REKLAMA

Śpiąc z kłamczuchem - jak radzić sobie z kłamstwem w związku?

Bagatelizujemy kłamstwa, bo niby wszyscy kłamią od czasu do czasu. Ale są kłamstwa, które sprawiają, że w nasze życie wkracza tajfun. I nic już nie jest tak samo.

kłamczuch fot. Shutterstock.com

Dawno, dawno temu byłam związana z pewnym facetem. Dla mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia, bo po prostu nie dało się w nim nie zakochać. Chłopak miał mnóstwo uroku osobistego, był zabawny, interesujący i inteligentny. Pochodził z dobrej rodziny (same wiecie, że to istotne), był niesamowicie wykształcony i wiele podróżował. Była tylko jedna mała rysa na tym idealnym obrazku. Otóż większość z tego okazała się wierutnym kłamstwem.

Co było ze mną nie tak?

Na początku wszystko wyglądało oczywiście wspaniale, byłam przekonana, że trafiłam na ideał. Dopiero dużo później coś mi zaczęło nie pasować. A to dowiadywałam się, że wcale nie spędził popołudnia u swojej matki, tylko gdzie indziej. Innym razem przekonywał mnie, że na pewno zapłacił rachunek za gaz, tylko dziwnym trafem pieniądze nie wpłynęły do gazowni. Co jakiś czas łapałam go na jakiejś drobnej nieścisłości. I wiecie co? Za każdym razem tak mu się udawało mnie omotać, że wydawało mi się, że to ze mną jest coś nie tak, że przesadzam, czepiam się. „Jak możesz mnie podejrzewać? Mnie?! Przecież się kochamy, ufamy sobie, jak możesz być taka niesprawiedliwa”. Bardzo trudno było mi przyjąć do wiadomości, że mój ukochany z premedytacją, patrząc w oczy, wciska mi kit. Gdy okazało się, że wcale nie skończył tych świetnych studiów, co to je podobno skończył, albo że wcale nie wędrował po Ameryce Południowej, to wmawiał mi, że przecież nigdy czegoś takiego mi nie mówił. Robił to tak przekonująco, że sama zaczynałam wątpić we własny zdrowy rozsądek. Może faktycznie coś sobie sama ubzdurałam? Na pewno. Tak bardzo chciałam z nim być, że stałam się jego lepszym adwokatem niż on sam.

ZOBACZ TEŻ: Czy w związku zawsze trzeba mówić prawdę?

Ale w końcu musiałam się zderzyć z rzeczywistością. Przyznać sama przed sobą, że jestem robiona w bambuko i już nie ma zmiłuj. Nijak już nie dało się naciągać tej rzeczywistości, żeby się jakoś spięła z tymi jego kłamstwami. Powoli docierało do mnie, jaka byłam łatwowierna. Rozstaliśmy się z wielkim hukiem, a ja jeszcze długo dochodziłam do siebie po tym doświadczeniu. Miałam wrażenie, że walec przejechał po mojej samoocenie, po moim zaufaniu do własnego zdrowego rozsądku, po zaufaniu do ludzi. Czułam się jak kompletna idiotka, było mi wstyd za siebie. Wstydziłam się przed innymi ludźmi, że byłam w związku z kimś takim. Nieustannie zadawałam sobie pytanie, jak mogłam być taka głupia, dlaczego wcześniej nie zauważyłam, co się dzieje. Widzicie, co to robi z człowiekiem? Okazuje się, że bycie w relacji z kłamcą ma niesamowicie głębokie i bolesne konsekwencje dla drugiej strony.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: Czy ciche dni to dobry pomysł?

REKLAMA

REKLAMA

Gaslighting

Znacie to pojęcie? Otóż termin „gaslighting” wywodzi się ze sztuki Patrica Hamiltona „Gas light”. W dużym skrócie rzecz ujmując, to historia pewnego małżeństwa, w którym żona podejrzewa męża o morderstwo. Żona zauważa pewne realne niepokojące rzeczy, a mąż wmawia jej, że ma urojenia, i próbuje z niej zrobić wariatkę. W tym celu np. zapala lampy gazowe i wmawia jej, że tylko ona je widzi. Mąż tak manipuluje kobietą, że w końcu ona sama przestaje ufać sobie i wierzy, że faktycznie postradała zmysły. Gaslighting jest uważany za jedną z najbardziej perfidnych form manipulacji, a nawet przemocy psychicznej. Występuje nie tylko w relacjach męsko-damskich, ale też między rodzicami i dziećmi, między pracodawcą a pracownikiem. Chodzi tu o to, aby pozbawić manipulowaną osobę zaufania do siebie i do własnego sposobu postrzegania rzeczywistości. Ofiary takiej przemocy tracą poczucie własnej wartości, przejmują punkt widzenia ciemiężyciela, usprawiedliwiają go. To wszystko może prowadzić do rozmaitych problemów – zaburzeń lękowych, a nawet depresji. I ja się właśnie tak czułam pod koniec tego mojego toksycznego związku.

Wszyscy kłamią?

Na temat kłamstwa napisano wiele rozpraw naukowych, bo i temat jest ciekawy i powszechny. Można przywołać tu znane fakty na potwierdzenie powszechności kłamstwa. Przecież kłamią nie tylko ludzie. Oszukuje prawie każdy gatunek na Ziemi, stosując rozmaite mechanizmy (np. mimikra) po to, aby nie dać się zabić i zjeść, albo aby uzyskać więcej zasobów – jedzenia czy możliwości rozmnażania. Mikroby oszukują system odpornościowy swojego żywiciela, rośliny udają trujące (za pomocą koloru), owady udają liście albo gałązki, zwierzęta udają większe i silniejsze. Można powiedzieć, że oszustwo jest jedną z podstawowych strategii przetrwania.

A my, ludzie? Tak samo. Oszukujemy, aby się bronić albo coś uzyskać, ale nawet w sytuacjach, w których nasze interesy nie są specjalnie zagrożone, wypowiadamy mnóstwo nieznaczących kłamstw: „Ładnie dziś wyglądasz”, „Dobrze się czuję”, „Autobus mi uciekł”, „Doskonałe ciasto”, „Nie wyglądasz grubo w tej sukience”. W swojej fascynującej książce „Psychologia kłamstwa” dr Tomasz Witkowski przytacza badania, z których wynika, że aż 61,5% naszych naturalnych rozmów ma charakter kłamliwy. Częściowo to świadome wprowadzanie innych w błąd, a częściowo przemilczenia, półprawdy, koloryzowanie, komplementy, żarty. Takie drobne kłamstewka, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy, gdy je wypowiadamy.

Patologiczni kłamcy

Harwardzki zespół psychologów w 1996 roku przeprowadził dokładne badania dotyczące przyczyn i treści kłamstw. Okazuje się, że w 80% przypadków kłamstwa dotyczą siebie samego. Krótko mówiąc, ludzie kłamią głównie na temat własnej osoby. Po co to robią? Otóż w przeważającej części dla korzyści psychologicznych. „Korzyści te to m.in. wywarcie korzystnego wrażenia na innych, obrona siebie przed zakłopotaniem czy uniknięcie konfliktu. Jedno kłamstwo na cztery wypowiadano po to, by nie ranić czyichś uczuć lub ochronić kogoś przed niezręczną sytuacją” – pisze dr Witkowski w „Psychologii kłamstwa”. Można powiedzieć, że cała kultura współżycia z innymi ludźmi wymaga traktowania prawdy nieco instrumentalnie. Większość kłamstw, które wypowiadamy na co dzień, pomaga nam w miarę bezkolizyjnie i bezkonfliktowo funkcjonować w społeczeństwie. To są te drobne kłamstwa, dla których nasza tolerancja jest dosyć spora i, szczerze mówiąc, przychodzą nam one bez większego trudu. Gorzej z tymi oszustwami, które mają na celu zmanipulowanie innych ludzi, wykorzystanie ich w jakiś sposób. Tak jak w moim przypadku, kiedy mój były starał się wygodnie umościć w moim mieszkaniu i przejąć nade mną kontrolę.

Skąd się biorą patologiczni kłamcy? Dr Witkowski przytacza badania, z których dowiadujemy się, że istotne dla formowania się kłamcy jest środowisko rodzinne. Bardzo często wyrastali oni w zaburzonym, patologicznym, toksycznym środowisku. Prawdopodobnie kłamstwo było dla nich w dzieciństwie sposobem na przetrwanie trudnej sytuacji. W dorosłym życiu te osoby charakteryzują się głęboko zakorzenionym egocentryzmem, nieliczeniem się z innymi, pragmatyzmem i brakiem poszanowania dla tzw. wartości. Patologicznych kłamców wyróżniają też wyjątkowe zdolności językowe, talent do snucia barwnych i ciekawych opowieści.

REKLAMA

Ile prawdy zniesiesz? 

To nie jest tak, że wzorcowy związek wymaga tego, aby partnerzy wiedzieli o sobie wszystko i mówili sobie wyłącznie prawdę. Byłoby to nie do zniesienia, bo jak już wcześniej wspomnieliśmy, drobne kłamstewka często pomagają uniknąć niepotrzebnych konfliktów. Ale żeby świadomie podjąć decyzję o tym, że chcemy z kimś być, powinniśmy znać podstawowe fakty o tej drugiej osobie.

Susan Forward, amerykańska psychoterapeutka, autorka książki „Gdy Twój partner łże jak pies”, uważa, że w każdym związku istotne jest ustalenie podstawowych reguł, co partnerzy mają prawo wiedzieć, a co mogą zatrzymać dla siebie. „Jeżeli jesteście małżeństwem lub stałą parą, macie prawo wiedzieć o: 1. Niewierności partnera. 2. Zarobkach i wszystkich innych ważnych sprawach finansowych, łącznie z bankructwem, spłatą kredytu, problemami materialnymi i długami. 3. Dotychczasowym życiu osobistym: małżeństwach, dzieciach, rozwodach. 4. Fizycznym i psychicznym stanie zdrowia partnera i jego rodziny. Wszystko to może mieć wpływ na was i wasze dzieci, jeśli je macie lub planujecie” – pisze Forward. Z drugiej strony partner ma prawo do swoich fantazji, do zachowania niektórych myśli i uczuć dla siebie, do wolnego czasu bez opowiadania się z każdej sekundy spędzonej osobno, do spotykania się ze swoimi znajomymi. Ma też prawo do zatajania swoich problemów w pracy, jeżeli są przejściowe i jakoś sobie z nimi radzi. Twój facet jest odrębną jednostką i ma swój wewnętrzny świat. Jeżeli Cię do niego wpuszcza, to bardzo fajnie, ale ma prawo zachować go dla siebie – tak samo jak Ty masz niezbywalne prawo do własnych sekretów.

ZOBACZ TEŻ: A może na randkę z mężem?

Wersja ulepszona

Dla wielu osób kłamstwo jest wygodniejsze niż mówienie prawdy. Kłamca chce osiągnąć swój cel szybko i jak najmniejszym kosztem, bez tłumaczenia się i konfrontowania z czyimś gniewem, niechęcią czy rozczarowaniem. Brakuje mu po prostu odwagi cywilnej. Niektórzy z kolei mają tak głębokie kompleksy, że są przekonani, iż ich prawdziwy wizerunek będzie nie do zaakceptowania dla potencjalnego partnera czy partnerki. Dlatego udają lepszych, lepiej wykształconych, bogatszych, wymyślają barwne historie na temat swojej rodziny i swoich doświadczeń. Innym powodem może być też obawa przed zaborczością partnera, chęć chronienia swojej przestrzeni. Cokolwiek by to nie było, to nie my powinniśmy być adwokatem kłamcy. Mamy do czynienia z dorosłą osobą, a nie dzieckiem. Z patologicznym kłamcą po prostu nie da się stworzyć związku opartego na zaufaniu. A jednorazowe kłamstwo? Cóż, każdy przypadek należy rozpatrywać osobno i wziąć pod uwagę motywacje. Ale zwykle jeśli ktoś zawodzi nasze zaufanie, to będzie musiał się sporo namęczyć, by je odzyskać. Nie wybaczajmy zbyt łatwo, bo grozi to recydywą. Dlatego warto postawić warunki, na jakich możemy być razem. Zawrzeć nowy kontrakt i pilnować przestrzegania zasad.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA