Astronautka NASA, Joan Higginbotham, zdradziła, jak wygląda pielęgnacja twarzy w kosmosie

Nawet najbardziej minimalistyczny rytuał pielęgnacyjny wymaga odpowiedniej organizacji.

Joan Higginbotham fot. JMH-Galaxy Contact/agefotostock/East News

Lot w kosmos jest przeżyciem, którego w całej historii ludzkości doświadczyła jedynie garstka ludzi.  Trudno wyobrazić sobie, jakie myśli i uczucia towarzyszą astronautom, gdy tak sobie wiszą w próżni i obserwują Ziemię z perspektywy, którą znamy jedynie z filmów i atlasów geograficznych. Trudno jest też uwierzyć, że będąc w kosmosie komukolwiek chciałoby się tracić czas na czynności równie przyziemne, co dbanie o zbilansowaną dietę, trening czy pielęgnacja skóry. Okazuje się, ze tak właśnie wygląda codzienność śmiałków zwiedzających przestrzeń kosmiczną.

REKLAMA

Była astronautka NASA, Joan Higginbotham, zdradziła w rozmowie z Women’s Health US, jak wyglądała jej pielęgnacyjna rutyna w trakcie 13-dniowej misji, w którą poleciała w roku 2006. Przed Tobą 6 ciekawostek beauty nie z tej ziemi.

1. Astronauci mogą zabrać na misję swoje kosmetyki

Jedyny wymóg, jakiego muszą się trzymać to ściśle regulowana łączna waga kosmetyków. „Przydzielono nam określoną ilość przestrzeni, w której musiały zmieścić się wszystkie nasze rzeczy włącznie z ubraniami” - wspomina.

Higginbotham mogła pozwolić sobie na niezbyt rozbudowany zestaw do pielęgnacji. „Wzięłam absolutne minimum. Było to mydło do mycia twarzy, krem nawilżający, podkład, maskara, róż do policzków i szminka” - zdradziła. Astronautka zdecydowała się na mydło w kostce zamiast żelu do mycia twarzy, aby uniknąć sytuacji, w której będzie musiała gonić zgubioną bańkę płynu w stanie nieważkości. 

2. Nie nosiła kremu SPF i tego żałuje

To jedyna rzecz, której żałuje. „To bardzo istotny punkt pielęgnacji, o którym w tamtym czasie nie myślałam” - mówi. Cała załoga każdego dnia oglądała 16 wschodów słońca, które świeciło tak intensywnie, że musieli korzystać z okularów przeciwsłonecznych. Kosmonautka wyznała, że woli nie wiedzieć, jak bardzo zaszkodziło to jej cerze. 

3. Codzienna toaleta wymagała precyzyjnej rutyny

Mycie twarzy w kosmosie jest jak choreografia. Trzeba się jej nauczyć i trzymać, bo każdy błąd może słono kosztować. Każda osoba z załogi ma bowiem przydzielone 2 ściereczki do mycia na dzień. „Aby móc komfortowo się umyć, musiałam ułożyć całą choreografię. Najpierw myłam twarz, następnie wyciągałam soczewki kontaktowe i wycierałam się. Na samym końcu myłam zęby, żeby móc wypluć pastę na zużytą ścierkę” - opowiada Higginbotham. 

Mycie twarzy również wymagało pewnej finezji. „W kabinie są małe otwory, przez które mogliśmy dozować wodę. Musieliśmy właściwie przykładać myjkę – tak, aby woda w nią wsiąkała. W przeciwnym razie w przestrzeni pojawiały się bąbelki wody, a ich złapanie było kłopotliwe” - mówi astronautka. Wyznała również, że najbardziej tęskniła za możliwością opłukania twarzy wodą. „Bardzo brakowało mi wody. To takie udogodnienie, które uważasz za oczywiste, a w kosmosie jest ono nieosiągalne” - skwitowała. 

Podobnie zresztą sprawa miała się z myciem ciała. Codzienny prysznic przypominał raczej kąpiel ptaków. Każdy używał myjki do wycierania całego ciała – i tak 12 dni z rzędu,  nawet po codziennych, intensywnych treningach.

4. W kosmosie jest bardzo sucho

To była rzecz, z której Joan nie zdawała sobie sprawy, aż nie przekonała się o tym na własnej skórze. „Nie zdawałam sobie sprawy, że w kosmosie moja skóra odczuje wyraźny spadek wilgotności. Na promie wilgotność utrzymujemy na poziomie ok. 70%, podczas gdy w Houston, gdzie mieszkam, wilgotność utrzymuje się w okolicy 100%.” - zdradziła Higginbotham. W trakcie misji jej skóra była wyraźnie wysuszona, dlatego kosmonautka musiała zdecydowanie częściej sięgać po krem nawilżający.

5. Po starcie wyskoczył jej gigantyczny pryszcz na czole

I rósł i rósł i nie chciał przestać. „Na początku wyprysk był niewielki. Jednak kiedy leżysz na plecach przez 3 godziny gotowa do startu, płyny przesuwają się ku górze. Zanim dotarliśmy do kosmosu,  każdy miał coś, co nazywałam „głową Charliego Browna” [postać z komiksu pt. Fistaszki – przyp.red.] – głowa każdego staje się trochę większa. Wtedy pryszcz przekształcił się w prawdziwy wulkan. Wyglądałam wtedy niezwykle atrakcyjnie” - wspomina Higginbotham.

Astronautka była przygotowana na to, że na jej twarzy mogą pojawić się wypryski. Wzięła ze sobą nawet krem na pryszcze. Na szczęście obniżona wilgotność powietrza pomogła zasuszyć nieprzyjaciela i już po kilku dniach było po sprawie.

Zobacz również:
Kiedyś świat był zapatrzony w jej pupę, dziś szacunek wzbudza całe jej ciało (ech, ten brzuch, nogi, ramiona!) i sprawność. Poznaj ćwiczenia, dzięki którym J.Lo zatrzymuje czas.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA