REKLAMA

Jillian Michaels o walce z epidemią otyłości, kompleksami i COVID-19

Międzynarodowa królowa fitnessowych guru – trenerka trenerek i ekspert odchudzania od niemal dwóch dekad podąża swoją drogą, nie zważając na przemijające mody i poglądy influencerów. Jillian Michaels opowiada nam o walce z epidemią otyłości, własnymi kompleksami i COVID-19.

Jillian Michaels w Women's Health fot. DON FLOOD

Była znaną trenerką zanim ktokolwiek usłyszał o Kayli Itsines, Mel B czy Annie Lewandowskiej. Do mainstreamu trafiła jako trenerka w 11. sezonach „The Biggest Loser” – programu, który stał się jednym z najpopularniejszych w USA. Od tamtej pory jest królową fitnessowego świata, ze sprzedanymi 100 milionami DVD i 8 książkami na liście zdrowotnych bestsellerów „New York Timesa”. Gdziekolwiek się pojawia, jest oblegana przez fanów: podczas eventu organizowanego przez brytyjskie wydanie Women’s Health w Londynie musiała interweniować ochrona.

REKLAMA

„Tak, to było szaleństwo” – śmieje się, relaksując się w swoim domu nad brzegiem Pacyfiku w Malibu po dniu zdjęciowym z ekipą WH. Przez niemal dwie dekady 46-latka nieustannie jest na topie. Przekonuje, że chociaż rynek zdrowia, a szczególnie odchudzania, zmienił się w ostatnich latach nie do poznania, to kluczem, by wciąż się w nim liczyć, jest dawanie ludziom tego, czego potrzebują.

Według Jillian nasze pragnienia i cele tak naprawdę się nie zmieniły. Jej fani wciąż oczekują tak samo skutecznego odchudzania, więc wciąż zapewnia im programy, by to osiągnąć, tyle że już nie na DVD: teraz robi to za pośrednictwem streamingu w aplikacji, która za pomocą algorytmów tworzy zindywidualizowane pod użytkowników programy. Jillian potrafi nadążać za zmianami.

Czy pandemia sprawiła, że zależy nam bardziej na zdrowiu? „Mam taką nadzieję. Jeśli w COVID-19 może być coś pozytywnego, to może obserwacja, że o ile nie możemy panować nad pandemią, to mamy coś do powiedzenia w kwestii tego, jak na nas wpływa. Dbanie o siebie jest więc nie tylko zdrowe, ale też budujące” – zapewnia.

ZOBACZ TEŻ: 4 proste ćwiczenia na ból pleców

Zdrowe podejście

W czasach keto – eliminowania z diety grup pokarmów i jedzenia intuicyjnego – podstawowe liczenie kalorii wypadło z łask, ale Jillian utrzymuje, że ta koncepcja jest fundamentem podejścia do zdrowego odżywiania. „Kiedy ktoś przychodzi do mnie po pomoc, pytam go, co je. »Och, jem naprawdę zdrowo«. Mówię więc: »OK, a co jesz?«. »No wiesz: awokado, tosta, garść nerkowców«. Ja na to: »Okej, to jest zdrowe, bo bogate w składniki odżywcze, ma witaminy, minerały, błonnik i superzdrowe tłuszcze. Jednak jeśli jesz za dużo jakiegokolwiek jedzenia, to po prostu jesz za dużo. Twoje posiłki, niezależnie od swojej gęstości odżywczej, mogą mieć też dużą gęstość energetyczną, a jeśli twój organizm nie spala tych kalorii, to zostaną zmagazynowane w postaci tłuszczu«. To są zasady termodynamiki. To nie moja teoria, ale potwierdzony fakt”.

Twardo przeciwstawiając się tak wielu dzisiejszym ekspertom i influencerom, Jillian podtrzymuje, że wszystkie kalorie są sobie równe. „Wierzę, że tak jest, jeśli chodzi o odchudzanie”. Z pewnym zastrzeżeniem: „Możesz zjeść 1500 kcal kompletnego syfu albo 1500 kcal superzdrowego jedzenia. Czy rozchorujesz się po zjedzeniu tych śmieci? Tak. Czy być może dorobisz się problemów autoimmunologicznych i masy kłopotów zdrowotnych od tego syfu? Zdecydowanie. Czy będziesz się od tego szybciej starzeć? Na 100%. Czy Twoja skóra będzie gównianie wyglądać? Oj, tak. Ale jeśli chodzi o odchudzanie, przybieranie na wadze czy utrzymanie wagi, chodzi o bilans kalorii. Jeśli zależy nam na świetnym wyglądzie i dobrym starzeniu, walce z chorobami czy poprawie odporności, tu istotne znaczenie ma jakość jedzenia”.

Zapytana, czy dziś wciąż jest miejsce na show w stylu „The Biggest Loser”, przez chwilę zastanawia się, jakby ważąc słowa. „Myślę, że świat poszedł w kierunku, w którym ten format i przesłanie jest odbierane jako fat shaming. Chociaż nim nie jest i nie miało być – wzrusza ramionami. – Poszliśmy za daleko w przeciwnym kierunku. Myślę, że czasami polityczna poprawność dochodzi do punktu, w którym szkodzi ludziom. Tak, chcemy być inkluzywni i szanować to, że każdy ma inne kształty i rozmiary. Nikt nigdy nie powinien być piętnowany ani wykluczany ze względu na wygląd czy otyłość: każdy zasługuje na równe traktowanie i powinien czuć się równie wartościowy. Jednak otyłość sama w sobie nie powinna być lukrowana. Cholernie obciąża system opieki zdrowotnej i jest główną przyczyną upadłości finansowej Amerykanów, jest powodem wielu schorzeń zdrowotnych: od raka po choroby serca. Ale staliśmy się tak poprawni politycznie, że nikt nie chce tego powiedzieć”. Z wyjątkiem Jillian, oczywiście.

Dieta i trening

Swojemu ciału dostarcza paliwo w dość zdyscyplinowany sposób, ale nie stosuje diet wykluczających. „Próbowałam być weganką 2- czy 3-krotnie, bo to lepsze dla planety, i jestem prawdziwą miłośniczką zwierząt, ale za każdym razem bardzo gwałtownie wpadałam w anemię”. Całkowicie unika cukru, przyznając, że w przypadku rafinowanych produktów ma mentalność objadacza. Swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne dzieli między trzy główne posiłki: śniadanie, lunch i kolację. Każdy po 500 kcal, złożony z węglowodanów, tłuszczów i białek oraz kilku przekąsek po 250 kcal. Zawsze zachowuje 12 godzin przerwy między kolacją a śniadaniem. Jillian w swoim stylu przewraca oczami na samą myśl, że mogłoby to być uznane za post przerywany czy inny „nowy” model wellnessu. „To tylko śniadanie. Dosłownie” – mówi, tłumacząc pochodzenie angielskiego „breakfast” od „breaking the fast”, czyli przerywanie nocnego postu. Jej przeciętny dzień zaczyna się od jogurtu, jagód i granoli na śniadanie, następnie kanapka z indykiem na lunch.

„Trochę awokado, sałata, pomidor, dwa pełnoziarniste tosty i garść chipsów z tortilli z niebieskiej kukurydzy z salsą. A na kolację sushi”. Na przekąskę najczęściej sięga po kawałek sera i jabłko. Jedzenie, które trafia na jej talerz, musi być „prawdziwe”: najlepiej nieprzetworzone i organiczne. Na wypadek gdyby jej czegoś w diecie brakowało, ma spiżarnię wypełnioną po brzegi dobrej jakości suplementami. „Omega-3, probiotyki, sproszkowane organiczne rośliny zielone i czerwone, wytwarzany etycznie kolagen w proszku, adaptogeny, mieszanki grzybów – cały zestaw. Podchodzę do tego dość poważnie”.

Nie ma nic zaskakującego w tym, że w kwestii ćwiczeń Jillian nie toleruje żadnych bzdetów. Jest zwolenniczką mieszania różnych typów treningów. „Czy chodzi o walkę ze starzeniem, poprawę odporności, wyszczuplenie ciała czy budowanie mięśni, będzie to trening oporowy, trening obwodowy i HIIT. Po treningu siłowym spalamy więcej kalorii i zwiększa się stężenie testosteronu, co pomaga zachować równowagę hormonalną oraz pobudza hormon wzrostu”.

Zmuszona do wyboru, co jest ważniejsze – dieta czy ćwiczenia – uważa, że to zależy od celu. „Jeśli np. zależy Ci na utrzymaniu wagi, istotniejsza jest dieta, bo jeśli się nie przejadasz, nadmiar kalorii nie zamieni się w tłuszcz. Jeśli próbujesz zrzucić nadmiar kilogramów, ważniejsze są ćwiczenia. Nie pozbędziesz się ich głodem: zajmie to wieki i zniszczy metabolizm, wywołując do tego efekt jo-jo. Jeśli spojrzymy na matematykę, pół kilograma tłuszczu to w przybliżeniu 3500 kcal: tyle musisz zjeść mniej, by zrzucić te pół kilo. Na moim przykładzie, chcąc zrzucić 5 kg, spalając 1600 kcal dziennie bez ćwiczeń i jedząc 1400 kcal (co może się wydawać bardzo restrykcyjne), mam deficyt zaledwie 200 kcal dziennie. W tym tempie pozbycie się pół kilograma zajmie mi prawie 18 dni. To może być zniechęcające, ale jedząc 1400 kcal dziennie i ćwicząc, mogę zwiększyć spalanie z 1600 do 2100 kcal w sposób wykonalny. Teraz, zamiast tracić 200 kcal ekstra dziennie, mam deficyt 700 kcal. W ten sposób pozbędę się 0,5 kg w 5 dni, a nie w 18. Tak więc dla utrzymania wagi dieta ma duży wpływ, dla utraty wagi aktywność ma większą sprawczość. Chociaż i dieta, i trening są równie ważne. Zawsze”.

ZOBACZ TEŻ: Obalamy mity dietetyczne: czy ryby szkodzą, wołowina powoduje raka, a post przerywany odchudza i odmładza?

A jak wygląda typowy tydzień treningowy Jillian? „Celuję w każdą grupę mięśniową dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i czwartki to treningi całego ciała typu push (z naciskiem na klatkę, uda, bicepsy), a wtorki i piątki pull na biceps, plecy i mięśnie kulszowo-goleniowe, więc zawsze mam 2 dni regeneracji między treningami tej samej grupy mięśniowej. Pozostają mi 3 dni, kiedy mogę zrobić kardio, pojeździć rowerem albo uprawiać hiking”.

Kluczowa dla niej jest różnorodność. „Nie jestem orędowniczką robienia jednego typu ćwiczeń, bo w końcu organizm się do nich zaadaptuje, poza tym łatwo wtedy o kontuzję przeciążeniową. Chcąc jak najlepszych rezultatów, musisz stawiać na urozmaicenie, by organizm miał czas zregenerować się po treningu: to kluczowy dla progresu proces. Dostarczasz też ciału nowych bodźców i stresorów, do których się przystosowuje”.

Pandemia też zmieniła jej aktywność. „Dużo więcej korzystałam z outdooru: paddleboardu, hikingu, roweru itp. I robiłam więcej niż zwykle treningów w domu, mimo że jestem niemal ich królową. Cała moja marka fitnessowa skupia się na pomaganiu ludziom budować formę w domu. Być może dlatego chodziłam na siłownię: potrzebowałam czegoś innego. Zaczęłam trenować tak jak w moich programach: z masą własnego ciała, HIIT, jogą, kickboxingiem itd. Skakałam też nieustannie na skakance”.

Mając 46 lat uważa, że wiek nie ma wpływu na jej trening. „Nie widzę powodu, by układać trening pod wiek. Możesz być początkująca, mając 20, 40 lub 70 lat, albo zaawansowana w każdym wieku. To zależy, jak żyjesz. Możesz być poddawana nadmiernemu stresowi i dołożenie dodatkowych treningów sprawi, że się rozchorujesz lub osłabisz swoją odporność, hamując regenerację, co zwiększy podatność na kontuzje. Do tego z wiekiem dochodzi do zmian hormonalnych, a metabolizm spada. Mogłaś jeść 2000 kcal jako 25-latka, ale w wieku 55 lat nie ujdzie ci to na sucho”.

REKLAMA

REKLAMA

Wyzwania

Jillian dzieli swój ultranowoczesny dom w Malibu z przygarniętym psem, który wabi się Seven, i papużką Bonsai. Słynie z ratowania zwierząt: w sumie potrafi wyliczyć kilkadziesiąt stworzeń, którym dała dom. W mieszkaniu jest też pełno rzeczy przypominających o dwójce jej dzieci (10-letniej Lukensii, zwanej Lou, i 8-letnim Phoeniksie). W dniu zdjęciowym nie ma ich w domu, ale pozostały po nich m.in. porzucone w wychodzącym na plażę patio wiaderka, łopatki i paddleboardy. Podczas sesji Jillian potyka się o coś, przygląda się temu bliżej i wzdraga: „Fuj!”. Gdy okazuje się, że to głowa ryby, którą Phoenix gdzieś wygrzebał, jej uśmiech od razu pokazuje, że jest matką, której nic już nie zaskoczy.

Historia rodziny, którą tworzy, jest daleka od typowych. Choć między jej dziećmi są 2 lata różnicy, oboje pojawili się w jej życiu w odstępie zaledwie tygodni. Jillian i jej ówczesna partnerka Heidi Rhoades chciały założyć rodzinę i zdecydowały się na zagraniczną adopcję, ale sprawy się komplikowały. W międzyczasie para zdecydowała, że Heidi spróbuje zajść w ciążę przez inseminację nasieniem dawcy. Wszystko potoczyło się tak, że kiedy w końcu przyznano im opiekę nad Lou z Haiti, Heidi była w ciąży. „Lou i Phoenix są najlepszymi przyjaciółmi i najgorszymi wrogami, tak jakby wyszli z jednego łona” – śmieje się trenerka.

Z dystansem próbowała też podejść do łączenia zajęć służbowych z nauczaniem domowym. „Dosłownie śmiałam się na głos. Szło nam to strasznie. Byłam okropnym uczniem, a co dopiero nauczycielem. To była walka, zarówno osobista, jak i zawodowa”.

Jillian i Heidi rozstały się w 2018 roku po 9 wspólnych latach, pozostając przyjaciółmi i dzieląc obowiązki rodzicielskie. Jillian związała się z nowojorską projektantką Deshanną Marie Minuto, którą poznała za pośrednictwem randkowej aplikacji dla celebrytów. Jako mama bacznie przygląda się Lou.

„Będzie mieć problemy z jedzeniem, po prostu to wiem. Tuż po posiłku mówi: »Jestem głodna«, na co ja, że przed chwilą jedliśmy. »Więc o co chodzi? Coś Cię niepokoi?«. Będę próbowała z nią o tym rozmawiać. Sama się z tym zmagałam. Używałam jedzenia do budowania więzi z tatą. Mieliśmy bardzo dziwną relację: on miał nadwagę i jedzenie było sposobem, żeby ją nawiązać”.

Jillian jest zdeterminowana, by doświadczenia jej córki były inne. Stara się świecić przykładem, unikając negative self-talk, czyli określeń o negatywnym wydźwięku, mimo że ma swoje kompleksy. „Nie rozdzieram szat. Po prostu akceptuję fakt, że jestem niska, że potrzebuję multum depilacji laserowej. Nie oczekuję, że będę idealna. Problematyczne obszary? Jest jak jest. Myślę, że jest wystarczająco dobrze”.

Dla Jillian zdrowie oznacza najlepsze przeżywanie życia, zabawę z dziećmi, przebiegnięcie mili, zrobienie gwiazdy i pozostawienie czegoś po sobie. A do tego dość pewności siebie, by mówić to, co myśli.

Aplikację Fitness by Jillian Michaels można ściągnąć ze strony jillianmichaels.com.

ZOBACZ TEŻ: 3 aplikacje, które pomogą Ci wrócić do formy

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA