REKLAMA

Sierpniowy numer Women's Health już w sprzedaży!

Po dniu spędzonym z Radzką na sesji zdjęciowej nie mamy wątpliwości: ona naprawdę lubi swoje ciało. Tańczyła w stroju kąpielowym przed ekipą, a jej energia prawie rozniosła wesołe miasteczko.

Radzka

Sesja zdjęciowa dla magazynu ma swoje złe i dobre strony. Złe, bo na planie cały czas kręcą się ludzie – styliści, wizażyści, oświetleniowcy, kamerzyści od backstage’u – i bez przerwy cię obserwują; nic nie umknie ich uwadze. Dobre, bo nad twoim wizerunkiem pracuje sztab profesjonalistów, który zapewnia nienaganny makijaż i fryzury, światła padające pod właściwym kątem, odpowiednie ujęcia i wiatr z wentylatorów. Tak, każda z nas może na zdjęciach wyglądać jak gwiazda, i to bez udziału Photoshopa. Jednak jednej rzeczy nie da się wydobyć z modelki choćby najdroższym obiektywem: pewności siebie. Widać ją w postawie, sposobie chodzenia, przyjmowanych pozach, błysku w oku, uśmiechu, dystansie do siebie. I właśnie taką pewność siebie miała Radzka. W trakcie robienia zdjęć na okładkę zakładała strój kąpielowy i szpilki , wychodziła na środek i ogłaszała całą sobą: „Oto ja. Ja może niedoskonała, ja świadoma, że nie wyglądam jak typowa modelka, ale dumna z tego, jaka jestem, kim jestem i co udało mi się osiągnąć. Rozmiar mnie nie definiuje i nie ogranicza. Moja osobowość nie ma rozmiaru."

Magdalena nie twierdzi, że jej ciało się nie liczy i ma światu do zaproponowania dużo więcej niż atrakcyjny wygląd. Ona ze swojego wyglądu czerpie siłę, uczyniła z niego markę i znak firmowy. Czuje się atrakcyjną kobietą, zachowuje się jak atrakcyjna kobieta i przez otoczenie tak jest odbierana. Zupełnie nie wpisuje się w modny ostatnio trend nazywany „body neutrality”. Women’s Health opisywało go już dwa lata temu: o ile „ciałopozytywność” polegała na akceptacji niedoskonałości własnego ciała, to „ciałoneutralność”, przekierowuje uwagę na rzeczy i sprawy ważniejsze niż nadwaga, wielkość piersi czy kształt bioder. Już nie mówi się: „Moje niedoskonałe ciało jest piękne”, teraz modnie jest mówić: „Moje niedoskonałe ciało jest nieistotne”.

Nasze ciała oprócz tego, że istnieją biologicznie – czy tego chcemy, czy nie – mają znaczenie kulturowe i społeczne. To ciało definiuje takie kategorie, jak płeć, rasa czy etniczność. To kultura decyduje o tym, w jaki sposób doświadczamy ciała własne i postrzegamy ciała innych. Naiwnością jest twierdzenie, że możemy funkcjonować jako szczęśliwe istoty w oderwaniu od naszych ciał. Z kolei fałszywe przekonanie, że idealna sylwetka jest warunkiem sukcesu i szczęścia, często prowadzi do kompleksów i zaburzeń. Rozmiar i wygląd ciała nie mają nic wspólnego ze szczęściem, za to dużo wspólnego ze zdrowiem. Nie ma zgody na krytykę cudzego wyglądu – to niezgodne z elementarnymi zasadami szacunku do drugiego człowieka. Z drugiej strony nie ma też naszej zgody na akceptację złych nawyków i stylu życia, który rujnuje zdrowie. Jak powiedziała Radzka: „Kochajmy nasze ciała za to, co potrafią, a nie za to, jak wyglądają”. 

Redaktor naczelna Women's Health

Aneta Martynów

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA