Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

W poszukiwaniu fotograficznej inspiracji

Podróże dalekie i bliskie są moim stylem życia od lat. Niezależnie od tego czy są to kilkudniowe wypady, czy przeprowadzenie się na rok na koniec świata, zawsze w podobny sposób ekscytują mnie i napawają optymizmem.

W poszukiwaniu fotograficznej inspiracji

 Od kilku lat dzielę życie pomiędzy Polską a najbardziej odległymi zakątkami świata. Całkiem niedawno wróciłam z wyprawy po Ameryce Południowej, teraz mieszkam w Miami.

Moje wyjazdy łączy jeden ważny element: przez długie miesiące mieszkam w innym kraju, intensywnie się przemieszczam, spędzam wiele godzin w drodze. To sprawia, że muszę bardzo dobrze planować, co zabrać ze sobą w podróż. I o ile ubrania czy drobiazgi są aspektem drugorzędnym, o tyle moja najważniejsza torba – ze sprzętem fotograficznym – to już inna bajka. Nie zawsze podróżuję do miejsc, w których sprzęt fotograficzny lub jego elementy można w łatwy sposób dokupić, lub naprawić, co sprawia, że muszę być przygotowana na każdą ewentualność i zadbać o niego zawczasu. Odkąd zaczęłam profesjonalnie pisać o podróżach, inaczej też zaczęłam myśleć o fotografii podróżniczej. Bez dobrego zdjęcia, nawet najpiękniejsze słowa nie oddadzą klimatu odkrywanych miejsc.

Pierwszą i najważniejszą rzeczą, która przełożyła się na jakość moich zdjęć, było kupno bezlusterkowego aparatu fotograficznego. Z perspektywy czasu żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej i wiele moich zdjęć z poprzednich wyjazdów ma słabą jakość, której nie da się już niczym nadrobić. Jeśli zatem ktoś pyta mnie, czy kwestia aparatu ma znaczenie, to zawsze odpowiadam, że według mnie jak najbardziej i posiadanie odpowiedniego sprzętu wyniosło mnie na zupełnie nowy poziom.

Co pakuję do swojej fotograficznej torby?

Na ostatni wyjazd na Florydę miałam już przetestowany i sprawdzony zestaw fotograficzny, z którym praktycznie się nie rozstaję. Zabrałam ze sobą bezlusterkowy Olympus OM-D E-M10 Mark III. Towarzyszy mi on w czasie krótkich wypadów i długich wypraw. Jest bardzo kompaktowy i – jak na aparat o takich parametrach – lekki. Ma wbudowaną lampę błyskową, więc spokojnie mogę robić zdjęcia w słabych warunkach oświetleniowych, co w podróży, gdzie nie zawsze mogę wybrzydzać i czekać na lepsze światło, jest zbawieniem. Posiada też WiFi i możliwość sterowania aparatem za pomocą smartfona, co jest naprawdę pomocną funkcją. Pozwala ustawiać czas otwarcia migawki, czy zmieniać inne parametry. W połączeniu z aplikacją Olympus Image Share można pobrać wszystkie zdjęcia z aparatu i łatwo udostępnić je na portalach społecznościach. To moje główne kanały kontaktu z czytelnikami bloga i używam ich codziennie wrzucając zdjęcia i relacje z podróży.

Aparat ma wbudowaną 5-osiową stabilizację obrazu, która pozwala robić ostre zdjęcia i kręcić bardzo wyraźne filmy dosłownie z ręki, bez użycia statywu. Przetestowałam to przy jeździe konnej (trzymając w jednej ręce aparat, a w drugiej lejce), kręcąc ujęcia na wyboistych drogach. Wyszło naprawdę bardzo dobrze!
Świetnie sprawdza się również autofokus, który ma aż 121 punktów AF, co w tej klasie aparatów jest wyjątkowe. Wykorzystuję go szczególnie wtedy, kiedy robię zdjęcia zwierzętom, nie zawsze chętnym do pozowania i utrzymania pozycji w kadrze. Uwielbiam też ponadczasowy design tego modelu, który sprawia, że jest to nie tylko nowoczesny sprzęt, ale też piękny i przyjemny dla oka przedmiot.

OBIEKTYWY

Na pewno dużą zaletą jest ich niewielka waga oraz rozmiar. W moim klasycznym podróżniczym zestawie mam trzy obiektywy: Olympus M.ZUIKO DIGITAL ED 14 42mm, który wykorzystuję do fotografowania pejzaży czy fotografii ulicznej. To taki obiektyw do codziennych zdjęć. Drugi to Olympus M.ZUIKO DIGITAL ED 40 150mm jest idealny do portretowych zbliżeń oraz fotografowania oddalonych obiektów. Na kilkumiesięczną wyprawę do Ameryki Południowej zabrałam kompaktowy Olympus M.ZUIKO DIGITAL ED 14 150mm. To jest mój hit! Łączy w sobie funkcjonalność obiektywu szerokokątnego z teleobiektywem. Dodatkowo, jest bardzo lekki, a w połączeniu z aparatem OM-D E-M10 Mark III tworzy idealny zestaw dla podróżnika. Jest też odporny na kurz, mróz i zachlapania. Przetestowałam go w różnych sytuacjach: wdrapując się na Lodowiec Perito Moreno w Argentynie, na zakurzonej Pustyni Atakama w Chile, czy w wilgotnym i tropikalnym środowisku wodospadów Iguazu w Brazylii. Przetrwał te wszystkie wyzwania i nadal działa bez zarzutu. Dodatkowym plusem jest również zintegrowany mechanizm MSC, co w moim przypadku sprawdza się świetnie w sytuacji, kiedy chcę wykorzystać cichy autofokus, na przykład w budynkach sakralnych. Powierzchnia jego soczewek jest powleczona powłoką ZERO. Eliminuje to efekty duszków i flar miedzy innymi podczas fotografowania pod światło. To naprawdę trafiony wybór dla podróżnika. Tak się do niego przyzwyczaiłam, że towarzyszył mi wszędzie podczas fotografowania Florydy.

Silne słońce w ciągu dnia może uniemożliwić robienie zdjęć, szczególnie gdy odbija się od jasnej powierzchni lodu czy piasku. Dlatego zawsze mam przy sobie przesłonę, która osłania obiektyw od promieni i pozwala mi widzieć wyraźnie, jakie robię zdjęcie.
Na każdy wyjazd zabieram statyw. Jest niezbędny do robienia zdjęć z długim czasem naświetlania, przykładowo: wieczorem, przy słabym oświetleniu lub w nocy. Często też używam go, gdy fotografuję zwierzęta i muszę utrzymać się przed dłuższą chwilę bez poruszania ręką.

Gdzie szukać inspiracji do zdjęć?

Teraz czas poczuć magię, wyzwolić swoją kreatywność i zacząć patrzeć tak, żeby widzieć. Ja właśnie łapię swoje obrazy w Miami. Stoję nad oceanem po kolana w wodzie, a wokół mnie latają ogromne pelikany, z namaszczeniem łowiąc swoje śniadanie. Ocean Atlantycki jest wzburzony i ciemnogranatowy. Wybrzeże Florydy słynie z ciągnących się wzdłuż jego linii drzew palmowych. Drzewa są zazwyczaj znacznie wyższe od otaczających je przedmiotów czy budynków. Zrobienie zdjęcia, które odda magię takiego miejsca, wymaga poszukiwania ciekawej perspektywy. W przypadku mojego Olympusa ułatwia to odchylany ekran, który dzięki funkcji dotykowej pozwala na kontrolowanie funkcji aparatu. W szczególności przydaje się migawka dotykowa z funkcją AF. Łatwy wybór pola ostrości i szybkość reakcji sprawiają, że uchwycenie zdjęcia nawet w najtrudniejszej pozycji staje się przyjemnością.

W podróży często robię też zdjęcia sportowe, które charakteryzują się dużą dynamiką. W tym przypadku świetnie sprawdza się tryb zdjęć seryjnych oraz ciągłego śledzenia ostrości. Fotografowanie ułatwia również wizjer elektroniczny, który pozwala na szybkie i efektywne kontrolowanie parametrów aparatu. Dodatkową zaletą jest możliwość jego kontrolowania poprzez Wi-Fi, dzięki czemu mogę zdalnie zmieniać ustawienia aparatu w sposób odpowiedni do danej sytuacji. Często korzystam również z funkcji zmiany współczynnika proporcji. Do pejzaży albo zdjęć przestrzeni używam 16:9, do Instagrama 1:1, a najczęściej jest to 4:3 lub 3:2, które najlepiej wpasowują się w kompozycję mojego bloga.

W fotografii podróżniczej trzeba stworzyć swoje fotograficzne rytuały. A gdyby tak raz na jakiś czas odpuścić planowanie i po prostu dać ponieść się nogom tam, gdzie sięga wzrok? To moje nowe postanowienie na nowy rok: spacery fotograficzne. Zabieram Olympusa OM-D E-M10 Mark III i razem ruszamy na polowanie. Naszą zdobyczą są najpiękniejsze zachody słońca, najbardziej płochliwe ptaki i najciekawsze miejskie wibracje. Słowem, polujemy na chwile, obrazy, emocje. W takim miejscu jak Floryda nigdy nie wracamy z łowów rozczarowani. Kiedy wyruszam na spacer, lubię wtopić się w otoczenie, żeby uchwycić najlepsze chwile bez wzbudzania niczyjej uwagi. Dzięki temu zdjęcia są bardziej autentyczne i mają przyjemną dla oka dynamikę.
W fotografii cenię sobie spontaniczność, co bywa niekiedy utrudnione z uwagi na konieczność posiadania dodatkowego sprzętu czy kilkukrotnego przestawienia parametrów aparatu. Olympus OM-D E-M10 Mark III ma jednak kilka wbudowanych trybów, które pozwalają na szybkie zrobienie ostrych i wyrazistych zdjęć. Na zatłoczonym deptaku Miami Beach fotografowanie z długim czasem naświetlania graniczy z cudem. Rozkładanie aparatu na statywie może zakończyć się jego przewróceniem przez jednego z setek rolkarzy, którzy akurat wybrali się na przejażdżkę. W takiej sytuacji bardzo pomocny jest wybór trybu fotografowania zaprogramowanego w Olympusie, na przykład Hand-Held Starlight. W tym przypadku w jednej chwili aparat wykonuje 8 zdjęć, które następnie składa w całość.
Floryda to nie tylko głośne miasta i plaże. To przede wszystkim bujna, soczyście zielona przyroda, powalające swoim ogromem parki narodowe, setki gatunków ptaków i wzbudzające podziw aligatory. Każdą wolną chwilę poświęcam na rowerowe przejażdżki z dala od zgiełku miasta i na eksplorowanie piękna przyrody. To właśnie dla niej przyjechałam na Florydę. Fotografowanie zwierząt i przyrody to moja największa pasja. A okazji mam tu mnóstwo. Zaledwie godzinę od miasta, zajmując prawie całą południową część półwyspu, rozciąga się największy park narodowy Florydy – Everglades. Słynie z tego, że można w nim godzinami podziwiać ptaki i wyjść na bardzo bliskie spotkanie aligatorom, których setki żyją na jego terenie. Wbrew pozorom nie są to agresywne zwierzęta i trudno się do nich zbliżyć, bo są raczej płochliwe.

W przypadku fotografowania zwierząt, które nie są zbyt chętne do pozowania i utrzymania pozycji, używam trybu powiększonego podglądu. Muszę być czujna i nieustannie kontrolować ostrość. Oko ludzie nie zawsze jest w stanie dokładnie określić poziom tego parametru, ale używając powiększonego podglądu można już prawie do perfekcji określić, czy dany obiekt jest wystarczająco ostry. Do takich zdjęć przydaje się też statyw. Wyczekanie odpowiedniego momentu, kiedy ptak zechce spojrzeć w naszą stronę, a aligator akurat łaskawie wynurzy się z wody, wymaga cierpliwości i na pewno nie potrzebna jest cierpnąca ręka.
W przypadku małych zwierząt (pająk, jaszczurka), zazwyczaj staram się umiejscowić je na pierwszym planie poprzez odpowiednie ustawienie głębi ostrości (na przykład ustawiając przysłonę na f/5.6). Wykorzystuję też funkcję blokady ostrości, która następuje wtedy, kiedy wcisnę spust migawki do połowy. Mogę wówczas przygotować dokładniejszy kadr nie tracąc z oczu fotografowanego obiektu.

W podróży wykonuję też sporo filmów, najczęściej w formacie 4K. Wcześniej wymagało to noszenia dużych i ciężkich sprzętów oraz statywu. W nowym Olympusie dzięki stabilizacji obrazu oraz wbudowanej funkcji 4K można uzyskać niesamowite efekty. Aparat rejestruje aż 120 klatek na sekundę. 4K można wykorzystywać także w trybie poklatkowym, co świetnie sprawdza się podczas fotografowania zachodu słońca.

Podróże i łapanie chwil to moja pasja. Jeśli nie mam konkretnych ujęć do sfotografowania, to chcę po prostu korzystać z chwili, cieszyć się nią, robić spontaniczne zdjęcia dla przyjemności. Aparat ma być przedłużeniem mojego wzroku i sięgać tam, gdzie mój wzrok czasem nie jest w stanie dotrzeć. Nie chcę myśleć o zdjęciach w podróży jak o konieczności, ale jak o wspaniałym sposobie chwytania chwil, utrwalania ich, a później możliwości dzielenia się nimi ze światem. Dobry, kompaktowy aparat to jest właśnie to, czego najbardziej potrzebuję w odkrywaniu nowych miejsc i wyciąganiu z nich tego, co najlepsze. #NeverStopTheJourney.


Aleksandra Jaskółowska - podróżniczka i autorka międzynarodowego bloga o podróżach i aktywnym stylu życia www.travelandkeepfit.com. Odwiedziła ponad 70 krajów na 6 kontynentach. W wielu z nich pracowała naukowo i studiowała. Z zawodu jest psychologiem społecznym. To właśnie badania międzykulturowe były jednym z powodów jej podróży.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij