Dlaczego maszyny kardio błędnie wyliczają ilość spalonych kalorii? [ekspert odpowiada]

Nie wszystko spalone, co się świeci. Przynajmniej na wyświetlaczu maszyny kardio, która mocno Cię oszukuje, mierząc ilość energii zużytej podczas wysiłku. Jeśli zależy Ci na możliwie precyzyjnych danych, musisz zainwestować w bardziej spersonalizowane urządzenia.

kardio fot. Shutterstock.com

Po treningu leje się z Ciebie pot, a wyświetlacz bieżni pokazuje kilkaset spalonych kalorii. Ogarnia Cię przyjemne poczucie dobrze wykonanej roboty. Wykręciłaś taki wynik, więc zasługujesz na nagrodę. Niestraszna Ci już pizza, na którą ostrzysz sobie zęby od tygodnia. A potem nagle zdziwienie, gdy wchodzisz na wagę. Ile?! I dochodzisz do wniosku, że pilnowanie kalorii jednak nie działa i lepiej postawić na kolejną modną dietę. No więc wcale nie lepiej. „Kalorie” działają, tylko najzwyczajniej w świecie oszukała Cię maszyna.

REKLAMA

Zacznijmy od tego, że obliczanie liczby kalorii zużytych podczas treningu to naprawdę trudne zadanie. Najlepiej sprawdzają się w nim metody kalorymetrii bezpośredniej i pośredniej. Pierwsza polega na tym, że umieszcza się człowieka w specjalnym pomieszczeniu otoczonym wodą i mierzy się, o ile wzrośnie jej temperatura pod wpływem ciepła wydzielanego przez ludzkie ciało. W czasie drugiej zaś sprawdza się skład gazów wydychanych przez człowieka. Obie niestety są zbyt skomplikowane, żeby można było stosować je na co dzień. Dostępne w siłowni maszyny kardio, różnego rodzaju bieżnie, orbitreki, rowerki, ergometry i inne muszą więc sobie radzić inaczej.

1. Spora przesada

Nie dokonują oczywiście pomiarów na oko, tylko posługują się zaprogramowanymi algorytmami, które oparto na uśrednieniach dla ogółu populacji. Nie jest więc chyba specjalnym zaskoczeniem, że tak uzyskany wynik nie będzie bardzo precyzyjny. Zaskoczeniem była już jednak dla nas informacja, jak bardzo dane na wyświetlaczu bieżni mogą odbiegać od rzeczywistości. Badacze sprawdzali dokładność różnych urządzeń pomiarowych w kilku eksperymentach. Przykładowo, w laboratorium marynarki wojennej USA przetestowano pod tym kątem siedem różnych, powszechnie dostępnych na rynku maszyn, głównie orbitreków. Okazało się, że przesadzały naprawdę sporo, ponieważ na każde zużyte około 100 kcal pokazywały aż 155-160 kcal. Z kolei badacze z Sam Houston State University w USA na podstawie swoich testów podali na łamach czasopisma naukowego „Excersize Medicine”, że orbitreki przeszacowują zużycie energii o około 100 kcal na każde 30 minut wysiłku o średniej intensywności. Dlaczego różnice są tak duże? Ponieważ maszyny kardio nie wiedzą o Tobie praktycznie nic, a indywidualne cechy są bardzo istotne dla właściwego pomiaru energii zużytej podczas wysiłku.

„Liczy się, po pierwsze, masa ciała. To, czy jest ona mięśniowa, czy tłuszczowa, też ma znaczenie, ale już mniejsze. Ważne jest również tętno podczas treningu, a także nasz pułap tlenowy, oznaczający wydolność. Znaczenie ma także staż treningowy, ponieważ z czasem organizm uczy się wykonywać te same ćwiczenia i ruchy zużywają mniejszą ilość energii” – opisuje dietetyk sportowy Paweł Szewczyk. Dodaje, że ogromną rolę grają coraz częstsze zaburzenia pracy tarczycy, mogące zmniejszać ilość spalonych kalorii nawet o 30-40%. Tymczasem gdy stajesz w siłowni na bieżni, jesteś dla niej anonimowa. Niektóre, owszem, mają w barierkach czujniki pomiaru tętna, ale w praktyce nie da się biec szybciej, trzymając na nich ręce, a sam pomiar z wnętrza spoconej dłoni zasługuje raczej na miano wróżenia z fusów.

I to właśnie dlatego absolutnie nie możesz zaufać temu, co zobaczyłaś na koniec treningu na wyświetlaczu bieżni, rowerka czy orbitreka. I to określenie absolutnie nie jest przesadą. W obu badaniach, które przytoczyliśmy, w czasie treningu dokonywano pomiaru tętna, a więc uwzględniono jeden z istotnych czynników. A przekłamania i tak były potężne.

REKLAMA

REKLAMA

2. Na pewno takie smart?

W naturalny sposób rodzi się pytanie: czy w kwestii pomiaru spalonych kalorii można zaufać tak popularnym obecnie opaskom i zegarkom fitnessowym? W końcu one wiedzą o Tobie już całkiem sporo – wprowadzasz do nich choćby swój wiek i masę ciała. Wiele modeli mierzy też tętno, a te najbardziej rozbudowane, sportowe modele biorą również pod uwagę pułap tlenowy. Jako cała grupa będą one w związku z tym bardziej dokładne od anonimowych maszyn kardio, ale między poszczególnymi modelami też mogą występować spore różnice. Najmniej dokładne będą te najprostsze, wyposażone tylko w akceleromter, czyli czujnik wykrywający ruch nadgarstka. Wystarczy, że w czasie spaceru czy marszu będziesz trzymać rękę w kieszeni, a urządzenie już go nie uwzględni w wystarczający sposób.

Dlatego o wiele lepiej postawić na opaski i zegarki z możliwością pomiaru tętna. Przeważnie odczytują je one z nadgarstka. Jak skutecznie? Przeprowadzono wiele badań naukowych, które miały to zbadać, a rozbieżność uzyskanych wyników jest bardzo duża. Dlatego nie będziemy podawać żadnych cyferek: wszystko zależy od modeli, które brały udział w teście. Można jednak spokojnie uogólnić, że im nowsze urządzenie i technologia, tym większa szansa, że będzie wystarczająco dokładne. „Przy wszystkich mankamentach to jest już poziom, który praktycznie pomaga planować dietę oraz trening, tak by przestrzegać bilansu kalorycznego. Trzeba tylko pamiętać, że bardzo ważne jest poprawne założenie zegarka. Wystarczy, że będzie zapięty nieco zbyt luźno, aby zakłócić odczyt tętna” – zwraca uwagę Paweł Szewczyk. Warto też wziąć pod uwagę, co jest alternatywą – bo jeśli nie opaski i zegarki, to co? Na pewno niemierzenie „na oko”. Ludzkie odczucia są bowiem jeszcze mniej precyzyjne niż algorytmy i czujniki maszyn. W jednym z eksperymentów („The Journal of Sports Medicine and Physical Fitness”, 2010 r.) poproszono ludzi o to, by wykonali trening i oszacowali, ile podczas niego spalili kalorii. Okazało się, że przeszacowali tę ilość nawet 4-krotnie! A kiedy potem mieli przy szwedzkim stole zjeść „na oko” tyle, ile spalili, dostarczali sobie nawet trzy razy za dużo jedzenia.

Jeżeli naprawdę mocno zależy Ci na precyzji, zainwestuj w czujnik pomiaru tętna mocowany na pasku na klatce piersiowej. On będzie zdecydowanie najdokładniejszy, zwłaszcza jeśli 80 „nakarmisz” jednostkę sterującą odpowiednimi danymi. Niektóre zegarki sportowe poinstruują Cię, jak przeprowadzić test, który pomoże ustalić wspomniany już pułap tlenowy (VO2max). A jeżeli jesteś prawdziwą maniaczką cyferek, zainwestuj w specjalne badania wydolnościowe (próbę wysiłkową), które pozwolą wyznaczyć go z najwyższą możliwą precyzją. To wcale nie jest jakiś high-tech, dostępny wyłącznie dla olimpijczyków. Firm, które je przeprowadzają, jest już całkiem sporo, a koszt badań to kilkaset złotych.

3. Co mówią tabele?

W różnych miejscach mogłaś zetknąć się z informacjami, że godzina biegu to X spalonych kalorii, a np. godzina sprzątania w domu – Y. Traktuj je jedynie jako ciekawostki, a nie wytyczne, ponieważ można się na nich zdrowo przejechać. Nie biorą one bowiem pod uwagę masy ciała ani intensywności wysiłku, której miarą jest Twoje tętno. Owszem, w fachowej literaturze można znaleźć sporo danych dotyczących zużycia energii podczas bardzo różnych czynności – od brukowania ulic, przez chodzenie w kopnym śniegu, po tańczenie fokstrota. Serio. Są one również oparte na uśrednieniach pod względem tętna: w końcu doświadczony brukarz nie zmęczy się tak jak początkujący, prawda? Zawsze jednak biorą pod uwagę ciężar człowieka i są podawane w kcal na 1 kg masy ciała na określony czas trwania czynności. Bez uwzględnienia tej wartości dane z tabelek będą miały podobną wartość do oceniania „na oko”, czyli praktycznie żadną.

Zobacz również:
Aleksandra Popławska każdy dzień zaczyna od jogi. Zaproponowana przez nią sesja to przyjemna i krótka praktyka na początek dnia, która rozciąga i rozgrzewa ciało. Zainteresowana?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA