Martyna Wojciechowska - Naprawdę silny mężczyzna nie boi się silnej kobiety

Na pomysł, by na okładkach Women’s Health i Men’s Health pojawili się równocześnie Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski, wpadliśmy, zanim jeszcze Martyna odwiedziła butik z sukniami ślubnymi. Parze okładkowy patent od razu się spodobał, a my wyczuliśmy, że coś tu będzie się święcić.

Martyna Wojciechowska w Women's Health fot. Adam Pluciński / MPP

Nasza sesja zdjęciowa odbyła się w przededniu ich ślubu, którego data była pilnie strzeżoną tajemnicą. „Te dwie okładki, na których pojawiamy się w jednym czasie, razem, ale jednak osobno, zachowując swoją odrębność, to świetny pomysł – mówi Martyna Wojciechowska. – Bo chcemy promować świadome budowanie związku, oparte na tolerancji, zrozumieniu, współpracy, ale też na oddalaniu się od ról i stereotypowych wyobrażeń tego, co męskie i kobiece”.

REKLAMA

Nam Martyna Wojciechowska zdradziła, czym uwiódł ją Kossakowski. Przyznała, kiedy i co jest w stanie odpuścić. Ale więcej mówiła o tym, z czego nie jest w stanie zrezygnować. Bo kobieta na krańcu świata to kobieta z zasadami. Oto siedem żelaznych reguł Martyny Wojciechowskiej.

1. Uwolnij się

Pytana o męża, Wojciechowska wymienia kilka przymiotników: wrażliwy, uważny, czuły, odpowiedzialny. I dodaje, że nie spotkała w swoim życiu bardziej męskiego mężczyzny. „Myślę, że dziś powinniśmy na nowo zdefiniować to, co męskie i kobiece – tłumaczy. – Mamy za sobą kolejne fale feminizmu, czujemy się bardziej wyzwolone, a równocześnie wciąż musimy walczyć o swoje podstawowe prawa. Według niektórych nasza głośno wyrażana niezłomność odbiera nam kobiecość. Mężczyźni często się tego boją. A ja wierzę, że naprawdę silny mężczyzna nie boi się silnej kobiety. I jest feministą. Dlatego nowa definicja męskości powinna opierać się na wrażliwości i odpowiedzialności”.

Ona sama kawał życia spędziła w towarzystwie kierowców rajdowych, zdobywców, himalaistów, maczo, którzy dokonywali rzeczy absolutnie niezwykłych w dziedzinach sportu i eksploracji, którzy uchodzą za archetyp męskości. Ale zauważała wielokrotnie, że w relacjach prywatnych kompletnie się gubili, nie byli wsparciem dla swoich partnerek i dzieci. „Dlatego prawdziwie męskim mężczyzną nie jest wcale ten, który triumfalnie wjeżdża na metę rajdu czy stoi na szczycie góry i wymachuje czekanem, ale mądry, odpowiedzialny facet, który potrafi narąbać drewna, zbudować dom, ale przede wszystkim próbuje zrozumieć moje potrzeby. I potrafi słuchać. Taki jest Przemek. Kiedy spotkaliśmy po raz pierwszy, był autentycznie mną zainteresowany, w ogóle nie opowiadał o sobie, nie stroszył pawiego ogona, nie starał się mi zaimponować. I tym mnie ujął najbardziej”.

Czym wobec tego jest współczesna kobiecość? Martyna nie ma wątpliwości. „Wolnością mądrego, świadomego wyboru” – odpowiada. I dodaje, że nieprzypadkowo obserwujemy dziś, jak to kobiety zmieniają świat. Od młodziutkiej Grety Thunberg, która poruszyła sumienia milionów ludzi na całym świecie, po Jacindę Ardern, premier Nowej Zelandii, która modelowo przeprowadziła swój kraj przez pandemię. I nic dziwnego, że w tak wielu dziedzinach kobiety wyrastają na naturalne liderki.

„Mamy w sobie pokłady empatii, tak nas wychowano, i najwyższy czas robić z niej użytek – mówi. – Empatia przekłada się na umiejętności podejmowania decyzji w sposób konsultacyjny. A skoro dostałyśmy wolność, warto, żeby każda z nas z niej korzystała. Na swój własny sposób. Także jeśli czuje się wolna w domu, w kuchni, w dziecięcym pokoju. Nie namawiam, żebyśmy wszystkie usiadły za kierownice rajdówek i ruszyły do Dakaru, wspinały się w górach, walczyły. Dziewczyny, róbcie to, co czujecie, że jest waszą drogą, waszym powołaniem, waszą pasją. Miejcie odwagę decydować i wybierać świadomie niezależnie od stereotypów i ról, w które ktoś próbuje was wtłoczyć”.

Wolność, zdaniem Martyny, jest także filarem udanego związku. „Nigdy dotąd nie czułam się w związku tak wolna, jak teraz” – deklaruje. Zawsze wydawało jej się, że relacja oznacza kompromis, konieczność rezygnacji z części siebie. Była przekonana, że na tym właśnie polega bycie z drugą osobą, a zwłaszcza małżeństwo. Zależało jej na tym, żeby zachować poczucie odrębności, własną przestrzeń, prawo do innych pomysłów na spędzanie czasu.

„Ta odrębność, którą dzięki redakcjom WH i MH zachowujemy na dwóch okładkach, jest nowoczesnym modelem relacji – mówi. – Znam te wszystkie żarty na swój temat: »Uciekająca panna młoda«, »Poskromienie złośnicy«. Tak, jestem recydywistką, mam 46 lat i burzliwe życie za sobą. I cieszę się z tego, bo cenię sobie moje doświadczenie na różnych polach. Wielu zastanawiało się, kim musi być mężczyzna, który usidli Wojciechowską, jakie musi mieć cechy, żeby zaimponować kobiecie, która realizowała się w tylu tzw. męskich dziedzinach. Czy będzie lepszy za kierownicą? A może będzie się lepiej wspinał? Tymczasem tym, co mi najbardziej imponuje u mężczyzny, jest dystans do świata i do siebie, niewybujałe ego, wrażliwość na drugą osobę i uważność w codziennym życiu”.

ZOBACZ TEŻ: Areta Szpura i Agnieszka Rylska - „Chcemy pokazać, że ludzie nie muszą się wstydzić tego, kim są ani co czują"

2. Otwórz się na zmianę

Rewolucja w życiu osobistym nie była jedyną, którą Martyna przeżyła w tym trudnym, pandemicznym roku, chociaż na początku wszystko wskazywało, że wybuch epidemii będzie oznaczał zaciągnięcie ręcznego hamulca na różnych polach jej działalności. Pandemia dopadła ją, kiedy, jak sama mówi, była rozpędzona – po zdjęciach do dwóch odcinków programu „Kobieta na krańcu świata”, tuż po powrocie z Ghany, z perspektywą podróży do Tanzanii, gdzie miała uroczyście otwierać dom dla dzieci z albinizmem, którego budowę współfinansowała jej Fundacja UNAWEZA. W planie były zdjęcia do kolejnych odcinków, a potem Kabula, jej adoptowana córka, miała przyjechać na długie wakacje do Polski.

„Ale wtedy wybuchła pandemia i zatrzymała nas w blokach startowych – opowiada Martyna. – Trzeba było zrezygnować z zaplanowanych wcześniej wyjazdów. A wydawało się, że teraz właśnie, dzięki dużemu doświadczeniu mojego zespołu, mamy wszystko poukładane jak nigdy wcześniej. »Tak dobrze jeszcze nie było« – myślałam chwilę przed początkiem epidemii. Ale ja zawsze powtarzam, że w życiu pewne są trzy rzeczy: śmierć, podatki, a do tego dodaję jeszcze słowo »zmiana«. Nikt z nas w pierwszej chwili nie akceptuje zmian, ale nie sposób ich uniknąć. Zmiana jest częścią naszego życia i niezbędnym elementem rozwoju. Z wiekiem i doświadczeniem nauczyłam się otwartości na zmiany, elastyczności. Więc jasne, wtedy, w marcu, był moment szoku, stan odrętwienia, który trwał tydzień, może dwa, nie dłużej. Najgorzej zniosłam zakaz wstępu do lasu, bo kontakt z naturą to coś, co od zawsze trzyma mnie w pionie, pozwala układać myśli. Dopiero kiedy okazało się, że nie mogę wejść do lasu, poczułam się jak w klatce".

REKLAMA

REKLAMA

3. Bądź cierpliwa

Przyznaje, że dopiero podczas pandemii dowiedziała się, że potrafi gotować. I nigdy wcześniej nie spędziła tyle czasu w domu. Znajomi dzwonili do niej, spodziewając się, że pęknie jako pierwsza. Zawsze była przecież w ruchu, jest tytanem pracy.

„Wszystkim, którzy pytają, jak sobie radziłam, odpowiadam: zapomnieliście, że to bycie w ruchu nauczyło mnie elastyczności i akceptowania sytuacji, na które nie mam wpływu – tłumaczy. – Kiedy zaczęłam się wspinać, traktowałam to jako pomysł na życie, pozwalający pracować nad charakterem, zapanować nad wrodzoną niecierpliwością. Bo góry uczą cierpliwości i pokory. Pamiętam, jak w trakcie wspinaczki na Mount Everest dotarliśmy do obozu pierwszego i tam zaskoczyło nas załamanie pogody. Spędziłam wysoko w górach wiele dni bez kontaktu z najbliższymi, zasypana śniegiem. Zapasy jedzenia i gazu, który pozwala topić śnieg i gotować wodę, skończyły się, a ja byłam uwięziona z moim wspinaczkowym partnerem na powierzchni o wymiarach dwa na dwa metry. I właśnie po to chodzi się w góry, żeby takich sytuacji doświadczać. A takich wspomnień z wypraw górskich, rajdowych czy na krańce świata mam wiele! Dziś mogę powiedzieć, że nieprzewidywalność to stała część mojego życia”.

Martyna zaznacza, że trudno mówić o plusach tego pandemicznego roku. Bo brzmi to niestosownie: wiele osób straciło pracę, mnóstwo ludzi przecież zachorowało, wiele zmarło lub straciło bliskich. Jej samej koronawirus nie dotknął, a lockdown dał czas na zastanowienie się, poukładanie sobie paru rzeczy w głowie, ale też na bycie razem.

„Nagle wszyscy zaczęliśmy intensywnie przyglądać się sobie nawzajem, rozmawiać, więcej czuć – opowiada. – I cóż, choć znam wiele osób, które w ten sposób utwierdziły się w przekonaniu, że nie lubią ludzi, z którymi dzielą wspólną przestrzeń i życie, to akurat ja zyskałam pewność, że jestem we właściwym miejscu, czasie i w najlepszym towarzystwie. Decyzja o ślubie z pewnością by się odwlekła, gdyby nie pandemia. W przededniu sesji dla WH i MH uśmiechaliśmy się do siebie, bo tylko my dwoje wiedzieliśmy, że to nasze jednoczesne pojawienie się na dwóch okładkach ma dodatkowy, głębszy wymiar".

Martyna Wojciechowska w Women's Healthfot. Adam Pluciński / MPP

4. Trzymaj azymut

Jeśli chodzi o życie zawodowe, z początku trudniej było o pewność, na czym stoi. Wątpliwości dotyczyły przede wszystkim programu „Kobieta na krańcu świata”. Bo czy robienie programu telewizyjnego w sytuacji pandemii ma znaczenie, czy jest sensowne i w ogóle komukolwiek potrzebne?

„Mam poczucie, że świat, który wszyscy znamy, dobiega końca, że musimy nauczyć się żyć inaczej – mówi nam Martyna. – Że nie wróci już ta dzika wolność, nadmierny konsumpcjonizm, czas tanich biletów lotniczych, dzięki którym wszyscy mogli czuć się obywatelami świata. I to wszystko z naszej winy, bo przecież to my, ludzie, wyeksploatowaliśmy planetę. Teraz natura upomniała się o swoje. Dlatego trzeba do tej zmiany podejść z pokorą i spokojem, być otwartym na to, co los przyniesie”.

Przez lata nauczyła się, że w momentach kryzysu najważniejsze jest zachowanie właściwego azymutu, utrzymywanie dyscypliny i rutyny. Że niezależnie od tego, co dzieje się wokół, jak dzień się potoczy, trzeba pamiętać, dokąd się zmierza i co jest najważniejsze. Starała się więc żyć, jakby nic się nie zmieniło, uczestnicząc w regularnych spotkaniach online ze swoim zespołem, znajdując czas na trening. Ale też, jak sama przyznaje, nadrobiła zaległości książkowe, zaczęła więcej pisać.

W tym czasie cały sezon programu został przemodelowany, zrezygnowano z planowanych wcześniej wypraw do Japonii, Indonezji i na Alaskę. Zamiast tego do programu trafiły fascynujące bohaterki z Czech, Austrii, Polski. Potrzeba matką wynalazków! Okazało się, że można odkrywać lokalnie, a krańce świata znajdować całkiem blisko.

Dziś, prawie rok od wybuchu pandemii, Martyna mówi, że jest w bardzo dobrym momencie. Zawodowo i prywatnie. Nie zwalnia, choć dopiero co wypuściła w świat osiem kolejnych odcinków programu „Kobieta na krańcu świata”, w których podejmuje ważne i aktualne tematy: kryzysu migracyjnego, sytuacji osób niepełnosprawnych, śmierci. „Mam wrażenie, że dziś nie wypada trwonić czasu na głupoty, to jest czas na mądre rozmowy” – mówi.

REKLAMA

5. Naprawiaj świat

Podczas pandemii Martyna poświęciła też więcej czasu swojej fundacji UNAWEZA. Ale zastanawiała się też, czy w tej sytuacji fundację, która z początkiem pandemii istniała zaledwie pół roku, uda się utrzymać. I czy to właściwy czas na pomaganie innym, kiedy każdy skupia się na tym, żeby samego siebie wyciągnąć z tarapatów. Szczęśliwie pojawiła się ogromna fala życzliwości, wielka mobilizacja i mnóstwo wsparcia. 28 września UNAWEZA obchodziła pierwsze urodziny i przez ten rok fundacja zebrała blisko półtora miliona złotych, zrealizowała kilka projektów nie tylko na krańcach świata, ale też w Polsce.

Martyna tłumaczy, że słowo „unaweza” znaczy „możesz” i wierzy, że każdy z nas może, a razem możemy więcej. Ta fundacja powstała z głębokiej potrzeby pomagania i zmieniania świata.

ZOBACZ TEŻ: „Przyjmuję to, co przynosi życie. Staram się od niczego nie uciekać" - rozmowa z Kate Hudson

„Przez większość dorosłego życia byłam dziennikarką, która jeździ po świecie. W moich programach skupiałam się na sobie, na tym, jak widzę świat, opowiadałam, gdzie pojechać, co zobaczyć, czego spróbować. Moja perspektywa i moje zdanie były wtedy na pierwszym miejscu. Ale kiedy blisko trzynaście lat temu zostałam mamą, zaczęło do mnie docierać, że najciekawsze w podróżach są nie moje własne doświadczenia, ale spotkania z ludźmi i ich historie. Podczas wypraw spotykałam niezwykłe kobiety i widziałam, jak niewiele trzeba, żeby radykalnie zmienić ich życie. Największy wpływ miała na mnie Kabula, która padła ofiarą okrutnego przesądu wciąż panującego w Tanzanii.

Niektórzy ludzie wierzą w to, że części ciał osób z albinizmem mają magiczną moc, więc urządza się na nich polowania. Kabula była jeszcze dzieckiem, kiedy została napadnięta, maczetą odcięto jej rękę. Chciałam pomóc, wyrwać ją z tego zaklętego kręgu. Dzięki wsparciu wielu osób można było stworzyć jej bezpieczne warunki do życia i edukacji. Ale to ona dała mi więcej niż ja jej – zyskałam przeświadczenie, że każdy z nas ma wpływ na to, jak wygląda świat. Bo zmieniając życie jednego człowieka, zmieniamy świat! I wciąż spotykałam na swojej drodze niezwykłe kobiety, którym wraz z grupą przyjaciół staraliśmy się pomóc. Aż któregoś dnia poczułam, że pora to usystematyzować. I choć rola dziennikarza kończy się na przygotowaniu materiału i wypuszczeniu go w świat, to ja chciałam więcej, chciałam mieć realny wpływ na rzeczywistość. Dziś w Fundacji UNAWEZA każdego dnia realizujemy nasze hasło: »Dajemy kobietom skrzydła«”.

REKLAMA

REKLAMA

6. Działaj lokalnie

To właśnie w Polsce koncentruje się część działań fundacji Martyny Wojciechowskiej, rozpoczętych podczas pandemii. Jedną z tych inicjatyw jest budowa domu, do którego mogłyby trafić po porodzie nastoletnie matki ze swoimi dziećmi. W przeciwnym wypadku wiele z nich straciłoby na zawsze kontakt ze swoimi pociechami.

„W Polsce można młodej kobiecie odebrać dziecko tuż po porodzie i zabronić kontaktu z nim, bo zgodnie z prawem nieletnia nie może sprawować opieki rodzicielskiej. Więc o ile nie wesprze jej ktoś z rodziny, to maleństwo trafia do rodziny zastępczej, a młoda mama jest pozostawiona sama sobie – tłumaczy Martyna. – Edukacja seksualna nie istnieje, nasze dzieci mogą uprawiać seks, zanim zyskają prawo do samodzielnej wizyty u ginekologa i recepty na antykoncepcję. Dziewczyny zachodzą w ciążę, nie wiedząc właściwie, jak do tego doszło. Rozmawiałam z nastolatkami, które zaszły w ciążę, i przypominałam sobie samą siebie w tym wieku, widziałam w ich miejscu moją córkę. Trzeba działać zgodnie z zasadą Fundacji UNAWEZA #WspieramNieOceniam”. 

Martyna przyznaje, że bolą ją komentarze, które można znaleźć pod tekstami o tej inicjatywie. Czyta w nich, że dziewczyny są same sobie winne, bo „po co nogi rozkładała” i „gdzie byli jej rodzice”. Takie spojrzenie na ciężarną nastolatkę przez pryzmat krzywdzącego stereotypu jest straszne, podczas gdy często – obok gwałtu, kazirodztwa, molestowania – za młodymi ciążami stoi desperackie poszukiwanie miłości.

„Ten brak tolerancji, zrozumienia, empatii trzeba przełamać – mówi Martyna. – Tym bardziej że towarzyszy on dziewczynie od gabinetu ginekologicznego przez szpital, szkołę, po podwórko i dom rodzinny. Nastoletnie mamy są odrzucane przez nauczycieli, rówieśników, rodzinę. Wychodzę z założenia, że to, co się stało, już się nie odstanie. Możemy tylko otoczyć je opieką, żeby nie doszło do zerwania więzi z dzieckiem. Tymczasem ośrodki opiekuńcze często nie są przystosowane do tego, żeby przebywały tam matki z dziećmi”.

Unikatowość domu, który Unaweza buduje z fundacją Po Drugie, polega na tym, że będzie to placówka dla dzieci i ich dzieci, a każda z dziewczyn będzie miała do dyspozycji własną przestrzeń, tak aby mogła się tam uczyć macierzyństwa, ale też nie zaniedbywać własnej edukacji.

„Sama miałam trzydzieści kilka lat, kiedy zostałam mamą – wspomina. – Miałam stabilną sytuację zawodową, finansową, byłam dorosłą kobietą, a i tak czułam się bardzo zagubiona. Chciałabym zdjąć przynajmniej część tego ciężaru z ramion dziewczyn, które trafią do tego domu”.

Martyna podkreśla jednak, że pomagać może każdy, lokalnie i na własny sposób. „Niech każdy z nas rozejrzy się w swoim najbliższym otoczeniu i znajdzie choć jedną osobę, której można pomóc. I zrobi to, co może. Bo nasze hasło »Dajemy kobietom skrzydła« dotyczy codziennych działań i choćby małych gestów”.

REKLAMA

Martyna Wojciechowska w Women's Healthfot. Adam Pluciński / MPP

7. Jesteś wystarczająca

Kolejnym projektem fundacji jest kampania społeczna I’M ENOUGH. O co w niej chodzi? „O to, żebyśmy miały odwagę powiedzieć sobie: jestem wystarczająco mądra, zdolna, piękna, pracowita, jestem wystarczająco dobrą mamą – mówi Martyna. – Chodzi tu o to, żebyśmy znalazły przestrzeń, w której możemy sobie odpuścić perfekcjonizm. Sobie i innym”.

Przy czym Wojciechowska zaznacza od razu, że to odpuszczanie to nie to samo, co rezygnacja z rozwoju. Bo jeśli jest przestrzeń w naszym życiu, w której czujemy, że warto nad sobą popracować – bo to nas nauczy czegoś nowego, przyniesie zmianę na lepsze – warto to zrobić. Zawsze jednak zadaj sobie pytanie o motywy. „Ja na przykład poświęcam czas na trening, ale nie po to, żeby wyglądać ładnie, wpasować się w jakiś obowiązujący aktualnie kanon kobiecej urody, tym bardziej że w skali świata jeden taki wzór nie istnieje – wyjaśnia. – Ćwiczę, bo chcę być sprawna, bo bez tego nie przejechałabym rajdu Dakar, nie zdobyłabym Mount Everestu, Korony Ziemi i nie dotarłabym na krańce świata. Mam potrzebę być w formie, bo chcę coś osiągnąć, realizować marzenia, a nie jest to akurat marzenie o zmieszczeniu się w sukienkę w rozmiarze 34”.

Więc treningów Martyna sobie nie odpuszcza. Co w takim razie? „Dziś w ramach odpuszczania sobie jem ciastko” – śmieje się. I dodaje już poważniej: „Odkąd pamiętam, zawsze inni ludzie próbowali wcisnąć mnie w normy dotyczące najpierw dziewczynek, a potem kobiet. Słyszałam, co mi wypada, a czego robić nie powinnam. Na szczęście rodzice dawali mi dużo wolności, namawiali, żebym nie ulegała presji z zewnątrz. Ale ta presja była dookoła i musiałam się nauczyć, że mam prawo powiedzieć głośno: nie. Kiedy byłam młodą dziennikarką i słyszałam pogardliwe przytyki do mojego wieku oraz płci, traktowałam to jako część życia. Dziś staję w obronie młodych dziewczyn w podobnej sytuacji i mówię: »Nie ma już na to zgody!«. Dlatego powtórzę, że najważniejsze jest dotarcie do źródła prawdziwych motywów naszego działania, odpowiedzenie sobie na pytanie, dlaczego za czymś gonimy. Żebyśmy zastanowiły się, czy realizujemy nasze własne marzenia, czy cudzy pomysł na nas”.

ZOBACZ TEŻ: „Jestem sprawniejsza niż gdy miałam 20 lat” [rozmowa z Małgorzatą Sochą]

Zobacz również:
Lubisz się uczyć? Jeśli tak, to super. Nie ma lepszego sposobu na przedłużenie młodości niż nauka nowych rzeczy w wieku, w którym maturę mamy już dawno za sobą.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA