Czy to działa: dieta oparta na genach

Coraz częściej spotykamy się z ofertami badań genetycznych, które obiecują opracowanie indywidualnych zaleceń dietetycznych. Sprawdzamy, czy rzeczywiście można już naukowo dopasować menu do genomu.

dieta oparta na genach fot. Shutterstock.com

Zacznijmy od tego, że u podstaw tego typu badań nie leżą żadne czary-mary, tylko młoda, ale prężnie rozwijająca się dyscyplina naukowa – nutrigenomika. „Wszyscy ludzie mają praktycznie taki sam zestaw genów, który różni się od siebie w minimalnym stopniu. Jednak wystarczy on, żeby stworzyć między nami pewne różnice w sposobie, w jaki reagujemy na różne rodzaje żywności. I między innymi ich badaniem zajmuje się od mniej więcej 20 lat nutrigenomika” – wyjaśnia prof. Iwona Wybrańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czemu między innymi? Ponieważ to działa również w drugą stronę. To znaczy, że żywność jest w stanie wpływać na nasze geny, a – dokładniej mówiąc – ich ekspresję, czyli proces, w którym informacje zawarte w genach zostają odczytane i wykorzystane w praktyce, sterując bieżącym funkcjonowaniem komórek. „Dieta, obok np. aktywności fizycznej czy stresu, jest jednym z wielu czynników, które wpływają na geny. Biorąc pod uwagę, jak gigantyczną ilość żywności spożywamy w ciągu całego życia, z pewnością należy do najbardziej istotnych” – mówi prof. Wybrańska.

ZOBACZ TEŻ: Wszystko, co musisz wiedzieć o swoim brzuchu

REKLAMA

W internecie można natknąć się na informacje, że różnimy się od siebie tak bardzo, że w przypadku aż połowy ludzi nie mają zastosowania standardowe zalecenia dietetyczne. Takie sformułowanie nie ma jednak nic wspólnego z rzeczywistością i należy uznać je za niezbyt subtelną reklamę badań. Na razie bowiem nutrigenomika dostarcza o wiele więcej pytań niż odpowiedzi. „Potrafimy odczytywać związki między wariantami części genów a poszczególnymi chorobami. Problem polega jednak na tym, że na każdą z nich może mieć wpływ wiele różnych genów, a na dodatek mogą one działać przeciwstawnie. Istnieje za dużo zmiennych i na obecnym etapie wiedzy nie jesteśmy jeszcze w stanie stworzyć algorytmów, które opisywałyby kompleksowo te zależności w przypadku konkretnego człowieka” – wyjaśnia prof. Wybrańska. W skrócie: potrafimy zbierać dane i mamy ich mnóstwo, ale nie wiemy jeszcze, jak je interpretować. Koniecznie trzeba też pamiętać, że znane nam związki mają charakter statystycz- ny, a nie przyczynowo-skutkowy. Nie ma tu więc mowy o determinizmie i ludziach „skazanych na otyłość”.

Skoro już przy niej jesteśmy – do tej pory wyodrębniono aż 50 genów, których obecność może zwiększać ryzyko nadwagi. Stwierdzenie obecności jednego czy dwóch z nich nie daje więc wiele, zwłaszcza że z samej takiej informacji nie wynika żadne unikalne zalecenie. Bo ostatecznie o wystąpieniu otyłości przesądzają czynniki środowiskowe, czyli styl życia. Jeśli nie będziemy się przejadać, żadne geny nam nie zaszkodzą. Jedynym konkretem, jakiego można tu upatrywać, jest próba manipulacji proporcjami węglowodanów i tłuszczu w diecie. Nasza zdolność do metabolizowania tych makroskładników może się bowiem w zależności od genów trochę różnić. Jednak wiedza o tym, do której grupy należymy, w kwestii odchudzania nie uczyni cudów i nie sprawi, że nagle nie będziemy musieli przejmować się bilansem kalorycznym. „To dobrze, że podejmowane są próby komercjalizacji wyników badań naukowych, ponieważ przyspiesza to postęp w całej gałęzi wiedzy, jednak minie jeszcze sporo czasu, zanim nutrigenomika będzie mogła dać ludziom naprawdę wyczerpujące wskazówki” – ocenia prof. Wybrańska. Do tego momentu możemy spokojnie stosować się do konwencjonalnych zaleceń, na przykład tych dotyczących dbania o mikroflorę jelitową. Zbyt często zdarza się bowiem, że szukamy dziury w całym i kombinujemy z mało istotnymi niuansami, nie mając pod kontrolą podstaw.

Trzy razy tak dla bakterii

Strączki

To świetne źródło błonnika, który bakterie wprost uwielbiają. Strączki pomogą ci wyrobić dzienną normę 30 g tego składnika. Np. bułka żytnia z 2 łyżeczkami humusu z ciecierzycy i garść pomidorków koktajlowych to aż 5,8 g błonnika.

Prebiotyki

Czosnek, cebula, szczypiorek – to tylko kilka z przykładów warzyw zawierających związki o charakterze prebiotycznym, będących pożywką dla bakterii.

Probiotyki

Potwierdzone badaniami działanie mają tylko niektóre, specjalnie oznaczone szczepy bakterii. ale naukowcy zgadzają się, że nawet te z jogurtu czy kefiru pomogą ci zadbać o korzystny dla zdrowia skład mikrobioty jelitowej.

SPAWDŹ TEŻ: Probiotyki - bakterie pod lupą.

Zobacz również:
Zamiast liczyć na dietę cud last minute, przejdź 4-tygodniową cud transformację.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA