REKLAMA

Ja zbieram, Ty zbierasz, my zbieramy [myzbieramy.pl]

Kiedy wspiera się sensowne i wartościowe pomysły, to rosną skrzydła aniołom. A takim pomysłem jest portal myzbieramy.pl, łączący bezpośrednio rolników i sadowników ze zjadaczami efektów ich pracy, czyli nami. Bez pośredników.

Shutterstock

Gdyby portal myzbieramy.pl nie istniał, należałoby go wymyślić. Zwłaszcza, że nie ma dnia bez wiadomości w prasie lub telewizji, że plony są na polach, ale nie ma kto ich zbierać, że rolnikom i sadownikom się nie opłaca produkcja, bo ceny w skupie są śmiesznie niskie, że zarabiają na tym tylko cwani pośrednicy, którzy zmonopolizowali rynek, itd., itd. Wszystko to pewnie prawda, więc pomysł takiego portalu był na wyciągnięcie ręki.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Cold brew - kawa parzona na zimno [przepisy]

myzbieramy.pl - jak to działa?

Banalnie prosto. Na stronie znajdziesz listę wszystkich rosnących u nas warzyw i owoców (nawet z podziałem na miesiące zbiorów), na której zaznaczasz, co najbardziej Cię interesuje, potem wpisujesz swoją lokalizację i gotowe. Program wskaże Ci najbliższe pole lub sad wraz z podstawowym opisem, dniami i godzinami zbiorów, rodzajem produkcji (eko, bionawozy, itp) i numerem telefonu do producenta. Dobrze jest przed wyprawą do niego zadzwonić, by sprawdzić, czy oferta jest aktualna i nie dotknęła go przed chwilą jakaś klęska żywiołowa lub inne draństwo. No i ustalić cenę za zbiory, choć w ciemno można obstawiać, że zapłacisz dużo mniej niż w osiedlowym warzywniaku. Co więcej, niektórzy plantatorzy proponują transakcję wiązaną: jeżeli zbierzesz np. dwie kobiałki truskawek i jedną z nich zostawisz gospodarzowi, to za swoją zapłacisz 1 grosik. Nieźle, co? Dodatkowo spora część sprzedaje własne przetwory domowej roboty, więc nawet jeżeli przyjechałaś właśnie po np. cukinię lub inne dobrodziejstwo, by je zamarynować na zimę, warto spróbować, jak je robią inni. A wiadomo, co gospodyni to inny smak.

myzbieramy.pl - dlaczego warto?

Z kilku powodów:

  1. Zaoszczędzisz trochę grosza, zwłaszcza gdy jesteś amatorką kiszonek i przetworów w przemysłowych ilościach. A skądinąd, warto być.
  2. Wiesz, co jesz. Żadnego wielodniowego magazynowania warzyw i owoców w sklepowych chłodniach, tylko z pola prosto do kuchni. Świeższe nie będzie.
  3. Sama widzisz co zbierasz, więc masz gwarancję jakości i dojrzałości zbiorów.
  4. Bo to fajne jest. Zbieracie się w ekipę z przyjaciółmi, pakujecie do auta jakieś skrzynki, pojemniki, torby, obowiązkowo koszyk piknikowy napakowany wałówką i napojami, odpowiednie ubranie (w szpilkach dość ciężko wykopywać ziemniaki), rękawice ogrodnicze, gotówkę w niskich nominałach (nie wygłupiaj się z pytaniem, czy akceptują American Express) i hajda na pole. Dodatkowo, jeżeli masz dzieci, to będą miały okazję przekonać się, że borówki czy marchewki nie rosną na Ryneczku Lidla w plastikowych pudełkach.
  5. Spełnisz swój obywatelski obowiązek, ponieważ wspieranie lokalnych wytwórców jest szlachetną praktyką, powszechnie zresztą stosowaną w zachodniej części Unii Europejskiej. A dobre wzorce warto naśladować.

ZOBACZ TEŻ: Cheese tea, czyli serowa herbata

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA