[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Święta bez stresu: w tym roku nie pokłócisz się z rodziną

Podobno święta zostały umieszczone na liście najbardziej stresujących wydarzeń w życiu. Ej, naprawdę? Udowodnimy Ci, że zamiast spełniać oczekiwania, można je przeżyć na własnych zasadach i mieć z nich więcej frajdy.

kobieta zestresowana świętami

Powinnaś być radosna jak dziecko w oczekiwaniu na świętego Mikołaja, prawda? Sprzątać, dekorować mieszkanie i pakować prezenty, jednocześnie nucąc pod nosem: „Laaaaast chriiiistmas, aj gejw ju maj haaart...”. Tak jak na filmach. A jednak nie. Im bliżej do świąt, tym większe napięcie odczuwasz i tym silniejszą masz ochotę, aby gdzieś stąd uciec. Przedświąteczny stres podnosi swój paskudny łeb gdzieś tak pod koniec listopada, kiedy to podczas zakupów w galerii handlowej odkrywamy, że to tuż-tuż. Trzeba kupić prezenty, ozdoby, choinkę, coś upiec, kogoś zaprosić i znaleźć odpowiedź na fundamentalne pytanie, jak być jednocześnie w dwóch miejscach...

Syndrom perfekcyjnych świąt Bożego Narodzenia

Na przełomie listopada i grudnia czynimy wysiłki, aby naszego wewnętrznego Grincha zmienić metodą autoperswazji w świątecznego elfa. Zaczynamy nerwowo biegać, opowiadać wszystkim, że tyle mamy jeszcze do zrobienia, tyle do kupienia, tyle telefonów do wykonania, bo przecież te święta muszą być doskonałe. Perfekcyjne. Idealne. Takie, że niech się panie Rozenek-Majdan czy Dorota Szelągowska schowają. Chcemy jak najlepiej – czy coś w tym złego? Oczywiście, że nie. To najzupełniej naturalne i to samo dzieje się w większości miejsc na świecie, gdzie żyją zupełnie podobne do Ciebie kobiety. Warto wiedzieć, że problemem nie są same święta, tylko jak zwykle nasza głowa. Mamy tendencję do nadawania świętom specjalnego znaczenia, bowiem patrzymy przez różowe okulary na swoje wspomnienia z dzieciństwa. Gdy dorastamy, wpadamy w szał organizacji i wydawania pieniędzy na stworzenie tego „wyjątkowego czasu”. Ale prawda jest taka, że próbujemy odtworzyć coś, co nigdy nie istniało, a już na pewno nie było idealne.

ZOBACZ TEŻ: Jak nie przytyć w święta?

W rzeczywistości bardzo często świętom towarzyszyły kłótnie, obrażanie się, rozczarowania i łzy. Jak więc pozbyć się tej wymyślonej potrzeby doskonałości i nauczyć się cieszyć Bożym Narodzeniem za to, czym jest w istocie? Całkowicie niedoskonałym czasem z okazjonalnymi chwilami radości i śmiechu? A jakby tak przestać się starać urządzać Boże Narodzenie według wyidealizowanego wzorca i zacząć robić wszystko po swojemu? To, że niektórzy ludzie lubią spędzać te chwile na gotowaniu, piciu i odwiedzaniu rodziny, nie oznacza, że musi to pasować wszystkim. Jeżeli chcesz wyjechać, to kto mógłby Ci tego zabronić? Myślisz, że zranisz tym boleśnie resztę rodziny? A może nie? Może dasz impuls innym do organizowania mniej konwencjonalnych świąt? Nie lubisz karpia? Przygotuj coś innego.

W głębi duszy męczy Cię tradycja kupowania prezentów, bo przecież tak trudno wstrzelić się w czyjś gust, a poza tym to koszmarny drenaż portfela. Spróbuj porozumieć się z bliskimi i w tym roku niech każdy przekaże jakąś kwotę na cele charytatywne. Albo wprowadź nową tradycję, że obdarowujecie się przysmakami własnej roboty: naleweczką z pigwy, powidłami, grzybkami w marynacie, oryginalnymi ciasteczkami. Wszystko w ładnych, małych słoiczkach i buteleczkach. Przecież chodzi o to, żeby było miło, żebyście poczuli, jak fajnie jest tak razem posiedzieć i nic nie musieć. Pograć w planszówki, powygłupiać się albo obejrzeć razem stare zdjęcia. Atmosfery nie kupisz za żadne pieniądze.

Drętwe rozmówki

Okres świąteczny to nie tylko rodzina. To imprezy firmowe, wizyty u dalszych krewnych albo u rodziny partnera. To też jest stresujące. Nie znasz ich za bardzo albo wcale, nie wiesz, o czym z nimi gadać, co ich interesuje, co śmieszy. Jeżeli czujesz ucisk w żołądku na samą myśl, że masz odsiedzieć pańszczyznę i silić się na drętwe rozmowy o niczym, to pewnie cierpisz na jakąś formę lęku społecznego. Spróbuj przede wszystkim nie nakręcać się przed spotkaniami: będzie, co będzie, nie musisz być gwiazdą, nikt Ci też nie zabroni wyjść wcześniej. Nieśmiałym osobom pomoże też przygotowanie sobie kilku tematów do rozmów – nie, nie musisz gadać o pogodzie. Są takie tematy, które dosyć łatwo chwytają, na przykład jedzenie, zwierzęta domowe, podróże po Polsce, sport. Kiedy w przyjęciu biorą udział osoby starsze, łatwo nawiązać rozmowę, pytając je na przykład, jakie potrawy jadło się w ich rodzinnym domu – z niewiadomych powodów starsi ludzie uwielbiają o tym mówić. Poza tym nie zapominaj, że uprzejmie jest pochwalić potrawy na stole, a oprócz tego coś w mieszkaniu (no, nie przesadzaj – na pewno coś się znajdzie, co możesz skomplementować z czystym sumieniem).

ZOBACZ TEŻ: Jak składać życzenia świąteczne?

Szaleństwo postów

Począwszy od natłoku życzeń wysyłanych seryjnie przez firmy oraz ludzi, którzy np. kiedyś z Tobą współpracowali albo coś Ci sprzedali, tych szczerych od bliskich, świątecznych postów w mediach społecznościowych, po fotki znajomych prezentujących na Instagramie swoje idealne choinki albo ciastka – tych wiadomości zaczyna być tyle, że zaczyna Ci się kręcić w głowie. Męczy Cię to, prawda? Bo mnie tak. I nie tylko mnie. Ostatnie badanie opublikowane w czasopiśmie „Computers in human behavior” wykazało silny związek między intensywnym korzystaniem z wielu portali społecznościowych a poczuciem depresji i smutku u młodych ludzi.

Jeżeli kiedykolwiek myślałaś sobie, że absolutnie wszyscy na Instagramie i FB bawią się lepiej, mają fajniejsze wakacje i święta, to wiesz, o co chodzi. Naukowcy z Uniwersytetu Indiana nazwali to szczególne poczucie nieadekwatności „Paradoksem szczęścia”. Media społecznościowe mogą wprawiać nas w kiepski nastrój właściwie zawsze, ale wraz ze wzrostem liczby postów o tej porze roku jest to szczególnie odczuwalne. Nie wkręcaj się w przeglądanie, co też fantastycznego zamieścili inni. Bądź czujna i kiedy już zaczniesz wpadać w kompleksy i myśleć o sobie źle, zrób sobie przerwę na dzień lub dwa. Przypomnij sobie również, że to, na co patrzysz, jest podkolorowaną i wyfotoszopowaną wersją wydarzeń. Nikt nie umieszcza przecież w sieci gównianych prezentów, fałdek wylewających się znad paska lub popołudnia spędzonego na kanapie na oglądaniu powtórek „Tańca z gwiazdami”, żałując, że nie kupił biletów na Teneryfę, kiedy były w promocji. Nikt nie pisze też o rodzinnych zgrzytach, o awanturach, rozczarowaniach. A przecież wszyscy mają swoje problemy, słabe dni, słabe miesiące, a nawet lata. Wiesz, co Ci radzę? Odłącz się od sieci, tak jak usunęłaś z głowy myśli o pracy. Może wreszcie poczujesz, co to jest prawdziwa atmosfera świąt.

Bo święta to miłooooości czas, la, la, la, la, la...

Bardzo chcemy, żeby tak było. Ale święta dla niektórych to okres, kiedy boleśnie uświadamiają sobie, jak mało mają bliskich ludzi, z którymi chcieliby sobie posiedzieć miło przy stole. Zewsząd dociera do nas wyidealizowany obrazek rodzinnych świąt. Ale jeżeli cała Twoja rodzina to zgorzkniała mama oraz równie zgorzkniała ciotka, to co masz zrobić? A jak w dodatku jesteś singielką, a raczej jej gorszą wersją, czyli samotną, bezskutecznie szukającą partnera dziewczyną, to co masz zrobić? Albo masz chłopaka, tylko tak się pechowo składa, że on ma żonę i dwójkę dzieci, i mimo licznych obietnic spędza z nimi święta, to nie ma się co dziwić, że na samą myśl o Bożym Narodzeniu dostajesz gęsiej skórki.

ZOBACZ TEŻ: Najlepsze filmy na święta: wybór redaktorów Women's Health

Hej, ale przecież nie jesteś jedyna. Dlaczego nie miałabyś urządzić własnej świątecznej imprezy dla równie nierodzinnych i dysfunkcyjnych znajomych? Niech sobie odpękają te trzy godziny u rodzin, a potem jazda do Ciebie na zupełnie inne przyjęcie. Według Twojego własnego scenariusza. Nie będziemy podpowiadać, bo to ma być Twoja Własna Nowa Tradycja.

Nie masz ochoty na przyjęcia? Super, nie ma przymusu. Możesz przecież zrobić sobie samotny wieczór, podczas którego zaplanujesz przyszły rok. Zamiast użalać się nad sobą, zrób mapę marzeń. Potrzebne Ci będą tablica albo kawałek kartonu, stos kolorowych magazynów, nożyczki, klej i kolorowy flamaster. A teraz skup się i zacznij przeglądać gazety – wycinaj rzeczy (zdjęcia, tytuły), które w jakiś sposób odzwierciedlają to, o czym marzysz. Możesz przyklejać kartki w dowolnym porządku. Powieś mapę w widocznym miejscu, aby wysyłała do Twojej podświadomości regularne sygnały. To uruchamia energię potrzebną do działania. Ci, którzy stosują tę metodę, przysięgają, że pomaga w spełnianiu marzeń. Mapę spopularyzowała Oprah Winfrey, robią ją gwiazdy i zwykłe dziewczyny, a psycholodzy twierdzą, że to świetna metoda, aby jasno sobie sprecyzować, o co nam w życiu chodzi.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij