[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.7

Teoria wielkiego sukcesu [rozmowa z Kaley Cuoco]

Serial, który zapewnił jej światową karierę, dobiegł końca. Czy się tym martwi? Ani trochę, bo nikt tak jak ona nie potrafi zaczynać od nowa.

Kaley Cuoco ma poważną wadę słuchu – jest głucha na frazę „nie możesz”. Dlatego lekarz, który operował ramię gwiazdy zaledwie 5 dni po jej drugim ślubie, nie ma już do niej sił. Bo co ma zrobić ortopeda, widząc na Instagramie filmik, na którym pacjentka krótko po poważnej operacji ramienia ostro wyciska na siłowni... jedną ręką? Kategorycznie zabronił jej ściągać ortezę. Co zrobiła Kaley? Nazajutrz wrzuciła do sieci filmik z ostrego treningu...z ręką na temblaku: przysiady, wy- machy battle rope, ćwiczenia z gumą – wszystko bez taryfy ulgowej. Zresztą waleczna mina aktorki zdradza, że to nie była jej najlżejsza sesja w gymie.

ZOBACZ TEŻ: Urodowe patenty Olivii Wilde

I choć jej determinacja może onieśmielać, Kaley Cuoco prywatnie jest uśmiechniętą blond kulą pozy- tywnej energii. Podczas październikowego wywiadu przywitała nas w swoim uroczym biurze ubrana w legginsy, T-shirt i wsuwane tenisówki Givenchy (po operacji wciąż nie była w stanie zawiązać sznuró- wek). A orteza? Cóż, dziwnym trafem wciąż znikała z jej ramienia... Pan doktor nie byłby zadowolony, gdyby to widział. Ale Kaley wydaje się wiedzieć, co robi, i nie przejmuje się opiniami innych. A tych sły- szy mnóstwo – nie tylko na temat swojego zdrowia, ale nawet piersi. Części internautów nie spodobało się na przykład, że podczas ćwiczeń z ortezą (na których przecież wymiata!) nie ma na sobie stanika sportowego, a koszulka zbyt eksponuje biust (serio!).

Inni krytykują fakt, że jej piersi wyszły spod ręki chirurga plastycznego. „Lata temu miałam operację nosa. I cycków, co było najlepszą decyzją w moim życiu – odpowiada z rozbrajającą szczerością aktorka. – Wypełniłam też bruzdę na szyi, którą miałam od 12. roku życia. Sorry, ale niezależnie od tego, jak bardzo kochasz swoje wnętrze, chcesz również dobrze wyglądać. I o ile nie robisz tego dla mężczyzny czy kogokolwiek innego, tylko dla własnej pewności siebie, wszystko jest OK”. Za to na wyrzeźbioną figurę zapracowała sama, wylewając na siłowni siódme poty. A czasem też łzy.

REKLAMA

REKLAMA

Trening złamanego serca

Po rozstaniu (niecałe dwa lata po ślubie) z pierwszym mężem, zawodowym tenisistą Ryanem Sweetingiem, nawet odporna na ludzkie gadanie Kaley wpadła w dołek. „Czułam, że wszyscy śledzą tę historię i oceniają mnie przez jej pryzmat” – mówi. Rozwód był tym bardziej bolesny, że para wzięła ślub po niecałych sześciu miesiącach znajomości. „Każdy artykuł na ten temat kończył się puentą w stylu: przecież mówiliśmy, że tak to się skończy – dodaje gorzko Kaley. – Czułam, że to moja życiowa porażka”. I choć nikt nie miałby jej za złe, gdyby zaszyła się wtedy na kanapie z kubłem lodów, ona postanowiła poszukać pocieszenia na zajęciach fitness i pobiegła na hot jogę – ekstremalne połączenie kardio, ciężarów i flow jogi.

„Medytacja nie jest dla mnie – wyjaśnia zapytana, dlaczego nie postawiła na tradycyjną jogę. – Nie idę na zajęcia, żeby się wyciszyć. Kiedy kilka lat temu odkryłam studio CorePower Yoga, gdzie jest milion stopni [a tak naprawdę od 31 do 40 °C], wreszcie poczułam moc: w swojej głowie chudłam po 5 kilo na każdych zajęciach”. Co więcej, zbędne kilogramy nie były jedyne, czego Kaley pozbywała się w sali fitness. Zrzucała też negatywne emocje i rozwodowy stres. „Płakałam na jodze tyle razy, że nie jestem w stanie tego policzyć. Na szczęście byłam tak spo- cona, że nikt nie widział łez”. Katharsis przeżywała też w SoulCycle, słynnym nowojorskim studio spinningu: „Leci tam nastrojowa muzyka i jest ciemno – świetne miejsce do płaczu”. I tak pięć razy w tygodniu, bo aktorka nie wy- obraża sobie dnia bez treningu.

W weekendy ukojenia i samotności szukała na swoim ranczu w Kalifornii. Zabierała na przejażdżkę któregoś ze swoich siedmiu koni i (prócz tego, że płakała) na jego grzbiecie rzeźbiła ABS. „Mięśnie brzucha pracują za każdym razem, kiedy próbujesz utrzymać się w siodle” – tłumaczy. Wreszcie po jakimś miesiącu udało jej się wyjść na przejażdżkę i nie uronić żadnej łzy. „Wtedy pomyślałam, że najgorsze mam już za sobą” – mówi Kaley.

ZOBACZ TEŻ: Czy bogatym wolno więcej? Aktorka Gotowych na wszystko skazana za łapówkę

REKLAMA

Znów w siodle

Rozwód sfinalizowano niedługo potem, a miłość Kaley do koni znów pomogła jej zrobić krok naprzód. To na zawodach jeździeckich poznała bowiem swojego drugiego męża, Karla Cooka, zawodowego dżokeja. Kaley, fanka tego sportu, znała go już wcześniej, on jednak nie był raczej miłośnikiem sitcomów, bo... nie miał pojęcia, na kogo przypadkowo wpadł. To była spora odmiana dla aktorki, której rozwód był przed miotem publicznych dyskusji. Zresztą nawet gdyby Karl wiedział, że Kaley jest gwiazdą ekranu, pewnie nie czułby się onieśmielony. Sam jest synem milionera i wielokrotnym jeździeckim championem, więc sława nie jest mu obca.

„Od razu złapaliśmy kontakt, bo mamy podobne spojrzenie na życie, randkowanie czy opinie brukowców. On pochodzi z bardzo zamożnej rodziny, więc zarzuca mu się, bez żadnych podstaw, to samo, co aktorom: zarozumiałość, rozpieszczenie... bla bla bla... A Karl jest w rzeczywistości zupełnie inny” – mówi Kaley. Ponieważ Karl nie oglądał „Teorii wielkiego podrywu” ani nie śledził kariery Kaley, chciał ją zwyczajnie poznać, bez żadnych oczekiwań. „To było świetne, bo zamiast mi się podlizywać, po prostu ze mną rozmawiał. Był zachwycony, że tak jak on kocham konie. Na początku większość naszych rozmów kręciła się wokół jeździectwa”. Później przeszli jednak do innych tematów, chyba nieco bardziej intymnych, bo od niemal roku są małżeństwem. I choć Kaley jest z tego powodu przeszczęśliwa, wciąż chce zachować swoją niezależność.

W końcu jest jedną z najlepiej opłacanych aktorek telewizyjnych i dziewczyną, która swoje w życiu prze- szła. „Chcę z nim być – mówi. – Ale jednocześnie pragnę mieć poczucie finansowej niezależności, na którą pracuję od początku kariery. Lubię mówić przyjaciołom, żeby zawsze pamiętali o byciu numerem jeden w swoim życiu. Tak by nikt, kto do niego wkracza – mąż, chłopak, dziewczyna czy ktokolwiek inny – nie przejął nad nim kontroli. Twoje życie ma kręcić się wokół Ciebie”. Gwiazda wydaje się mieć to wszystko świetnie przemyślane. „Nie potrzebuję Karla. Jeżeli jutro mnie zostawi, poradzę sobie. On o tym wie i czuje dokładnie tak samo”.

ZOBACZ TEŻ: Meghan Markle znowu wbrew Królowej

Wszystko gra

W telewizji można właśnie obejrzeć ostatni sezon „Teorii wielkiego podrywu” – serialu, w którym Kaley gra przesympatyczną, ale mało zaradną Penny. Poza ekranem blond piękność zmienia się w rozsądną bizneswoman: chce zostać producentem wykonawczym, zakłada więc własną firmę, na- zwaną od imienia ukochanego pittbulla – Yes. Już pracuje nad sfilmowaniem książkowego bestsellera „Stewardessa”, zatrudnia scenarzystów i promuje młode aktorki – założymy się, że na tym nie skończy. Jak mawia jej trener Tracey Wade: „Kaley to żywioł”.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij