Jak kupować ryby – poradnik

To nieprawda, że aby ratować oceany, musimy wyrzec się pochodzącego z nich dobra. Nie daj się złapać na haczyk.

jak kupować ryby fot. shutterstock.com

Jeśli widziałaś już głośny film „Ciemne strony rybołówstwa”, być może zaczynasz skłaniać się ku temu, by porzucić jedzenie ryb, skoro pozyskujemy je w tak rabunkowy sposób. A może nawet już wykreśliłaś je z menu. Na szczęście nie jest to konieczne. Bo wspomniany dokument, choć chwyta za serce i sygnalizuje wiele istotnych problemów, nie zawsze robi to do końca zgodnie z faktami. Wygląda na to, że przy odrobinie wysiłku można zjeść rybkę i mieć rybkę.

REKLAMA

Obraz, jaki maluje się po zakończeniu seansu „Ciemnych stron rybołówstwa”, jest autentycznie przerażający. Za rybą, która trafia na Twój talerz, nie stoi już bowiem dobroduszny, stary człowiek i morze, tylko potężny, krwiożerczy przemysł rybołówczy, który dąży do maksymalizacji zysku, nie bacząc na konsekwencje. A te są – według filmu – takie, że jeśli nic się nie zmieni, to w roku 2048 nasze morza i oceany będą praktycznie pozbawione życia. A właściwie nie według filmu, tylko według cytowanego w nim badania z 2006 roku, które było później wielokrotnie krytykowane za wyciąganie zbyt daleko posuniętych wniosków. W „Ciemnych stronach rybołówstwa” pada jeszcze mnóstwo przerażających liczb, ale nie będziemy teraz zajmować się każdą z nich z osobna. Bo nawet jeśli z wieloma zawartymi w filmie tezami polemizują eksperci, to jednak zwraca on uwagę na realny problem. Nie ulega bowiem wątpliwości, że z morskich zasobów korzystamy obecnie w sposób, którego nie da się nazwać inaczej niż grabieżą.

„Aż 33% stad ryb morskich jest przełowionych. To znaczy, że nie zostawiamy w nich wystarczającej ilości osobników, aby mogły się rozmnażać, i w efekcie liczebność tych stad systematycznie maleje. Kolejnych 60% stad jest obecnie poławianych na maksymalnym możliwym zrównoważonym poziomie biologicznym. I jeśli go przekroczymy, widmo drastycznego spadku populacji ryb morskich stanie się faktem” – ostrzega Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka prasowa polskiego oddziału WWF – międzynarodowej, pozarządowej organizacji ekologicznej. A trzeba pamiętać, że nie chodzi tylko o to, czy na świątecznych stołach naszych dzieci i wnuków będzie pojawiał się śledź. Ryby już teraz są głównym źródłem białka dla setek milionów osób pochodzących z globalnego Południa. Ty, żeby zapewnić sobie źródło protein, zamiast ryby możesz zjeść jajko, mięso, ser, tofu albo ciecierzycę. Oni nie mają takiej możliwości. A w 2050 roku ma być nas na Ziemi aż 10 miliardów, więc liczba ludzi, których zdrowie zależeć będzie od pełnych sieci, znacznie wzrośnie. „Nasze wybory są tak bardzo istotne, ponieważ Unia Europejska jest jednym z największych odbiorców ryb i owoców morza na świecie, a połowa z nich trafia do nas właśnie z globalnego Południa, gdzie są tak bardzo istotne dla lokalnych społeczności” – podkreśla Katarzyna Karpa-Świderek.

Dieta planetarna

Na szczęście troska o innych ludzi i planetę wcale nie wymaga, abyśmy wszyscy przechodzili na dietę wegańską, jak sugerują twórcy filmu „Ciemne strony rybołówstwa”. Jakiś czas temu przed grupą 37 naukowców z 16 krajów, autorytetów w różnych dziedzinach, postawiono pytanie: czy jesteśmy w stanie wykarmić 10 miliardów ludzi w taki sposób, aby zdrowo się odżywiali, a jedzenie powstawało w ramach zrównoważonego systemu produkcji (czyli jak najmniej wpływało na zmiany klimatyczne)? Badacze odpowiedzieli po trzech latach pracy, a ich wskazówki określa się mianem diety planetarnej. Zostały one opublikowane na łamach prestiżowego pisma naukowego „The Lancet” (jeśli chcesz się z nimi zapoznać dokładnie, szukaj pod hasłem EAT-Lancet). My w skrócie przytoczymy tutaj fragment dotyczący ryb oraz owoców morza. Według naukowców w ramach diety możemy jeść ich 200 g tygodniowo. A tak się składa, że zalecenia planetarne pokrywają się z obecnym zaleceniami dietetycznymi związanymi z kwestiami zdrowotnymi. „Biorąc pod uwagę korzyści z jedzenia ryb, takie jak np. zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, a także zagrożenia, jak obecność zanieczyszczeń metalami ciężkimi oraz dioksynami, zaleca się jedzenie dwóch porcji ryb tygodniowo” – mówi dietetyk Paweł Szewczyk. W RÓWNOWADZE Raport EAT-Lancet zakłada produkcję żywności w sposób zrównoważony. To słowo, które pojawia się ostatnio coraz częściej w różnych sytuacjach i kontekstach. Co dokładnie oznacza w przypadku rybołówstwa? „Żeby można było je określić mianem zrównoważonego, musi spełniać trzy warunki” – wyjaśnia Joanna Ornoch, rzeczniczka prasowa Marine Stewardship Council – międzynarodowej organizacji pozarządowej, walczącej z problemem nieodpowiedzialnego pozyskiwania ryb oraz owoców morza. „Po pierwsze, stada ryb nie mogą być przeławiane, tak aby pozostawały w zdrowej kondycji i z czasem zwiększały liczebność. Po drugie, połowy nie mogą wywierać negatywnego wpływu na cały ekostystem, czego przykładem jest przyłów. To taka sytuacja, w której w sieci wpadają przypadkowe stworzenia, na przykład delfiny lub żółwie morskie. Po trzecie wreszcie, połowy muszą być odpowiednio zarządzane. To znaczy, że ich wielkość i sposób prowadzenia jest na bieżąco modyfikowany pod wpływem sytuacji na morzach. Przykład? Jeśli okazuje się, że kondycja jakiegoś stada uległa pogorszeniu, zmniejsza się wyznaczane nań kwoty połowowe i ogranicza połowy” – podkreśla Joanna Ornoch.

ZOBACZ: Czy można jeść tuńczyka bez wyrzutów sumienia?

REKLAMA

REKLAMA

jak kupować ryby fot. shutterstock.com

Dobre papiery

Wspomniana organizacja Marine Stewardship Council stoi za certyfikatem MSC, który możesz zobaczyć na coraz większej ilości produktów w sklepach. Widnieje on zarówno na samych rybach czy owocach morza, jak i na wytwarzanych z nich suplementach diety czy nawet karmach dla zwierząt. Tak, dieta Twojego czworonoga też ma znaczenie: w końcu w samej Polsce mieszka dobrze ponad 10 milionów psów i kotów. Film „Ciemne strony rybołówstwa” bagatelizował certyfikaty i ich wpływ na poprawę stanu morskich ekosystemów, jednak po tym, jak dowiedzieliśmy się więcej na temat sposobu ich wydawania, zupełnie nie możemy się z tą opinią zgodzić. Jako największe grzechy przemysłu rybołówczego dokument wymieniał przeławianie stad oraz przyłowy. A jak już ustaliliśmy, walka z tymi zjawiskami jest jednym z warunków wydania certyfikatu, będącego świadectwem zrównoważonych połowów. Całkowite uniknięcie wyłapywania podczas połowu przypadkowych stworzeń morskich jest niemożliwe, ale zjawisko można jednak znacząco ograniczyć. „W tym celu stosuje się na przykład odstraszanie akustyczne, liny płoszące, albo w sieci wmontowuje się panele ucieczkowe” – opisuje Joanna Ornoch.

A co z opisywaną w filmie gigantyczną ilością plastikowych odpadków po rybackich narzędziach? W tym przypadku w porównaniu do pozostałych zarzutów poprawia się najmniej. Na razie standard MSC wymaga od rybaków jedynie wykazania, w jaki sposób minimalizują ryzyko dotyczące możliwości zagubienia sieci połowowych oraz ich wpływu na ekosystem morski. Jednak co 5 lat dochodzi do cyklicznej rewizji standardu i podczas kolejnej mogą pojawić się nowe wymogi w tym zakresie. Certyfikat MSC przyznaje się na 5 lat, podczas których co roku przeprowadzane są audyty kontrolne. Po tym okresie trzeba od nowa przejść całą wymagającą procedurę, aby móc się nim legitymować. „W niektórych przypadkach wydaje się go warunkowo, wskazując wnioskodawcy, co musi poprawić, aby certyfikat uzyskać. Dzięki temu nasz program zachęca rybaków do wprowadzania dalszych pozytywnych zmian w połowach” – wyjaśnia Joanna Ornoch. Prawo do posługiwania się certyfikatem można utracić i wcale nie są to przypadki wyjątkowe, ponieważ prowadzone są kontrole mające potwierdzić, czy rybacy stosują się do zrównoważonych zaleceń.

Być może obawiasz się, że szukanie produktów z certyfikatem MSC nie ma większego sensu, bo Ty zapłacisz za produkt nieco więcej, a efektu żadnego nie będzie, bo to pewnie jakaś niszowa inicjatywa. Nic bardziej mylnego. „W tej chwili certyfikat posiada około 500 organizacji z całego świata, które odpowiadają aż za 19% globalnych połowów” – mówi Joanna Ornoch. Sama więc widzisz, że zrównoważone rybołówstwo stanowi już znaczącą siłę. I tylko od nas i naszej determinacji jako konsumentów zależeć będzie, czy urośnie jeszcze bardziej.

Dobre praktyki

Głosowanie portfelem jest naszą największą siłą. Ale chodzi nie tylko o wybieranie produktów opatrzonych certyfikatami, ale ogólnie o większą świadomość konsumencką. Bo dzięki niej możemy w pewnym stopniu zyskać wpływ również na te ponad 80% niezrównoważonych połowów. „Na stronie ryby.wwf.pl przygotowaliśmy specjalny poradnik, który pomaga chronić najbardziej zagrożone gatunki ryb oraz owoców morza” – mówi Katarzyna Karpa-Świderek. Żeby z niego skorzystać, musisz znać miejsce połowu, a także jego metodę. Miejsce może być opisane nazwą (np. Morze Śródziemne) albo kodem FAO, stworzonym przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa. Dodając do tego metodę połowu (np. sieci skrzelowe albo włoki pelagiczne), a także nazwę gatunku, otrzymasz informację, czy WWF daje dla konsumpcji tej ryby światło: zielone (najlepszy wybór), żółte (zastanów się) albo czerwone (nie kupuj). Wspomniane informacje przeważnie znajdziesz na opakowaniu produktu. A co w sytuacji, gdy kupujesz świeżą rybę? Zapytaj sprzedawcę, skąd pochodzi produkt, który oferuje. W małym sklepie powinien to wiedzieć albo mieć możliwość ustalić. Gorzej w wielkim markecie na zatłoczonej hali: indagowanie nie będzie komfortowe ani dla Ciebie, ani dla osoby sprzedającej. A informacji o pochodzeniu ryb przecież i tak mieć nie będzie, i trudno ją za to winić. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy odpuszczać. Bo jeśli coraz więcej osób będzie grzecznie informować, że przez brak odpowiedniej informacji rezygnuje z zakupu, może do osób decydujących o polityce handlowej wielkich sieci dojdzie w końcu, że jako konsumenci jesteśmy gotowi na pewne wyrzeczenia, aby wymusić zmiany. Z niektórych ryb trzeba niestety zrezygnować nieodwołalnie. „Na granicy wyginięcia są węgorze. Nie powinniśmy jeść nawet tych z hodowli, ponieważ wykorzystuje się w niej narybek ryb dzikich” – zwraca uwagę Katarzyna Karpa-Świderek.

Do listy najbardziej zagrożonych gatunków dodaje jeszcze: tuńczyki błękitnopłetwe, rekiny czy jesiotry ostronose. A skoro już jesteśmy przy hodowli. Kupujmy pochodzące z niej ryby w ramach rozbudowy menu, ale nie zakładajmy, że to idealny sposób na oszczędzanie ryb morskich. „One również mają swoje ciemne strony. Na przykład do wyhodowania 1 kg ryby drapieżnej, na przykład łososia, zużywa się 4 kg ryb paszowych” – podkreśla Katarzyna Karpa-Świderek. Dlatego w przypadku ryb hodowlanych najlepiej także wypatruj logotypu z literkami ASC, oznaczającego certyfikat zrównoważnej produkcji. Ryby są ważną częścią naszej diety. Ważną oraz wyjątkowo smaczną. I naprawdę nie ma potrzeby, żebyśmy z nich rezygnowali. Jest za to ogromna potrzeba, żebyśmy nie zamykali oczu na ciemne strony rybołówstwa. I przeciwdziałali im na miarę naszych możliwości. Skromnych, owszem, bo nacisk konsumencki działa bardzo powoli, ale jednak działa. Dlatego przy świątecznym stole warto pogadać nie tylko o tym, jak ciocia zrobiła tego pysznego śledzia, ale również skąd on się na waszym stole wziął.

SPRAWDŹ: Czy można jeść po 18? Pytamy eksperta

REKLAMA

Popłyńmy pod prąd

Możesz iść na łatwiznę i brać z półki pierwszą lepszą puszkę czy opakowanie. Przy odrobinie wysiłku możesz jednak być częścią ruchu, który z czasem – wierzymy w to – doprowadzi do zmiany na morzach i oceanach.

Szeroka lista zakupów

Śledź, tuńczyk, śledź, tuńczyk, śledź, tuńczyk... Rybne menu wielu z nas prezentuje się zaskakująco monotonnie. Tymczasem im więcej różnorodności w jadłospisie, tym mniejsza presja na najbardziej popularne gatunki ryb.

Nie tylko ryby

Pamiętaj, że na stole leżą również różnego rodzaju owoce morza, które pomogą Ci jeszcze bardziej urozmaicić jadłospis. Wie- le z nich to genialne źródło białka.

Patrz na metody połowu

Sprawdzaj na opakowaniach i u sprzedawców, jak zostały złowione ryby. A potem wejdź na stronę ryby.wwf.pl i sprawdź, czy jest dla nich zielone światło.

Kupuj z certyfikatami

Film „Ciemne strony rybołówstwa” nie zostawił na nich suchej nitki, ale nawet jeśli nie są idealne, to nie mamy na razie skuteczniejszej opcji wymuszania zmian niż głosowanie portfelem i wybieranie produktów z certyfikatami poświadczającymi zrównoważony połów (MSC) lub hodowlę (ASC). Może Ci się wydawać, że to niewiele daje, ale ich wpływ w żadnym wypadku nie jest tylko teoretyczny. Obecnie już aż 19% światowych połowów jest objętych procesem certyfikacyjnym MSC.

ZOBACZ TEŻ: 8 najciekawszych trendów kulinarnych na 2022 rok

REKLAMA

REKLAMA