[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Szczęśliwa? Naturalnie! [historia Oriny Krajewskiej]

Gdy skończyła szkołę aktorską w Londynie, miała na siebie konkretny plan: dobre role i praca z wymarzonymi reżyserami. Priorytety się zmieniły, gdy w rodzinie pojawiła się choroba. Dziś Orina Krajewska propaguje medycynę integralną i holistyczne podejście do zdrowia.

| Data aktualizacji: 2019-10-21
fot. Kamil Majdański

Pamięta doskonale to uczucie, gdy otrzymała dyplom London International School of Performing Arts. Pamięta te plany i wizje. „Widziałam nie tylko role, jakie zagram, widziałam swój dom, ogród i chyba nawet psa w tym ogrodzie, a na pewno siebie siedzącą w salonie z kominkiem, dumną z tych wszystkich fantastycznych filmowych kreacji" - wspomina dzisiaj z uśmiechem.

Wymyśliła dla siebie idealne życie. I zafiksowała się na celach, które miały ją do niego zbliżyć. Goniła te marzenia, a potem frustrowała, że się nie spełniają, albo spełniają się za wolno, albo nie w takiej formie, jak chciała. W pewnym momencie zaczęły pojawiać się presja i pretensja do siebie samej, że nie doskakuje do samodzielnie zawieszonej poprzeczki.

ZOBACZ TEŻ: Zoë Kravitz jako Kobieta-Kot w nowym Batmanie

„Ciągle doświadczałam poczucia niespełnienia. To było błędne koło” - opowiada. Aż przyszło to, czego nigdy w swojej idealnej wizji życia nie zakładała: choroba i przedwczesna śmierć mamy, Małgorzaty Braunek. W jednej chwili runęły wszystkie marzenia i cele, na których wcześniej się koncentrowała. Orina musiała przejść szybki kurs dojrzewania, który stał się jednocześnie początkiem wielkiej zmiany w jej życiu. Uczyła się akceptować życie takim, jakim jest, z cierpieniem i chorobą jako stanem, który po prostu jest. Jednocześnie szukała przestrzeni, w których odnajdzie poczucie sprawczości. Wraz z całą rodziną skupili się na aktywnych poszukiwaniach metod wspierających organizm w walce o zdrowie, które – przy ciągłym leczeniu konwencjonalnym – zwiększą szansę na wyleczenie.

To przy okazji tych poszukiwań pierwszy raz usłyszeli hasło „medycyna integralna”. Łączy ona w bezpieczny sposób najlepsze rozwiązania medycyny konwencjonalnej z niekonwencjonalną. Orina uczyła się też, jak być wsparciem dla osoby chorej, szukała tego wsparcia również dla siebie i rodziny. W obliczu tragedii wyraźne stało się, jak wielkie znaczenie mają emocje. Widziała po sobie i bliskich, że potrafią napędzać do działania, postawić na nogi lub przeciwnie – zwalić z nich. To było pierwsze doświadczenie integracji, tego, że ciało i umysł tworzą nierozerwalny związek i nie można leczyć ciała, pomijając to, co dzieje się w głowie.

Jej mama, Małgorzata Braunek, była buddystką i znała wiele metod, które stosuje się w podejściu holistycznym. Medytacja, praca nad emocjami były bardzo pomocne w chorobie, ale nie wystarczały. Orina wtedy dostrzegła, na jak wiele pytań współczesna medycyna nie zna jeszcze odpowiedzi. Wciąż za mało wiadomo na temat odżywiania w chorobie, jaką aktywność fizyczną można uprawiać, jakie rodzaje masażu mogą być pomocne. Wtedy postanowiła, że ona zmieni to podejście do leczenia i profilaktyki, że stworzy miejsce, które będzie szerzyć wiedzę na ten temat. Niedługo po śmierci mamy Orina wraz z rodziną założyła fundację „Bądź”.

REKLAMA

REKLAMA

fot. Kamil Majdański

Na początku często zadawano jej pytanie: czy holistyka i medycyna integralna mają coś wspólnego z jogą? A może z medytacją? Na pierwsze warsztaty z technik redukcji stresu przyszło zaledwie 5 osób. Dziś, po czterech latach działalności, zdarza się, że ten sam warsztat muszą robić kilkakrotnie, bo zainteresowanie jest tak ogromne. Dziś już rzadko kiedy ktoś pyta, czym jest podejście integralne, bo świadomość wpływu umysłu na ciało i ciała na umysł jest coraz większa. Rok temu ukazała się książka jej autorstwa „Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź”, której pierwszy nakład sprzedał się w dwa tygodnie i która szybko okazała się bestsellerem. W marcu przyszłego roku jej fundacja organizuje w Warszawie już po raz trzeci Kongres Medycyny Integralnej. Wie, że razem z rodziną spełnili wolę mamy, ale podkreśla, że ta praca to nie tylko wypełnianie testamentu.

„Robię to, bo głęboko wierzę, że ma to sens. W ludziach jest ogromna potrzeba zmiany w podejściu do zdrowia, ekologii, relacji człowieka ze światem. Myślę że doszliśmy do ściany. Świat, w jakim do tej pory żyliśmy, nie zdaje dłużej egzaminu. Zapomnieliśmy, że jesteśmy sumą nierozerwalnych części, że wszystko, co robimy, ma swoje konsekwencje: zarówno dla naszego organizmu, jak i środowiska - przekonuje Orina. - Uwierzyliśmy, że umysł nie ma wpływu na ciało, że można bezkarnie wypierać stres, jeść niezdrowo i czuć się mimo to dobrze. Na szczęście zaczynamy dostrzegać sens holistycznego podejścia, bo związek umysłu z ciałem i środowiskiem, w którym żyjemy, jest nierozerwalny”. Orina wierzy w edukację. Praca w fundacji jest dla niej źródłem spełnienia i samorozwoju. „Spotykam wspaniałych, inspirujących ludzi, cały czas się uczę. Będę to robić dopóty, dopóki będzie taka potrzeba” – mówi.

Wolę spróbować, niż żałować, że czegoś nie spróbowałam [rozmowa z Anją Rubik]

Jedz uważnie

„Jak to jest jeszcze możliwe, że wielu z nas wciąż bezrefleksyjnie godzi się na jedzenie, które zawiera te wszystkie E i cały arsenał innych chemicznych składników?” – pyta retorycznie Orina. Kiedyś Kornelia Westergaard, prowadząca warsztaty z makrobiotyki, powiedziała jej coś, co mocno zapadło jej w pamięć: jednym z największych kłamstw, jakie nam wmówiono, jest to, że potrzebujemy wszystkiego dużo i tanio, a tymczasem najlepszy dla nas jest umiar i jakość. „Zjesz zbyt wiele, jesteś przejedzona i czujesz się źle! Ciało dostało wiele tanich i toksycznych składników. A do tego kupiłaś zbyt wiele, więc połowę jedzenia musisz wyrzucić. Gdzie tu dobro i logika?” – pyta. Gdy Orina rozpoczynała wielkie zmiany w swoim życiu, jedną z najgłębszych decyzji była ta, że chce być szczęśliwa. Niby oczywiste, a jednak, jeśli głębiej się zastanowimy, taka postawa definiuje nas jako sprawców szczęścia. Nie oddaje go losowi, przypadkowi, innemu człowiekowi, lecz czyni nas odpowiedzialnymi za swoje szczęście.

Zdrowie jest składową szczęścia, więc ciału i umysłowi trzeba dać to, co najlepsze. Jeden z profesorów medycyny chińskiej powiedział Orinie, że w tradycji chińskiej jedzenie traktowane jest jako pierwsze lekarstwo. Codziennie to, co wkładamy do ust, wzmacnia nasz organizm lub go obciąża. Zaczęła więc od zmiany diety. Polegała ona głównie na tym, by świadomie dobierać to, co się je. „Szukałam informacji, czym jest olej palmowy, co dokładnie oznaczają te wszystkie emulgatory na etykietach. Ograniczyłam produkty, które szkodzą, a wybieram te, które dają mi dobrą energię”. Mięsa nie je od dawna, jej organizm nigdy nie przepadał za mlekiem, więc zamieniła krowie na roślinne, złe tłuszcze na dobrą oliwę, postawiła na dobre węglowodany ukryte w kaszach i zdrowe białko z roślin strączkowych. wa na zdrowie. Szybki bieg, walka o wynik w dłuższej perspektywie bardziej nam szkodzą niż chronią”.

REKLAMA

fot. Kamil Majdański

Odpoczywaj świadomie

Kiedyś zatracała się w stresie. Pozwalała mu rządzić. Dziś znacznie szybciej go rozpoznaje i przejmuje kontrolę. Dr Elżbieta Dudzińska, która udzieliła jej wywiadu do książki, i Małgorzata Jakubczak, trenerka mindfulness, podkreślają, że krokiem do jakichkolwiek zmian jest świadomość tego, co jest prawdziwym problemem. Nie ucieczka w wyobrażenia, lecz rozpoznanie i akceptacja faktów. Bez ich świadomości nie podejmie się żadnych zmian. Terapia okazała się dla Oriny niezwykle pomocna. Dzięki niej zrozumiała, co ją stresuje i krzywdzi. „Przyjęłam fakt, co mnie stresuje i co będzie stresować w przyszłości. Ale gdy nauczyłam się je rozpoznawać, to świadomie ograniczałam ekspozycje na złe sytuacje”. Dlatego gdy zauważa, że za dużo pracuje, dopada ją frustracja, wtedy stara się zwalniać i częściej chodzić na jogę. Ćwiczy wtedy więcej i intensywniej, bo już wie, że to pomoże jej wrócić do stanu równowagi. Przecież godziny w bezruchu, przy komputerze, z emocjami adresowanymi do wirtualnych przyjaciół to wykreowane, sztuczne środowisko. „Wychodząc na plażę i czując zapach morza, drzew i wiatru, nie ma szans, by nie poczuć się lepiej” – mówi z przekonaniem.

Szanuj otoczenie

Cieszy ją, że coraz mniej ludzi się dziwi, gdy ktoś przychodzi do kawiarni z własnym kubkiem. Cieszy, że chodzenie z plastikową butelką stało się obciachem, podobnie jak pakowanie zakupów do kilku plastikowych reklamówek. A przecież jeszcze 2 lata temu mało kto w Polsce wiedział, czym jest nurt „zero waste”. „Późno zauważyliśmy, jak wiele złego zrobiliśmy sami sobie, późno zorientowaliśmy się, że za »dużo i tanio« przyjdzie nam płacić nieodwracalnymi zmianami klimatu, które nie pozostaną bez wpływu na nasze zdrowie. Ale na naszych oczach dokonuje się jednak realna zmiana i wierzę, że sporo można uratować” – mówi Orina.

Nie chce słyszeć o tym, że działania pojedynczych ludzi nie mają znaczenia. Nie ma wątpliwości, że zmiana systemowa musi być poprzedzona zmianą świadomości. Uparcie więc bojkotuje plastikowe torebki, nie kupuje kilku bluzek tylko dlatego, że są po 5 zł, by po dwóch praniach je wyrzucić. Woli wymieniać się na ciuchy z koleżankami lub kupować rzeczy dobrej jakości, by służyły jej przez lata. Jej imię, Orina, znaczy „oświecona miłość”. Czy uważne traktowanie siebie i innych, szacunek dla ciała, ducha i środowiska, nie są przypadkiem oświeconą miłością?

ZOBACZ TEŻ: 10 rzeczy, których nie wiesz o Margot Robbie

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij