Wstydzimy się mówić o „tych” chorobach

Badania przeprowadzone na amerykańskich campusach pokazały, że studenci przed randką nie mają oporów, by prosić o okazanie testu na covid, ale wstydzą się spytać o HIV, kiłę czy opryszczkę. 

choroby weneryczne fot. Shutterstock.com

Dr Lisa Wade z Tulane University w Nowym Orleanie, autorka głośnej książki „American Hookup – The New Culture of Sex on Campus”, ukazującej zamieszkanie w studenckim campusie jako czteroletnią seksualną orgię, prowadziła niedawno badania na temat zachowań seksualnych studentów w czasie pandemii. Przeprowadziła wywiady z ponad 120 studentami, a wyniki tych ankiet zaskoczyły ją samą: o ile badani przed randką nie mieli żadnych problemów z poproszeniem o aktualny test na SARS-CoV-2, o tyle pytanie o test na HIV, opryszczkę czy chlamydię w ogóle nie przeszłyby im przez gardło. Z kolei ci, którzy bez mrugnięcia okiem prosiliby osobę stojącą obok o założenie maseczki, czuliby się niezręcznie prosząc partnera o założenie prezerwatywy. O czym to świadczy? O stygmatyzacji zakażeń przenoszonych drogą płciową. Innymi słowy, o „tych” chorobach się nie mówi. A jak jest w Polsce? Podobnie.

REKLAMA

ZOBACZ: Ból podczas stosunku - jak sobie z nim poradzić?

Od kilkunastu lat mamy systematyczny wzrost zakażeń tzw. chorobami wenerycznymi. Pandemia wyhamowała ten trend, ale wszystko wskazuje na to, że jest to zjawisko okresowe i na dodatek niedoszacowane. W USA po rekordowym roku 2019, wskaźniki zachorowań w drugim kwartale 2020 drastycznie spadły. Sytuacja w Polsce jest podobna. Dane z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny mówią, że w 2020 roku rozpoznano 716 przypadków kiły (w 2019 – 1617), 168 chlamydii (w 2019 – 418) i 250 rzeżączki (w 2019 – 524). Jednak te statystyki z pewnością nie pokazują prawdziwego obrazu. W obawie przed wirusem przestaliśmy się badać, a wyjaśnień tak niskich wartości liczbowych jest więcej. 

Pod koniec lat 90. sytuacja w Polsce pod względem zakażeń była na tyle dobra, że zlikwidowano tzw. Poradnie „W”, czyli całodobowe placówki zajmujące się diagnostyką i leczeniem (za darmo) chorób przenoszonych drogą płciową. Dzisiaj dane na temat zakażeń spływają z ZOZ-ów, lekarze pracujący w prywatnych gabinetach mają obowiązek rejestracji wszystkich przypadków, ale często tego nie robią, zasłaniając się tajemnicą lekarską. A pacjenci bardzo chętnie wybierają gabinety, gdzie gwarantuje się im anonimowość lub leczą się na własną rękę. Skala wykrywalności kiły między jednym a drugim województwem różni się  dziesięciokrotnie, co świadczy o licznych nieprawidłowościach przy zbieraniu danych.

SPRAWDŹ: Zdrowie intymne a bielizna - jak wybierać majtki?

Zapadalność na choroby weneryczne rośnie, a specjaliści nie mają wątpliwości, że do systematycznego wzrostu zachorowań przyczynił się słabnący strach przed HIV, wzrost popularności aplikacji randkowych, takich jak Tinder czy Badoo i wzrost ryzykownych zachowań społecznych (np. popularny w niektórych kręgach tzw. chemseks – seks po narkotykach). Skąd ta pewność? Ze statystyk, np. na kiłę chorują w Polsce głównie mężczyźni w wieku 20-45 lat, mieszkający w dużych miastach, o dochodach powyżej średniej krajowej. Wśród niektórych amatorów ryzykownych zachowań panuje przekonanie, że przed chorobami wenerycznymi chroni tzw. PrEP (Pre-exposure Prophylaxis), czyli „pigułka przed”, ale ona zabezpiecza wyłącznie przed zakażeniem się wirusem HIV. A konsekwencje „złapania” rzeżączki czy kiły i nie wdrożenie leczenia na początkowym etapie choroby mogą być bardzo poważne; od bezpłodności, po nieodwracalne zmiany w układzie nerwowym. Co zatem należy robić? Po każdym ryzykownym seksie iść na badanie. I używać prezerwatyw.

ZOBACZ TEŻ: Ekologiczne artykuły do higieny intymnej [przegląd produktów]

Zobacz również:
Fakt: bieganie, HIIT i ciężary to skuteczne sposoby na odchudzanie. Mit: to najlepsze sposoby na odchudzanie. Zobacz, jak naprawdę powinnaś ćwiczyć, by skutecznie, bezpiecznie i trwale poprawić swoją sylwetkę.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA