[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Święta i ból głowy, czyli o świątecznej gorączce słów kilka

Mamy dobrą wiadomość dla perfekcjonistek i potwornie zabieganych kobiet. Święta mogą być przyjemne, pod warunkiem że zmienisz do nich podejście i zadbasz o siebie

Święta Bożego Narodzenia to najwspanialsza pora roku – mówią. Będzie fajnie, musimy się spotkać, przyjedzie mnóstwo ludzi, wpadniemy do Ciebie - mówią. Mówią też inne radosne rzeczy, ale tak się składa, że dla wielu z nas to brzmi jak zapowiedź nadciągającej katastrofy. Co się z nami dzieje w ten przedświąteczny czas i jak przejąć nad tym kontrolę?

Nawet jeśli sama nie urządzasz świąt, które to zadanie jest porównywalne ze zdobyciem Kilimandżaro bez przygotowania (nie powiedzieli tego przypadkiem jacyś amerykańscy naukowcy?), to pewnie jedziesz na święta do rodziny w korkach albo w zatłoczonym pociągu. A wcześniej jeszcze musisz zaliczyć firmową imprezę. No i kupić prezenty, co wymaga męczącego rajdu po galeriach handlowych (w zeszłym roku zamówione przez internet prezenty przyszły 2 tygodnie po świętach, więc nie chcesz ryzykować). Myślisz sobie, że za jeden dzień świętego spokoju i polegiwania na kanapie sprzedałabyś własną wątrobę, gdybyś miała przekonanie, że ma ona jakąkolwiek wartość detaliczną.

Chyba nie ma w roku drugiej takiej okazji, kiedy ludzie w takim stopniu zmuszają się do bycia radosnymi i robią rzeczy, których nie chcą, w imię tradycji i obowiązku. Żebyśmy się źle nie zrozumiały: jest całe mnóstwo ludzi, których to naprawdę cieszy i wzrusza. Święta kojarzą im się z rodzinnym ciepłem, serdecznością i beztroską. To jest bardzo fajne i życzymy im jak najlepiej. Ale skoro czytasz ten artykuł, to pewnie należysz do tej grupy, której święta kojarzą się przede wszystkim ze zmęczeniem psychicznym i fizycznym. Dlatego proponujemy Ci, abyś wzięła głęboki oddech, odprężyła się i zastanowiła, co zrobić, aby w tym roku Boże Narodzenie upłynęło Ci dokładnie tak jak lubisz.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Wszystkie kobiety, którymi nie jestem

Dzyń, dzyń, dzyń w Twojej głowie

Psycholog kliniczny Linda Blair określa to zjawisko mianem „Christmadness”, czyli świąteczne szaleństwo, i tłumaczy, że jest to połączenie trzech czynników. Po pierwsze, naszej chęci odtworzenia tradycji (tych wyidealizowanych świąt z dzieciństwa), po drugie – z wewnętrznego przymusu dopasowywania się (bo wszyscy tak robią), a do tego dochodzi naturalne zmęczenie, jak to pod koniec roku (tyle spraw trzeba było dokończyć w pracy, nie wspominając już o sprzątaniu). Nawet jeśli Twoim marzeniem jest poleżeć sobie w święta z grzanym winem na kanapie we własnym domu, w towarzystwie ulubionego programu telewizyjnego (ja uwielbiam te o remontach), to jakoś tego nie robisz. Bo przecież trzeba iść do kogoś albo właśnie przychodzi rodzina i trzeba zrobić poświąteczną kolację (pozostałości ze świąt same się nie zjedzą).

„Ewolucja ukształtowała nas jako istoty społeczne. To dlatego odczuwamy wewnętrzny przymus podtrzymywania więzi z naszym klanem” – wyjaśnia Blair. To dlatego tak emocjonalnie podchodzimy do spotkań rodzinnych („Muszę iść, bo przecież nie mogę wszystkich zawieść”), zamiast podejść racjonalnie („Dam sobie spokój, przecież to jedyne moje wolne trzy dni w tym miesiącu”). Ale nie da się ukryć, że świąteczne emocje tworzą w nas mieszankę wybuchową. Z jednej strony rozbudzone oczekiwania, z drugiej wewnętrzny przymus, z trzeciej tęsknota za tą naszą kanapą powodują stan podenerwowania. To dlatego nasza własna matka potrafi doprowadzić nas do szału niewinną uwagą, że np. nasze ciasto na pierogi jest za twarde. Bywa i tak, że wybierając się na rodzinny spęd, już mamy w głowie pewne negatywne oczekiwania (mama na pewno będzie marudziła, wujek się upije i zacznie ględzić o polityce, babcia będzie pytać o narzeczonego etc.). I potem reagujemy nie na słowa, które rzeczywiście padają, tylko na te kłębiące się w naszej głowie. Kusi Cię, aby pod pretekstem nagłej choroby (grypa żołądkowa jest niezła, bo zaraźliwa) wymigać się od spotkań? Mamy dla Ciebie złą wiadomość: to też Cię nie uszczęśliwi, bo poczucie winy może być jeszcze gorsze. Badania przeprowadzone przez psychologa społecznego, dr. Martina Daya (badającego, w jaki sposób reagujemy na konfliktowe relacje społeczne), wykazały, że poczucie winy nie dość, że wprowadza nas w wyjątkowo nieprzyjemny stan emocjonalny, to jeszcze – uwaga, uwaga – sprawia, że czujemy się grubsze. Serio.

REKLAMA

REKLAMA

Kalendarz „adwentowy"

Na szczęście jest sposób na ten świąteczny ból głowy. Zacznij przygotowania na długo przed pierwszym łykiem grzanego wina – najlepiej już w listopadzie. W jakiś spokojny weekend weź kalendarz i zapisz wszystko, co powinno być zrobione przed 24 grudnia, tak aby rozpocząć okres świąteczny z czystym sumieniem i w pogodnym nastroju. Zaplanuj sobie, kiedy zrobisz zakupy prezentów dla bliskich (wraz z pomysłami, co dla kogo), oznacz w kalendarzu dni, które zamierzasz poświęcić na sprzątanie (tylko nie wszystko naraz). Nie zapominaj o umówieniu się już teraz do fryzjera i kosmetyczki i też to sobie zapisz. Pewnie masz jeszcze sprawy, które koniecznie musisz załatwić w tym roku (ubezpieczenie? przegląd rejestracyjny? dentysta?) – niech też znajdą się w Twoim kalendarzu. Sprawy zawodowe również wymagają ogarnięcia i sensownego rozplanowania, żeby się nie okazało, że ostatnie raporty kończysz w dniu Wigilii.

Zaplanuj sobie, do kogo powinnaś odezwać się z życzeniami, żeby potem nie wysyłać SMS-ów w ostatniej chwili, podczas kolacji. Jasna sprawa, że w kalendarzu musi się znaleźć miejsce na świąteczne wizyty. Kiedy sobie to wszystko ładnie rozpiszesz, to może unikniesz tzw. błędu planowania w głowie, kiedy to włączamy myślenie życzeniowe i same się oszukujemy, że doba ma więcej niż 24 godziny, a tydzień więcej niż 7 dni. Kalendarz pomaga nam też użyć rozsądku zamiast emocji. Naprawdę musisz wylizać całe mieszkanie? Może warto zapłacić komuś, żeby zrobił trochę męczącej roboty za nas? Może warto tę samą myśl podsunąć mamie, żeby potem nie siedziała przy Wigilii ze zbolałą miną? Kalendarz „adwentowy” ułatwi Ci także asertywne rozprawienie się z wymaganiami rodziny. Kiedy słyszysz: „Pojedziesz po ciocię Helenkę do Opola w środę przed Wigilią?”, odpowiadasz spokojnie: „Sprawdzę w kalendarzu. Oj, nie mogę, wtedy mam umówioną wizytę u dentysty”. Albo: „Pamiętasz, że na drugi dzień świąt mamy jechać do Staszków?”, a Ty: „Sprawdzę w kalendarzu.

Oj, sorry, już się umówiłam z Dorotą, mam prezenty dla jej dzieciaków”. Brzmisz poważnie, a nie jakbyś usiłowała się wymigać, prawda? Nie będziemy Ci zaglądać do kalendarza, żeby sprawdzić, czy aby na pewno te terminy się pokrywają. Nikt nie będzie zaglądał Ci do kalendarza. Pamiętaj o jednej zasadzie: migając się od spotkań, nie wymyślaj zbyt wielu szczegółów. Nie tłumacz się gęsto: w przeciwnym razie od razu będzie widać, że ściemniasz. Pamiętaj, że masz prawo zadbać o siebie i ustawić granice.

To jest kwestia wyboru

Przesada nie jest dobra w żadną stronę. To, że nauczyłaś się szanować swój czas, nie oznacza, że masz w ogóle unikać ludzi w czasie świąt. Chodzi o to, żebyś nauczyła się chronić siebie i wybierać mądrze. Czasem można wybrać coś, co nie jest dla Ciebie specjalną frajdą, ale robisz to ze względu na ludzi, którzy są dla Ciebie ważni. Nie wszystkie prezenty są trafi one, nie wszystkie potrawy Ci smakują, nie wszyscy krewni są fajni, ale przecież nikt nie chce specjalnie sprawiać Ci przykrości. Doceń intencje. Potraktuj to jako prezent od siebie. Zwykle w święta odwiedzacie z rodziną bardzo nudnych krewnych? Pamiętaj, że masz wybór – możesz nie iść. A możesz też zupełnie świadomie wybrać, że pójdziesz, bo chcesz sprawić przyjemność rodzinie. I zamiast siedzieć ze znudzoną miną, możesz sama nadać ton imprezie. Nie jesteś już dzieckiem, które musi słuchać tego, co starsi mają do powiedzenia. Bądź kreatywna i wymyśl, co robić i o czym warto pogadać przy stole. Podobno każdy ma jakąś opowieść, tylko trzeba się na nią otworzyć. Święta naprawdę mogą być wspaniałym czasem, pod warunkiem że mamy nad tym jakąś kontrolę, a nie traktujemy ich jak coroczną klęskę żywiołową.

ZOBACZ TEŻ: Jak nie przytyć w święta?

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij