REKLAMA

Areta Szpura i Agnieszka Rylska - „Chcemy pokazać, że ludzie nie muszą się wstydzić tego, kim są ani co czują"

Areta Szpura jest twarzą polskich aktywistek ekologicznych, ale mało kto wie, że tą pasją zaraziła się od swojej partnerki Agnieszki Rylskiej. Dziewczyny dzielą nie tylko zainteresowania, ale i wspólne życie. Nie afiszują się ze swoim uczuciem, ale i nie ukrywają go – w końcu to związek jak każdy inny. Marzą o czasach, gdy zamiast toczyć walki o wymyślone ideologie, będziemy na serio walczyć o naszą planetę

Areta Szpura i Agnieszka Rylska fot. Kamil Majdański/MPP

W sierpniowe, upalne popołudnie maszerujemy z parku Skaryszewskiego, gdzie właśnie zakończyła się sesja zdjęciowa Arety i Agnieszki, w stronę Saskiej Kępy. Po drodze zabieramy niedawno zaadoptowanego przez dziewczyny Fafluna – 1-5 rocznego czarnego kundelka. Już w czwórkę wchodzimy do kameralnej knajpki z naklejką „Strefa wolna od nienawiści” na drzwiach. Faflun sadowi się w kącie i łapczywie pije wodę z miski, my chłodzimy się sokiem grejpfrutowym. Mimo upału, humory nam dopisują.

Zanim zaczniemy rozmowę o tym, co tu i teraz, przenieśmy się na chwilę kilka lat wstecz... Areta Szpura ma 21 lat. Jest współzałożycielką megapopularnej marki modowej Local Heroes. W bluzach jej projektu chodzą takie gwiazdy, jak Justin Bieber, Kylie Jenner czy Rihanna. Sukces goni sukces, a Areta w poszukiwaniu inspiracji wyjeżdża do słonecznej Kalifornii, gdzie bawi się na imprezie Miley Cyrus, szuka modowych inspiracji i zawiera nowe znajomości. To ten wiek, kiedy człowiek buduje pierwsze poważne związki, ale Areta dotychczas miała problemy ze zbudowaniem trwałej relacji z chłopakiem. Coś nie gra, ale nie wie jeszcze co.

„Wcześniej nigdy nie myślałam o dziewczynach jako o potencjalnych partnerkach, ale nowe miejsce sprawiło, że chciałam otworzyć się na nowe doświadczenia. Odpalając Tindera, wybrałam opcję »kobiety«” – wspomina Areta.

Znajomości, które nawiązuje, uświadamiają jej, że jest osobą biseksualną. Po powrocie do kraju postanawia żyć w zgodzie ze sobą. Na Tinderze ponownie korzysta z wariantu dla dziewczyn. Po kilku swipnięciach wyświetla jej się profil Agi. Agnieszka Rylska ma 24 lata, jest studentką Wydziału Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej, gdzie też zawodowo gra w koszykówkę. Otrzymuje na Messengerze wiadomość od Arety – to screen jej profilu na Tinderze z pytaniem: „Umówimy się na randkę?” i uśmieszkami.

Dziewczyny znają się dzięki siostrze Agi, która, tak jak Areta, pracuje w modzie. Agnieszka od jakiegoś czasu wie, że również ciągnie ją do kobiet, ale wciąż nie jest pewna, co i jak. Wiadomość od Arety traktuje jako żart (chyba każdy uznałby za zabawne i lekko krępujące znalezienie profilu znajomego w aplikacji randkowej).

Dziewczyny piszą do siebie przez kilka dni. W końcu umawiają się na randkę. Aga strasznie się stresuje, bo kompletnie nie wie, jak spotkanie dwóch dziewczyn powinno wyglądać. „Zastanawiałam się nawet nad kwiatami, ale jednak kupiłam czekoladę. Mimo nerwów spotkanie wyszło super: oglądałyśmy film, było zabawnie i przemiło” – wspomina Aga. Od tego czasu minęło już pięć lat.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu poleca reportaże

Jesteśmy częścią społeczeństwa

Gdy zadzwoniłyśmy z propozycją wspólnej sesji okładkowej, dziewczyny były zachwycone. „Nie chodziło o to, że to my będziemy na tej okładce, tylko że w ogóle jakiś magazyn w Polsce ma odwagę poruszyć temat równości i chce to pokazać w bardzo fajnej, normalnej narracji” – mówi Areta. Dziewczyny nie chcą krzyczeć czy ubierać się od stóp do głów w tęczowy strój, bo chociaż temat osób LGBT+ nadal jest w wielu miejscach tematem tabu, one wolą edukować ludzi bez emocji i pokazywać, że osoby nieheteronormatywne są wśród nas.

„Chcemy pokazać, że ludzie nie muszą się wstydzić ani ograniczać. Chcemy, żeby mogli być sobą. I żeby było po prostu normalnie” – mówi Agnieszka.

Dziewczyny same nie czują się nierówno traktowane w społeczeństwie. „Mamy szczęście, bo żyjemy w bardzo akceptującej bańce i nigdy nie miałyśmy nieprzyjemności z powodu naszej orientacji – mówi Areta. – Otaczamy się ludźmi, którzy są zarówno homo, bi i hetero, ale mają otwarte głowy”.

I nie chodzi tylko o Warszawę czy Kielce, skąd pochodzi Aga. „Nawet wczoraj na Mazurach w pewnej malutkiej miejscowości w ośrodku wypoczynkowym na recepcji zauważyłam naklejkę »Strefa wolna od nienawiści«. Byłam pozytywnie zaskoczona. Wydaje mi się, że w każdym małym miasteczku zawsze znajdzie się jakieś fajne miejsce czy dobrzy ludzie, którzy są otwarci na innych. Dlatego poza Warszawą również nie boimy się iść po ulicy, trzymając się za ręce” – tłumaczy.

Ale przyznają, że nie każdy ma tyle szczęścia. „W naszym społeczeństwie przyjaciółki też mogą iść za rękę, nikogo nie dziwią też mieszkające ze sobą kobiety. Wydaje mi się, że dziewczyny mają pod tym względem dużo łatwiej niż para facetów” – mówi Aga.

Poza tym nie da się nie zwracać uwagi na sytuację w państwie. „To, że w naszej małej bańce czujemy się dobrze, nie oznacza, że gdy włączamy wiadomości i patrzymy na to, co się dzieje dookoła, nie napawa nas to strachem i zmartwieniem – opowiada Areta. – Ale nie chcemy dać się zastraszyć. Będziemy walczyć, chociaż wolałabym nie musieć walczyć o swoje prawa do normalnego życia”.

Areta Szpura i Agnieszka Rylskafot. Kamil Majdański/MPP

Lokalne heroski

Ostatnio słychać w mediach o osobach, które wyjechały z Polski, bo się boją, bo mają dość, bo chcą zalegalizować swoje związki. Dziewczyny jeszcze nie pakują walizek, ale mają plany i marzenia, których być może nie uda się zrealizować w kraju.

„Chcemy mieć wspólnie dziecko. Chcemy mieć możliwość zapłodnienia, a potem wspólnego wychowania dziecka tak, żebyśmy były formalnie rodziną i żebyśmy czuły się bezpiecznie” – wyjaśnia Aga.

Dlatego dziewczyny myślą o wyjeździe do Szwecji, a może do Danii... Plany nie są sprecyzowane, bo wciąż mają nadzieję, że sytuacja zmieni się jednak na lepsze.

„Lubię Polskę za humor i gościnność. Tu są wszyscy moi najbliżsi, tu się wychowałyśmy i naprawdę dobrze nam się żyje, więc nie chciałybyśmy wyjeżdżać, ale jeśli w ciągu najbliższych 5-7 lat nic się nie zmieni albo będzie jeszcze gorzej, pewnie będziemy musiały wyjechać”.

Ta opcja to jednak ostateczność, by móc po prostu gdzieś godnie żyć. Poza tym dziewczyny mają w sobie ducha aktywizmu. „Wolimy żyć tutaj póki możemy zrobić jak najwięcej dobrego dla ludzi” – mówi Areta.

Chodzi zarówno o aspekt ekologiczny, równościowy, jak i biznesowy. „Fajnie tworzyć coś na swoim podwórku, a nie wyjeżdżać gdzieś, gdzie już coś jest i działa. Tak jak kiedyś wszyscy wyjeżdżali z Polski, tak teraz mam wrażenie, że wiele osób wraca z zagranicy z głowami pełnymi inspiracji i pomysłów, które można potem przekuć na lokalne warunki i potrzeby. Dobrze mieć poczucie sprawczości i wpływ na to, jak zmienia się świat w naszym najbliższym otoczeniu”.

Areta wie, o czym mówi, bo ma już na koncie sporo wyjazdów. Początkowy zachwyt słoneczną Kalifornią pozwolił jej na nowo docenić to, co cały czas miała tu, pod nosem. „Mam wrażenie, że za mało uczymy się od innych, jeżeli chodzi o ekologię, równość i w ogóle o rozwiązania, dotyczące ulepszenia świata” – dodaje.

REKLAMA

REKLAMA

Koniec z modą

O dziwo, to nie Areta zaraziła ekologią Agnieszkę, tylko było na odwrót.

„Aga pierwsza w tym siedziała, bo studiowała inżynierię środowiska i od początku pracowała w branży, a ja przecież pół życia spędziłam w całkiem innej bajce” – mówi Areta.

I rzeczywiście: Areta jeszcze do niedawna odnosiła sukcesy w świecie mody. Jednak gdy dowiedziała się, że to właśnie biznes tekstylny jest drugą wśród największych trucicieli planety gałęzią gospodarki, a poziom dwutlenku węgla wytwarzany w trakcie produkcji ubrań jest wyższy niż ten wytwarzany przez wszystkie linie lotnicze przez cały rok (wszystkim zainteresowanym tematem Areta poleca film „True cost”), o 180 stopni zmieniła kierunek swoich działań.

Firmę zostawiła przyjaciółce, a sama zaangażowała się w działania proekologiczne. W 2019 r. ukazała się je książka „Jak uratować świat?” – zbiór rozmów ze specjalistami od ochrony środowiska i propagatorami ekologicznych rozwiązań w różnych dziedzinach życia, nie tylko modzie. Chociaż to na tym polu dokonała chyba największej rewolucji w swoim (i swoich bliskich) życiu.

Na przykład od 2019 r. nie kupiła nowych ubrań. „Jeśli chociaż trochę zmniejszymy ilość rzeczy w szafie i dzięki temu będziemy w końcu widzieć, co w niej jest, to codzienne ubieranie się będzie zajmowało nam mniej czasu i generowało mniej stresu” – wyjaśnia.

Nie oznacza to, że elementy jej garderoby się nie zmieniają. Znalazła jednak sposób, by cieszyć się modą w sposób bardziej zrównoważony.

„Nie jestem w stanie pozbyć się potrzeby posiadania raz na jakiś czas czegoś nowego, ale staram się kupować z drugiej ręki w lumpeksach czy internecie”.

Dzięki temu, że sięga po używane ubrania, ma mniejsze wyrzuty sumienia. „Wiem, że nawet jeśli dana spódnica mi się znudzi, to puszczę ją dalej w obieg”.

Zaznacza, że nie chodzi o to, żeby nagle wszyscy projektanci zostali bez pracy. Wystarczy zmienić podejście, mając na uwadze, ile dany produkt będzie nam służył i jak potem możemy go przetworzyć.

ZOBACZ TEŻ: „Poczułam, że zajmowanie się jedzeniem może być ważne i sprawcze” [rozmowa z Martą Dymek]

REKLAMA

Aretafot. Kamil Majdański/MPP

Eko i zdrowo

Dziewczyny nie jedzą mięsa i starają się trzymać dietę wegańską, choć zdarza im się sięgnąć po tradycyjny nabiał. Faflun eksperymentuje z dietą, a dziewczyny ciągle szukają odpowiednich karm wegańskich dla psów (oczywiście konsultując to z weterynarzem).

„Na przykładzie bezmięsnych alternatyw jedzeniowych widać, jak wiele zmieniło się w ciągu ostatnich kilku lat – mówi Aga. – Dziś nie ma problemu z dostępem do opcji bezmięsnych w sklepach czy w restauracjach. Już nie jest tak, że jeśli nie jem mięsa, to na obiad dostanę ziemniaki z surówką minus kotlet”.

Producenci i restauratorzy oferują nam roślinne produkty, bo jest na to zapotrzebowanie. To pokazuje, że każdy z nas ma realny wpływ na działania dużych firm.

„Gdy coś się nam nie podoba, napiszmy w tej sprawie do producentów, umieszczajmy posty w social mediach” – radzi Areta. A Aga dodaje: „Jest takie powiedzenie: jeden człowiek nic nie zmieni – powiedziało nagle siedem miliardów ludzi”. Takie oddolne działania naprawdę przynoszą efekty.

A jak wygląda u nich kwestia aktywności fizycznej? Ostre treningi pod dyktando trenerki nie są w ich stylu, ale Agnieszka wciąż pielęgnuje swoją pasję do kosza. „Gram w koszykówkę amatorsko w drużynie »Laski grają w kosza«, skupiającej dziewczyny, które są różnej narodowości i orientacji. Nikt siebie nie ocenia, nie rywalizuje ze sobą, a atmosfera jest świetna”.

Aga lubi też bieganie i basen. „Pływanie jest dla mnie formą medytacji. Zwłaszcza jeśli mam coś do przemyślenia, to uwielbiam wyjść na basen” – opowiada.

Areta z kolei kocha spacerować, a od kiedy mają Fafluna, wychodzi jeszcze częściej. Wspólnie starają się każdy dzień rozpoczynać od jogi z ulubionym kanałem na YouTube – Boho Beautiful.

Jak uratować świat?

Tak brzmi ostatnie pytanie, jakie mamy przygotowane dla dziewczyn.

„Może zabrzmi to banalnie, ale: być najlepszą wersją siebie” – odpowiada Areta i wyjaśnia: „Zanim zaczniemy wytykać innym, co i jak mają robić, warto zastanowić się, czy na pewno my sami wszystko robimy dobrze. Nie oceniajmy innych i starajmy się być jak najbardziej empatyczni”.

Ta zasada, jak sama zastrzega, sprawdzi się zarówno w kwestii ekologii, jak i tolerancji wobec osób nieheteronormatywnych.

„Gdy sama odkrywałam swoją seksualność, swoje preferencje, starałam się wyprzeć to ze swojej głowy, bo bałam się, jak to zostanie odebrane w pracy czy wśród rodziny, ale otrzymałam takie wsparcie, jakiego każdemu życzę. Dziś wiem, że nie ma się czego wstydzić, bo nie krzywdzimy tym nikogo. Powinniśmy nauczyć się żyć razem, obok siebie, i doceniać to, że jesteśmy różni. Bo nie ma dwóch identycznych osób. Wiem, co mówię, bo mam siostrę bliźniaczkę” – mówi ze śmiechem Aga. I dodaje: „Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, ten świat byłby przecież strasznie nudny”.

ZOBACZ TEŻ: Ja kocham się w sobie [rozmowa z Radzką]

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA