Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Zmień swoje życie - podejmij wyzwanie! [poradnik]

Oczywiście nie jest tak, że koniecznie musisz coś zmieniać w swoim życiu. Skąd. Możesz sobie zostać w miejscu, jeśli chcesz. Tylko potem nie marudź, że innym los bardziej sprzyja, mają ciekawsze życie, lepiej wyglądają, mają fajniejszą pracę i generalnie lepiej się bawią.

fot. GettyImages.com

Słowo „wyzwanie” brzmi trochę groźnie – niektórym od razu przywodzi na myśl taką na przykład Martynę Wojciechowską, która wlazła ze złamanym kręgosłupem na Mount Everest i od razu czują się zmęczone. Ale wyzwanie to każdy, nawet drobny cel, którego realizacja wymaga pewnego wysiłku.

Na przykład zrzucenie 5 kg, zmiana pracy, rozpoczęcie nowej działalności, założenie bloga, poznawanie nowych ludzi. Realizacja każdego z nich wymaga pokonania wielu przeszkód, z których najważniejsze tkwią w Twojej głowie. Oto nasz najczęstszy balast.

Syndrom prymuski

To jest cecha, którą trzeba umieć wykorzystać, bo z jednej strony w wielu dziedzinach pomaga odnieść sukces, a z drugiej może Cię powstrzymywać przed podjęciem działań.

Na przykład – masz plan, do realizacji którego jest potrzebna jakaś umiejętność, powiedzmy znajomość języków, bo chcesz przez rok popracować za granicą. Oczywiste jest, że szlifujesz język. Ale Twój perfekcjonizm może sprawić, że nie ruszysz z miejsca. Po prostu nie jesteś w stanie powiedzieć sobie: „Stop, opanowałam język w takim stopniu, jaki jest mi potrzebny. Douczę się w trakcie pobytu. Wyjeżdżam”.

Ciągle Ci się wydaje, że za mało umiesz i sobie nie poradzisz. Trudno Ci rozmawiać w danym języku, bo przed każdą wypowiedzią układasz sobie w głowie poprawne zdania, więc nici z błyskotliwych ripost. I wiadomo, jak się to kończy – świetną pracę sprząta Ci sprzed nosa osoba, która nie stosuje wobec siebie takich wyśrubowanych standardów, język zna komunikatywnie, ale za to z każdym się dogada, bo nie wstydzi się odezwać.

Albo inna sytuacja – chcesz sprzedawać własnoręcznie wykonane czapki przez stronę internetową. Poświęcasz mnóstwo czasu grafice, cyzelujesz każdy tekst i takie tam. Krótko mówiąc, uparcie komplikujesz wszystko, aż kończy się zima. Brzmi znajomo? Spójrzmy prawdzie w oczy – dla wielu z nas takie szlifowanie planu jest dobrą wymówką, aby nie ruszyć z miejsca i nie wyjść poza strefę komfortu.

ZOBACZ TEŻ: Autoprezentacja - jak poprawić swój wizerunek

Po prostu odpuść sobie – uwierz, że perfekcjonizm może zabić Twoją energię i kreatywność. Zacznij działać, a ewentualne niedociągnięcia poprawisz w trakcie realizacji pomysłu.

fot. shutterstock.com

Wewnętrzny krytyk

Tak nazywamy ten wewnętrzny cichy, ale destrukcyjny głosik, który podkopuje naszą wiarę w siebie. To na ogół „odgrywane w głowie nagrania” tego, co słyszałaś od rodziców czy innych znaczących ludzi w dzieciństwie i podczas dorastania.

Tara Mohr, coach i autorka świetnej książki „Podejmij wyzwanie”, wyjaśnia, jak odróżnić ten wredny głosik od pożytecznego głosu rozsądku. Otóż głos wewnętrznego krytyka jest na ogół złośliwy – mówi Ci rzeczy, jakich nigdy nie powiedziałabyś kochanej osobie. Lubi skrajności: wszystko jest czarne albo białe; Ty beznadziejna, Twoja konkurentka – fantastyczna. 

Podszywa się pod głos rozsądku – mówi Ci, że musisz być naprawdę „perfekcyjnie” przygotowana, zanim rozpoczniesz działalność. Bez przerwy ocenia Twój wygląd, nawet w sytuacjach, gdzie liczą się wyłącznie kompetencje. I trafia w Twoje najczulsze miejsca, bo to przecież podobne kwestie, które raniły Cię boleśnie w dzieciństwie: „Dlaczego masz taką paskudną cerę? Pewnie znowu coś wyciskałaś”, „Jesteś antytalentem matematycznym”, „Popatrz na Anię: nie dość że ma same szóstki, to jeszcze pięknie tańczy. A Ty co?”.

Jak sobie poradzić z tym głosem? Przede wszystkim warto sobie uświadomić, że odzywa się on najgłośniej, gdy chcesz przekroczyć strefę komfortu  i towarzyszyć Ci będzie przy podejmowaniu każdego wyzwania. Musisz nauczyć się go identyfikować:

„Oho, to znowu on!” (terapeuci czasem radzą, żeby go sobie wyobrazić, na przykład w postaci wrednej małej czarownicy, która Ci siedzi na ramieniu). Musisz też nauczyć się mu odpowiadać. U niektórych działa zwykłe „Spadaj!”. Ale Tara Mohr wypracowała inną technikę: „Wiem, że się o mnie troszczysz, ale doskonale poradzę sobie sama”.

fot. shutterstock.com

Paraliżujący lęk

Ta emocja, która nas obezwładnia, gdy robimy coś ryzykownego, jest w gruncie rzeczy bardzo prymitywną reakcją na zagrożenie: skłania nas do walki albo ucieczki.

Może nam ratować życie, gdy spotykamy napastnika, ale najczęściej po prostu paraliżuje w sytuacjach, które nie są zagrażające dla naszego życia, jak np. publiczne wystąpienie czy odważna obrona własnych poglądów.  Lęk z podobną intensywnością chroni nas przed ryzykiem uszkodzenia ciała, jak i komfortu psychicznego, czyli np. upokorzeniem, wstydem, zranieniem uczuć.

Ale jak już wspomnieliśmy, jest emocją dosyć prymitywną i trudno mu po ludzku wytłumaczyć, żeby się uspokoił i odpuścił. Jak zatem okiełznać to stworzenie, kiedy trzęsiesz się ze strachu przed wystąpieniem czy rozmową, która (jeśli ją dobrze poprowadzisz) może odmienić Twoje życie?

Możesz to zrobić na kilka sposobów. Po pierwsze, pójdź za swoim lękiem i wyobraź sobie, co się najgorszego może wydarzyć - przerób to w wyobraźni, aż zrozumiesz, że najwyżej gorzej wypadniesz, a od tego się nie umiera. Inną metodą jest przekierowanie emocji - spróbuj wzbudzić w sobie radość (jak przed ekscytującą wycieczką), ciekawość (jak wyglądają słuchacze, czym się zajmują), chęć pomagania innym (chcę ich czegoś nauczyć), a nawet złość (ja im pokażę!).

Na poziomie fizjologicznym w opanowaniu emocji pomaga proste ćwiczenie – oddychanie brzuchem. Połóż jedną dłoń na brzuchu, wciągnij powietrze nosem, czując, jak brzuch się powiększa, a potem wypuść powietrze ustami ułożonymi w dziubek, jednocześnie wciągając brzuch. I tak przez dwie minuty.

Dobra wiadomość na przyszłość – im częściej będziesz przełamywać lęk i podejmować ryzyko, tym słabiej będziesz odczuwać te nieprzyjemne objawy.

fot. shutterstock.com

Uzależnienie od opinii innych

Nie pomylę się chyba bardzo, zakładając, że wiele jest wśród nas niegdysiejszych dobrych uczennic - ambitnych, ale też uzależnionych od pochwał i krytyki.

Takie osoby (to głównie kobiety, niestety) są bardzo pożądane przez pracodawców, bo można nimi łatwo sterować, umiejętnie dawkując pochwały i nagany. W wielu przypadkach finansowa gratyfikacja jest dla nich mniej istotna niż zasłużenie na pochwałę. Często dopiero jakiś kryzys uświadamia im, że zamiast robić coś, co jest ich pasją, spełniają oczekiwania innych ludzi, których ustawiają w hierarchii wyżej od siebie.

Jak mówi Tara Mohr: „Podejmowanie wyzwań to forma śmiałego, swobodnego działania, a zarówno lęk przed krytyką, jak i oczekiwanie pochwał swobodę tę ograniczają. Paraliżująca obawa przed dezaprobatą albo pragnienie ciągłych pochlebstw po prostu nie pozwalają na podejmowanie naprawdę wielkich wyzwań. Tamują innowacyjność oraz chęć dzielenia się kontrowersyjnymi pomysłami albo podążania własną drogą”.

To uzależnienie od opinii innych to rezultat większej niż u mężczyzn koncentracji na relacjach z innymi ludźmi. Jesteśmy po prostu bardziej empatyczne i wyczulone na reakcje na naszą osobę. Kiedyś to była dla kobiety kwestia przetrwania, teraz bywa balastem. Trudno, musimy nauczyć się z tym radzić. Uświadomić sobie, że jest to pierwszy krok do wyzwolenia.

Przede wszystkim zrozum i najlepiej napisz to sobie na kartce i przyczep na lodówce, że nie wszyscy muszą Cię lubić – dla większości jesteś absolutnie obojętna. Tak naprawdę to zależy nam tylko na małej grupie. Po drugie, inni ludzie nie są nieomylni – czyjaś krytyczna opinia to tylko opinia, a nie obiektywny opis Twojej osoby. Po trzecie – to samo dotyczy pochwał – to nie są prawdy objawione i nie ufaj im za bardzo. Musisz zacząć uczyć się ufać swojemu osądowi.

Inni ludzie nie są ekspertami od Twojego życia i nie obsadzaj ich w takiej roli. Gdy spotkasz się z jakąś kategoryczną opinią na istotny dla Ciebie temat, zapytaj: „A dlaczego? Skąd to wiesz, masz jakieś dowody?”. Pamiętaj też to stare powiedzonko, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą.

WH 01-02/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij