[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Kosmetyki od doktora - czy są bardziej skuteczne?

Kremów Dr Ireny Eris używały jeszcze nasze matki. Dziś w drogeriach i aptekach znajdziemy dużo więcej „doktorskich” marek – za Yonelle stoi kosmetolog dr Małgorzata Chełkowska, za DOTTORE – chirurg medycyny estetycznej dr Waldemar Jankowiak. A na tej wysokiej półce, zarezerwowanej dla kosmetyków tworzonych przez naukowców, debiutuje dermatolog dr Danuta Nowicka.

krem od doktora

Postanowiłyśmy sprawdzić, co stoi za doktorskim tytułem, który często – choć nie zawsze – jest eksponowany w nazwie marki. Czy to tylko marketingowy zabieg, polegający na budzeniu zaufania klientek? Przecież poza stopniem naukowym doktor w powszechnej świadomości oznacza lekarza. Na ile tytuł naukowy jest tu traktowany jako zobowiązanie dla marki: do poszukiwania nowych rozwiązań, prowadzenia badań, dbałości o jakość? I czy rzeczywiście jej produkty można obdarzyć zaufaniem?

dr Irena Eris

Doktorat z farmacji zdobyła na Uniwersytecie Humboldta. Dr Irena Eris jako jedyna polska marka jest członkiem elitarnej organizacji Comité Colbert, zrzeszającej najbardziej luksusowe brandy świata, jak Chanel, Cartier czy Louis Vuitton.

Siedem patentów na zdrową skórę

Joanna Łodygowska, szefowa działu PR w Dr Irena Eris, nie zgadza się, by tytuł naukowy właścicielki traktować jako zabieg marketingowy. „W żadnym wypadku!” – zastrzega. I dodaje, że choć dziś przedsiębiorstwo zatrudnia około tysiąca osób, a w ofercie ma kilkaset rodzajów kosmetyków produkowanych w ilości 30 mln sztuk rocznie, to startowało 36 lat temu jako mała, rodzinna firma. Założyła ją dr Irena Eris, wówczas trzydziestokilkuletnia, wraz z mężem Henrykiem Orfingerem, i początkowo zatrudniali zaledwie jedną osobę! Dzisiaj Dr Irena Eris to nie tylko kosmetyki eksportowane do 50 krajów na świecie – ideą marki jest holistyczne podejście do pielęgnacji zarówno ciała, jak i ducha. Stąd wzięły się Kosmetyczne Instytuty Dr Ireny Eris w wielu polskich miastach oraz trzy hotele SPA: na Wzgórzach Dylewskich, w Krynicy-Zdroju i Polanicy-Zdroju. Ten sukces byłby niemożliwy do osiągnięcia bez fachowej wiedzy właścicielki, nic więc dziwnego, że jej oczkiem w głowie jest Centrum Naukowo-Badawcze Dr Irena Eris.

To prawdziwy ewenement – firma jest jedynym producentem kosmetyków w Polsce i jednym z niewielu w Europie, posiadających taki ośrodek. „Dzięki temu jest w stanie prowadzić bardzo zaawansowane badania metodami in vitro, in vivo i ex vivo – mówi Łodygowska. – Odbywają się one pod kierunkiem lekarzy dermatologów, farmaceutów, biologów, biologów molekularnych i chemików ze stopniami naukowymi. Ich wyniki są prezentowane na międzynarodowych konferencjach i publikowane w czasopismach naukowych, również tych z tzw. listy filadelfijskiej, czyli grupy ustalone patentami, które mają zastosowanie w kosmetykach.

Wprowadzenie do sprzedaży linii Telomeric zbiegło się w czasie z wręczeniem Nagrody Nobla amerykańskim badaczom za badania nad telomerami. Dzięki kremom z tej serii telomery, czyli fragmenty DNA, znajdujące się na końcach chromosomów w komórkach, są utrzymywane w dobrym stanie, co wyraźnie opóźnia procesy starzenia. Dr w nazwie marki to zdecydowanie nie jest puste słowo, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę m.in. fakt, że to w kosmetykach Dr Irena Eris po raz pierwszy zastosowano kwas foliowy czy witaminę K. „Ale nie tylko – mówi Łodygowska. Wykonujemy jako jedni z nielicznych badania bezpieczeństwa produktu dla skóry w warunkach in vitro na modelu naskórka 3D” – podkreśla.

Marka wciąż się rozwija. Najlepszym przykładem jest najnowsze osiągnięcie naukowe, czyli wykrycie aktywatora kanałów potasowych w mitochondriach komórek skóry. Co to oznacza? Aktywowanie kanałów powoduje wybudzenia komórek ze stanu uśpienia. W połączeniu z koloidalnym peptydem złota kremy z linii Authority (189-335 zł) zapewniają spektakularne, natychmiastowo zauważalne odmłodzenie skóry oraz liftingujące uniesienie powieki, które przywraca wypoczęty i promienny wygląd twarzy. Taki efekt był poprzedzony sześcioletnimi badaniami prowadzonymi we współpracy z Instytutem Nenckiego Polskiej Akademii Nauk.

ZOBACZ: Spersonalizowane kosmetyki - pielęgnacja w punkt

 

REKLAMA

REKLAMA

dr Małgorzata Chełkowska

Napisała pracę doktorską na temat przenikania składników aktywnych przez skórę. Razem z Jolantą Zwolińską – biologiem, kreatorką wielokrotnie nagradzanych marek kosmetycznych – stworzyła 6 lat temu markę Yonelle.

Krem jak igła

Yonelle jest tu marką wyjątkową – nie wykorzystuje w nazwie tytułu naukowego jednej ze swoich właścicielek, Małgorzaty Chełkowskiej. Mimo że byłoby to jak najbardziej uzasadnione: Chełkowska, kosmetolog, ma stopień naukowy doktora nauk chemicznych. I od prawie dwudziestu lat zajmuje się tworzeniem kosmetyków. Jest naukowcem, wykładowcą akademickim. „Znamy się z Jolą Zwolińską już prawie 19 lat, połączyła nas fascynacja światem kosmetycznym – opowiada dr Chełkowska. – Jola stworzyła Dermikę, gdzie byłam dyrektorem do spraw nauki i rozwoju. Kiedy rozstałam się z tą firmą, zaczęłyśmy myśleć o wspólnym przedsięwzięciu. Od razu było dla nas jasne, że potrzebujemy naprawdę przełomowego konceptu, aby stworzyć coś swojego. I tak się stało: dzięki odkryciu nanodysków, rewolucyjnych nośników substancji aktywnych, mogłyśmy zaoferować nowy wymiar pielęgnacji przeciwstarzeniowej”.

Pierwsze kosmetyki Yonelle trafiły na półkę w listopadzie 2013 roku. Główną ideą marki jest Skin Penetration Revolution. Właścicielki wyszły tu z założenia, że sztuką nie jest zapakować w słoiczek kremu wszystkie najnowsze aktywne składniki przeciwzmarszczkowe, ale sprawić, żeby przebiły się ze swoim działaniem przez barierę naskórka, bo tylko wtedy mogą skutecznie działać. NANODYSKI™ transportują substancje aktywne w głąb skóry, sprawiając np., że wnikanie retinolu zwiększa się nawet o 340%.

Drugim filarem Yonelle jest dermo-zgodność produktów. Co to znaczy? Że kosmetyki budową i składem przypominają biologiczną strukturę skóry. To powoduje, że wtapiają się w przestrzenie międzykomórkowe, dając natychmiastową poprawę jakości i wyglądu cery.

Każdy nowy kosmetyk jest oczkiem w głowie właścicielek. Nic dziwnego – jego wypuszczenie na rynek jest poprzedzone wieloma miesiącami pracy. Tak było z Infusion Lift Cream No1 – pierwszym kosmetykiem Yonelle, który od sześciu lat jest na liście kosmetycznych bestsellerów. Podobnie jest z endoliftingującym kremem do cery naczynkowej Trifusion, który daje efekt łagodzenia zaczerwienień, zachowując przy tym wysoką skuteczność w działaniu przeciwstarzeniowym. Albo botulinowym kremem-koncentratem z tej samej linii, bardzo skutecznym w redukcji zmarszczek mimicznych i poprawie owalu twarzy.

Marka ma też osobną ofertę profesjonalną, skierowaną do gabinetów kosmetycznych, na którą składa się prawie sto produktów i ponad trzydzieści zabiegów kosmetycznych, docenianych przez ekspertów. I prawdziwie przełomowy produkt: MEZOIGŁY™ w kremie. „Zastosowałyśmy w kremie MEZOIGŁY™, czyli mikroskopijne igiełki mineralne o powierzchni gładkiej jak szkło – tłumaczy dr Chełkowska. – Są one zanurzone w aktywnej bazie kremu i niewidoczne dla oka. Kiedy nakładamy krem, penetrują skórę, dając sygnał biologiczny do jej samoregeneracji”. Właścicielki przekonują, że igieł w kremie nie należy się bać: po jego użyciu skóra nie jest wcale zaczerwieniona ani podrażniona, można poczuć jedynie delikatne kłucie. „Klientki dosłownie czują, jak »skóra pracuje«” – tłumaczą właścicielki Yonelle. MEZOIGŁY™ działają w skórze do 48 godzin, dlatego krem stosuje się co drugi dzień. Już następnego dnia rano widać zmianę. Cera jest świeża, gładsza, jakby nasycona wilgocią, ma ładniejszy koloryt.

A co z igłami? Są usuwane samoistnie podczas naturalnego procesu złuszczania się naskórka. To idealny produkt dla cery z objawami starzenia się, zmęczonej, poszarzałej, wiotkiej i pozbawionej blasku. „Spektakularny efekt daje ta 16-dniowa terapia kremem w ampułce (389 zł). Po jej zastosowaniu na badaniach USG widać poprawę gęstości skóry, zwiększenie ilości białek podporowych, wzrost zawartości kolagenu” – zapewniają Chełkowska i Zwolińska.

SPRAWDŹ: Trądzik różowaty - jak pielęgnować skórę [najlepsze kosmetyki]

REKLAMA

dr Danuta Nowicka

12 lat temu obroniła doktorat z dermatologii. Jest autorką pierwszych w Polsce podręczników z kosmetologii dla studentów. Gdy studiowała medycynę, jednocześnie uczyła się w szkole kosmetycznej – jej marka łączy obie pasje.

Zagęszcza wodę

Dr Danuta Nowicka, twórczyni i właścicielka marki Dr Novicka, podkreśla: „Tu doktor jest prawdziwy, to nie marketingowy zabieg. Od dwunastu lat mam doktorat nauk medycznych ze specjalizacją w dermatologii. I jako pierwszy dermatolog w Polsce utworzyłam własną linię kosmetyków. Moje kremy mają więc solidne naukowe podstawy w prowadzonych od sześciu lat badaniach i opatentowanych odkryciach”. Patent zawarty w kobaltowych słoiczkach DN Formula N° 101 opiera się na właściwościach wody strukturyzowanej, która ma większą gęstość od zwykłej, co sprawia, że w tej samej objętości mieści i transportuje do skóry więcej cząsteczek kwasu hialuronowego. Wchłaniając się w większej ilości, dają efekt nawilżenia silniejszy o dwadzieścia procent niż przy wykorzystaniu kremów opartych na zwykłej wodzie. Marzenie o własnej marce kosmetyków dr Nowicka miała w głowie od lat. Pamięta, jak proste kremy kręcił w aptece jej dziadek, farmaceuta. Studiując medycynę, równolegle uczyła się w szkole kosmetycznej. Szukała tylko sposobu, żeby te dwie pasje połączyć. Do marki Dr Novicka dochodziła konsekwentnie, małymi krokami, nie rezygnując przy tym ze swoich pozostałych aktywności: pracy naukowo-badawczej, wykładów na wrocławskim Uniwersytecie Medycznym czy pracy w gabinecie. „Badania sama sfinansowałam, a w tworzeniu kremów pomogła mi cała moja fachowa wiedza na temat skóry i jej potrzeb. Tak naprawdę skóra wiele nie potrzebuje, ważne jednak, żeby wykorzystywane w kosmetykach substancje były skuteczne. W pielęgnacji chodzi przede wszystkim o to, żeby nie szkodzić, a uzupełniać elementy budowy skóry. Przede wszystkim dbać o płaszcz tłuszczowy niezbędny do jej funkcjonowania – o to, by skóra była ładna, gładka, jędrna i zdrowa. Problemy, które się pojawiają, łącznie z tymi poważniejszymi, takimi jak trądzik różowaty czy egzemy, biorą się właśnie z zaburzeń funkcjonowania tej bariery. Mycie, smog, stres, słońce, kwaśne deszcze, wiek – to wszystko sprawia, że musimy skórze dostarczać lipidów na co dzień”.

W tej chwili w ofercie firmy Dr Novicka są dwa kremy: na dzień i na noc, oba oparte o właściwości wody strukturyzowanej i przeznaczone przede wszystkim do pielęgnacji cery dojrzałej, suchej i wrażliwej. W pierwszym z nich, poza kwasem hialuronowym, są też ceramidy – cegiełki, które uszczelniają płaszcz tłuszczowy skóry, a także pełniące tę samą funkcję oleje z bawełny i wiesiołka oraz D-pantenol i niacynamid jako składniki łagodzące. W formule kremu na noc znajdziemy smoczą krew – jedną z najsilniejszych substancji, dających ochronę przed wolnymi rodnikami, których nadmiar przyspiesza procesy starzenia. A także rezweratrol – preparat, który naprawia uszkodzone wolnymi rodnikami komórki. Skład uzupełniają m.in. polisacharydy wspomagające syntezę kolagenu oraz fitoestrogeny, które poprawiając kolor skóry i utrzymanie wilgotności w jej strukturach, gwarantują jej jednocześnie jędrność i elastyczność, a także hamują procesy uszkadzające włókna kolagenowe. Wkrótce będzie można kupić także krem pod oczy. Kosmetyki są dostępne w sklepie internetowym – witryna w języku angielskim, z cenami kremów w euro, zostanie niedługo uzupełniona o polskojęzyczną wersję. To dlatego, że dr Nowicka początkowo nastawiała się na sprzedaż na zachodnich rynkach i w Arabii Saudyjskiej, ale jej kosmetykami natychmiast zainteresowały się także klientki w Polsce.

Kremy Dr Novicka to produkty z wyższej półki – opakowanie kosztuje 97 euro. „To, co nakładamy na skórę, żeby odpowiadać na jej potrzeby, musi być odpowiedniej jakości – tłumaczy dr Danuta Nowicka. – To przecież żywy organ, który na przykład na zmiany klimatu reaguje zmianą swoich potrzeb. Tu wymagana jest fachowa wiedza, ale i innowacja. Wprowadzenie na rynek nowego kosmetyku wymaga czasu, badań, funduszy, wiedzy, konsekwencji w działaniu i pilnowania jakości: od zawartości słoiczka po szklane opakowanie, wyprodukowane w Polsce”.

REKLAMA

REKLAMA

dr Waldemar Jankowiak

Jest specjalistą medycyny estetycznej. Stoi na czele zespołu lekarzy i farmaceutów, którzy wspólnie tworzą markę. Twierdzi, że firmowanie kosmetyków własnym nazwiskiem to poważne zobowiązanie.

Najważniejsze to nie szkodzić

Historia DOTTORE cosmeceutici zaczęła się bardzo prosto: tu potrzeba była matką wynalazku. Markę stworzył dr Waldemar Jankowiak, specjalista medycyny estetycznej. Zdawał sobie sprawę, że pielęgnacja przed i po zabiegach jest obowiązkowa, choć – jak przyznaje – część lekarzy tego elementu nie docenia. „Tu najważniejsze jest nie szkodzić, a przy dobrze dobranych składnikach można nawet poprawić efekt zabiegu – tłumaczy. – Problem pojawił się, kiedy odkryłem, że działanie tych powszechnie dostępnych kosmetyków jest, delikatnie mówiąc, dość ograniczone. Dla nas kluczowe były retinol, witamina C i kwasy owocowe obecne w tych produktach. Przez jakiś czas polecałem pacjentkom kremy dostępne na polskim rynku. Ich działanie trudno było jednak obiektywnie ocenić, bo o ile efekty kwasów można zauważyć po stosunkowo niedługim czasie, to przy witaminie C są to procesy o wiele dłuższe, a przy retinolu trwają nawet dwa-trzy lata. Większość pacjentek zdąży dawno zmienić markę kosmetyków, zanim się pojawią”.

Produkty, z których korzystały pacjentki dr. Jankowiaka, zniknęły jednak z rynku. A potrzeba istniała – np. bez kwasu glikolowego trudno było o dobrą pielęgnację po zabiegach peelingujących. Pierwszy preparat powstał we współpracy z zaprzyjaźnioną farmaceutką. Krem z kwasem glikolowym okazał się skuteczny, jednak możliwości produkcyjne apteki były ograniczone. Trzeba było wdrożyć produkcję z prawdziwego zdarzenia. A kiedy do niej doszło, okazało się, że wytwarzanie kremów na niewielką skalę jest nieopłacalne. Żeby kremy były tańsze, trzeba ich produkować więcej, trzeba też więcej sprzedawać, żeby móc sfinansować powstanie kolejnych kosmetyków.

„DOTTORE nie czaruje. Chodzi przede wszystkim, żeby kosmetyki były skuteczne – tłumaczy dr Jankowiak. – Stąd na przykład ascetyczne opakowania, których wzornictwo przypomina recepty. Do tak szerokiej oferty, z jaką dziś mamy do czynienia, dochodziłem powoli, inwestowałem w firmę wyłącznie własne środki. Nie myślałem o zyskach, raczej o tym, żeby zapewnić pacjentkom godne zaufania produkty. Chciałbym jednak zachować właściwy balans między elitarną manufakturą, od której zaczynaliśmy, a powszechnie dostępnym produktem. Nie chcę iść w masowość: klientki DOTTORE powinny mieć poczucie, że mają do czynienia z wyjątkowym produktem. Firmuję te kosmetyki moim nazwiskiem, własnymi dokonaniami i kiepsko bym się czuł, gdybym oferował produkty, do których nie jestem przekonany”.

Jeśli chodzi o codzienną pielęgnację, dr Jankowiak jest dumny przede wszystkim z grupy produktów City, które są nieodzownymi sojusznikami każdej nowoczesnej kobiety, zwłaszcza tej z dużego miasta, która spędza czas w klimatyzowanych pomieszczeniach i w zanieczyszczonej atmosferze. City pozwala walczyć z zanieczyszczeniem, ze smogiem, zawiera filtry przeciwsłoneczne, ale też zatrzymujące blue light – promienie zbliżone do ultrafioletu, które mają źródła przede wszystkim w światłach ledowych, ekranach komputerów i smartfonów. Blue light przyspiesza procesy starzenia i rozregulowuje cykl dobowy, przez co powoduje zaburzenie gospodarki hormonalnej, a to może skutkować wieloma chorobami – łącznie z depresją, cukrzycą, zaburzeniami metabolizmu, otyłością i nowotworami. W linii City znajdziemy też ochronę przed aktywnymi cząsteczkami substancji chemicznych, znajdującymi się w pyłach zawieszonych, które wnikają do krwiobiegu, ale też osadzają się na naszej skórze.

ZOBACZ TEŻ: Toniki do twarzy nowej generacji - jak działają?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA