[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Cudów nie ma: sprawdzamy cudowne środki na odchudzanie

Zrobiłyśmy dzisiaj szybką prasówkę na dużych portalach i zdjęło nas przerażenie, jakie cuda obiecują w pokazywanych tam reklamach środków odchudzających. Przysłowiowe boczki to przy tym małe miki.

odchudzanie fot. shutterstock

Nasze "ulubione" powiedzonko wszelakiej maści coachów od dobrego życia o konieczności wychodzenia ze strefy komfortu, doścignęło nas dzisiaj i sprowadziło do parteru podczas porannej prasówki. Na jednym z portali kątem oka dojrzałyśmy obietnice, która zainteresowała nas z zawodowego punktu widzenia: "zjedz to i zapomnij o odchudzaniu na zawsze". Nie mogłyśmy odpuścić i kliknęłyśmy, a potem wyszłyśmy ze strefy komfortu i do tej pory poza nią pozostajemy.

Przyznajemy, mogłyśmy w WH trochę zamknąć się bańce racjonalnego odchudzania, w której nie obiecujemy cudów, nie szukamy niebezpiecznych dróg na skróty, godzimy się z koniecznością trzymania kalorii pod kontrolą i nie mamy nadziei, że spalimy nadmiar tłuszczu w jednym miejscu, oszczędzając go w innym. Po prostu traktujemy was poważnie. Aż tu nagle doścignęło nas życie w postaci: "9 kg w tydzień", i metabolizmu szybszego o 180%. Ała.

REKLAMA

W pierwszej chwili chciałyśmy po prostu nacisnąć krzyżyk i zapomnieć o całej sprawie. W końcu przecież "na pewno i tak nikt tego nie kupuje". Potem jednak zdałyśmy sobie sprawę, że skoro promują to na głównej stronie największe portale informacyjne, i reklama obija się o oczy setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi, to ktoś jednak może złapać się na te absurdalne obietnice. Dlatego postanowiłyśmy przyjrzeć im się po kolei:

1. Moc szafranu

Zaczynamy od: "oryginalnego szafranu w połączeniu z wysoko stężonym imbirem i opuncją", który ma być "wyjątkową bombą wysmuklającą". Przejrzałyśmy wyniki badań i w jednym szafran rzeczywiście wydawał się pomagać w zmniejszeniu apetytu, ale różnica pomiędzy grupami (szafran i placebo) była na tyle niewielka, że nie powinna w prawdziwym życiu zrobić widocznej różnicy. Z kolei imbir może zwiększać efekt termiczny jedzenia (związane z trawieniem przyspieszenie metabolizmu tuż po posiłku), ale nie przekłada się to na ogólne przyspieszenie metabolizmu. Poza tym w badaniu wzięło udział 10 mężczyzn (słownie: dziesięciu), więc nie pozwala to na wyciąganie ogólnych wniosków. Jak widzicie, do wyjątkowej bomby jest raczej daleko, nie ma mowy o żadnym trwałym wypalaniu tkanki tłuszczowej.

a) Przyspieszenie metabolizmu

Według reklamy (mającej pozory relacji pisanej w pierwszej osobie), metabolizm po tej mieszance ma przyspieszyć o 180%. Brawo! Czemu nie o 1800%? W rzeczywistości mamy relatywnie niewielki wpływ na jego przyspieszenie, np. poprzez aktywność fizyczną, albo przez termiczny efekt jedzenia (większy udział białka w diecie). Różnica w zapotrzebowaniu kalorycznym między kobietą siedzącą cały dzień na kasie, a inną o takiej samej masie, wzroście i wieku, ale pracującą 8 h dziennie na przodku w kopalni, byłaby oczywiście spora, ale takie sytuacje w realnym życiu zdarzają się rzadko (np. urzędniczka vs. zawodowa sportsmenka, trenująca dwa razy dziennie). Jeśli jednak Twoja aktywność to zumba 3 razy w tygodniu, w żadnym razie nie zmieni Cię to w hutniczy piec, którym stała się bohaterka reklamy, która po 2 miesiącach schudła 25 kg i zmieniła rozmiar z L na S. Aha, nie musimy chyba dodawać, że wszystko to bez żadnej diety i ruchu!

b) Punktowe uderzenie

Preparat ma stymulować organizm do natychmiastowego spalania tkanki tłuszczowej. Więcej, ma w tajemniczy sposób chronić przed jej ponownym odkładaniem. Mechanizm nie jest znany, ale brzmi nieźle, prawda? W rzeczywistości jedyną siła zdolną zmusić organizm do spalania tkanki tłuszczowej jest deficyt kaloryczny. I tak długo, jak będzie się utrzymywał, tak długo ciało będzie korzystać z zapasów energii. To jest naprawdę proste, chociaż w praktyce utrzymanie wspomnianego deficytu jest już bardzo trudne, bo organizm broni się przed oddaniem tego, co sobie odłożył. Jeśli przez jakiś czas będziesz jeść mniej, niż potrzebujesz, a potem nagle zaczniesz przekraczać swoje zapotrzebowanie (co często zdarza się po zbyt restrykcyjnych głodówkach), żaden suplement na świecie nie ochroni Cię przed efektem jojo.

2. Siła aronii

W innej reklamie, zupełnie inna bohaterka przekonuje, że: "Nie musisz być dietetykiem by skutecznie schudnąć. To lepsze niż płacenie grubych pieniędzy za wizyty w ich gabinetach i drogie diety, na które normalnie pracujący człowiek nie ma czasu". Co jest zatem lepsze od rozsądnie ułożonego menu, które zapewnia niewielki deficyt kaloryczny, nie ograbiając przy tym ciała ze składników odżywczych? Ano lepszy jest preparat oparty na liofilizowanej aronii. Serio. Taki jest sprytny, że spala tłuszcz szczególnie w okolicach brzucha, ud i pośladków. No ręce opadają. Nie ma na świecie takiego specyfiku, składnika, jakkolwiek to zwać, który pozwala punktowo uderzyć w tłuszcz i na przykład wyszczuplić uda, nie tykając biustu. Gdyby tylko istniał, zawodniczki sportów sylwetkowych ozłociłyby twórcę.

Te wszystkie obietnice wydają się szyte tak grubymi nićmi, że trudno uwierzyć, by ktoś mógł na ich podstawie zdecydować o zakupie takiego suplementu. A jednak z czegoś się te reklamy na portalach finansują, a taka kampania to nie jest przecież tania zabawa. Dziewczyny, obiecajcie nam i sobie, że zachowacie zdrowy rozsądek i nie uwierzycie w żadne cuda. Jeśli macie wątpliwości, czy coś działa (a powinnyście je mieć domyślnie w przypadku każdego suplementu), napiszcie do nas - sprawdzimy, poszukamy badań. Weryfikujmy fakty i nie dajmy się dłużej oszukiwać!

ZOBACZ TEŻ: 10 WROGÓW SKUTECZNEGO ODCHUDZANIA.

Komentarze

 (7)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij