebie Kardashiankami, wcale nas to nie dziwi. Jednak historia tej substancji zaczyna się z dala od majętnych gwiazd i ich walki o zatrzymanie młodości. A zaczyna się od masowych zatruć pokarmowych, których przyczyny poszukiwał na początku XIX wieku pewien belgijski naukowiec. Wszystkie tropy doprowadziły go do nieświeżej kiełbasy, w której składzie zidentyfikował bakterie botuliny, nazywane później potocznie toksyną botulinową lub jadem kiełbasianym. Od tej pory tru- cizna stała się obiektem badań wielu naukowców, próbujących wykorzystać ją w raczej niec- nych celach (na przykład jako śmiercionośną broń biologiczną). Dopiero w latach 60. XX wieku amerykańscy lekarze zrobili z toksyny botulinowej dobry użytek – odkryli, że wstrzykiwa- nie jej niewielkich dawek może redukować nieprawidłowy kurcz mięśni dodatkowych oka, a tym samym leczyć zeza. Dalej to już kwestia szczęśliwego przypadku.

W 1987 roku dr Jean Carruthers, kanadyjska lekarka zajmująca się pacjentami z kurczem oka, zauważyła, że u pacjentów leczonych zastrzykami z toksyny wygładziły się zmarszczki w okolicach iniekcji. Podzieliła się odkryciem ze swoim mężem, cenionym w Toronto dermatologiem, z którym przez kolejnych 5 lat badała odmładzający potencjał botuliny, która w 1988 roku zmieniła nazwę na botoks i została oficjalnie zarejestrowana przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków jako lek na zeza i blefarospazm. Na nadanie botoxowi prawa do usuwania zmarszczek mimicznych trzeba było czekać kolejnych 10 lat. Ale małżeństwo Carruthersów w międzyczasie nie próżnowało, popularyzując metodę najpierw wśród celebrytów, a później zamożnej śmietanki towarzyskiej. Już w latach dwutysięcznych gazety zaczęły prześcigać się w publikowaniu zdjęć lepiej i gorzej „zbotoksowanych” gwiazd, które oczywiście do zabiegów się nie przyznawały. Aż gdzieś między rozwojem mediów społecznościowych i kamer nagrywających w jakości 4K ostrzykiwanie twarzy stało się zabiegiem niemal tak zwyczajnym, jak farbowanie odrostów. Od roku 2011 na świecie liczba osób stosujących wypełniacze wzrosła o 41%. Często da się je rozpoznać już na pierwszy rzut oka – po podejrzanie gładkim czole i wypukłych jak poduszki policzkach. Pewnie w wyobraźni już widzisz, jak nienaturalnie pełnymi ustami robią dzióbek do selfie na Insta, gdzie w identycznych kwadracikach można znaleźć niemal identyczne twarze. Jak więc mówić w tym kontekście o jakimkolwiek indywidualizmie? Żeby to zrozumieć, pozwól zafundować sobie małą lekcję działania mięśni twarzy.

„Mięśnie mimiczne, w odróżnieniu od mięśni np. nogi, nie są przyłączone do kości na obu końcach, tylko przynajmniej jedno z ich zakończeń jest połączone bezpośrednio ze skórą – zaczyna miniwykład dr Bartłomiej Kwiek, dermatolog. – Z wiekiem stan wyjściowego rozciągnięcia mięśni zmienia się z powodu zwiększenia wiotkości skóry, w której jeden z końców mięśnia ma zakotwiczenie: niektóre mięśnie będą w stałym przykurczu, inne w pełnym rozciągnięciu. Stan wyjściowego rozciągnięcia mięśni także ulega zmianie przez starzenie się kości twarzy i tkanki tłuszczowej. Najłatwiej to zobrazować na przykładzie mięśni odpowiadających za unoszenie kącika ust. Mięśnie te łączą kącik ust z kośćmi górnej i bocznej części twarzy. Jeżeli kurczą się słabiej, to kącik opada. Mięśnie te wykorzystują naturalną krzywiznę policzka uwarunkowaną budową kośćca i przestrzeni tłuszczowych tej okolicy jako swego rodzaju bloczek, czyli podparcie, aby efektywniej podnosić kącik ust. Trochę tak jak rzepka nad powierzchnią kolana, tak mięsień jarzmowy ślizga się nad krzywizną policzka (kością i tłuszczem), ciągnąc kącik ust skośnie do góry. Jeżeli kość i tłuszcz ulegają z wiekiem zanikowi, to mięsień nie będzie mógł skutecznie spowodować uśmiechu i twarz pozostanie smutna”.

Właśnie ten problem miała Anna – opadające kąciki ust sprawiały, że w momencie zamyślenia zamiast neutralnego wyrazu twarzy sprawiała wrażenie złej lub smutnej. Czuła się kompletnie niezrozumiana. „Ludzie brali mnie za wkurzoną nawet w kolejce do kasy, gdy zastanawiałam się, czy mam wszystko z listy – wspomina Anna. – Zamknęłam się w sobie. Przestałam chodzić na randki, spot- kania klasowe (robiliśmy je co roku), w końcu zrezygnowałam z pracy w marketingu, bo nie mogłam znieść oceniających spojrzeń podczas licznych eventów”. Anna nigdy nie myślała o terapii, za to często zastanawiała się, czy mógłby jej pomóc lekarz medycyny estetycznej. Kiedy posłała syna na studia, postanowiła zająć się sobą i zarezerwowała wizytę u specjalisty. W gabinecie lekarz zaproponował jej miomodulację, czyli modulowanie czynności mięśni, w tym przypadku mięśni mimicznych twarzy przy pomocy wypełniaczy. Chodziło o to, by zapobiec opadaniu kącików ust przez przywrócenie właściwego podparcia mięśniom za pomocą wypełniacza. „Zabieg w mgnieniu oka zmienił wyraz mojej twarzy. Nie uwolnił mnie od zmarszczek, bo nie o to mi chodziło, ale sprawił, że nie mam już skwaszonej miny. Kąciki ust powędrowały w górę, a ja wreszcie wyglądam na osobę, którą de facto się stałam: zadowoloną z życia kobietę w średnim wieku”.

 

REKLAMA

REKLAMA

Uśmiech proszę

Przyznaj – prychnęłaś na myśl, że zmiana wyrazu twarzy może zmienić samopoczucie. Gdyby to było takie proste, wszyscy psychologowie powinni chwycić za strzykawki z botoxem. Istnieją jednak badania naukowe, potwierdzające, że ingerencja w pracę mięśni twarzy może odbijać się na samopoczuciu. „Ciało podąża za umysłem, ale i umysł za ciałem” – trafnie puentuje Paulina Mikołajczyk, neuropsycholog. Naukowcy z University of South Australia postanowili w 2020 roku sprawdzić wpływ wymuszonego uśmiechu na nastrój. Podzielili uczestników badań na dwie gru- py: jednej kazali trzymać w zębach ołówek, zmuszając tym samym ich mięśnie twarzy do uśmiechu, podczas gdy druga grupa pozostawała w neutralnej pozycji. Następnie pokazano badanym karty z różnymi wyrazami twarzy oraz postawami ciała, pytając, co reprezentują. Okazało się, że grupa zmuszona do uśmiechu interpretowała je bardziej pozytywnie. To doprowadziło naukowców do wniosku, że uśmiech (bez znaczenia – naturalny czy wymuszony) ma wymierny wpływ na nastrój. To zresztą dla naukowców żadna nowość. Hipotezę mimicznego sprzężenia zwrotnego opracował już Charles Darwin. „Według tej teorii mózg odczytuje stan napięcia mięśni twarzy i, interpretując je, przypisuje do konkretnych emocji” – wyjaśnia Mikołajczyk. Mięśnie ułożone w uśmiech mózg będzie więc wiązał z odczuciem szczęścia. „Nieważne, że to wszystko jest wymuszone i nieszczere. Ważne, że skuteczne, bo mózg reaguje zmianą samopoczucia, nastrój się poprawia i zaczynamy się uśmiechać naprawdę” – dodaje psycholożka. Mechanizm ten jest tak silny, że tłumaczy się nim niższy odsetek przypadków depresji wśród osób stosujących iniekcje z botoksu. Według badań opublikowanych w „Scientific Reports” osoby, które stosowały toksynę botulinową dla poprawienia wyglądu lub w celu zmniejszenia bólu migrenowego bądź bólu karku, od 40 do 80% rzadziej chorowały na depresję niż te, rozwiązujące wymienione problemy innymi metodami. Naukowcy tłumaczą to tym, że w głębokich zmarszczkach na czole zawarta jest informacja, swoisty feedback dla organizmu, że atakują go złe emocje.

„Wspomniana wcześniej teoria o mimicznym sprzężeniu zwrotnym znalazła zastosowanie w wielu działaniach terapeutycznych – potwierdza psycholożka. – Wykorzystał ją między innymi dr Eric Finzi do leczenia chorych na depresję. Twarz tych osób jest usztywniona w smutnym grymasie. Ich brwi unoszą się, tak jakby chcieli zdziwieniem ukryć smutek, a czoło oznaczone pionową zmarszczką dodatkowo potęguje wrażenie posępnego wyglądu. Ponieważ pacjentom z depresją bardzo trudno zdobyć się nawet na sztuczny uśmiech, do celowego manipulowania wyrazem twarzy, jakie miałoby poprawić nastrój badanych, dr Finzi użył toksyny botulinowej. Jej podskórne wstrzyknięcie zmniejsza napięcie mięśni twarzy, wywołuje więc wtórną do ich porażenia i rozluźnienia redukcję stresu psychicznego. Oznacza to, że zmiany zachodzące w obrębie twarzy mają swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w ośrodkowych mechanizmach nerwowych. Złagodzenie mimiki sprawia, że do mózgu dociera mniej sygnałów o zmianie wyrazu twarzy na »smutny«. Oczywiście ta metoda nie jest w stanie wyeliminować depresji, jednak może poprawić samopoczucie chorych”.

(Bez)chmurne oblicze

Choć wyniki badań brzmią niesamowicie, stosowanie iniekcji kosmetycznych jako sposób na poprawę urody, nastroju i samooceny budzi mój sprzeciw. Bądźmy poważne: botox nie może być remedium na każdy problem. I nie jest. Zdarza się wręcz, że zamiast usprawniać ekspresję, nieco ją blokuje. Tak było w przypadku Sary, 35-letniej dyrektorki działu PR, która na początku tego roku postanowiła zrezygnować z regularnego stosowania botoksu. „Zastrzyki dodawały mi pewności siebie, pomagały zachować profesjonalną, pełną energii twarz mimo wyrabiania nadgodzin i zarywania nocy przy dwójce małych dzieci. Kiedy jednak wraz z rozwojem pandemii zaczęłam organizować całodzienne wideokonferencje, zaczęłam zauważać, jak uboga jest moja mimika. Wydawało mi się, że robię jakąś minę, ale nie było jej widać na ekranie: moja twarz była pozbawiona wyrazu” – opowiada Sara. Badania, a także sami specjaliści podkreślają, że miomodulacja to miecz obosieczny. „Większość naszych zabiegów ma na celu zredukowanie nieadekwatnie wyrażanych przez twarz negatywnych emocji i przywracanie prawidłowego balansu, jednak pewnym kosztem – np. zmniejszenia możliwości ekspresji zmartwienia czy złości w okolicy gładzizny (tzw. lwiej zmarszczki) – tłumaczy dr Kwiek. – Czyli jeżeli ktoś jest aktorem i ma zagrać czarny charakter, złośnicę czy martwiącego się o wszystko czarnowidza, to toksyną botulinową ciężko mu będzie poprawić ekspresję”.

Sara zrozumiała, że woli poświęcić idealny wygląd, żeby odzyskać zdolność wyrażania całej palety swoich emocji, nie tylko tych pozytywnych. Stara się też przekonać dwudziestokilkulatki ze swojej firmy, żeby dały sobie spokój z profilaktycznym wstrzykiwaniem botoksu. Popiera ją psycholożka Paulina Mikołajczyk: „Młoda skóra nie potrzebuje tego typu zabiegów. Jeżeli botox używany jest w celu likwidacji defektów, które istotnie wpływają na wygląd, to tak, jednak inne przypadki mogą świadczyć o zaburzonym postrzeganiu siebie”. Czy młody wiek powinien zatem automatycznie skreślać pacjentkę oczekującą ostrzyknięcia w gabinecie medycyny estetycznej? „To sprawa wybitnie indywidualna – mówi dermatolog. – Na pewno można rozważyć podanie toksyny u dwudziestoparoletnich osób, kiedy dana grupa mięśni jest zdecydowanie nadaktywna, w profilaktyce omówionych wyżej zjawisk. Podobnie z wypełniaczami, jeżeli występuje np. wrodzony niedoro- zwój czerwieni wargowej”. Ważne, by lekarz wnikliwie zbadał nie tylko skórę, ale i motywację pacjentki. O ile bowiem wyleczenie trądziku czy poprawa drobnego defektu kosmetycznego może nieprawdopodobnie podnieść poczucie własnej wartości, to nierzadko próby korekt są wierzchołkiem góry lodowej zbudowanej z zaburzeń postrzegania siebie czy nierealnych oczekiwań. A tutaj pomóc może jedynie wizyta w gabinecie psychologa. Anna nie próbowała pozbyć się kompleksów z pomocą terapeuty. Za to ostrzyknięcie wystarczyło jej, by zostać uznaną za osobę cieplejszą i radośniejszą, co poprawiło znacząco jej kontakty z ludźmi oraz samoocenę. Po drugiej stronie barykady jest jednak Sara, która zdecydowanie nie odcięła się od botoksu. Zamiast wstrzykiwania toksyny, dla zachowania jędrnej skóry stosuje zabiegi kwasami i profesjonalne rytuały pielęgnacyjne. Dzięki temu na Zoomie wreszcie widzi siebie w każdym możliwym nastroju.

To, co jest dobre dla innych, niekoniecznie będzie dobre dla Ciebie. Tak jest z dietą, ulubionym sportem... i zabiegami medycyny estetycznej. Czy ostrzyknięcie twarzy może poprawić nastrój i podnieść pewność siebie? Może, ale nie musi. Podstawę swojej tożsamości i szczęścia zbudujesz, doceniając i rozpieszczając siebie w taki sposób, jaki uznasz za najlepszy. Ważne, żeby zabieg był wisienką na torcie, a nie całym tortem.

ZOBACZ TEŻ: Lista zakazanych zabiegów kosmetycznych podczas ciąży

Zobacz również:
W codziennym życiu nie liczy się liczba pompek czy medali, ale sprawność, dzięki której wstajesz z podłogi bez stękania, swobodnie przenosisz dziecko czy nie masz zadyszki na schodach. Te proste testy pomogą Ci sprawdzić, w jakiej naprawdę jesteś formie.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA