REKLAMA

Czy żeby być eko muszę przestać jeść mięso? [i inne eko pytania]

Tym razem zamiast zastanawiać się, jak jeść, żeby dbać o własne zdrowie, poszukamy odpowiedzi na pytanie, jaka dieta będzie najlepsza dla zdrowia naszej planety.

mięso a eko fot. Getty Images

Nie ulega wątpliwości, że ostatnio pochłonął nas wirus. Ten wirus. I jest to oczywiście bardzo istotny temat, ale nie powinien przesłaniać innych bardzo istotnych tematów, takich jak wpływ produkcji żywności na planetę i zmiany klimatyczne. Tu nie ma już miejsca na wahanie – trzeba działać szybko i zdecydowanie. Sprawdź, co możesz zrobić na co dzień, żeby to powstrzymać.

Czy musimy przestać jeść mięso?

Nie

Komisja EAT-Lancet, w skład której weszło 37 ekspertów z 16 krajów, przygotowała raport na temat tego, jak mamy jeść, żeby żyć zdrowo i wyżywić 10 miliardów ludzi, którzy niedługo będą zamieszkiwać Ziemię, minimalizując przy tym negatywny wpływ na środowisko. W ocenie tej grupy utytułowanych naukowców wytwarzanie żywności jest współcześnie jednym z najważniejszych czynników, mających wpływ na równowagę środowiska naturalnego. I – niestety – obecny model produkcji mocno zagraża planecie, a w konsekwencji również zamieszkującym ją ludziom. Jednym z zaleceń przygotowanych przez zespół badaczy jest znaczne zmniejszenie spożycia mięsa i ogólnie produktów pochodzenia zwierzęcego. Głównym źródłem białka powinny stać się pokarmy pochodzenia roślinnego. Przygotowane przez zespół limity przewidują, że w ciągu tygodnia docelowo powinniśmy zjadać do 100 g czerwonego oraz 200 g białego mięsa. Naukowcy nie stoją więc na stanowisku, że mamy całkowicie przejść na dietę roślinną, ale biorąc pod uwagę to, jak obecnie wygląda dieta przeciętnego człowieka w krajach rozwiniętych, i tak zdecydowaną część z nas czeka potężna zmiana nawyków żywieniowych. Oczywiście tę część, która da wiarę opracowaniu najwyższej klasy badaczy. Można też je zlekceważyć i dalej bezmyślnie podgryzać gałąź, na której wszyscy siedzimy. Wszystkim, którzy egoistycznie wybiorą taką opcję, absolutnie nie życzymy smacznego.

Czy soja to dobra zmiana?

TAK

Soja to obecnie jedna z najważniejszych roślin na świecie, a jej uprawy intensywnie się rozwijają, zwłaszcza w Ameryce Południowej. Soja jest świetną alternatywą dla mięsa, ponieważ jako jedna z niewielu roślin dostarcza pełen zestaw aminokwasów. Dlatego pochodzące z niej produkty, takie jak np. tofu, tempeh czy napoje, są ważnym elementem diety osób, które decydują się na dietę roślinną. Na taki krok decyduje się coraz więcej ludzi, a jedną z przyczyn jest rosnąca świadomość tego, jak bardzo produkcja mięsa obciąża planetę i wpływa na zmiany klimatyczne.

Soja jednak nie rośnie w próżni. Jej uprawy zajmują coraz więcej miejsca, a w Ameryce Południowej na ich potrzeby wycina się cenne lasy tropikalne, przyspieszając i tak postępujący w piorunującym tempie spadek bioróżnorodności. Naturalnie pojawia się więc pytanie, czy jedząc coraz więcej produktów sojowych, przypadkiem nie czynimy Ziemi więcej szkody niż pożytku. „Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa oraz Uniwersytet Oksfordzki szacują, że jedynie 5% globalnej produkcji soi jest przeznaczane na żywność dla ludzi. Za to aż 95% jest zużywanych na karmienie zwierząt oraz produkcję biopaliw” – mówi dr Hannach Ritchie, badaczka z organizacji non profit Our World in Data, związanej z Uniwersytetem Oksfordzkim. Wygląda więc na to, że możesz jeść soję oraz pochodzące z niej przetwory bez specjalnych wyrzutów sumienia.

Czy krowie mleko to przeżytek?

NIE

Napoje roślinne coraz częściej zastępują nam mleko pochodzące od krowy. Biorąc pod uwagę potrzeby planety, to ruch w dobrą stronę. Naukowcy z Oksfordu ocenili w analizie z 2018 roku, że wytworzenie mleka krowiego ma około trzykrotnie większy wpływ na środowisko niż napojów roślinnych. Brali pod uwagę trzy aspekty: emisję gazów cieplarnianych, zużycie wody oraz ilość ziemi potrzebnej do upraw. Napoje roślinne mają jednak również swoje ciemne strony. Aż 80% migdałów na świecie rośnie w Kalifornii, a takie monokultury nie wpływają pozytywnie na środowisko. „Zapylające je pszczoły nie mają dostępu do różnorodnych pyłków, co czyni je bardziej podatnymi na choroby” – zwraca uwagę dr Rosemary Green, profesor z London School of Hygiene and Tropical Medicine. Pszczołom szkodzą również pestycydy używane do uprawy migdałów. Biorąc pod uwagę wpływ na środowisko naturalne oraz wartości odżywcze, najlepszym zamiennikiem mleka krowiego będzie napój sojowy (jako jedyny spośród roślinnych jest dobrym źródłem białka). Najlepiej, żeby był fortyfikowany wapniem, ponieważ rezygnując z normalnego mleka, musimy zadbać o poziom tego kluczowego składnika mineralnego. To wszystko jednak wcale nie znaczy, że musimy całkiem porzucić mleko i jego przetwory. W raporcie EAT-Lancet naukowcy ocenili, że w naszej diecie może pozostać około 250 g tych produktów dziennie.

ZOBACZ: Czy mleko jest zdrowe?

REKLAMA

REKLAMA

Czy rzeczywiście trzeba zrezygnować z egzotycznych produktów?

NIE

Ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że sam transport pokarmów nie ma aż tak wielkiego znaczenia. „W przypadku większości rodzajów żywności ich przewożenie stanowi 1-10% całkowitego śladu węglowego. Wyjątkiem jest jedzenie dostarczane drogą powietrzną. W jego przypadku ten procent jest wyższy” – mówi dr Christian Reynolds z University of Scheffield, zajmujący się zrównoważoną produkcją żywności. Zdecydowanie większy udział od transportu ma ilość ziemi, potrzebnej do uprawy roślin czy wypasu zwierząt, a także wydzielany przez nie metan. Dlatego o wiele większy efekt od odmawiania sobie cytrusów przyniesie znaczne ograniczenie produktów pochodzenia zwierzęcego. Wszystko to oczywiście nie znaczy, że możemy kompletnie lekceważyć ideę jedzenia lokalnej żywności, bo jest ona słuszna. Zależy nam tylko na tym, żeby nie popadać w przesadę i odmawiać sobie wszystkiego. Zrównoważone podejście sprawdza się nie tylko w przypadku produkcji żywności, ale również przy jej konsumpcji.

SPRAWDŹ: Dlaczego nie wolno jeść skórki z mango?

Czy mamy zapomnieć o awokado?

NIE

Kwestię egzotycznych produktów już omówiliśmy, ale awokado zrobiło tak oszałamiającą karierę, że należy mu się osobny ustęp. Negatywne skutki jego produkcji zapisują się na koncie zarówno Meksyku, największego eksportera na świecie, jak i całej planety. Żeby uświadomić skalę problemu: Meksyk wytwarza rocznie 2,18 mln ton tych zielonych owoców, a drugi producent – Dominikana – 644 tys. ton. Żeby sprostać szybko rosnącemu zapotrzebowaniu, na potrzeby upraw zajmowane są nowe tereny (wycinanie lasów!), często z pogwałceniem prawa. Do produkcji awokado potrzeba ogromnych ilości wody, której w suchym Meksyku nie ma za wiele i potem często brakuje jej lokalnym społecznościom. Awokado rosną na ogromnych obszarach, tworząc monokultury, a ich wpływ opisaliśmy już na przykładzie migdałów. Trzeba też wspomnieć o tym, że meksykańskie kartele chcą zarobić na awokadowym boomie i z jednej strony same inwestują w plantacje, żeby prać pieniądze zarobione na handlu narkotykami, a z drugiej ściągają haracze z rolników, którzy przy bierności skorumpowanego państwa nie mają przed nimi ochrony. Trudno w tym wszystkim znaleźć złoty środek, ale dobrym wyjściem wydaje się zwracanie uwagi na pochodzenie owoców: wybierajmy np. te uprawiane w Izraelu czy Hiszpanii. Wypatrujmy też certyfikatów fair trade na tych pochodzących z bardziej egzotycznych lokalizacji. No i na koniec: nie sięgajmy po awokado tak często – zdrowe, jednonienasycone kwasy tłuszczowe znajdziemy również w oliwie, której produkcja jest o wiele mniej obciążająca dla Ziemi.

Czy jedzenie ryb może być etyczne?

TAK

Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa in- formuje, aż 30% światowych zasobów ryb jest eksploatowanych w nadmiernym stopniu, a 60% jest na granicy swojej zdolności od odradzania populacji. To znaczy, że jeżeli nie zwolnimy tempa, niektórych gatunków zabraknie na talerzach naszych dzieci. A może i już nas samych. I to nie jest problem jedynie w postaci średnio dokuczliwej tęsknoty za śledziem na wigilijnym stole. Szacunki z 2014 roku pokazują, że ryby są głównym źródłem pożywienia i utrzymania aż dla 800 milionów ludzi na całym świecie. W ich przypadku zwolnienie tempa połowów może okazać się kwestią życia i śmierci. Takie widmo nieco oddala hodowla, ale ona również może być prowadzona w sposób daleki od przyjaznego dla środowiska, zanieczyszczając wodę oraz zakłócając bioróżnorodność morskiej fauny. Na szczęście nie musisz rezygnować z ryb i owoców morza (raport EAT-Lancet określa, że możemy zjadać ich 200 g tygodniowo). Po prostu wybierając, co włożysz do koszyka, zwracaj uwagę na certyfikaty zrównoważonego rybołówstwa – MSC (w przypadku dzikich ryb) oraz ASC (w przypadku tych pochodzących z hodowli). Pamiętaj też, że z jedzenia niektórych gatunków trzeba zrezygnować, a inne ograniczyć. Ich świetnie opracowaną listę znajdziesz na WWF Polska (wwf.pl/srodowisko/ morza-i-oceany/zrownowazone-rybolowstwo).

ZOBACZ TEŻ: Jak być eko? - 7 najprostszych sposobów. Sprawdź, co zyskasz

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA