Joanna Jędrzejczyk: Mój nowy szczyt

Uwierzycie, że Joanna Jędrzejczyk – jedna z największych atletek na świecie – nigdy się nie podciągnęła, a jej rekord to zaledwie 15 pompek? Wygrywa, bo ma inne, ważniejsze atuty. Najważniejszym jest siła jej charakteru. Stoczyła największe walki w historii, ale rozmach jej kariery nie wynika tylko z tego, że potrafi wygrywać: ta dziewczyna potrafi też przegrywać w dobrym stylu. Przez ostatnie lata JJ straciła w życiu dużo więcej niż pas mistrzowski, ale w sumie na tym zyskała – jako kobieta.

Joanna Jędrzejczyk fot. Kamil Majdański/MPP

Pierwszy raz na okładce WH pojawiła się w 2017 roku, będąc na szczycie kariery sportowej. Była niezwyciężona. Najpierw zdobyła, a potem 5-krotnie obroniła tytuł mistrzowski UFC, utrzymując go niemal 3 lata. Walczyła przy tym w spektakularny sposób, czym zdobyła serca organizacji UFC. W rankingach MMA była pierwszą zawodniczką bez podziału na kategorie wagowe i plasowała się na szóstym miejscu bez podziału na płeć. Od tego czasu wiele się w jej życiu zmieniło – nie tylko zawodowo, ale też prywatnie.

REKLAMA

Doświadczyła kilku przegranych i od niemal 4 lat nie dzierży pasa mistrzowskiego, została oszukana w biznesie, przeżyła śmierć przyjaciółki i rozstanie z narzeczonym, z którym była 9 lat. Nie zmieniło się chyba tylko to, że nigdy się nie poddała. „Zmiany to jest niepewność, pójście w coś nowego, więc trudno się tego nie bać, ale warto mieć świadomość, że są nam potrzebne i wcześniej czy później wyjdą nam na dobre – mówi Joanna. – Trzeba tych zmian oczekiwać i adaptować się do nich. Brać je takimi, jakie są: czasami będą przykre, ale wcześniej czy później pozwolą nam się uwolnić, rozwinąć skrzydła”. Ból, łzy i rozczarowania ostatnich lat sprawiły, że lepiej poznała siebie i dojrzała. Innym dała się poznać z bardziej ludzkiej strony. Po przegranych nie znikała, tylko stawiła temu czoło. Zaczęła otrzymywać więcej pozytywnego odzewu niż wcześniej, bo kibice przekonali się, że popełnia błędy jak każdy, że jest normalną kobietą.

To był też dla niej czas oczyszczenia z toksycznych relacji, presji i, jak mówi, pozbyła się ciężaru ryzyka straty. Poczuła, że chce zacząć żyć i zacząć wreszcie korzystać z tego, co osiągnęła. Nie zapomina już o sobie, bo wie, że tylko sama będąc szczęśliwa, może uszczęśliwić innych. Nie powstrzymała jej nawet pandemia, chociaż opóźniła wiele zawodowych spraw. „Dla mnie to był dobry czas. Ukończyłam studia podyplomowe ‒ już trzeci kierunek, rozpoczęłam naukę gry na pianinie, był też czas na pole dance, naukę języka. I więcej czasu spędziłam w Polsce, co mi się bardzo podoba, bo lubię to życie tutaj” – mówi Joanna.

Praca, praca, tylko ciężka praca

JJ w oktagonie można było ostatnio oglądać 1,5 roku temu, a wszyscy niecierpliwie wyczekują, by znowu zobaczyć ją w akcji. „Myślałam, że zawalczę we wrześniu, ale niestety ta walka się nie odbędzie. Teraz chcę się skupić na rozwoju prywatnym, biznesowym ‒ oczywiście cały czas będąc w reżimie treningowym, a najbliższa walka będzie w 2022 roku”. Jej walki są porywające i przez to, bez względu na wynik, wartościowe dla kibiców. Jasne, że najbardziej chcielibyśmy zobaczyć, jak odzyskuje pas, ale jednym z atutów JJ jest to, że nie musi odzyskiwać sympatii czy szacunku w oczach (przynajmniej większości) kibiców. Każdy jej pojedynek to świetne, emocjonujące widowisko na najwyższym poziomie pod względem sportowym. Jej ostatnie starcie o pas z Zhang Weili, które przegrała na punkty, zostało okrzyknięte walką roku w MMA. Sama dopiero dzięki przegranym zrozumiała, że jej wartością jest nie tylko pas, ale samo dawanie mistrzowskich walk na topowym poziomie. Dzięki temu, nawet przegrywając, wciąż jest na szczycie.

Nieustannie się rozwija, doskonali swoje umiejętności, poszerza arsenał, by być jeszcze bardziej kompletną fighterką przed każdym kolejnym pojedynkiem. Mimo utraty mistrzowskiego pasa, kilku przegranych i wielu zawirowań w życiu, nie straciła swojej pozycji, zainteresowania mediów ani sponsorów. Wręcz przeciwnie. Napisała drugą autobiografię, zadebiutowała na dużym ekranie, stała się bohaterką filmu dokumentalnego HBO „Niezwyciężona”, w ramach kampanii jednego ze sponsorów prowadziła treningi dla kilkuset osób, nagrała treningi fitness z elementami sztuk walki do aplikacji Anny Lewandowskiej, poleciała do Korei, żeby ponieść olimpijski znicz.

MMA nie jest sportem olimpijskim, ale Joanna jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych globalnie polskich sportsmenek, bo pas UFC jest niczym olimpijskie złoto. Niedawno dołączyła też do ambasadorek Pumy – marka szukała silnych, pewnych siebie kobiet, które w ramach kampanii „She Moves Us”, opowiadając swoją inspirującą historię, pomogłyby budować kobiecą solidarność. Chociaż na co dzień funkcjonuje w świecie MMA zdominowanym przez mężczyzn, to nie zatraciła w nim kobiecości i wciąż z dumą podkreśla, że jest kobietą. „Nie zapomnę, gdy miałam 13 lat, czytałam »Newsweeka« i widziałam w rankingach najlepiej zarabiających Polaków, że były tam też Polki zasiadające w zarządach banków czy na innych wysokich stanowiskach. Dla mnie to było bardzo duża motywacja. Świat stoi przed nami otworem. Ciężką pracą naprawdę wszyscy możemy wiele osiągnąć”. Nigdy nie bała się marzyć i myśleć o wielkich celach.

Joanna Jędrzejczykfot. Kamil Majdański/MPP

ZOBACZ TEŻ: Motywacja kontra wymówki - historie 4 kobiet

REKLAMA

REKLAMA

Starcie z rzeczywistością

W świat sportów walki wkroczyła dopiero w wieku 16 lat, będąc pulchną nastolatką. Zaczynała, nie mając w domu sportowych tradycji, trenując w garażu na olsztyńskim osiedlu. Łącząc treningi z dorabianiem w sklepie spożywczym rodziców, udało jej się zdobyć 6-krotnie tytuł mistrzyni świata w muay thai. Szybko jej celem stał się tytuł największej federacji mieszanych sztuk walki – UFC, choć miała za sobą zaledwie 6 pojedynków w tej dyscyplinie. Jak napisała w swojej książce „Czarno na białym”, tam nie ma dopingu, jest tylko ciężka praca. A w tej się specjalizuje.

W jej słowniku nie istnieje słowo „lenistwo”, ale zdarzają się spadki motywacji, jak każdemu. Wtedy pomaga jej dyscyplina – to dzięki niej, poza byciem wybitną sportsmenką z wieloma zobowiązaniami sponsorskimi, jest też bizneswoman, motywatorką, dobroczyńcą i kobietą, która się rozwija i chce korzystać z życia. Jak udaje jej się to wszystko łączyć? „U nas nie ma sezonu, tak jak u skoczków, nawet jeśli oni skaczą też latem. Gale raczej odbywają się na całym świecie przez cały rok, co tydzień. Zawsze musiałam sobie zaplanować, że w tym roku chcę zrobić 3 walki – każda walka to 3 miesiące przygotowań, więc mam 3 campy. Każdy camp to 12 tygodni, każdy tydzień to 13 treningów, każdy dzień to 2-3 treningi. Ludzie często się poddają pod wpływem tego, co się dzieje w życiu: choroby, złego samopoczucia czy jakichś czynników środowiskowych, a my, sportowcy, musimy się nauczyć do tego adaptować. To bardzo pomaga mi w organizacji mojego dnia codziennego”.

Sama prowadzi swoje media społecznościowe, nie zapominając o tym, jak są dziś ważne, również dla jej kariery. Ostatnio robi to bardziej świadomie i trochę swoją aktywność w ich ograniczyła. „Uświadomiłam sobie, że tego nie potrzebuję. Czasami potrafię godzinę siedzieć i odpowiadać ludziom, bo wiem, że jest to moja praca, część mojego rozwoju. Jednak coraz częściej staram się, zamiast po social media, sięgać po dobrą książkę. Kiedyś musiałam odpowiedzieć na każdego mejla i wiadomość. Nadal staram się to traktować bardzo poważnie, ale dziś wolę realne życie, to, co jest tutaj, na żywo”. Stara się w internecie nie kreować jakiejś innej rzeczywistości, ale być autentyczna. „U mnie nie ma filtra, nie ma sztuczności. Ludzie widzą mnie często z podkrążonymi oczami, robiącą różne rzeczy. Chcę pokazywać tę prawdziwość, zawsze za tym byłam”.

Czasami ta rzeczywistość w MMA jest brutalna, co dosłownie odbija się na jej ciele. Czy ma z tym problem? „Nie jestem modelką, jestem sportowcem – wojowniczką. Jestem pogodzona z tymi bliznami, chociaż dla mnie wygląd zewnętrzny ma znaczenie. Lubię o siebie dbać i przed każdą walką, treningiem czy mocniejszym sparingiem obawiam się złamanego nosa czy jakiegoś rozcięcia, blizn. Wiem, że jest to wpisane w moją pracę, ale oczywiście tego nie chcę. U każdego człowieka blizny to namacalne dowody przejścia życia. Mamy też wiele blizn na sercu czy duszy, których nie widać, ale to świadczy o drodze, jaką przechodzimy każdego dnia”. Świeżo po walkach stara się zakrywać najbardziej widoczne skutki ciosów np. pod okularami przeciwsłonecznymi, bo wie, że jest to nieestetyczne, a przez niektórych źle odbierane. Tak jak 1,5 roku temu, gdy po walce wybrała się z przyjacielem na randkę, a niektórzy zerkali na nich jak na ofiarę i oprawcę, albo kiedy innym razem dostała od sprzedawczyni wizytówkę z numerem dla ofiar przemocy domowej.

Joanna Jędrzejczykfot. Kamil Majdański/MPP

Zdrowe podejście

W okresie przygotowawczym i podczas walk wciela się w rolę bezwzględnej fighterki, ale na co dzień nie chce być tak postrzegana. Przed wejściem do oktagonu modli się, ale nie o zwycięstwo, tylko o to, żeby mieć odwagę lwa. „Prywatnie jestem zupełnym przeciwieństwem siebie z oktagonu. To moja praca, ale nie lubię tej wersji siebie. Z jednej strony sporty walki to moje ogromne hobby, z drugiej pewne rzeczy zamykają się w ramach sportu i pracy. Po każdej walce tak mam, że ten wizerunek związany z nią mi przeszkadza”. Na prywatnym gruncie uważa, że siłą niczego się nie rozwiąże. Lubi dbać o dobre relacje. I dobry wygląd. Na co dzień często chodzi w rozpuszczonych włosach, obcisłych sukienkach, szortach, dekoltach. Lubi mieć wyraziście pomalowane paznokcie – w kolorach energetycznych, jak jej charakter.

Widać, że dba o siebie, nie tylko powierzchownie. Katuje swój organizm wysiłkiem i dietą, nie dosypia, żyje w biegu i ciągłych podróżach, ale wciąż tryska energią i świetnie wygląda. „Zaczęłam chodzić do kosmetyczki. Kiedyś myślałam, że jest to przerost formy nad treścią, ale teraz lubię te zabiegi. Wybieram te najbardziej naturalne. Często dochodzi u mnie do przesuszenia skóry, tym bardziej że jest poddawana różnym podrażnieniom ze względu na kontakt z rękawicą czy rzepy, przez które często chodzę porysowana”. Poza uprawianiem skrajnie ryzykownego i kontaktowego sportu, narażona jest na stres – tak jak każdy z nas. „Ostatnio byłam bardzo zapracowana, bo kręciłam program telewizyjny, który kosztował mnie bardzo dużo energii. To było fajne doświadczenie, chociaż była to bardzo ciężka praca po kilkanaście godzin na planie. Ja też przed każdym odcinkiem robiłam trening, potrafiłam być na nogach przez 22 godziny i moje ciało to odczuło – organizm totalnie zwariował. Zaczęłam puchnąć, waga skakała mi co 2 dni, skórka pomarańczowa się pogorszyła – myślałam, że mam jakieś problemy hormonalne. Zrobiłam wszelkie badania, ale okazało się, że to był stres, który gdzieś z siebie wyrzucałam”.

Gdzie w takich chwilach szuka relaksu? „Najbardziej relaksuje mnie gorąca kąpiel czy sauna albo balia na zewnątrz. I czas z rodziną. Świetnie regeneruje mnie też gotowanie”. W wolnych chwilach wcale nie rezygnuje ze sportu. Nawet gdy nie jest w bezpośrednich przygotowaniach, jej aplikacja treningowa notuje kolejne aktywności. „Lubię aktywność fizyczną, bo ona pozwala walczyć z własnymi limitami i endorfiny dają mi dobrą energię”. Ostatnio stawia na rolki, lubi też pobiegać. Chce wrócić do wspinaczki, którą kiedyś uprawiała. „Często ludzie popadają w rutynę, uprawiając jakiś sport – po prostu ich to nudzi. Ja zachęcam zawsze do spróbowania czegoś nowego, czego jeszcze nie robiliśmy, i to po prostu doda nam nowej energii i chęci do treningów”. JJ nie rezygnuje z ambicji obrony pasa, ale już ma na horyzoncie kolejne marzenia. „Będę ścigała się samochodem, zrobiłam już licencję kierowcy rajdowego i chcę jeździć w Rallycross. Moim planem – ktoś powie, że mocnym – jest za 3 lata pojechać na Dakar. Wiem, że to jest w zasięgu ręki. Teraz powoli chcę się w tym kierunku rozwijać”.

SPRAWDŹ: Sleep care - jak zadbać o zdrowy sen?

REKLAMA

Walka o siebie

Wreszcie, po kilkunastu latach poświęceń, chce mieć czas dla siebie, realizować się. „Czasem mówiłam, że sport mi coś zabrał, ale ostatnio bliski mi sportowiec uświadomił mi, że nic mi nie zabrał, tylko ja to świadomie wybrałam. Faktycznie, ten sukces wymagał ode mnie takiego czy innego poświęcenia, czego kosztem było zaniedbanie siebie. Zawsze upinałam kucyk, myślałam: »Jestem JJ«. Miałam podkrążone oczy, bo zbijałam wagę. Zapominałam o sobie jako kobiecie, człowieku – żeby o siebie dbać, pokazywać to piękno, które mam w sobie wewnątrz czy na zewnątrz”. Pnąc się na szczyt, była w stanie zaliczyć 4 walki w ciągu zaledwie 13 miesięcy, trenując 2 razy dziennie do granic wytrzymałości.

Mieszkała na Florydzie, a w ogóle nie mogła korzystać z jej uroków i słońca – poza campem życie dla niej nie istniało. Przed walkami za wszelką cenę zbijała wagę – nawet po kilka kilogramów w ciągu doby, nie bacząc na to, co może się z nią stać w wyniku wycieńczenia organizmu, bo obawa przed krytyką była dla niej silniejsza niż obawa o zdrowie czy nawet życie. Dopiero po przegranej doceniła swoją wartość, dotychczasowe osiągnięcia. Zrozumiała, że już nie musi niczego udowadniać, również sobie. Nie poświęca się za wszelką cenę jak kiedyś. Pozwoliła sobie na odpoczynek, wakacje. Przegrana nauczyła ją też nagradzania siebie, bo jak mówi, nikt Cię nie doceni, jeśli najpierw sama tego nie zrobisz. Zaczęła myśleć o swoim zdrowiu, również w perspektywie przyszłości – w końcu zawsze chciała zostać mamą. „Dbam o taki balans życiowy między karierą a życiem prywatnym. Zbyt mocno byłam skupiona na tej karierze zawodowej, sportowej. Chciałam utrzeć nosa życiu, nie dbając o siebie, zapominając o sobie – mówi Joanna. – Jestem człowiekiem, kobietą, która od zawsze próbowała uszczęśliwić wszystkich wokół, a teraz zaczynam po prostu od siebie. Nawet ta szczerość i bezpośredniość jest u mnie teraz jeszcze większa niż kiedyś, bo wiem, że jeśli ja o siebie nie zadbam, to nikt o mnie nie zadba. Jeżeli chcemy, żeby coś było dobrze zrobione, to musimy zrobić to niestety sami. Ja współpracuję z wieloma osobami, liczę na nie, ale mam też na wszystko oko i trzymam rękę na pulsie”. Na przykrych doświadczeniach nauczyła się, że nie może ufać w ciemno ludziom – trzeba martwić się przede wszystkim o siebie, bo ostatecznie to ona, jej kariera i wizerunek ponoszą konsekwencje.

Joanna Jędrzejczykfot. Kamil Majdański/MPP

W życiu jak w ringu

Z boku wydaje się, że najtrudniejsze to stanąć w ringu oko w oko z przeciwnikiem. Dla niej to jednak wisienka na torcie – zwieńczenie miesięcy ciężkiej orki, a największe wyzwanie to pokonywanie swoich słabości na co dzień. „Sport kojarzymy z dobrym wyglądem fizycznym, z tym, że daje nam silne mięśnie, a ja uważam, że przede wszystkim siłę głowy. To, że się nie poddajemy. Przełamujemy swoje codzienne bariery. W sporcie ja zrobię więcej niż mój kolega czy koleżanka z maty, a to się później przekłada na życie codzienne, biznes i na osiąganie kolejnych celów, tych prywatnych. Nawet na to, że gdy sprzątam chatę, to w połowie nie powiem »Nie dokończę tego«, bo to tak, jakby zrezygnować z maratonu 2 km przed metą. Takie »ściany«, jak na maratonie, napotykamy na co dzień i mnie sport nauczył radzenia sobie z tymi dużymi problemami. One nagle nie stają się przez to mniejsze ani nie są łatwiejsze, ale gdzieś się do tego adaptujemy, zyskujemy doświadczenie i z czasem jest nam łatwiej. Zawsze każdemu polecam na te ciężkie momenty, dni i ciężkie próby nie tylko siąść w domu z kubełkiem lodów, ale pójść właśnie na trening i przełamać te swoje limity – mówi Joanna. I dodaje: Myślę, że każdy z nas jest wojownikiem od urodzenia, bo walczymy o pierwszy oddech, potem adaptację do środowiska, a później po prostu życie nas codziennie zaskakuje. Czasami myślę: »Co kolejnego mnie zaskoczy?«, bo wiem, że wtedy będę jeszcze bardziej odporna na kolejne atrakcje życia”.

Każda okazja, każdy dzień jest dla niej okazją, by starać się być lepszą wersją siebie. „Nie dążę do perfekcji, chociaż każdy dzień jest taką możliwością. Nigdy nie osiągniemy perfekcji, ale ważne jest to zakładanie sobie kolejnych celów, takiego perfekcjonizmu prywatnego – nie po to, żeby komuś pokazać, że »Wow, zobacz, jaka jestem fajna, cool i ładna!«, tylko widzieć to piękno w sobie. Jedni po treningu czy po pracy lubią otworzyć czipsy czy piwo albo nic nie robić przed tv, a ja lubię zorganizować sobie ten czas, tak żeby znaleźć chwilę na czytanie książki, na naukę, na rozwój, na biznes”. Fighterka od 10 lat prowadzi w Polsce firmę i we wrześniu otwiera jej kolejne dwie gałęzie: związane ze zdrowym odżywianiem, suplementacją, sprzętem sportowym. Pojawiła się w kampanii Douglasa, została twarzą Estée Lauder. Działa w fundacji Cancer Fighters, jednocześnie zakłada własną – JJ’s Stars Foundation, która ma ułatwić start młodym zawodnikom, by nie musieli tak jak ona na początku walczyć o to, by móc walczyć na macie.

Joanna Jędrzejczykfot. Kamil Majdański/MPP

O czym chce napisać kolejną autobiografię? „Kolejna książka chyba będzie o jeszcze większym rozkwicie i podsumowaniem tego wszystkiego. Mam nadzieję, wierzę w to, że pochwalę się w niej odzyskaniem tytułu mistrzowskiego. Chcę pokazać, że można wznieść się wysoko, można spaść z wysokiego konia, ale można zawsze wrócić. Ta droga już długo trwa, bo minęły 4 lata od utraty mojego tytułu mistrzowskiego, ten czas mija też przez to, że są czasy covidowe, ale ja wiem, że ten moment nadejdzie. To będzie przykład tego, że nieważne, jaka jest sytuacja w życiu – czy to jest przegrana sportowa, czy przegrana życiowa, to wymaga tylko czasu i pójścia dalej, a osiągnie się to”.

Źródło jej energii

Jak to robi, że trenując i żyjąc tak intensywnie, będąc ciągle w podróży, wciąż tryska niespożytą energią?

Miejsce na Ziemi

Każdą przerwę w obozach przygotowawczych stara się spędzać z rodziną. Ze Stanów, gdzie trenuje, zawsze wraca do bazy – swojego domu w Olsztynie. Mieszka blisko swoich sióstr. Lubi być ulubioną ciocią dla siostrzeńców.

Domowe spa

Relaks sprawia jej gorąca kąpiel w wannie, saunie albo balii na dworze. W domu dobrze regeneruje się też, gotując. Często przygotowuje posiłki dla siebie, ale lubi też gotować zdrowo dla rodziny czy członków swojego teamu.

Sportowa regeneracja

O jej regenerację podczas przygotowań do walk dba od lat zaufany fizjoterapeuta Kamil Iwańczyk. Oprócz niemal codziennych krótkich sesji z nim, stosuje też raz w tygodniu masaż i kilka razy w tygodniu zanurzenia w zimnej wodzie.

Wsparcie od środka

Robiąc wagę przed walką, traci dużo wody, więc doskonale wie, że bez niej organizm wariuje. Dlatego na co dzień dba o nawodnienie, pijąc minimum 2-4 litry wody, a w czasie przygotowań nawet do 10 litrów na dobę.

Dieta bez diety

Kiedyś nie szczędziła sobie pizzy czy słodyczy, kiedy tylko była poza reżimem przygotowań. Z czasem zrozumiała, że myśląc o zdrowiu również w perspektywie przyszłości, musi jadać zdrowiej na co dzień. Najlepiej czuje się na diecie bezglutenowej.

Dream team

Otacza się zaufanymi ludźmi i nie boi się rezygnować z toksycznych relacji. Wciąż blisko niej jest rodzina (nawet jeśli czasami tylko na odległość), która daje jej siłę. „Nie zapominam o niej, osiągając sukces, bo bez rodziny by mnie tutaj nie było” – podkreśla Joanna.

ZOBACZ TEŻ: Agnieszka Woźniak-Starak: Wolę żyć na własnych zasadach

Zobacz również:
Wybuch pandemii przez ograniczone możliwości treningowe i utrudniony dostęp do sprzętu sprawił, że pojawił się boom na skakankę. Wcześniej kojarzona z treningiem bokserskim albo rozgrzewką, teraz pokazała się jako pełnoprawne narzędzie treningowe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA