[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Thule Sleek, czyli wózek w wielkim mieście [test]

Może i diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety, ale dla świeżo upieczonej mamy prawdziwym brylantem może być dobry wózek. Z Thule Sleek na pewno warto się zaprzyjaźnić po porodzie, zwłaszcza jeżeli nie chce się brać urlopu macierzyńskiego od swojego aktywnego miejskiego życia.

Thule Sleek dla aktywnych mam Thule Sleek sprawi, że nie będziesz musiała brać urlopu macieżyńskiego od aktywnego trybu życia

Thule kojarzyło nam się do tej pory z bagażnikami samochodowymi i typowymi wózkami do biegania, z których łatwo zrobić przyczepkę rowerową albo sanki do nart biegowych. Tamte rozwiązania sprawdzają się znakomicie w podróży i na treningu, ale w mieście trudno z nimi wybrać się na spotkanie  z przyjaciółkami, shopping  czy do fitness klubu. Poza tym, życie to nie Instagram i nie każda młoda mama chce biegiem wracać do formy - większości wystarczy powrót do swojej normalnej aktywności. Wózek ma ułatwiać życie, pomagać godzić zwiększoną ilość obowiązków i zaspokajać potrzeby mamy, która chce dbać o dziecko, ale też nie chce zapominać o sobie. Dlatego z duża ciekawością wzięliśmy się za test nowego modelu wózka Thule - stylowego, miejskiego Thule Sleek.

Trzecia ręka

Thule Sleek ma wszystko to, czego potrzebuje aktywna młoda mama. Na pewno potrzebuje czasu. Nie trzeba go tracić na walkę ze sprzętem, a nawet czytanie instrukcji - już przy montażu nowego wózka, który przychodzi w częściach (stelaż, siedzisko spacerowe, kółka, pałąk, folie ochronne) nie musisz właściwie do niej zaglądać, by wszystkie elementy trafiły na właściwie miejsce i bezpiecznie się tam trzymały. Do złożenia go też nie trzeba inżyniera ani męskiej ręki. Właściwie składa się jak parasolka (a jeszcze łatwiej rozkłada). Wózek można złożyć bez konieczności demontażu siedziska spacerowego. Po prostu składa się całość, blokuje, żeby się nie rozłożył i pakuje do bagażnika. Podobno mamy potrafią wszystko zrobić jedną ręką, ale składanie i rozkładanie jednak testowałyśmy dwiema i tymi obiema rękami możemy podpisać się pod tym, że Thule Sleek ma to świetnie rozwiązane. Za to prowadzi się go jedną ręką i to niezależnie czy jedzie po asfalcie czy ścieżce w parku. Zwrotnością, nawet z pełnym "obłożeniem", dorównuje tancerzom z YouCan Dance. Duży koszyk zapinany na zamek z dodatkową opcją szybkiego dostępu spełnia potrzebę każdej kobiety uzależnionej od shopper bag. Kosz pomieści zarówno kilka toreb z zakupami, jak i sprzęt na trening, czy niezbędne wyposażenie dla malucha przy wypadzie w miasto i za miasto.

REKLAMA

Thule Sleek

Godny zaufania

Thule to szwedzka marka, a szwedzkie samochody słyną z bezpieczeństwa i nie inaczej jest w tym wózku. Co prawda nie ma hamulca ręcznego, ale ten nożny trzyma pojazd w miejscu nawet na dużym pochyleniu (na wszelki wypadek jednak nie próbuj tego sprawdzać z maluchem za kierownicą). Co ważne, hamulec jest przyjazny nawet jasnym zamszowym czółenkom i gołej stopie w sandałkach - blokuje się go i odblokowuje podeszwą, a nie czubkiem buta. Dziecko przypięte jest 5-punktowymi pasami, które sprawiają, że nawet przy dynamicznym marszu z szybkimi zakrętami trzyma się ono pewnie w siedzisku. Szybkie przesiadki z auta do wózka usprawnia na pewno rozwiązanie umożliwiające wpięcie każdego elementu pasów osobno - nie trzeba łączyć ich jak puzzle przed wpięciem kiedy maluch się wierci, a mama spieszy. Sleek ma pełne koła (z tyłu 28 m, z przodu 20 cm), które są wypełnione pianką, więc nie ma obaw, że złapie się gumę. Przyjaźń z Thule Sleek powinna być trwała jak diament - nie powinien zawieść przy długim i intensywnym użytkowaniu. Co prawda nasz test trwa na razie dopiero 6 tygodni, ale w tym czasie nie ma żadnych oznak zużycia, a jeśli wytrzyma to, co wytrzymują wózki biegowe Thule (a na to wygląda), to nie będzie z nim problemów, do czasu aż dziecko uzna, że zmieni pojazd na bardziej dorosły.

Thule Sleek

Stylowy  i praktyczny

Wydaje się, że Sleek doskonale rozumie potrzeby rodziców, którzy chcą pokazywać dzieciom swój świat. Ilość stopni regulacji siedziska, kierunku jego ustawienia, oparcia dla nóżek, wysokości rączki, wielkości osłony siedziska (dwustopniowa – większą uzyskuje się przez rozpięcie zamka błyskawicznego) czy możliwości sprawdzenia jak dziecko się czuje przez panel górny dają wrażenie, że projektant tego wózka musiał być mamą, albo słuchającym uważnie mamy tatą. Instagramerki na pewno docenią design wózka. Udało się w nim połączyć nowoczesność, styl i praktyczność (to chyba nie przypadek - takie też są przecież współczesne mamy).

Thule Sleek

Parametry Thule Sleek

Thule Sleek,  jak sama nazwa wskazuje, jest naprawdę smukły i lekki. Waży 12,7 kg, ale prowadząc go masz wrażenie, że waży połowę mniej (i dziecko też jakby staje się lżejsze). Po złożeniu ma wymiary 83 x 60,6 x 42 cm, czyli zmieści się bez problemu w bagażniku każdego miejskiego samochodu i nie będzie utrudniał życia na wąskim parkingu. Na szczęście jest stonowany w kolorach, w których występuje i chociaż niektórzy ten brak złotych elementów i ekstrawagancji mogą uważać za minus, my traktujemy to jak zaletę. Na razie przetestowaliśmy ThuleSleek w wersji spacerowej dla jednego dziecka, ale tym co go wyróżnia jest mnogość dostępnych konfiguracji - bez problemu można z niego zrobić wózek dla dwójki: albo rok po roku albo dla bliźniaków i nawet dołożyć jeszcze dostawkę dla starszaka. Tak, dwie gondole też się na nim mieszczą (i te wersję opiszemy już za kilka tygodni - testerki właśnie przyszły na świat).

Thule Sleek – cena stelaża ze spacerówką 3619 zł www.thule.com

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij