Jennifer Lawrence o życiu młodej mamy i wcześniejszych poronieniach

W najnowszym wywiadzie Jennifer Lawrence opisała swoje doświadczenia związane ze strata i żałobą  po tym, jak w przeszłości doświadczyła dwóch poronień.

Jennifer Lawrence East News

Jeszcze kilka lat temu niemal niemożliwe było wyjście do kina i obejrzenie najnowszego hitu bez natknięcia się na sylwetkę Jennifer Lawrence na ekranie. Złota dziewczyna Hollywood była wszędzie, występując u boku największych nazwisk, takich jak Robert De Niro, Leonardo DiCaprio i Bradley Cooper. I chociaż można by pomyśleć, że taka popularność wśród widzów i uznanie branży (aktorka ma już na swoim koncie statuetkę Oscara) w tak młodym wieku może namieszać w głowie, Jennifer Lawrence wydaje się twardo stąpać po ziemi. Jej charakterystyczne poczucie humoru, cięty język i skłonność do wygłupów wciąż zaskarbiają jej sympatie rzeszy fanów na całym świecie.

Ale okazuje się, że z żywiołową aktorką mogą się także utożsamiać osoby po trudnych doświadczeniach życiowych – a zwłaszcza kobiety. Jennifer wyznała w niedawnym wywiadzie, że dwukrotnie poroniła ciążę, dowodząc tym samym, że niezależnie od sukcesu i sławy, wszyscy doświadczamy podobnych emocji w przypadku straty. Ból i żal nie zmniejszają się pod wpływem kolejnych zer na bankowym koncie. 32-letnia gwiazda i mama urodzonego na początku 2022 roku chłopca otworzyła się na temat swoich dwóch poronień – jednego, które miała w wieku 20 lat, i drugiego, mającego miejsce podczas kręcenia „Nie patrz w górę”.

Lawrence wyznała, że ​​kiedy zaraz po dwudziestce odkryła, że ​​jest w ciąży, planowała aborcję, ale ostatecznie poroniła przed zabiegiem. W rozmowie z Vogue powiedziała: „Poroniłam sama, w Montrealu”. Ale w przypadku utraty drugiej ciąży musiała przejść zabieg łyżeczkowania, polegającym na mechanicznym opróżnieniu jamy macicy, by zapobiec m.in. zakażeniom, do których może dojść, gdy resztki po poronieniu zalegają w niej zbyt długo.

Przeżywszy tak fizycznie, psychicznie i emocjonalnie wyczerpujące sytuacje, Lawrence zrozumiała, jak ważne  jest prawo kobiet do decydowania o własnym ciele. Temat ten poruszyła oczywiście w związku z unieważnieniem wyroku w sprawie  Roe v Wade, ograniczającym mieszkankom Stanów Zjednoczonych prawa aborcyjne. „Pamiętam, jak myślałam o tym milion razy, kiedy byłam w ciąży” – powiedziała Lawrence.

„Myślę o tym, co działo się z moim ciałem. A miałam świetną ciążę. Szczęśliwą i bezproblemową. Ale każda sekunda mojego życia była już inna. I czasami przychodziło mi do głowy: a co, gdybym została do tego zmuszona?”.

Mówiąc o obecnych ograniczeniach dotyczących praw reprodukcyjnych kobiet w Stanach Zjednoczonych, aktorka zauważyła, że odrażający jest dla niej fakt, że w jej kraju jest więcej ograniczeń dotyczących kobiecego ciała niż przepisów dotyczących broni. Lawrence powiedziała w wywiadzie, że skłoniło ją to do głębokiej refleksji i rozmowy z własną rodziną, wyznającą konserwatywne poglądy. „W ciągu ostatnich pięciu lat ciężko pracowałem, żeby wybaczyć mojemu tacie i reszcie rodziny; spróbować ich zrozumieć. Ale to dla mnie trudne. Informacje, które oni otrzymują, są inne niż te docierające do mnie. Ich życie jest inne” – wyjaśniła Lawrence.

„Próbowałam to przezwyciężyć, ale naprawdę nie mogę. Nie mogę. Przykro mi, że jątrzę, ale nie mogę słuchać pieprzenia o tym, że ktoś nie miesza się w politykę. Mieszkasz w Stanach Zjednoczonych. Musisz być polityczny. Tu wszystko jest polityczne. Polityka zabija ludzi”.

Dodała: „Nie chcę dyskredytować mojej rodziny, ale wiem, że wiele osób ma podobnie skomplikowaną relację z rodziną. Jak możesz wychowywać córkę i uważać, że nie zasługuje na równe prawa? Jak?"

Zapytana o to, jak zmieniło ją macierzyństwo, Lawrence powiedziała: „Moje serce rozciągnęło się do granic, o których istnieniu nie miałam pojęcia”.

„Jest tam mój mąż. Obaj tam są, ale poza tym po prostu żyją, spacerują, przechodzą przez ulicę. On jeździ samochodem. Mały pewnego dnia też siądzie za kółkiem – jak głupi nastolatek. A ja powiem tylko: Dobranoc! Tak, jakbym miała zasnąć chociaż na chwilę.”

Dodała na koniec: „Chodzi mi o to, że euforia, jaką czuję przy Cy’u jest po prostu – Jezu, niemożliwa! Zawsze mu mówię, że kocham go tak bardzo, że to niemożliwe.”

REKLAMA