[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Zaakceptowanie siebie to moje największe osiągnięcie [rozmowa z Kasią Wolską]

Trenerka, influencerka, a w wolnych chwilach kaskaderka i tancerka na deskach teatru Syrena. Zaczynała na FB jako „Wolska trenuje”, teraz w realu wprowadza własną markę Sweat & Glow. Zobaczcie, co jeszcze szykuje @catarinaapolonia. Dla przyjaciół – Wolska.

fot. Kamil Majdański

Po wyjściu z sesji okładkowej na swoim Instastories stwierdziła, że to była jej najlepsza sesja do tej pory, bo czuła się ze sobą świetnie. „Fotograf powiedział:»Ej, chyba się sobie dzisiaj podobasz« – i tak było. Zawsze mam się do czego przyczepić, a tu wszystko zagrało” – opowiadała. Tak, ta dziewczyna ze zdjęcia powyżej do niedawna nie do końca była zadowolona z siebie. „9 lat w szkole baletowej, czyli szkole przetrwania dla dzieci, mocno podkopało moją pewność siebie i poczucie wartości – mówi WH Katarzyna Wolska.– Zaczęłam to odczuwać jako dorosła kobieta:nie robiłam czegoś, bo bałam się, że zaraz będę skrytykowana, a z kolei kiedy nikt mnie nie krytykował, to sama siebie krytykowałam, dążąc do tego, żeby być jeszcze lepsza i cały czas sobie tę poprzeczkę podnosiłam.

ZOBACZ TEŻ: Weightism – dlaczego nie lubimy osób otyłych?

Zaczęło się to robić na tyle męczące, że uznałam,iż czas coś z tym zrobić”. Głośno mówi o tym, że nie wstydzi się tego, że poszła do psychoterapeuty. „To jak chodzenie do dentysty. Dbamy o higienę jamy ustnej, a ja dbam też o higienę swojej głowy” – dodaje. Terapię traktuje jak inwestycję w siebie. „To mój element glow” – mówi. Dlatego mimo że ma się czym pochwalić sportowo (np. stanie na pudłach ekstremalnych biegów przeszkodowych) czy fizycznie (baletowa przeszłość, epizody kaskaderskie, niesamowicie sprawne i zgrabne ciało), to najbardziej ceni sobie pokonywanie własnych granic. „Przestałam dążyć do tego, żeby być »jakaś tam«: fajniejsza, albo żeby mieć większy tyłek czy płaski brzuch. I to jest moje największe osiągnięcie: dogadanie się samej ze sobą. Zaakceptowanie, że taka jestem i nie muszę być lepsza, bardziej wysportowana. Nie muszę już sobie niczego udowadniać. Żyję ze sobą w zgodzie. Nie chcę katować swojego ciała ani gonić za czymś, co jest tak nieosiągalne.

Również to wyniosłam ze szkoły baletowej: że za każdym razem mogę szybciej, mogę dalej, wyżej. I to też przełożyło się na moje życie. Ciągle chciałam więcej i szybciej: więcej skakać i więcej piruetów kręcić. Tylko że to jest dążenie do czegoś, co cały czas gdzieś nam ucieka. Dlatego teraz, z perspektywy 32-latki, uważam, że moim największym osiągnięciem jest porozumienie sama ze sobą. Nie mam talii? OK, to nie mam. Mam długie nogi? To cieszę się z tego, że mam fajne nogi. Mam cienkie włosy? Trudno– nie zmienię tego. Nie mam cycków? No i okej, przynajmniej mogę stać na rękach i się nie uduszę” – tłumaczy WH Wolska.

REKLAMA

REKLAMA

Wolska planuje

Akceptacja siebie nie oznacza osiadania na laurach, że Wolska odpuściła czy ma zamiar zwolnić tempo. Wręcz przeciwnie: ona się dopiero rozpędza. „Pod koniec roku klientka zapytała mnie, kiedy ostatnio zrobiłam coś po raz pierwszy w życiu. I ja zamiast sypnąć z rękawa, że ze dwa tygodnie temu, wypaliłam klasyczne »yyy«. Po pracy pojechałam do domu i zaczęłam się nad tym zastanawiać. Jestem człowiekiem, który jest mega aktywny i nie lubi stać w miejscu, tylko raczej dąży, a wręcz biegnie do przodu, a tu nagle okazuje się, że nie zrobiłam niczego nowego przez cały rok. Żadnej nowej aktywności, żadnego nowego projektu. Jakieś tam oczywiście były, ale nic takiego, o czym mogłabym powiedzieć, że zrobiłam to po raz pierwszy” – wyjaśnia.

Bo Wolska w swoim życiu, oprócz szkoły baletowej, skończyła też prawo, występowała na deskach Teatru Wielkiego, w telewizji, odgrywała sceny kaskaderskie, skakała na bungee – tyle że już jakiś czas temu. Wspinała się nawet na 25-metrowy silos z dolną asekuracją (mając lęk wysokości) w ramach realizowania jednego z odcinków swojego programu telewizyjnego o dużo mówiącym tytule „Nie ma, że nie mogę”. „Wszystkie fajne rzeczy robiłam już jakiś czas temu i to mnie zmotywowało, żeby ruszyć tyłek i nie czekać, aż coś spadnie z nieba, tylko po prostu zacząć działać. Postanowiłam sobie, że dla mnie 2019 będzie rokiem przede wszystkim działania i nieodpuszczania niczego, nieczekania na nic, tylko tworzenia rzeczywistości po mojemu. Zaplanowałam sobie,że będę robiła nowe rzeczy co miesiąc”– mówi.

Dla kogoś, kto robił już niemal wszystko, znalezienie nowych wyzwań nie było proste, ale jednak: jako pierwsze wpadło morsowanie. Odhacza po kolei kolejne projekty. Została np. ambasadorką Powerade, właśnie wydała pierwszego e-booka, czyli tzw. mini #glowbook, i zaczęła rozkręcać własną markę Sweat & Glow.

Nazwa nawiązuje nie tylko do hasła, że księżniczki się nie pocą, tylko błyszczą: „Sweat, bo, jak wiadomo, trening jest w moim życiu elementem nieodłącznym. Elementem glow w nazwie sięgam do życia w zgodzie z samą sobą. Nie chodzi o »glow« jako rozświetloną twarz i fajne kosmetyki, tylko żeby dbać o siebie, o to, co jest w nas, co o sobie sądzimy jako kobiety. Sama mam z tym problem i z tym walczę”.

Kolejny, tym razem duży #glowbook, trafi do sprzedaży w wakacje, podobnie jak „Travel kit”. „Czyli podręczny zestaw, który możemy w każdej chwili wrzucić do torby czy walizki i zabrać ze sobą w podróż, żeby móc zrobić trening gdziekolwiek” – opowiada Wolska. Marzy też o własnej linii legginsów i już rozmawia o tym ze swoją krawcową. Do listy nowych rzeczy dopisała też wprowadzenie kilku swoich przepisów inspirowanych Bali do menu cateringu dietetycznego.

ZOBACZ TEŻ: 10 rzeczy, których nie wiesz o Margot Robbie

Wolska podróżuje i gotuje

W ramach życia w zgodzie ze sobą robi sobie, jak to nazywa, work-life-princess balance. Trzyma się takiej trzyskładnikowej koncepcji równowagi w życiu, w ramach której Wolska trenuje, Wolska je i podróżuje. To #balilover – jej podróżnicze patenty można znaleźć na instagramowym profilu @girlgoesplaces. „Podróże są dla mnie odskocznią i gigantyczną przyjemnością. Nie chcę pracować, żeby tylko kolekcjonować pieniądze. Wolę wydawać je na przyjemności, a dla mnie największą przyjemnością jest zwiedzanie świata i poznawanie ludzi, kultur, kuchni (przede wszystkim, bo jestem strasznym żarłokiem)” – mówi.

Chociaż stara się żyć tak, żeby niczego nie żałować, to jednak trochę żałuje, że doby nie da się wydłużyć,żeby zmieścić w niej więcej gotowania.

„W weekendy spełniam się jako kuchareczka. Często odtwarzam smaki, które poznałam na wyjazdach. Sprawia mi to frajdę, odstresowuje i nawet mi to wychodzi – tak przynajmniej twierdzi narzeczony. Ostatnio mam zajawkę na robienie różnych koktajli. Jestem królową śniadań – tak się przynajmniej sama tytułuję”. Nie ukrywa, że kocha gluten i dobre wino. „Nie jestem więźniem ani kalorii, ani treningów, bo robię to wszystko dla przyjemności”.

REKLAMA

Wolska trenuje

Jej treningi są bardzo różnorodne – robi sesje siłowe, stara się biegać (najbardziej lubi interwały,bo zajmują niewiele czasu), trenuje boks tajski i, jeśli tylko ma czas, praktykuje jogę. „Trenuję wielokierunkowo, wielopłaszczyznowo po to, żeby móc robić wiele różnych fajnych rzeczy, a nie tylko skupiać się na tym, żeby mieć bardziej odstający tyłek czy wyrzeźbione ramiona. Chcę być sprawna, chcę potrafić stanąć na rękach i zrobić salto, w razie potrzeby potrafić się bić, kopnąć na głowę czy podciągnąć się. To sprawia, że czuję się ze sobą dobrze” – mówi Wolska.

Na co dzień można z nią trenować na zajęciach grupowych, prowadzi też treningi personalne i zajmuje się przygotowaniem kondycyjnym zawodników sportów walki. „Pracuję z naprawdę wielkimi końmi. Są tacy duzi i silni, ale nie dają odczuć tego, że jestem mniejszą dziewczyną – opowiada.– Słuchają się, ale prawda jest taka, że widzą rezultaty: mają stalowe płuca, są szybsi, mają mocniejszy cios, więc mi ufają. Przebywam z wielkimi facetami, którzy się biją na galach, gdzie leje się krew. Ja sama też trenuję sporty walki, ale wciąż chcę patrzeć w lustro i widzieć tę dziewczynę, którą chcę widzieć: mieć zrobione paznokcie, włosy, ładną skórę. To się da połączyć, tylko nie można się zatracić za bardzo w żadnym kierunku, trzeba to umieć wypośrodkować. Staram się dalej być dziewczyną, która pracuje z ostrymi łobuziakami i która sama ma taki trochę sznyt łobuziary i chłopczycy, ale w szpilkach też się odnajduje. Staram się być ze sobą w porządku, chcę być dziewczęca” – kończy.

ZOBACZ TEŻ: Na co zwrócić uwagę przy zakupie maty do jogi?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij