Piękno według Emilii Clarke

Uzdolniona aktorka, gwiazda „Gry o tron” i globalna ambasadorka Clinique zdradza Women’s Health swoją definicję piękna.

Emilia Clarke Clinique Fot. Materiały prasowe Clinique

Spotykamy się na Zoomie pięknego sierpniowego przedpołudnia. Emilia Clarke wita mnie z ekranu szerokim uśmiechem - pięć minut wcześniej, niż się umawiałyśmy. W odpowiedzi na moje zaskoczone „cześć”, spokojnie tłumaczy mi, że mam wyciszony mikrofon. Następnie, z tym samym promiennym uśmiechem czeka, aż włączę, co trzeba, żebyśmy mogły się nawzajem usłyszeć. Na szczęście szybko udaje mi się ustawić sprzęt i możemy zacząć wywiad. Mamy dziś porozmawiać o pięknie – tym zewnętrznym, ale też pochodzącym z wnętrza. Emilia Clarke wydaje się mieć na ten temat sporą wiedzę…

Women's Health: Jak czujesz się jako pierwsza Globalna Ambasadorka marki Clinique?

Emilia Clarke: Znam tę markę właściwie od zawsze – kosmetyków Clinique używała moja mama, mamy moich koleżanek, ja sama również. Po ich zastosowaniu naprawdę widać różnicę, dlatego szczerze polecam je nie tylko swoim przyjaciółkom, ale wszystkim kobietom. Nie muszę zmyślać. To naprawdę najłatwiejsza praca na świecie.

WH: Bez jakich kosmetyków Clinique nie wyobrażasz sobie zatem swojego makijażu?

EC: Mam swoich ulubieńców. Krem nawilżający Clinique Moisture Surge™ 100-Hour jest absolutnym mistrzem. Ponieważ mam dość suchą skórę, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Używam go rano, wieczorem, a także w ciągu dnia. Choć, jak obiecuje nazwa, powinien działać przez 100 godzin, nie miałam okazji tego sprawdzić, bo uwielbiam nakładać go na skórę, kiedy tylko mam okazję. Drugim ulubieńcem na mojej liście jest podkład Even Better Clinical Serum Foundation – ten w fajnej buteleczce. Chociaż pandemia odzwyczaiła nas od porannego pośpiechu, generalnie przed wyjściem z domu zależy nam, żeby makijaż nie pochłaniał zbyt wiele czasu. Nakładając Even Better Clinical Serum Foundation za jednym zamachem załatwiam makijaż i pielęgnację. Kiedy się spieszę, pomijam pozostałe kroki.

WH: Pomijasz krem nawilżający?

EC: Kiedy bardzo się spieszę – tak. Even Better Clinical Serum Foundation zapewnia mojej skórze dawkę nawilżenia i wyrównanie kolorytu, a właśnie tego potrzebuję najbardziej.

WH: Zawsze powtarzasz, że najlepsze urodowe porady dostałaś od swojej mamy. Zdradzisz nam swoją ulubioną?

EC: Moja mama nauczyła mnie nakładać eyeliner tak, żeby nie było go widać. Chodzi o to, żeby cieniutką linię prowadzić tak blisko rzęs, jak to tylko możliwe. Oczy wydają się powiększone i bardziej wyraziste, ale nadal w naturalnym stylu. Ja dzisiaj mam mocną kreskę, bo chciałam zrobić wrażenie [śmiech], ale zazwyczaj maluję oczy właśnie wykorzystując sposób mojej mamy.

WH: I wyglądasz świetnie – właśnie w taki naturalny, niewymuszony sposób. Zdradź, jak uzyskać ten blask bez nakładania tony makijażu.

EC: Wystarcza mi lotion Clinique Moisture Surge – nadaje skórze świetlistość porównywalną do efektu pudru z drobinkami. Do tego potrzebuję jedynie leciutkiego podkładu Even Better Clinical Serum Foundation, który nie osiada na powierzchni skóry, tylko wtapia się w nią. Dzięki temu zestawowi cera jest nawilżona, odżywiona i pełna blasku.

WH: I te dwa kosmetyki wystarczają Ci, by wyglądać tak, jak teraz? To niesprawiedliwe.

EC: [śmiech] Tak! Chociaż dzisiaj umalowałam się mocniej – specjalnie dla Ciebie. Jednak na co dzień rzeczywiście – te dwa kosmetyki wystarczają mi w zupełności.

WH: Wiem już, że mama nauczyła Cię używać eyelinera w jedyny słuszny sposób. A czy wyniosłaś jakieś makijażowe lekcje z czasów grania Daenerys Targaryen?

EC: Jako Daenerys prawie wcale nie miałam na sobie makijażu. Chodziło o to, żeby wyeksponować włosy, będące znakiem rozpoznawczym postaci. Więc jedynie wyrównywano koloryt mojej cery i nakładano odrobinę maskary na rzęsy. Ach! Jest jeszcze coś! To rzeczywiście świetny trik. Charakteryzatorka uznała, że podkreśli błękit moich oczu, nakładając na powieki głęboki śliwkowy cień.

WH: Zupełnie nie było go widać na ekranie…

EC: Właśnie! Za to oczy rzeczywiście przyciągały uwagę swoim błękitnym kolorem. Od czasów „Gry o tron” sama zaczęłam używać śliwkowego cienia – działa naprawdę niesamowicie.

WH: Jesteś jedną z najsympatyczniejszych hollywoodzkich aktorek. Co sprawia, że masz tak pozytywne podejście do świata?

EC: Dzięki! [śmiech] Mam wokół siebie cudownych przyjaciół, z którymi mogę się pośmiać i wyluzować. Jestem zdania, że prawdziwe szczęście odczuwa się wtedy, kiedy trochę się odpuszcza, nie bierze wszystkiego bardzo serio. Żeby przewietrzyć głowę, medytuję, praktykuję jogę. To wszystko pomaga mi akceptować siebie i świat wokół takim, jaki jest. To bardzo ważne, żeby dać sobie szansę na zaakceptowanie rzeczy trudnych i bolesnych, które spotykają nas w życiu. Jedynie pozwalając sobie przepracować te sprawy na spokojnie, możemy zrobić miejsce na dobre emocje. Staram się to praktykować.

WH: À propos praktyki, zaskoczyłaś mnie tym, że medytujesz i ćwiczysz jogę. Jakoś nie pasuje mi to do tak energicznej osoby, jak Ty. Dlaczego wybrałaś akurat tę formę aktywności?

EC: To chyba właśnie przez mój nadmiar energii. Bardzo cenię to, że joga i medytacja dają mi chwilę na pobycie w ciszy z samą sobą, ze swoimi myślami. Uwielbiam to. Wtedy ładuję swoje akumulatory – nie w towarzystwie innych ludzi, ale właśnie samotnie medytując.

WH: Skoro joga Cię wycisza, to co napędza Cię do działania?

EC: Do przodu pcha mnie własny umysł – jest naprawdę niestrudzony [śmiech]. Co chwilę w głowie świta mi nowa myśl: „Może pójdziemy na spacer?” „Albo poróbmy coś innego!” „Jednak chodźmy, chodźmy!”. Joga naprawdę jest mi potrzebna, żeby to zatrzymać [śmiech].

WH: A co robisz, żeby wyciszyć i ukoić swoją skórę po całym dniu noszenia grubych warstw makijażu na planie?

EC: Zawsze staram się oczyszczać skórę dwuetapowo: zaczynam od Clinique Take The Day Off Cleansing Balm – zawarte w nim olejki rozpuszczają cały makijaż. Później używam jeszcze mleczka do demakijażu Clinique All About Clean, by zetrzeć ze skóry resztki produktów. Po zakończeniu oczyszczania przecieram twarz płynem Clinique Clarifying Lotion – stosuję go jako tonik. Dopiero wtedy czuję, że mogę nałożyć swój ulubiony krem, czyli Clinique Moisture Surge™ 100-Hour. Cały proces chwilę trwa, bo na planie noszę naprawdę grubą warstwę makijażu, ale to mój czas na zrelaksowanie się po całym dniu.

WH: A co właściwie oznacza dla Ciebie piękno?

EC: Piękno jest dla mnie pozostawaniem prawdziwą wersją siebie. Uważam moich bliskich za najpiękniejszych, kiedy robią coś, co sprawia, że są naprawdę sobą. Cenię tę najzwyczajniejszą wersję człowieka – jego esencję, która jest unikalna i przez to powinna być doceniana. Niestety trudno dziś znaleźć środowisko, w którym możesz tę prawdziwa wersję siebie pokazać. Czasem nawet sam do końca nie wiesz, co jest w Tobie prawdziwe i szczere. Ulegasz sugestiom mediów czy ludzi dookoła, którzy na podstawie jednej sytuacji oceniają, jaki jesteś. Najtrudniej jest samemu spojrzeć na siebie obiektywnie i zastanowić się, co tak naprawdę oznacza dla ciebie być sobą, co cię definiuje – i dostrzec w tym piękno. Bez porównywania się do innych, bez starania się, będąc sobą w stu procentach – wtedy jesteśmy najpiękniejsi.

WH: Kiedy zatem najpiękniejsza czuje się Emilia Clarke?

EC: [śmiech] Zdecydowanie wtedy, kiedy nie zastanawiam się nad swoją urodą. Wśród przyjaciół i rodziny, podczas pracy nad fascynującym projektem – gdy zatracam się w czymś i przestaję myśleć o sobie. Myślę, że wtedy ludzie są najpiękniejsi – gdy myślą o czymś zupełnie innym niż to, jak wyglądają.

WH: Więc nie czujesz się piękna na czerwonym dywanie?

EC: Och! [śmiech] Bardzo staram się być wtedy piękna! Ale to naprawdę trudne, czuć się piękną na tych wielkich galach. Zawsze się uśmiecham, ale w głowie mam tylko: „Myśl o czymś innym, myśl o czymś innym…”

Rozmawiała Patrycja Dudzisz

Zobacz również:
Skakanie nie jest tylko dla dzieci, a plyometria nie jest dziecinnie prosta. Za to piekielnie skuteczna. Zobacz, jak zacząć skakać, żeby zbudować szybsze, sprawniejsze ciało.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ