[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Okulary przeciwsłoneczne - jak wybrać?

Polaryzacja, antyrefleksy, odpowiedni kontrast i filtry przeciwsłoneczne – to pakiet obowiązkowy, jeśli chodzi o wybór ciemnych szkieł. Reszta to kwestia mody: dziś na topie jest łączenie acetatu z tytanem w oprawkach, które na najwyższej półce cenowej błyszczą złotem, srebrem i drogimi kamieniami.

fot. East News

Kiedy Brad Pitt jako kaskader w „Pewnego razu w Hollywood” podaje swoje okulary przeciwsłoneczne Leonardo di Caprio, grającemu upadłą gwiazdę telewizyjnych seriali, żeby ten ukrył łzy w oczach, jedno jest pewne - cały świat będzie chciał je nosić. Złote oprawki typu aviator, vintage, najprawdopodobniej z Old Focals – firmy specjalizującej się w dostarczaniu okularów z epoki do produkcji filmowych. I już wiadomo – to będzie hit tego sezonu. Podobnie jak duże szkła w stylu lat 60. ubiegłego wieku, które zakłada, grająca Sharon Tate, Margot Robbie, kiedy wychodzi na miasto. Bo na tym rynku technologiczne nowinki zawsze będą szły w parze z modą.

ZOBACZ TEŻ: 10 rzeczy, których nie wiesz o Margot Robbie

Lepsze żadne niż słabe

„Okulary przeciwsłoneczne łączą w sobie dwa aspekty: społeczny, związany z modą, designem, stylizacją, i zdrowotny, w którym najważniejsza jest ochrona oczu - mówi Marcin Lechna, właściciel salonu Optyk Diuk we Wrocławiu. – Jeśli chodzi o drugi aspekt, w innych strefach klimatycznych są właściwie niezbędne. W Polsce to raczej ułatwienie, np. przy prowadzeniu samochodu, gdy słońce świeci kierowcy prosto w twarz. Nie można jednak lekceważyć skutków globalnego ocieplenia – lata są coraz cieplejsze i bardziej słoneczne. Tym niemniej nie wszyscy muszą nosić ciemne szkła i aspekt modowy zdecydowanie przeważa”. Niezależnie od tego, z jakiego powodu sięgamy po okulary, warto zainwestować w soczewki dobrej jakości. Te kupione na straganie za kilkadziesiąt złotych mogą zrobić krzywdę – często nie są nawet wykonane ze szkła, ale z folii, i jest ryzyko, że poparzą nam oczy. „Lepiej nie nosić żadnych okularów, niż nosić słabe – podkreśla Lechna. – Miałem klientkę, która kupiła takie szkła z niepewnego źródła. Krzywizna soczewki była tak niekorzystna, że dosłownie spaliła jej rogówkę.

Efekt był taki jak przy rozniecaniu ognia przy pomocy szklanych soczewek”. Przy zakupie okularów przeciwsłonecznych warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Tym podstawowym jest krzywizna soczewki – jeśli po założeniu szkieł obraz jest zniekształcony, jakby rozciągnięty lub przy ruchu głową przesuwa się nienaturalnie, ewidentnie coś jest nie tak i nie powinniśmy takich okularów używać. Drugi to kontrast – to, jaki obraz otrzymamy po przejściu przez soczewkę światła: czy odwzoruje ona realny świat, czy będziemy odróżniać barwy, czy też wszystko nam się zleje na szaro, czarno, brązowo. Im gorszy okular, tym większe wrażenie zaciemnienia.

„Najlepszy efekt kontrastu znajdziemy w okularach firmy Salt., które wykorzystują soczewki Zeiss. Kiedy przez nie spojrzymy, zieleń drzew wyda nam się bardziej soczysta niż widziana bez okularów – wyjaśnia Lechna. – Te soczewki podkręcają kolory i dodają głębi”. Trzecia rzecz to filtry chroniące przed promieniowaniem ultrafioletowym. Dobre okulary powinny odcinać szkodliwe promieniowanie, zwłaszcza że w przyciemnianych szkłach źrenica jest rozszerzona, a tym samym bardziej narażona na jego skutki. „Większość okularów, nawet tych słabszej jakości, filtruje promieniowanie – mówi Lechna. – Ale to kwestia jakości: przeciwsłoneczne soczewki zabierają nam osiemdziesiąt procent światła i jeśli pozostałych dwadzieścia procent nie będzie dobrze odwzorowanych, będziemy gorzej widzieć”.

fot. East News

Czwarty element to polaryzacja, ostatnio coraz powszechniejsza. Pozwala wyciąć niepotrzebny element światła, ten, który jest odbiciem na powierzchni. Najlepiej to wytłumaczyć na przykładzie tafli wody – w okularach z polaryzacją nie widzimy odbić światła na niej, ale kolejną warstwę. Woda staje się bardziej przezroczysta, lazurowa, łatwiej dostrzec pływające w głębi ryby. W samochodzie nadjeżdżającym z naprzeciwka widzimy kierowcę, nie odbicie światła na szybie. Mokra nawierzchnia asfaltu nie błyszczy, gdy wychodzi słońce, i nie razi kierowcy. Trzeba jednak pamiętać, że polaryzacja zaburza obraz monitorów – ekran smartfona staje się ciemniejszy, trudno odczytać SMS-a. Można mieć też problem z odczytaniem nawigacji wyświetlonej w samochodzie.

„Kiedyś sprzedałem sporą ilość okularów z polaryzacją pilotom z podpoznańskiej jednostki wojskowej – opowiada Lechna. – I jeden z nich najadł się strachu, kiedy nagle wszystkie wskaźniki mu »zniknęły«. Nad wodą polaryzacja staje się więc udogodnieniem, jeśli jednak w słońcu chcemy korzystać z laptopa, telefonu, nawigacji – niekoniecznie”. Po piąte, antyrefleks od środka soczewki, dzięki któremu promienie słońca wpadające z tyłu nie tworzą refleksów, które mogłyby nas oślepić. W sprzedaży są od lat szkła fotochromowe, które pod wpływem światła ciemnieją. Kłopot w tym, że naprawdę ciemne stają się przy niskiej temperaturze, latem osiągają maksymalnie siedemdziesiąt procent zabarwienia, a przez większość dnia nie przekraczają 50 procent.

„Takie okulary większość osób będą postarzać – ocenia Lechna. – Rozwiązaniem jest fotochrom, który wyjściowo daje 50 procent zaciemnienia i barwi się do 75 procent. Trzeba jednak pamiętać, że w takich okularach chodzi się cały dzień; zazwyczaj korzystają z nich osoby, które mają wadę wzroku. A oko powinno dostawać dawkę naturalnego światła. Lepszym rozwiązaniem są zwykłe, białe szkła i przeciwsłoneczne – oba egzemplarze z korekcją wzroku”

REKLAMA

REKLAMA

fot. East News

Koła kontra koty

No dobrze, a co z modą, najnowszymi trendami? Przez lata królował acetat, czyli oktan celulozy, półsyntetyczny, lekki materiał z włókien roślinnych jako główne tworzywo, z którego wykonywano oprawki o grubych ramach

W nowych kolekcjach pojawia się dużo projektów, które łączą to tworzywo z tytanem, lekkim i bardzo wytrzymałym metalem, przez co okulary wydają się delikatniejsze. Pojawiły się też okulary bezramkowe, tzw. patentki. Są też szkła w drewnianych oprawkach, ale to wciąż nisza. „Jeśli chodzi o kształty, nie ma tu jednoznacznej mody – mówi Lechna. – Oczywiście, można powiedzieć, że od dwóch lat popularne stały się okulary w kształcie kół, ale to nie propozycja dla wszystkich: osoba o okrągłej twarzy nie będzie w niej dobrze wyglądała. Tak naprawdę zasady doboru kształtu oprawek są niezmienne: oprawki w kształcie kocich oczu wyciągają twarz, a okrągłe zaokrąglają”.

Trzy cenowe półki

Ile trzeba wydać na okulary, które nie zrobią nam krzywdy? „Żeby czuć się w nich bezpiecznie, wystarczy zapłacić trzysta złotych, ale żeby widzieć naprawdę komfortowo, trzeba wydać powyżej tysiąca” – wyjaśnia Lechna

Za najtańsze zapłacimy od 100 zł do 600 zł. W większości będą to produkty bardzo podobne, jedyną znaczącą różnicą będzie marka. Za 600 zł dostaniemy okulary znanej marki, ale tak naprawdę wyprodukowane w tej samej fabryce w Chinach, co te o 500 zł tańsze. Wszystkie będą wyposażone w filtr zabezpieczający oczy, ale najprawdopodobniej nie będzie w nich polaryzacji, antyrefleksu od środka, wysokiego kontrastu. Możemy się spodziewać, że po roku intensywnego użytkowania napis na zauszniku zacznie schodzić.

fot. East News

Kolejna półka to okulary w cenie 800-1400 zł. Wykonane we Włoszech i w Chinach, w masowej produkcji. Ponieważ są sygnowane przez luksusowe marki, laikowi trudno będzie odróżnić marketing od jakości – o tę najlepiej zapytać optyka. Albo przyjrzeć się detalom wykonania, jakości materiału. I sprawdzić jakość szkieł – jeśli ktoś inwestuje w dobrą soczewkę, można mieć zaufanie do całego produktu.

Zazwyczaj mają filtry, polaryzację, antyrefleks i dobry kontrast. Najwyższa półka to od 1700 zł w górę – okulary robione ręcznie w Japonii. Bo jeśli już soczewki mają wszystko, co trzeba – odpowiedni kontrast, filtry i polaryzację, a zależy nam na efekcie wow – warto zainwestować w oprawki robione ręcznie. Te najlepsze produkują Japończycy – i to one najwięcej kosztują. Niekoniecznie znajdziemy je na półkach z logo luksusowych modowych marek, takich jak Prada czy Dior. „W naszym salonie mamy okulary trzech marek – Salt., ChromeHerz i Jacques Marie Mage, które są ręcznie robione w Japonii. Ostatnia z nich wypuszcza po 300, 500 sztuk z każdego modelu, każda jest opatrzona certyfikatem i numerowana – mówi Lechna. – Najdroższe okulary, jakie mamy teraz w salonie, firmy ChromeHerz, kosztują 9900 zł. Mają drewniany zausznik, mnóstwo misternie zdobionych detali, pozłacaną oprawę, logo, które nie zniknie nawet po latach użytkowania, delikatną koronkową siateczkę wokół szkła. Takie okulary są jak biżuteria”.

ZOBACZ TEŻ: Wegańskie tatuaże - czym różnią się od tatuaży tradycyjnych?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij