[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.3

Czy rezygnując z danej grupy produktów można schudnąć?

Gluten, nabiał, mięso, owoce – wykluczanie z menu całych grup produktów to coraz popularniejszy sposób na odchudzanie. Sprawdzamy, czy skuteczny

fot. shutterstock

Proste rozwiązania są kuszące. Jakże byłoby fajnie, gdyby okazało się, że nie trzeba pilnować tych wrednych kalorii i zmieniać na stałe stylu życia, a do tego co chwila jeść warzyw, od których trawa rośnie w ustach. Gdyby tak wystarczyło postawić krzyżyk na jednym rodzaju jedzenia i bez przeszkód rozkoszować się całą resztą kulinarnego dziedzictwa ludzkości, zachowując przy tym talię osy! No, byłoby, przyznajemy. Dlatego sprawdzamy, czy taktyka rezygnacji z całych grup produktów przyniesie sukces w odchudzaniu.

ZOBACZ TEŻ: Konserwanty w żywności - czemu służą i czy są bezpieczne?

Gluten

Ma powodować stany zapalne i zakłócać pracę jelit, a przez to sprzyjać otyłości i utrudniać odchudzanie. Jeszcze kilkanaście lat temu uważano, że tylko ludzie chorzy na celiakię muszą na zawsze zapomnieć o chrupiących bagietkach. Od tego czasu stan wiedzy trochę się zmienił i obecnie ta grupa obejmuje też cierpiących na alergię oraz nieceliakalną nadwrażliwość na gluten – czyli razem jakieś kilkanaście procent społeczeństwa. „Współczesny stan wiedzy medycznej nie pozwala na powszechne zalecenie rezygnacji z glutenu z powodów zdrowotnych, ani – tym bardziej – z uwagi na odchudzanie” – mówi dietetyczka Magdalena Hajkiewicz. Tłumaczy, że nie istnieją naukowo potwierdzone mechanizmy, z uwagi na które rezygnacja z glutenu miałaby być koniecznym elementem odchudzania.

Możesz powiedzieć: „Jak to, przecież moja przyjaciółka przestała jeść gluten i wreszcie schudła!”. Owszem, mogło tak być. Powodem było jednak to, że typowa polska dieta składa się w dużej części z chleba i ogólnie potraw mącznych, które zawierają sporo kalorii, a w niewielkim stopniu zapewniają sytość. Ich eliminacja z jadłospisu, zwłaszcza jeśli w to miejsce wejdą warzywa – a nie przetworzone, bezglutenowe produkty, których pełno w sklepach – może więc sprawić, że zaczniemy wreszcie jeść mniej niż wynosi zapotrzebowanie energetyczne i zaczniemy chudnąć. Nie ma w tym żadnego sekretu ani magii. Zastanawiasz się dalej, czy nie warto zrezygnować z glutenu bez badań, tak na wszelki wypadek? W końcu na początku napisaliśmy, że w ostatnich latach stan wiedzy się zmienił, więc może za jakiś czas okaże się, że ten cały gluten jednak szkodzi i warto go sobie odpuścić? Być może, jednak nie będziemy teraz wróżyć z fusów. Na razie niektóre badania pokazują za to, że jego eliminacja może wręcz negatywnie wpłynąć na skład flory jelitowej, której prawidłowe funkcjonowanie jest istotne dla szeregu procesów zachodzących w organizmie, w tym metabolizmu. Dlatego dopóki nie pojawią się nowe fakty, rezygnację z glutenu bez wskazań medycznych odradzamy

Węglowodany

Według wielu przy współczesnym, siedzącym trybie życia jemy ich o wiele za dużo i przez to tyjemy. Kiedyś demonizowaliśmy tłuszcz, a kiedy okazało się, że wcale nie zamienia się od razu w dodatkowe kilogramy, rolę najgorszego makroskładnika gładko przejęły węglowodany. Coraz popularniejsze stają się diety mocno je ograniczające, a nawet prawie całkowicie wykluczające z menu. „Dobrze skonstruowane badania, w których obie grupy mają w menu tę samą ilość białka, a do tego kontroluje się faktyczną ilość pokarmu zjadaną przez ludzi, pokazują jednak, że diety o niskiej zawartości węglowodanów wcale nie mają większej skuteczności w odchudzaniu.

Kluczowym elementem do sukcesu jest utrzymywanie deficytu kalorycznego” – podkreśla Magdalena Hajkiewicz. Skoro to nie proporcje makroskładników są najbardziej istotne (oczywiście zakładając, że podczas odchudzania jemy dające sytość białko w trochę większej ilości – do 2 g na 1 kg masy ciała), uważamy, że nie ma sensu wykluczanie z menu węglowodanów, które zawierają szereg wartościowych składników odżywczych i odpowiadają za sporą część przyjemności płynącej z jedzenia. A ta jest przecież bardzo istotna, chociażby dlatego, że pozwala zmniejszyć ryzyko podjadania.

Cukier

Wiadomo: puste kalorie, wysoki indeks glikemiczny oznaczający skoki stężenia glukozy, no prosta droga do otyłości – generalnie samo zło. Trzeźwo analizując sytuację, trudno znaleźć jakiekolwiek argumenty na jego obronę. Nie zawiera istotnych składników odżywczych i można bez absolutnie żadnych negatywnych konsekwencji zdrowotnych wykreślić go na zawsze z jadłospisu. Tę opcję warto rozważyć zwłaszcza dlatego, że szereg badań pokazuje negatywne skutki jego jedzenia.

Cukier zwiększa ryzyko licznych chorób: od schorzeń układu krwionośnego, przez cukrzycę i próchnicę, po otyłość. Tak, ją też należy uznać za chorobę, i to – w pewnym metaforycznym sensie – zakaźną. Dlatego staraj się stopniowo coraz mocniej go ograniczać (wolimy tę taktykę od całkowitego szlabanu, wprowadzanego już tu i teraz – zbyt często widzieliśmy, jak rewolucyjny zapał szybko się wyczerpuje).

Pytanie tylko: do jakiego poziomu? I tu wracamy do początku tego punktu i wspomnianej trzeźwej oceny sytuacji. Zero absolutne jest bardzo trudne do osiągnięcia. I chyba nie ma sensu się o nie starać. „Negatywne konsekwencje są skutkiem nadmiaru cukru w diecie, więc jego niewielka ilość wliczona w dzienny bilans kalorii nie będzie specjalnie szkodzić. Zwłaszcza jeśli deser zjemy po posiłku, który z uwagi na obecność różnych pokarmów zneutralizuje wysoki indeks glikemiczny cukru” – radzi Magdalena Hajkiewicz.

ZOBACZ: Nadużywanie cukru - jakie są jego konsekwencje?

Nabiał

Często jest tłusty, a więc kaloryczny. No i ta laktoza... W Polsce nietolerancja laktozy wcale nie jest tak częsta, bo tradycyjnie jemy nabiał i się do niego przystosowaliśmy. Poza tym możesz wybierać produkty o jej niskiej zawartości, w których jest już częściowo rozłożona, np. sery. Ze względu na zawartość białka ma wysoki indeks sytości, a badania pokazują, że nabiał generalnie sprzyja odchudzaniu. Nie jest on koniecznym elementem diety, ale to wciąż najbogatsze źródło wapnia, istotnego dla kobiet zagrożonych osteoporozą, i to przy jego pomocy najłatwiej zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na ten składnik. Dlatego raczej byśmy go nie skreślali.

Owoce

Mają sprzyjać otyłości przez zawartość fruktozy, która metabolizuje się inaczej od glukozy i łatwiej od niej odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej. To generalnie prawda, ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. „Nie można stawiać znaku równości między fruktozą zawartą w owocach a tą dostarczaną w postaci syropu glukozowo-fruktozowego, którym powszechnie dosładza się teraz różnego rodzaju produkty” – mówi Magdalena Hajkiewicz. Tłumaczy, że fruktoza z owoców występuje w towarzystwie szeregu związków z błonnikiem na czele. To sprawia, że organizm przetwarza ją wolniej i nie jest tak szkodliwa. Zwłaszcza że w owocach jest wiele różnego rodzaju cukrów i ilość fruktozy często wcale nie jest bardzo duża.

To tłumaczenie znajduje potwierdzenie w wielu badaniach, które wykazują, że owoce generalnie sprzyjają redukcji tkanki tłuszczowej. To ważna dla zdrowia grupa produktów, bo są bogate w witaminy i przeciwutleniacze, które trudno byłoby dostarczyć organizmowi w odpowiedniej ilości, całkowicie rezygnując z jedzenia owoców. Jeśli będą wliczone w bilans kaloryczny, w ogóle nie musisz się przejmować tym, że mogą przeszkodzić w odchudzaniu. Dalej nie jesteś pewna, bo miewają wysoki indeks glikemiczny? Owszem, tak bywa, ale niektóre, np. arbuzy, zawierają w swej masie niewiele węglowodanów, więc ich ładunek glikemiczny, oznaczający rzeczywisty wpływ na podwyższenie poziomu glukozy, jest niewielki.

Mięso i spółka

Dieta wegańska ma być skutecznym sposobem na odchudzanie. Nie ma podstaw, by twierdzić, że dieta oparta wyłącznie o produkty roślinne jest bardziej skuteczna w redukcji masy ciała. To może być efektywny sposób osiągnięcia deficytu kalorycznego, bo warzywa zawierają mało kalorii w dużej objętości, a do tego obfitują w błonnik, ale wspomniany deficyt można utrzymać, odżywiając się również produktami pochodzenia zwierzęcego. Jeśli zdecydujesz się je porzucić, bardzo uważnie komponuj menu, by znalazła się w nim odpowiednia ilość białka, co bez mięsa i nabiału wcale nie jest takie proste. Chociaż, oczywiście, możliwe.

Czytaj też: Czego nie jeść, żeby wyglądać i czuć się świetnie

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij