[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Problemy XXI wieku - marnotrawienie jedzenia

Można ograniczyć to wielkie marnotrawstwo. Są ideologie, trendy i konkretne sposoby, by to zrobić. Pora je poznać.

Marnowanie jedzenia Wyrzucamy zbyt dużo jedzenia

Selina Juul, duńska aktywistka, która walczy z marnowaniem żywności, w jednym z wywiadów porównała lodówki do naszych szaf. W jednych i drugich teoretycznie mamy wszystko, co niezbędne, a w praktyce znajdziemy tam mnóstwo rzeczy niepotrzebnych, starych i zapomnianych – takich, które wrzuciłyśmy tam, bo przeszkadzały nam na wierzchu, oraz niewielką część tych, z których korzystamy. O ile w szafie czas przydatności w zasadzie nie istnieje, o tyle w lodówce przekroczona przydatność objawi się nam zgniłą pietruszką, marchewką z meszkiem, zupą, która zaczęła już żyć swoim życiem, i zapachem, którego przeżyć nie będziemy w stanie. Wtedy rzucamy się w wir wyrzucania. Najlepiej hurtem, żeby nie patrzeć, co zgniło, co urosło, a co za chwilę być może eksploduje. I raczej mało kto zastanawia się wówczas nad tym, ilu na świecie ludzi w tym czasie cierpi głód, oraz nad tym, ile swoich własnych, okupionych niekiedy ciężką harówką pieniędzy wyrzuca do śmieci. A jednak ktoś to przeliczył.

ZOBACZ TEŻ: Najlepsze produkty z supermarketu 2018

Federacja Banków Żywności w Polsce przygotowała raport, z którego wynika, że przeciętna polska rodzina wraz ze zmarnowanym jedzeniem wyrzuca rocznie do śmieci 2500 zł. To liczby i statystyki, owszem, a te wciąż mogą nie robić wrażenia. Jednak jeśli tę kwotę zestawić z faktem, że jadłodajnie Caritasu przygotowują z takiej kwoty ponad 1000 posiłków, to skalę problemu widać… jak na talerzu. Czy da się przygotować posiłek za kilka złotych? „Tak, co pokazują dane Caritasu” – zapewnia ks. Rafał Kowalski, rzecznik kurii we Wrocławiu. Udowadniają to jednak nie tylko organizacje, które przygotowują tanie posiłki dla najbiedniejszych, ale doświadczenia topowych blogerów kulinarnych i kucharzy, którzy wyrobili sobie taką markę, że jadanie u nich jest zaszczytnym wydarzeniem.

Autorka pierwszej polskiej książki kulinarnej podejmującej tematykę „zero waste” pt. „Gotuję, nie marnuję”, Sylwia Majcher, opowiada WH o pewnej uroczystej gali w stolicy, na której Aleksander Baron, warszawski kucharz, podał gościom dania z resztek, m.in. śmietanę, która stała na parapecie przez dwa miesiące i była zaszczepiona bakteriami kefirowymi. Później mówił, że gościom smakowało to, co normalnie uchodziłoby za niejadalne. A on chciał udowodnić, że każdy z nas zamiast kierować się datą ważności na opakowaniu, powinien oceniać na podstawie własnych zmysłów. Te całkiem nieźle potrafią nas chronić przed rozstrojem żołądka. Wystarczy kreatywny sposób, by smacznie i zdrowo zjeść produkty nie pierwszej świeżości i zrobić mały krok w ograniczaniu wielkiego globalnego marnotrawstwa.

ZOBACZ TEŻ: Jak ocalić świat bez wielkich poświęceń

Polska jest, niestety, w czołówce państw Europy, jeśli chodzi o marnotrawienie jedzenia, zajmując niechlubnie wysokie 5. miejsce. W każdym tygodniu w naszych koszach lądują najczęściej: pieczywo, wędliny, owoce i warzywa oraz jogurty. W resztkach z codziennych posiłków oraz dlatego, że nie wydają się wystarczająco świeże, by trafić na stół, lub ich termin ważności odnotowany na opakowaniu nakazuje powściągliwość.

Na szczęście nie jest tak, że nikt problemu nie zauważa. Coraz baczniej przyglądają się mu politycy w Parlamencie Europejskim, kucharze, kulinarni blogerzy i tak zwani zwykli ludzie. W czasie gdy unijni politycy myślą, rzeczeni zwykli ludzie organizują osiedlowe lodówki.
Idea jest prosta i niezwykle efektywna: ktoś wystawia niepotrzebną, ale sprawną lodówkę, a każdy, komu jedzenie zostało, może je do takiej lodówki włożyć, by ci, którzy go nie mają, mogli z niej ten posiłek wziąć. W Polsce jest coraz więcej miejsc, gdzie realizuje się coś, co na świecie nazwane zostało „food share`ingiem”.

REKLAMA

REKLAMA

W Berlinie od lat organizuje się „Disco soup” – wielkie miejskie gotowanie z resztek. Każdy przynosi, co może, przestrzeń miejska zamienia się na chwilę w wielką kuchnię, a potem restaurację pod chmurką, bo każdy, kto przyjdzie, taką zupę może zjeść. Oczywiście za darmo. Takie akcje pokazują, że ludzie dostrzegają problem marnowania żywności. Można nawet znaleźć i takich, którzy w jakimś stopniu już sobie z tym problemem poradzili.

ZOBACZ TEŻ: Jak fatalnie stres wpływa na Twoje zdrowie

Wzorem do naśladowania wydaje się w tym momencie Dania, której udało się w ostatnich latach ograniczyć marnowanie jedzenia o 25%. Marta Sapała, dziennikarka, która od kilku lat zajmuje się świadomą konsumpcją, autorka m.in. książki „Mniej – raport zakupowy Polaków”, która mówi o sobie wprost, że grzebiąc w śmietnikach i koszykach w sklepie, przygląda się temu, co Polacy kupują i wyrzucają, odwiedziła Danię, żeby obserwować podejście ludzi do żywności. Zwróciła uwagę, że jedzenie dla Duńczyków jest naprawdę ważnym tematem. Nie tylko jego pozyskiwanie, przygotowywanie, ale także niemarnowanie. Dlatego mają tam nawet specjalny resort, który zajmuje się właśnie żywnością. I ludzi, również prominentów, którzy chętnie promują ów nurt.

„Osobiście widziałam duńską księżną przychodzącą na stoisko, które sprzedaje żywność przeterminowaną” – mówi WH. Duńczycy, w odróżnieniu od wielu innych nacji, stworzyli prawo, które pozwala na sprzedaż produktów żywnościowych po przekroczeniu daty ważności. Dlatego w Kopenhadze mogła powstać nawet sieć sklepów „WeFood”, dokąd trafiają produkty po takim terminie, dojrzałe, jak i jedzenie, które ucierpiało w czasie transportu. Dania umiała stworzyć i wcielić w życie myśl, która sprawia, że ludzie uczą się nie marnować ani jedzenia, ani pieniędzy. To zasługa wielu charyzmatycznych osób, takich m.in. jak wspomniana na początku Selina Juul, która założyła ruch: „Stop Spild Af Mad” (Stop marnowaniu żywności).

Również w Polsce zaczynają pojawiać się ludzie, którzy nagłaśniają problem, tacy choćby, jak wspomniany kucharz Aleksander Baron. Ponadto, jak mówi WH Sylwia Majcher, dziennikarka i blogerka kulinarna, coraz więcej restauracji w Warszawie zachęca klientów do zabierania resztek niezjedzonego posiłku do domu. A pudełka, w które pakowane są resztki, dzięki bankom żywności klienci dostają za darmo.

Spośród sieci handlowych problem zaczęły dostrzegać Makro i Tesco. Ta ostatnia sieć we wrześniu ubiegłego roku wprowadziła do swojej oferty warzywa i owoce sprzedawane pod szyldem „Perfectly imperfect” (doskonale niedoskonałe), by ograniczyć ilość warzyw i owoców marnowanych tylko ze względu na swój nieidealny wygląd. To małe kroki, które mają nas uczyć niekupowania w nadmiarze, by później nie marnować tego, czego nie udało nam się zjeść.

Wyrzucając żywność, marnujemy nie tylko jedzenie i pieniądze, ale też wodę potrzebną do jego obróbki, prąd i paliwo wykorzystywane do transportu. Europejczycy wyrzucają nawet 80 milionów ton jedzenia każdego roku. „Emitują w ten sposób 170 milionów ton dwutlenku węgla. Resztki jedzenia trafiają na wysypiska śmieci i tam, rozkładając się , przekazują atmosferze niechciany prezent w postaci tylu gazów cieplarnianych, ile wtłaczają w nią samoloty” – pisze w swojej książce „Gotuję, nie marnuję” jej autorka.

REKLAMA

Ale, jak już udowodnili Duńczycy, sporo można naprawić. Zamiast czekać na przepisy i rozporządzenia, które będą np. pozwalać sprzedawać taniej żywność przeterminowaną, można zacząć działać już we własnej kuchni. Zacząć choćby od wielkości lodówki, bo czy jesteście przekonane, że potrzebna jest wam aż tak wielka? Ucząc się planowania posiłków i zakupów. Dzieląc się z innymi choćby obiadem, który przygotowałyśmy na dwa dni, ale drugiego dnia nasze kubki smakowe mają ochotę na coś innego. Przyglądając się uważnie rzeczom, zanim trafią do kosza, bo może się okazać, że z chleba nie pierwszej świeżości można zrobić przepyszne grzanki, a zwiędłym liściom zielonej pietruszki dać drugie życie.

Na papierze nie bardzo możemy podzielić się z wami jedzeniem, ale pomysłami i przepisami owszem, voila! Autorka pierwszej w Polsce kulinarnej książki, która zakłada gotowanie bez marnowania, Sylwia Majcher, podzieliła się z WH swoim autorskim pomysłem na przejrzałe gruszki.

Przepis na drugie życie gruszki

Wystarczą: gruszki, ser pleśniowy, orzechy, tymianek.

„Gruszki umyj, przekrój na pół i wydrąż gniazda nasienne. Orzechy albo migdały posiekaj, a następnie posyp nimi ser. Owoce ułóż na blaszce lub w naczyniu żaroodpornym. Nagrzej piekarnik do 190 st. C. Wstaw gruszki i zapiekaj przez 15 minut. Jeśli są bardzo dojrzałe, wystarczy im 10 minut. Wyjmij, posyp listkami tymianku, a jeśli lubisz, możesz polać również miodem. Gotowe!”.

04/18

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij