Agnieszka Woźniak-Starak: Wolę żyć na własnych zasadach

„W momentach kryzysu najważniejsze okazują się proste rzeczy. Tylko na nich warto się koncentrować, szukając elementów, które sprawiają radość i dają szczęście. Kiedy twój dotychczasowy świat się kończy, musisz nauczyć się go na nowo, jak dziecko”. O tym, jak udało jej się znów znaleźć w sobie radość życia, opowiada Agnieszka Woźniak-Starak.

Agnieszka Woźniak-Starak fot.Kamil Majdański/MPP

Zastajemy ją na Mazurach, dokąd wyrwała się na kilka dni z Warszawy. Dziś dzieli swój czas na stolicę, gdzie ma pracę w „Dzień Dobry TVN” i dom w Konstancinie, a mazurski azyl. Rozmawiamy tuż po jej powrocie ze stadniny Karoliny Ferenstein-Kraśko, gdzie spędziła poranek. 

REKLAMA

Po 1: Bliżej natury

„Tak właśnie wyobrażam sobie początek idealnego dnia – mówi nam. – Zawsze starałam się żyć blisko przyrody, ale nigdy nie udawało mi się to na taką skalę. Dziś nie wyobrażam sobie dnia bez spaceru po lesie”. Kiedyś mieszkała w ścisłym centrum Warszawy, przy ulicy Pięknej, skąd przeniosła się do Konstancina. Daleko od wielkomiejskiego centrum, za to blisko lasu. Dziś nawet nie myśli o powrocie do Śródmieścia. Owszem, lubi bywać w Warszawie, po której najchętniej jeździ na rowerze, jednak pandemia pokazała jej zalety życia w otwartej przestrzeni, wśród natury, bez konieczności zamykania się w czterech ścianach. „Pandemia uświadomiła nam, jak głęboko weszliśmy w ten przetworzony, zabetonowany świat. I że na koniec dnia tak naprawdę chcemy wrócić do natury, biegać po łące i przytulać się do drzew”– śmieje się. Myślała, że nie będzie w stanie zostać na Mazurach, że wyprowadzi się na Podhale, które także bardzo kocha. „Ale okazało się, że to z Mazurami jestem połączona mocniej, chyba do końca życia, na dobre i na złe – wyjaśnia. – Takie rozwiązanie okazało się też łatwiejsze: da się żyć jedną nogą w Warszawie, a drugą na Mazurach. Po porannym programie wsiadam w samochód i trzy godziny później jestem w drugim domu, bliżej przyrody, tam, gdzie zaczęłam wyobrażać sobie siebie na nowo”.

PO 2: Miłość do sześcianu

Nagła śmierć męża, a potem pandemia sprowokowały proces wewnętrznej przemiany. Trzeba było się pozbierać, znaleźć w sobie siłę, żeby codziennie rano wstać z łóżka. „Pandemia dała mi czas. Dużo czasu. Najchętniej spędzałam go z psami w lesie. Zwierzęta i bliskość natury ładowały moje baterie. Wychodziłam na spacer i robiłam wszystko, żeby ta wyprawa trwała jak najdłużej”.

Psów ma w tej chwili sześć. Najstarszy w stadzie jest Ivan, rhodesian ridgeback; z kolei Vlad to młodszy przedstawiciel tej samej rasy. Następnie Sasza – jack russell terrier – oraz niepełnosprawna jamniczka Dżudi z niedowładem nóg, która była pod opieką fundacji SOS dla jamników i zagrała w filmie „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”. Gdy po zakończeniu zdjęć okazało się, że szuka domu, Agnieszka zdecydowała się ją przygarnąć. Piąty jest Pikuś rasy chihuahua, który był psem mamy Agnieszki, ale tak dobrze czuł się w stadzie, że chętnie zmienił adres. I najmłodsza Misza, półlabradorka, która niedawno przyjechała z Podlasia. „To moje domowe stado rządzi się swoimi prawami, ma własną politykę, żyje własnym życiem – opowiada Agnieszka. – Jestem w stanie zabrać na spacer maksymalnie cztery psy naraz, często więc wychodzę z nimi na raty i tylko jamniczka ze względu na kłopoty z poruszaniem się nie oddala się od domu. Wszystkie odwdzięczają mi się masą bezwarunkowej miłości. Mam wrażenie, że ze wszystkich istot żywych to one najmocniej potrafią okazywać uczucia. Wzrusza mnie ta potrzeba bycia blisko człowieka. I boli, że człowiek tak często jest pozbawionym sumienia oprawcą. Nigdy tego nie pojmę”. Bez psów nie wyobraża sobie życia. Było tak zawsze, odkąd pamięta. Od dziecka zamęczała rodziców marzeniem o własnym psie, zaczepiała wszystkie psiaki na ulicy, nie zrażało jej nawet, jeśli któryś ją ugryzł. Miała osiem lat, kiedy w domu pojawił się pierwszy pies, i od tej pory były już stale obecne, minimum dwa. „Wiadomo było, że zmierzam w stronę większego stada” – śmieje się.

Po 3: Jak konie w galopie

Pierwszy raz wsiadła na konia jako jedenastolatka, na Mazurach, podczas wakacji z rodzicami. Potem zraziła się do jazdy: kilka razy spadła, kiedy indziej koń ją poniósł. Przestraszyła się. A choć przez wiele lat próbowała wrócić do koni, mimo początkowego entuzjazmu zawsze w którymś momencie pojawiała się blokada. „Aż przyjechałam do stadniny w Gałkowie, do Karoliny Ferenstein-Kraśko – wspomina. – Poczułam, że z nią to się może udać, że przełamię strach. I tak się stało. Od tamtej pory jestem tam częstym gościem, a raz w roku biorę udział w obozie konnym i zawsze cieszę się na to jak dziecko. Być może dlatego, że jako dziecko nie chciałam jeździć na kolonie – śmieje się. – Oczywiście marzę o własnym koniu, ale to jest bardzo poważna decyzja i ogromny obowiązek, więc czekam. Wiem, że to jeszcze nie jest ten moment”. Dodaje, że relacja z koniem to zupełnie inna bajka niż współpraca z psim stadem. Duże, silne, wrażliwe zwierzę natychmiast wyczuwa każde napięcie. Jazda daje przyjemność dopiero, gdy wyrzucimy z głowy strach. A choć to aktywność fizyczna, w przypadku jeźdźca opiera się w dużej mierze na panowaniu nad emocjami, na współpracy i na zaufaniu. „Bo i jeździec, i koń muszą sobie zaufać – wyjaśnia. – Trzeba mieć też świadomość własnego ciała, dobra kondycja też się przydaje. W stajni u Ferensteinów jazda konna to czysta przyjemność. Świetni instruktorzy, szczęśliwe konie i wesołe towarzystwo, aż nie chce się stąd wyjeżdżać”.

Twierdzi, że w jeździe konnej jest coś bliskiego medytacji: trzeba się skoncentrować na współpracy z koniem, poczuć tę wspólną energię, być wyłącznie tu i teraz. „W trudnych momentach, kiedy chciałam pozbyć się złych myśli, zaczynałam sobie wyobrażać, że galopuję przez las – opowiada. – Wizja tego momentu, gdy koń wchodzi w galop, wykonuje taki pierwszy miękki skok, była metafizycznym przeżyciem. Marzyłam o tym, że galopuję piękną, szeroką, piaszczystą drogą w pobliskim lesie, i to naprawdę pomagało”.

Po 4: Na własnych zasadach

Jeszcze dwa lata temu była osobą, która wiecznie za czymś pędzi. Kolejne programy telewizyjne do prowadzenia, bogate życie towarzyskie, wyjazdy. Ten kołowrotek w momencie śmierci męża przestał mieć znaczenie. A potem zrozumiała, że wcale nie chce wracać do tego wyścigu, że szczęście jest zupełnie gdzie indziej. „Ta świadomość daje mi spokój, wiem, że robię rzeczy, które lubię robić, chcę żyć, mieć czas na to, co sprawia mi radość – opowiada. – Owszem, lubię pracować, ale nie chciałabym wracać do medialnego kieratu i showbiznesowej rywalizacji. Wolę żyć na własnych zasadach”. Bez wielkiego bólu zrezygnowała z mnóstwa rzeczy, które wcześniej były na porządku dziennym: od bogatego życia towarzyskiego po intensywne życie zawodowe. Zamieniła je na rytm slow skierowany do środka, do siebie, na skupienie się na tym, co najbliżej jej. Pomogła jej w tym pandemia. „To był moment, w którym zatrzymał się świat i okazało się, że wielu z nas tego przystanku potrzebowało. Byliśmy pogubieni, przebodźcowani, musieliśmy poszukać nowej drogi. Często zmuszały nas do tego okoliczności. Wiele osób zmieniło swoje życie, choć to oczywiście również bardzo trudny czas dla tych, którzy stracili bliskich, pracę”.

ZOBACZ TEŻ: Lara Gessler: Nie chcę być gdzie indziej

REKLAMA

REKLAMA

Po 5: Zaprzyjaźnij się

Dwa lata temu przyjaciele nie opuszczali jej przez długi czas. A potem przyszła pandemia, czas, który okazał się dla wielu z nas momentem weryfikacji więzi z bliskimi. Niekoniecznie wiązało się to z rozczarowaniami. „Wielu z nas zwyczajnie potrzebowało w tym czasie odpoczynku, wyciszenia – mówi. – Później oczywiście okazało się, że jesteśmy zmęczeni tym odpoczywaniem, zaczęło nam brakować ludzi. Kiedy w maju otworzyły się restauracyjne ogródki, wybrałam się do miasta i to było niesamowite doświadczenie znaleźć się nagle znów wśród ludzi. Odzwyczailiśmy się od tego i mam wrażenie, że wszyscy dziwnie się czuliśmy: z jednej strony ciesząc się jak dzieci, z drugiej odkrywając, że musimy znów uczyć się relacji społecznych. Jak się odnaleźć w tym tłumie? I czy ja w ogóle chcę tu być? Przyjaźnie są dla mnie bardzo ważne, ale jeśli to mają być prawdziwe więzi, trzeba im poświęcić czas, uwagę, zainteresowanie. Mam przyjaciół, którzy są ze mną od lat, pojawiają się też nowi, niektórzy odchodzą, ale ci prawdziwi pozostają niezmienni”.

SPRAWDŹ: Jessica Alba o poznawaniu siebie

Agnieszka Woźniak-Starak fot.Kamil Majdański/MPP

PO 6: Zaczytaj się

Ivan, Vlad, Sasza, Dżudi, Pikuś i Misza uwielbiają lektury. Wiedzą doskonale, że kiedy Agnieszka Woźniak-Starak bierze książkę do ręki, zaraz przeniesie się z nią na ich ulubioną kanapę, na której na pewno też się zmieszczą, i będą mogli towarzyszyć jej w czytaniu. „Chwila z książką to dla mnie zawsze szczęśliwa chwila, czas spędzony razem” – mówi Agnieszka. Tym razem zabrała na Mazury „Informację zwrotną” Jakuba Żulczyka – dramat psychologiczny i antykryminał zarazem. Pod ręką ma też „Inżynierię wewnętrzną. Z joginem po radość życia” Sadhguru, na którego miniwykłady w sieci trafiła przypadkowo. Często ich słucha, a lektura książki wprawia ją w dobry nastrój. Ważnym odkryciem jest też „Czuła przewodniczka” Natalii de Barbaro. „Uważam, że powinna ją przeczytać każda kobieta, a najlepiej gdyby ją miała na stoliku nocnym, zawsze pod ręką, i zaglądała do niej od czasu do czasu – opowiada. – My, kobiety, często same siebie sabotujemy, a autorka pisze o nas z wyjątkową miłością i troską”. Nie wyobraża sobie życia bez książek, a kiedy kursuje między Warszawą a Mazurami, często w podróży słucha audiobooków. Wie wtedy, że to najlepiej wykorzystane trzy godziny w trasie: że czegoś nowego się nauczyła, coś odkryła. „Czytanie książki jest jak patrzenie na świat cudzymi oczami, filtrowanie rzeczywistości przez cudzą osobowość i wrażliwość – wyjaśnia. – Przy okazji często odkrywamy, jak wiele w tym obrazie jest nas, jak bardzo podobne do opisanych w książce są nasze przeżycia i problemy”.

PO 7: Żyj zdrowo

Jazda konna nie wyczerpuje listy ulubionych form aktywności fizycznej. Pandemiczne spacery po lesie przeszły szybko w bieganie, a choć czas, gdy potrafiła pokonać kilka razy w tygodniu po dziesięć kilometrów, Agnieszka agnieszka Woźniak-Starak ma za sobą; to połowa tego dystansu wciąż sprawia jej przyjemność, bo bieg znakomicie oczyszcza głowę. Kilka razy w tygodniu ćwiczy z trenerem, najczęściej w domu. „Sport zapewnia mi porcję endorfin. Nie ma w tym żadnej ściemy, endorfiny istnieją i robią dobrą robotę – śmieje się. – Momenty, w których przestaję ćwiczyć, trenować, ruszać się, to nie są dobre chwile w moim życiu. Dla higieny równie ważny jest jednak rozwój duchowy, dlatego czytam, słucham, medytuję, nie zapominam też o jodze. No i staram się zdrowo żyć”. Każdy dzień zaczyna od szklanki soku z selera naciowego. Na jej talerzu nie ma mięsa i próbuje ograniczać inne produkty odzwierzęce. Zdarza jej się sięgać po sery i jaja, choć większość jej diety to warzywa i ziarna. Nie potrafi się obejść bez awokado – w połączeniu z jajkiem w koszulce albo ugotowanym na miękko jest jej idealnym śniadaniem przedtreningowym. Służy jej dieta białkowo-tłuszczowa, ma po niej najwięcej energii. Zdarza się jej jeść ryby, w jej kuchni nigdy nie brakuje komosy ryżowej, kaszy gryczanej, jogurtu kokosowego, cytryn i orzechów. Kiedy czeka ją trening wcześnie rano, sięga po kubek czarnej kawy z odrobiną oleju kokosowego i wegańskiej odżywki białkowej. Stara się trzymać zasady, żeby nie jeść po godzinie 18, choć robi wyjątek, jeśli ma ochotę spotkać się ze znajomymi na późniejszej kolacji przy winie. Zdarza jej się też zarwać noc, choć najlepiej czuje się, kiedy kładzie się wcześnie spać i wcześnie wstaje – jest rannym ptaszkiem. – Przede wszystkim nie lubię się spieszyć – mówi nam. – Kiedy mam być o siódmej w studio, wstaję już o czwartej, żeby mieć na wszystko czas. Kiedyś w dni wolne wstawałam o szóstej, żeby przed siódmą być w lesie przed innymi psiarzami, teraz pozwalam sobie na spanie do siódmej. Lubię wstawać rano, nie marnuję wtedy dnia. Kiedy pośpię do ósmej, wstaję z poczuciem winy. Choć poczucie winy to coś, co próbuję wyplenić z mojego życia na dobre”.

Obok domu ma swoją szklarnię, zakłada też ogródek warzywny. W szklarni w ubiegłym roku bazylia wyrosła do niespotykanych rozmiarów, udały się też rzodkiewki, a teraz rosną pomidory, ogórki, poziomki, zioła, sałata. Jarmuż w poprzednim sezonie się nie udał, teraz będzie drugie podejście. „Dziś ludzie mają fioła na punkcie ogródków i to jest świetny trend. Dobrze, że przywiązujemy wagę do tego, co i jak jemy” – uważa.

PO 8: Bez napinki

Dziś, kiedy ćwiczy, robi to dla przyjemności. Nie wstaje już pięć razy w tygodniu o szóstej rano, żeby godzinę później być na treningu na drugim końcu Warszawy. I nie wyobraża sobie treningów dwa razy dziennie, co wcześniej jej się zdarzało. Ma być miło i przyjemnie, nic się nie stanie, jeśli nie zachowa reżimu. – Nie mam do siebie pretensji o opuszczony trening, za to codziennie jestem na spacerze i to też traktuję jako formę ruchu – opowiada. – Dążenie do perfekcji już mnie nie interesuje. Perfekcja nie istnieje. Owszem, dbam o siebie, ale świat się nie zawali, jeśli zjem ciastko albo nawet trzy i nic wielkiego też się nie stanie, jeśli przybędzie mi centymetr w talii. Pamiętam, że dość mocno przeżyłam moją czterdziestkę; dziś mam 43 lata i nawet mnie to bawi. Ten czas tak szybko płynie, że nie mam pojęcia, kiedy to się stało” – śmieje się.

PO 9: Lubię się

Twierdzi, że w sytuacjach kryzysowych ratowało ją też to, że jako jedynaczka zawsze lubiła spędzać czas ze sobą. Jako dziecko nigdy się nie nudziła, zawsze znajdowała sobie jakieś zajęcia. Czas spędzony ze sobą wciąż bardzo ceni, nie wie, co to nuda, a doba jest dla niej zawsze za krótka. „Ja czas ze sobą celebruję. Uważam, że jestem dla siebie dość interesującą kompanką” – dodaje ze śmiechem. Przyznaje jednak, że nie zawsze lubiła siebie – jak wiele kobiet, musiała do tego dojrzeć. Kiedy sięga myślami wstecz i przypomina sobie, co jej w sobie nie pasowało, widzi same absurdy. „Kiepską samooceną krzywdzimy same siebie, tracąc czas na wydumane problemy. Zawsze jesteśmy niewystarczająco dobre, mądre, szczupłe czy wysportowane, a to przecież jest jakiś nonsens, szkoda życia – uważa. – Powinnyśmy być dla siebie lepsze, czulsze i bardziej wyrozumiałe. Żałuję, że zrozumiałam to tak późno.

Co lubi w sobie dziś? To, że potrafi cieszyć się tyloma rzeczami. Że lubi się śmiać. Że jest wciąż mnóstwo rzeczy, których chciałaby się nauczyć. Że jest osobą, która nie stwarza problemów, z którą można się dogadać i z którą łatwo spędza się czas. Lubi też swoje ciało i ma codzienne rytuały, które pozwalają jej o nie zadbać. Codziennie rano szczotkuje je dokładnie i ma poczucie, że ten zabieg budzi ją do życia. Nie rozstaje się z rollerem z różowego kwarcu, który trzyma w lodówce i który jest najlepszym lekiem na zmęczoną cerę i spuchnięte oczy. Chodzi z przyjemnością na masaże i zajęcia jogi. Przed zaśnięciem medytuje, a po przebudzeniu słucha mantr, które pozytywnie nastrajają ją na zaczynający się dzień. I nie snuje planów.

PO 10: Bez planu

„Dwa lata temu przestałam robić jakiekolwiek plany – opowiada. – Jestem ciekawa każdego dnia, bo każdy przynosi coś nowego, ale nie mam żadnych konkretnych projektów na przyszłość. Nie umiem już planować wielkich rzeczy, nie mam takiej potrzeby. To, co dzieje się teraz, daje mi dużo satysfakcji. Cieszę się z „Dzień Dobry TVN”, z przyjemnością chodzę do pracy, spotykam w niej fajnych ludzi, doceniam to i nie marudzę. Patrzę w przyszłość z ciekawością i wiem, że idę w dobrym kierunku. Idę sobie pomału, boczną ścieżką, i nie chciałabym już wchodzić na główną, ruchliwą drogę. Rozglądam się z uważnością, żeby się nie zgubić. Nie chciałabym, żeby mój świat wrócił na dawne tory i znów zaczął pędzić. Zobaczymy, dokąd mnie ta dróżka poniesie”.

Agnieszka Woźniak-Starakfot.Kamil Majdański/MPP

Agnieszka na skróty

Na Instagramie śledzę...

...znajomych i nieznajomych, ale muszą być bardzo interesujący! Oraz sporo psów i koni.

Chciałabym bardzo spróbować... 

Wszystko, czego chciałam, już spróbowałam. Może oprócz lotu na orbitę okołoziemską.

Moje hobby poza pracą to...

...książki, konie, rower, spacery z psami i sport.

Rzeczy, które mnie inspirują

Ludzie, muzyka, książki, natura, wszechświat. Inspiracją może być wszystko, trzeba mieć tylko oczy i uszy szeroko otwarte.

W typowym dniu jem często...

...rośliny. I nie często, tylko trzy razy dziennie.

Myliłam się bardzo, co do...

..biografii Beaty Kozidrak. Myślałam, że to będzie książka nie dla mnie, a potem nie mogłam się od niej oderwać.

Nic mnie tak nie pobudza jak...

...bulletproof coffee, yerba mate i program na żywo.

Mój urodowy rytuał to...

...szczotkowanie ciała. Bez dwóch zdań.

REKLAMA

Najlepsze ćwiczenia, by być zawsze w formie

Z tym zestawem Agnieszka wzmacnia całe ciało, ćwicząc w domu.

Patryk Puczyłkowski, trener personalny z kilkunastoletnim doświadczeniem, układa treningi tak, aby jedno ćwiczenie angażowało jak najwięcej partii mięśniowych. Ten prezentowany przez Agnieszkę składa się z 5 ćwiczeń. W każdym z nich wykorzystujemy wszystkie zakresy ruchowe, czyli fazy koncentrycznej, ekscentrycznej i izometrycznej. To powoduje wzrost siły i wytrzymałości mięśni oraz lepszą świadomość swojego ciała.

Zakrok skrzyżny

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Stań prosto z hantlami w dłoniach (a). Ugnij kolana i przenieś prawą nogę po skosie za siebie. Jednocześnie ugnij łokcie, dźwigając hantle (b). Wróć do pionu, opuść ciężarki i zmień stronę. Powtarzaj na zmianę.

Wspinaczka

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Ustaw się w podporze przodem. Przyciągnij lewe kolano po skosie w kierunku przeciwnego łokcia. Odstaw stopę i przyciągnij prawą nogę do lewego łokcia. Kontynuuj dynamicznie na zmianę.

Wyciskanie w mostku

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Połóż się na plecach ze zgiętymi kolanami i stopami płasko na podłodze. W dłoniach trzymaj hantle, ugnij łokcie (a). Napnij pośladki, by unieść biodra, aż uda utworzą linię prostą z tułowiem. To pozycja wyjściowa. Wyciśnij hantle prosto w górę (b), potem powoli obniż ręce. Opuść biodra dopiero po zakończonej serii.

Wiosłowanie w podporze

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Zacznij w podporze przodem, opierając lewą rękę na hantli. Trzymając całe ciało stabilnie, przyciągnij ciężarek do żeber, kierując łokieć do sufitu. Wróć do podporu. Wykonaj wszystkie powtórzenia na jedną stronę, zanim powtórzysz ćwiczenie na drugą rękę.

Przysiad z wyciskaniem

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Agnieszka Woźniak-Starak fitnessfot.Kamil Majdański/MPP

Złap hantle nad barkami, rozstaw stopy nieco szerzej niż biodra. Zejdź do przysiadu (a). Dynamicznie wyjdź w górę, prostując się i unosząc hantle do sufitu (b). Wróć do przysiadu i powtarzaj.

ZOBACZ TEŻ: Wywiad z Jennifer Aniston

Zobacz również:
Najnowsze badania dowodzą, że zarówno umiarkowane, jak i intensywne ćwiczenia łagodzą objawy nerwicy lękowej, nawet wtedy, kiedy zaburzenie jest przewlekłe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA