Serce kontra rozum: czy uleganie emocjom jest dobre?

Emocje w nas są trochę jak dzieci, a zdrowy rozsądek jak rodzic. Bądź dla swoich emocji jak dobry rodzic: wysłuchaj, przytul, ale nie pozwalaj wejść sobie na głowę albo decydować o domowych finansach.

ministerstwo samotności rys. Adam Quest / MPP

Media, a zwłaszcza szeroko rozumiana popkultura i popnauka, przyzwyczaiły nas do myślenia, że kierowanie się w życiu emocjami (albo sercem) jest jakieś lepsze, szczersze, prawdziwsze niż zdroworozsądkowa, chłodna analiza. Pewnie wciąż pokutuje w nas romantyczny mit wyrażony słowami Mickiewicza: „Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”. Ale takie rozgraniczenie jest sztuczne. Jest oczywistą sprawą, że nie da się być absolutnie emocjonalną osobą albo absolutnie racjonalną. Na nasze logiczne rozumowanie w dużej mierze wpływają mniej lub bardziej uświadomione emocje.

REKLAMA

Pytanie brzmi: czy uleganie emocjom jest dla nas korzystne? No, nie bardzo – pod wpływem emocji podejmujemy często nierozsądne, niekorzystne decyzje, za których skutki płacimy latami, bywa że i do końca życia. Doskonale wiedzą o tym marketingowcy, politycy czy media – rozemocjonowanemu klientowi łatwiej coś sprzedać: czy to jest konkretny towar, czy karta kredytowa, czy czas spędzony w internecie. Niektórym ludziom wydaje się, że ulegając emocjom, jesteśmy bardziej autentyczni, ale to pozory.

Pozwólcie, że przytoczę słynne badania Johna Backa i Solomona Asha nad konformizmem. Otóż badani, mający oceniać długość linii, z których jedna była ewidentnie dłuższa, mogli słyszeć, jak te linie wcześniej oceniają inni badani (podstawieni). Słysząc, że ci inni twierdzą, że ta dłuższa jest krótsza, zaczynają wątpić we własną ocenę sytuacji i pewien procent z nich powtarza tę (błędną) ocenę, kiedy przychodzi ich kolej. Jeśli te badane osoby wcześniej były w stanie pobudzenia emocjonalnego, to z większym prawdopodobieństwem zaprzeczą własnej ocenie i powiedzą to, co mówi większość. To doświadczenie dowodzi, że emocje zamiast wydobywać z nas to, co najlepsze, zwiększają nasz konformizm, czyli uległość wobec opinii większości. Czy rozwiązaniem jest zagłuszanie własnych emocji? Odcięcie się od nich? Nie, bo i tak będą na nas wpływać, tylko nie będziemy sobie tego uświadamiać. Chodzi o to, żeby je w sobie rozpoznać i zrozumieć. Wysłuchać, ale nie pozwolić im się rozszaleć, dać sobie czas między impulsem a podjęciem instotnej decyzji.

Sprawdź też inne artykuły z serii "Ministerstwo samotności:

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA